niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 13

„ Zaufaj mi”



Zamknęła oczy, a w głowie pozostał jej jeszcze obraz Malfoya stojącego na skraju polany. Chciała go zachować do końca. Jego wzrok, linię szczęki, bladość skóry i stoickie opanowanie.
Akurat w tej chwili nie myślała, że to jest złe. Nie myślała o tym, że nie powinna tak myśleć lub co powiedzieliby o tym inni. Bo w ten ułamek sekundy była pewna, czego chce.
Draco
Chyba przeszedł ją jeszcze nagły żal, że już nigdy nie wypowie tego imienia.
To trwało ledwie sekundę. Potem otworzyła oczy.
Revis stał wpatrzony w nią wściekle. Kolejny raz rzucił zaklęcie w jej stronę, ale smuga zielonego światła jedynie odbiła się od niewidzialnej ściany. Hermiona zrozumiała, że ów miejsce chronione z każdej strony potężnym zaklęciem. Rzuciła krótkie spojrzenie na Malfoya, który wydawał się wcale nie być zaskoczony. Wyciągnął różdżkę na Revisa. Ten odwrócił się i wycharczał wściekły:
-Oni nadchodzą. Już tu są...
Ślizgon jednym szybkim zaklęciem powalił Revisa na ziemię. Hermiona z zaskoczeniem cofnęła się o krok. Malfoy podniósł wzrok i spojrzał na nią przelotnie. Zimny wiatr wprawił ją o dreszcze, palce prawie zamarzły jej od mrozu, mimo wszystko dziewczyna zacisnęła mocno ręce na zegarku.
-Nie ma czasu Granger, on miał rację. Tamci nadchodzą.
-Kto?
-Ludzie, którym bardzo zależy na tym, co tak dzielnie trzymasz w dłoni.
Granger nie była pewna co o tym myśleć, ale z oddali usłyszała jakiś krzyk. Malfoy uśmiechnął się do siebie, jakby był zadowolony że miał rację.
-Nie oddam go.
Gdzieś z tyłu słyszała niepokojące dźwięki szamotaniny się z krzewami i wiedziała, że jest otoczona. Gdyby tylko miała różdżkę.
Malfoy powoli zbliżył się do granicy oddziaływania zaklęcia. Wbił w nią to swoje przerażające spojrzenie i odrzekł:
-Wiem gdzie możesz się schować.
-Nie ruszę się stąd. Poza kręgiem czeka mnie tylko śmierć.
-Zaufaj mi- odpowiedział trochę zniecierpliwiony.
Nie miała pojęcia dlaczego tak zmiękła po tych słowach. To po prostu się stało. Szybkim krokiem podeszła pod niego, cały czas mocno zaciskając rękę na zegarku.
-Jeśli odbiorą mi Anielski Zegarek, zabiję cię - warknęła.
-Mam nadzieję, że masz dobrą kondycję.
Złapał ją za nadgarstek i raptownie pociągnął w prawo. Biegli z całych sił, a za sobą słyszeli coraz głośniejsze krzyki. Hermiona tylko raz odwróciła się za siebie i zobaczyła ciemne postaci w oddali. Malfoy prowadził, odchylając wszystkie gałęzie i tarasując dla nich drogę. Dziewczynie brakowało tchu, wciąż myślała o prześladujących ją ludziach i w pewnej chwili omal nie upadła. Przytrzymał ją mocno i warknął:
-Uważaj !
Miała ochotę odpowiedzieć mu coś bardzo niemiłego, ale przecież mają pościg za swoimi plecami. To raczej absorbuje myśli. 
W końcu Malfoy puścił jej rękę i raptownie stanął, a Hermiona omal na niego nie wpadła.
-Co jest? 
-Widzisz to ? - zapytał, łapiąc łapczywie powietrze.
Granger rozejrzała się dookoła i w końcu dostrzegła coś przed sobą. Ukryta za wielkimi krzewami, znajdowała się całkiem spora jaskinia. Hermiona miała złe przeczucia, ale Malfoy już wszedł do środka, nawet się za nią nie oglądając. Gryfonka ze złością jęknęła, lecz podążyła za nim.
Dookoła nich panowała ciemność. Dziewczyna brnęła przed siebie, podążając jedynie za odgłosem kroków Malfoya. W pewnym momencie wszystko ucichło.
Granger przystanęła wystraszona. Miała już serdecznie dość tego, że nie może nic zobaczyć - wydawała się być otumaniona i całkowicie straciła orientację w terenie.
-Malfoy? - jej głos brzmiał niepewnie i utonął w czeluściach jaskini.
Znów zaczęła iść do przodu, ale tym razem powoli, dokładnie ważąc kroki.
-Malfoy! To nie jest śmieszne...- nie była pewna, czy cokolwiek w tym momencie, mogłoby być dla niej zabawne.
Kilka kroków do przodu i ... Hermiona nagle poczuła pustkę pod stopami. Nie zdążyła nic zrobić i czuła jak spada, lecz w tym momencie ktoś ją złapał. Krzyknęła, a on zasłonił jej ręką buzię. Trzymał zapaloną różdżkę, a jego twarz wyglądała jak zwykle przerażająco w ciemnościach. Mimo wszystko, Hermiona cieszyła się, że to właśnie on. Nie mogła walczyć z poczuciem ulgi.
Odsunęła jego rękę, ale miała wielką ochotę przy okazji go uderzyć.
-Czemu mnie zostawiłeś ?
-Musiałem sprawdzić teren.
Granger zmarszczyła z powątpiewaniem brwi. Nie wiedziała, co on zamierza, ale cały czas czuła na karku wrogów.
Znów ją zostawił i poszedł na przód. Tym razem widziała lekkie światło różdżki, co dodawało jej odrobinę pewności. Malfoy odwrócił się, zdziwiony, że za nim nie idzie.
-Nie mam ochoty cię niańczyć, Granger. Albo idziesz albo... radź sobie sama.
-Dlaczego? - zapytała cicho.
Przystanął. Cicho prychnął:
-Co : dlaczego?
-Dlaczego mi pomagasz ? Znowu ?
Malfoy obdarzył ją wrednym uśmieszkiem. Nawet w tak słabym świetle, widziała jego rozbawioną minę.
-Myślisz, że robię to dla ciebie? Przykro mi, jestem stracony. Jedyne o co w życiu dbam to : ja. I tym razem jestem egoistą, bo ratuję twoje życie, żeby uratować swoje.
-Co masz na myśli ? - jej głos nawet ją poruszył.
Niecierpliwie podszedł ku niej.
-Czy ty zawsze musisz wszystko wiedzieć?
-Taka po prostu jestem.
-Co byś powiedziała, Granger, jakbym przyznał, że między mną a Revisem były pewne spięcia...
-Nie zdziwiłabym się.
-Nie przerywaj! Tak czy inaczej, co byś powiedziała gdyby te „spięcia” sięgały, że tak powiem wspólnej piaskownicy? Revis to mój kuzyn, Granger. Kuzyn, którego powinienem zabić, ale tego nie zrobiłem. Przez ciebie. - Hermiona odsunęła się od niego.- Bo muszę cię niańczyć, inaczej on wygra, a ja nie dam mu takiej satysfakcji. Więcej ci nie powiem.
Już miał się odwrócić, kiedy dziewczyna odrzekła:
-Miałeś rację. Jesteś egoistą.
Bez słowa, szli dalej.
Granger zauważyła, że ciągle schodzą po schodach. Nie raz się potknęła, ale jakoś udało jej się nie wywalić. Poczuła dreszcz przechodzący przez jej ciało – szli ciemnym tunelem, a ona była tylko w marnym sweterku. Zastanowiła się ile musi być stopni na zewnątrz i kiedy w końcu się stąd wydostanie. Przez myśl przeszło jej także, że odkąd Malfoy wyciągnął ją z tamtego miejsca, ani razu mu nie podziękowała. Poczuła jednak, że nie ma za co dziękować – w końcu nie było w tym ani krztyny dobroci. Malfoy robił to dla siebie. Jak zwykle. Jak wszystko.
Nagle gdzieś z przodu usłyszeli cichy, przeciągający się pisk. Malfoy stanął jak wryty, co nie wróżyło zbyt dobrze.
-Co się dzieje? - zapytała cicho, stojąc tuż obok niego.
Wychyliła się poza jego ramię – różdżka oświetlała tylko kilka metrów na przód, więc Granger chciała podejść bliżej do źródła ów dźwięku. Malfoy powstrzymał ją ręką. Nagle usłyszała, że coś zbliża się w ich stronę.
Serce przyśpieszyło tępa, oddech stał się szybszy, a palce wbiły się w jego ramię.
-Co to jest? Malfoy ?
-Nie wiem, bądź cicho.
Gdyby tylko miała różdżkę... Och!
Jakieś ciemne, obślizgłe stworzenie, przypominające odrobinę psa, rzuciło się na nich. Malfoy od razu trafił w stworzenie jakimś zaklęciem, ale to nie dawało za wygraną. On wciąż zasłaniał ją sobą, rzucając różne zaklęcia. W końcu krzyknął :
-Avada Kedavra!
Potwór padł na ziemię. Malfoy stał jeszcze przez chwilę zaskoczony tym co zrobił, potem bez słowa ruszył do przodu.
-Malfoy, ty... to zabiłeś. Jak mogłeś?
-Ratowałem nas!
-Ale to... Zaklęcie Niewybaczalne. Nie muszę ci chyba tłumaczyć...
-Nie, nie musisz.
-Udajesz, że nic cię nie obchodzi, ale musi. W końcu... za to można pójść do Azkabanu.
Szli dalej i dalej w głąb podziemnego korytarza. Malfoy głośno prychnął:
-Nie mogą mi nic zrobić.
Teraz to ona prychnęła.
-Nie jesteś bezkarny.
-Jestem Malfoyem.
-To nic nie znaczy.
-To znaczy bardzo wiele.
Resztę drogi nie odzywali się do siebie ani słowem. Minęła godzina, może więcej. W końcu Hermiona poczuła przed sobą stopień i z uśmiechem zaczęła się wspinać ku górze.
-To jest podziemne przejście, tak? Gdzie dokładnie ono prowadzi?
-Zaraz się przekonasz.
Z każdym stopniem robiło się coraz jaśniej i jaśniej, aż Malfoy natrafił ręką na klapę w suficie. Otworzył ją i razem przedostali się na zewnątrz.
Hermiona mimo że nigdy tu wcześniej nie była, od razu rozpoznała miejsce.
-To Wrzeszcząca Chata! - powiedziała oniemiała.
Teraz znów zmienili tunel i szli tym razem do zamku. Gryfonka w końcu zdecydowała się zadać pytanie, które męczyło ją od początku :
-Skąd znasz te wszystkie tunele? To miejsce w lesie... Oni go nie znali...
-Nie wysilaj się na pytania.
-Może tylko jedno. Odpowiedz mi, a dam ci spokój.
Prychnął.
-Dasz mi spokój? Och, to takie wspaniałomyślne.
-Malfoy.
-Słucham.
Zrozumiała, że dał jej szansę.
-Skąd wiedziałeś, że jestem tam w lesie. Skąd wiedziałeś, że mam kłopoty?
-Miało być jedno pytanie – jego głos był chłodny.
-Wiążą się ze sobą, nie sądzisz?- zapytała ostrożnie.
-Pilnowałem Revisa. Wiedziałem, z... pewnych źródeł, że chce cię zaatakować.
Hermiona przystanęła.
-Wiedziałeś to i … nie powiedziałeś nikomu? Nie powiedziałeś mi?
On nie zatrzymywał się, więc musiała do niego dobiec.
-Nie wiedziałem kiedy to zrobi,ale byłem pewny, że niedługo. Potem zobaczyłem twój znak. Mogłaś walczyć, a jednak wybrałaś to. Dziwne.
Hermiona była wściekła. Tak wściekła.
-Nie pytasz mnie o zegarek – zaczął.
-Co ?
Zupełnie o nim zapomniała. Cały czas trzymała go kurczowo w kieszeni.
-Nie pytasz, dlaczego nie chce ci go odebrać.
-Nie byłbyś w stanie go odebrać.
-Ja mogę wszystko...
Weszli do zamku, Hermiona odwróciła się do niego i warknęła:
-Nie jesteś taki dobry, za jakiego się uważasz, Malfoy.
-Lepiej go ukryj. Bardzo dobrze ukryj. I radzę ci Granger – pod żadnym pozorem go nie używaj.


***
Rozdział zadedykowany Buni. 

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 12

" W ciemnościach"

Kto nie ma od­wa­gi błądze­nia, niech się nie wy­biera na poszu­kiwa­nie prawdy.  


Kartkę po kartce, wertowała starą księgę. To napięcie ją przerastało. W pewnym momencie uświadomiła sobie, że w jej głowie odzywa się jakiś niechciany i zmartwiony głosik. Czyżby była to  wątpliwość? Co tu robisz kochana? Przecież to ta książka. Dumbledore wierzy, że coś w niej odnajdzie, Malfoy... zna autora, więc również jest pewny powodzenia poszukiwań, ale ona...
Przypominajka?  To Henlein wymyślił i to ? 
O wątpliwości, odejdź. Daj Hermionie odsapnąć. Zrób miejsce na cierpliwość. 
Hermiona zerknęła na blizny na ramieniu. Krok po kroku, litera po literze, czyjś cel staje się osiągalny. A ona nie może zrobić z tym nic. I będzie cierpieć. 
Przejechała różdżką po książce, świecąc na tytuł kolejnego rozdziału. Jej serce wykonało szalone uderzenie i zamarło - tytuł bowiem głosił  " Magiczne Wskazówki ". 
To właściwie mogło znaczyć wszystko, ale Hermiona miała tą dziwną pewność, że to jest to, czego szuka.
Machina Petera - nie, to jakieś urządzenie zwalniające czas...Dziewczyna przejechała wzrokiem w dół kartki i zobaczyła złoty napis, który sprawił, że podniecenie sięgnęło zenitu. Pod spodem znalazła notatkę od autora o swoim wynalazku.

Anielski Zegarek. 

Zajmowałem się nauką o czasie przez 27 lat. Przez dwadzieścia lat udało mi się osiągnąć niewiele poza zwykłym zegarem odmierzającym czas, który mugole szybko przejęli jako swój wynalazek. To była jednak przykrywka, by przestali węszyć przy mojej pracy.
W końcu wpadłem na pomysł, który ekscytował i przerażał jednocześnie. Zająłem się badaniami na temat powiązania między okresami czasu, a na koniec udało mi się stworzyć Anielski Zegarek, który miał odmienić nie  tylko przyszłość, ale też i przeszłość.
Mechanizm działa...



Hermiona z wściekłością zauważyła, że kawałek strony został przypalony. Zaczęła przeglądać książkę, ale nic więcej na temat Anielskiego Zegarka nie znalazła.
Przeczytała ów notatkę jeszcze raz i jeszcze... aż tekst wbił jej się do pamięci. Powoli ważyła każde słowo, zastanawiając się nad jego ukrytym znaczeniem. Czy ono w ogóle istniało?
Dziewczyna nie była już pewna niczego. Wiedziała jedynie, że Anielski Zegarek jest okryty wielką tajemnicą i ktoś umyślnie zaciera ślady. Hermiona już miała odłożyć książkę, kiedy zobaczyła na brzegu krótki napis "serce". Przyjrzała się ładnym, smukłym literom i nagle... tajemnicze słowo zniknęło. Gryfonka zamrugała kilka razy, przybliżyła oczy do kartki, ale nie mogła nic dostrzec.
Wtem w miejscu, gdzie znajdował się napis, pojawił się kolejny
 "Jesteś Powiernikiem Tajemnicy. Strzeż jej".
Gryfonka wydała z siebie zduszony okrzyk, gdyż nagle czyjaś różdżka ukuła ją mocno w szyję.
-Dobrze się spisałaś.
Znała ten głos... i to bardzo dobrze.

***

Harry i Ron siedzieli przy stole. Potter zapatrzył się na fotel przy kominku - pamiętał, jak Syriusz spędził z nimi ostatnie święta... Były co prawda dość nieudane z powodu pana Weasleya, ale w Harrym żyło wciąż to wspomnienie radosnego, pełnego życia Blacka, który jak nigdy, cieszy się z jego obecności. Jest szczęśliwy, że Harry jest w pobliżu. Widmo przeszłości będzie go nawiedzało każdego dnia. Jego twarz, uśmiech i... to ciągłe mylenie go z Jamesem...
-Harry, może trochę puddingu? - zapytała pani Weasley.
Potter podniósł wzrok i spojrzał na nią. Ubrana była w kasztanową sukienkę, a na jej ustach pojawił się dobroduszny uśmiech. Harry odmówił i wtedy przyszedł Ron.
-Dostaliśmy list od Hermiony ! To chyba z wczoraj, te sowy z Hogwartu strasznie się obijają.
-Pokaż - powiedział cicho Harry.
Ginny usiadła obok niego, ale nie odezwała się. Harry wyrwał się z zamyślenia i przyjrzał się Weasley. Widział jak marszczy brwi, martwiąc się czymś. Potem oddał kopertę Ronowi, a ten jakby coś przeczuwając zabrał ją i wyszedł.
-Ginny, co jest?
Uśmiechnęła się lekko, jakby zaskoczona tym, że coś zauważył. Gdzieś tam w pobliżu Ron wciskał sobie kolejne ciasteczka do buzi, a pani Weasley z zacięciem patrzy na magiczny zegarek, czekając na pana Artura. Tak jak zawsze...
-Harry ja... 
Znów zrobiła dłuższą pauzę. Harry spojrzał na nią, a ona pośpiesznie odwróciła wzrok.
-Tu nie chodzi o mnie, lecz o Hermionę. Od niedawna zaczęła się dziwnie zachowywać i ... po prostu boję się o nią. Boję się, bo wiem, że wplątała się w coś niebezpiecznego i Malfoy...
-Malfoy?
Ginny przewróciła oczami.
-On się wciąż obok niej kręci. Nie mów, że nic nie zauważyłeś ! - powiedziała z zapałem.
-Nie... - odpowiedział z zastanowieniem.
-Wy... faceci jesteście tacy ślepi! Nie wiem o co mu chodzi, ale wciąż jest gdzieś obok. Nie wróżę z tego nic dobrego. A co do Hermiony... Jesteście przyjaciółmi, Harry. Jak mogłeś nic nie zauważyć?
-Do czego tak pijesz? Wiem, że Hermio...
-Ona się w nim zakochała.
Harry musiał się odsunąć od Ginny. Ta, wydawała się być nieco zmieszana i zakłopotana faktem, iż wyjawiła mu coś tak sekretnego. Potter nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał.
-Nie.
-Harry...
-To jest Hermiona ! Hermiona Granger. A on... to MALFOY !- wycedził wściekły Potter.- On jest ... zły... on... ! 
-To tylko moje spostrzeżenia, Harry.
-Może zbyt pochopne.
-Widzę jak ona na niego patrzy.
-...i zbyt naiwne.
-... i jak on patrzy na nią.
-Ona go nienawidzi. A on ją.
-Nie kochaj moc­no, bo przyj­dzie niena­wiść, nie niena­widź moc­no, bo przyj­dzie miłość.  

***
-Puść mnie - wycharczała. 
Ciągnął ją niemal w pół przez pusty korytarz. Jak to możliwe, że nikt ich nie usłyszał? Czy nagle wszyscy zapadli w kamienny sen? Jak mu się to udało?
Jeszcze tylko kilka centymetrów i dobędzie swojej różdżki z kieszeni spodni. Jego palce mocno zaciskały się na jej szyi, a różdżka wciąż była pełna gotowości. Gryfonka musiała walczyć nie tylko z nim, ale i ze sobą - ręce zaczęły jej się trząść, a przez jego uścisk ledwo mogła oddychać. Nagle zorientowała się, gdzie idą. Wypchał ją w otwarte drzwi zamku i Hermiona poczuła lodowaty oddech na swojej skroni. Było okropnie zimno, więc zadrżała. Nie miała jednak czasu na tego typu zmartwienia -ważą się teraz jej losy.
-Czego chcesz Revis?
-Ciebie, kotku.
-Mnie? Po co? 
Zaśmiał się cicho. Dobrze - Hermiona z całych sił starała się odwrócić jego uwagę.
-Dobre pytanie. Wiesz coś, o czym nikt inny nie wie. Jesteś Powiernikiem Tajemnicy.
Hermiona zamarła.
-Co ty bredzisz? - zapytała, udając zaskoczenie.
-Nie próbuj mnie oszukać, Granger. Nie masz szans - powiedział z uśmiechem.
To była ta chwila - Hermiona złapała za różdżkę i z całej siły kopnęła Revisa w kolano. Upadł na ziemię, a ona wycelowała w niego różdżkę.
-No dalej ! - warknął. - Mądra, zdolna Granger. Pewnie zastanawiasz się, jakie zaklęcie na mnie rzucić.
-Drętwo...
-Protego!
Był szybszy. Hermiona cofnęła się i szybko oceniła sytuację - nie jest w stanie uciec, nie ma z nim szans. Potem znów próbowała go powalić Drętwotą, ale znów ją uprzedził. Czerwone smugi mijały ją o kilka centymetrów, natomiast on blokował każdą jej próbę. W końcu Hermiona podjęła szybką decyzję i wystrzeliła żółtą smugą światła w górę. Jedyne co jej pozostało to nadzieja - że ktoś to zobaczy i wyjrzy przez okno. To tak mało prawdopodobne, ale jednak miała tą nadzieję. Revis tymczasem wykorzystał sytuację i krzyknął :
-Expelliarmus!
Różdżka Hermiony wpadła w jego ręce. Dziewczyna zaczęła biec, ale zaraz rzucił na nią niewidzialne więzy.
-Granger zapamiętaj sobie jedno : z nami nie wygrasz.

Było jej zimno, ale starała się o tym nie myśleć. Kiedy stajesz oko w oko ze śmiercią i wiesz, że masz małe szanse, wszystko inne przestaje cię obchodzić.
Nałożył na nią niewidzialne węzły i prowadził w głąb lasu. Hermiona zastanawiała się, czemu wciąż jej nie zabił. Może chce zrobić z tego jakąś ceremonię ?
Idąc za nim myślała o Harrym i Ronie. Siedzą teraz przy kominku i piją gorącą czekoladę, kiedy ona idzie na pewną śmierć. Zastanawiała się, co by im powiedziała, gdyby miała ostatnią chwilę. "Kocham was? ".
Jej mózg pracował na zwiększonych obrotach, kiedy główkowała nad planem Revisa. W głowie miała mnóstwo planów na to, co zrobi, gdy ten puści ją i będzie czymś na chwilę zajęty. Jakoś by sobie poradziła bez różdżki, gdyby nie miała związanych rąk. W tym wypadku będzie o wiele gorzej.
W końcu doszli do małej polanki. Księżyc oświetlał ją, a z oddali słychać było wycie wilkołaków. Granger wpatrywała się w twarz Revisa, próbując odczytać jego myśli... zamiary. Stanął przed nią i uśmiechnął się zagadkowo.
-Na co czekasz? - zapytała dzielnie Gryfonka.
On jednak nie odpowiedział, tylko uniósł wzrok ku górze. Nagle ziemia zaczęła się trząść. Hermiona ze zmartwieniem spojrzała na osuwający się piasek i uśmiech na twarzy Revisa. 
Na środku polanku nagle powstała dziura, która wciąż się powiększała i powiększała. Dziewczyna omal nie krzyknęła z zaskoczenia, kiedy zobaczyła wysuwającą się z niej skrzynkę. Śmierciożerca zaśmiał się i postawił krok do przodu, jednak ziemia pod jego stopą całkowicie się zapadła. 
-Tutaj zapewne nadchodzi rola dla ciebie - mruknął jej do ucha, lekko ją popychając.
Postawiła krok, potem kolejny, ale ziemia wydawała jej się pewniejsza. Odwróciła się i spojrzała w jego twarz - była skupiona, może lekko przestraszona.
-Jak mam sięgnąć po tą skrzynie ze związanymi rękami? - zapytała, starając się brzmiąc pewnie.
On zmarszczył czoło - oczywiście, że jej nie ufał. Ale miała racje i to go zdenerwowało. W końcu machnął różdżką, szepcząc coś cicho.
Hermiona wiedziała, że to może jedyna okazja, żeby uciec. Ale jakże niepewna ! Coś bardzo ciągnęło ją do tej skrzyni. Zobaczyła Revisa stojącego poza obszarem, który jest pod działaniem zaklęcia. Sięgnęła do skrzyni - poczuła wibrującą moc i otworzyła powoli wieko.
Na dnie skrzyni leżało pozłacany, stary zegarek, który niczym nie różnił się od innych kieszonkowych zegareczków. Nagle zrozumiała.
Podniosła go lekko, a on zaświecił tak, że musiała przymróżyć oczy. Zauważyła kilka pokręteł i dwa guziki. Zapragnęła ich dotknąć, zobaczyć co się stanie... Wtem Revis się odezwał:
-Masz natychmiast wrócić.
Hermiona odwróciła się i spojrzała na niego - trzymał wycelowaną w nią różdżkę. 
-Masz trzydzieści sekund.
Gryfonka wstała i trzymając zegarek dała kilka kroków w przód. On patrzył na nią wściekle, ale nic ją to nie obchodziło. Nagle jej myśli całkowicie zaprzątnął Anielski Zegarek i za nic na świecie, nie chciała go oddać.
-Jeśli mi go zaraz nie oddasz - zabiję cię! - krzyknął Revis.
-Nie zabijesz jej, bo wtedy stracisz Zegarek.
Pod Hermioną zgięły się kolana. Z mroku po jej lewej stronie wyszedł Malfoy. Był taki blady, że w panującej ciemności, wydawał się jaśnieć jeszcze bardziej. 
Rzucił jej krótkie spojrzenie - takie, które pozostaje w pamięci na wieku - zbolałe. Rzadko kiedy zapamiętujemy chwilę szczęścia, ale moment bólu czy cierpienia pamiętamy zawsze.
Chyba nie zdawała sobie z tego do końca sprawy, ale jej usta wyszeptały :
-Proszę...
Malfoy nie podniósł różdżki na Revisa i Granger nie miała pojęcia co jest grane. Poczuła się okropnie, kiedy do niej dotarło, że może on nie jest tu by ją ratować. Nagle straciła nadzieję.
-DAJ MI TEN ZEGAREK! - wrzasnął wściekły Revis. 
-Nie - odpowiedziała Hermiona, pewnie patrząc mu w oczy.
To zdarzyło się w kilka sekund- Revis uniósł wyżej różdżkę tak, że była na wprost Hermiony i krzyknął:
-Avada Kedavra
Zielona, śmiercionośna smuga światła opuściła jego różdżkę i....

sobota, 28 września 2013

Liebster Award

Okej, zostałam nominowana przez Genialną Monię ( przepraszam, że dopiero teraz na to odpowiadam, miałam baardzo mało czasu), więc odpowiem na pytania.

1. Co byś zrobiła gdyby okazało się, że jedziesz do Hogwartu?

Powiedziałabym moim ludziom adios i pognała na Pokątną po różdżkę, oczywiście. 
2. Jaki jest twój ulubiony typ muzyki? Dlaczego?
Moim ulubionym rodzajem muzyki jest indie rock - kocham w tej muzyce to, że jest nieprzewidywalna i ciągle mnie zaskakuje, wciąż ją odkrywam na nowo i jest wolna od wszelkich reguł i stereotypów. 

3. Czym chciałabyś się zajmować z przyszłości?
W przyszłości, chciałabym zostać tłumaczem. Mówiąc dokładniej, chciałabym zajmować się profesjonalnym tłumaczeniem literackim. 

4. Czy pisanie zmieniło coś w twoim życiu?
Oczywiście, że tak ! Poznałam wielu bardzo ciekawych ludzi, których zaraziłam swoją historią. Pisanie sprawiło, że jestem szczęśliwa... sprawiło, że wierzę w siebie i swoje możliwości. Dało mi tą pewność siebie - jeśli jest choć jedna osoba, której podoba się to, co pisze, to znaczy, że aż taka zła nie jestem i warto iść w tym kierunku.

5. Co byś zrobiła gdyby w mieszkaniu wyłączyli światła i odcięli dostęp do elektroniki, a byłabyś sama w domu?
Czasami się to zdarza (choć w pobliżu są moi rodzice), więc odpowiem co robię w takich wypadkach : zapalam świece i siadam na kanapie, po prostu rozmyślając...

6. Jaki jest/był twój ulubiony przedmiot w szkole? 
Moim ulubionym przedmiotem jest angielski, który po prostu od zawsze był dla mnie bardzo ważny.

7. Jaka byłaby twoja reakcja jakby okazało się, że twoja najlepsza przyjaciółka okazała się dwulicowa? Co byś zrobiła?
Nie kłóciłabym się z nią, nie starałabym się zrobić jej większej przykrości czy coś w tym stylu. Po prostu zerwałabym z nią wszelki kontakt, bo nie wierzę w to, by taka przyjaźń mogła przetrwać.

8. Czego nigdy byś nie zrobiła?
Trudne pytanie. Chyba wielu rzeczy. Ale na pewno, nie zabiłabym człowieka. Nigdy.

9. Ulubiona postać z HP?
Chyba Luna. Dlaczego? Ma niesamowitą wyobraźnię - widzi świat po swojemu, przy czym jest bardzo uparta i pewna siebie, choćbyś nie wiem jak ją przekonywał, że to wszystko o czym mówi nie istnieje, ona dalej brnie w swych przekonaniach. Poza tym Luna jest tą dobrą, wrażliwą osobą. To chyba ważne. 

10. Czy uważasz siebie za fajną osobę?
Fajną? Hmm, kiedyś powiedziałabym : nie, teraz - może.

Nominowane przeze mnie blogi:
1.http://miloscktoraniemakonca.blogspot.com/
2.http://liliannejames.blogspot.com/
3.http://milosc-przychodzi-nieoczekiwanie.blogspot.com/
4.http://wspomnienia-smierciozercy.blogspot.com/
5.http://hope-my-love.blogspot.com/
6.http://www.dramioneforbiddenlove.blogspot.com/
7.http://szukajacszczesciawmilosci.blogspot.com/
8.http://wezowa-milosc.blogspot.com/
9.http://rose-et-scorpius.blogspot.com/
10.http://rose-scorpius.blog.onet.pl/

Moje pytania do nominowanych:
1.Miejsce, które jest dla ciebie rajem ?
2.Gdybyś mógł/mogła być przez jeden dzień kimś innym, kto by to był i dlaczego?
3.Co jest inspiracją dla twojego pisania?
4.Jaki jest twój ulubiony film?
5.Gdybyś był/była parą skarpetek, to na czyich nogach chciałbyś/chciałabyś być?
6. Którą z książek HP najbardziej lubisz?
7.Gdybyś mógł/mogła cofnąć czas, co byś zrobił/a?
8.Czego się boisz?
9.Jaki jest twój wymarzony zawód?
10.Co lubisz robić w wolnym czasie?


Już niedługo nowy rozdział .

sobota, 14 września 2013

Rozdział 11




Dlaczego?”

"Dlacze­go mam słuchać ser­ca? Bo nie uciszysz go nig­dy. I na­wet gdy­by uda­wał, że nie słyszysz, o czym mówi, na­dal będzie biło w two­jej pier­si i nie przes­ta­nie pow­tarzać ci te­go, co myśli o życiu i świecie. "
Paulo Coelho


Starała się o tym nie myśleć.
I nic.
Starała się o tym zapomnieć.
I nic.
Starała się to zwalczyć.
I nic.

Kto by pomyślał, że bystra, poukładana panna Granger się zgubi? Kto mógłby uwierzyć, że pod nawałem nowo poznanych uczuć, Hermiona poczuje się po prostu przytłoczona?
Jej myśli wciąż wracały do tego wieczoru i wałkowały chwilę po chwili, sekundę po sekundzie tak, że zdawała się coraz bardziej wątpić w to co się stało.
Ciągle zadawała sobie te głupie, naiwne pytanie : dlaczego? Nie tylko, dlaczego ją pocałował, ale też dlaczego go nie odepchnęła. Ona wręcz pozwoliła mu na to wszystko.
Jej serce spętane było wielką wątpliwością oraz cichym zdenerwowaniem – na pewno ją wykorzystał. To była tylko przykrywka. Tym jakże idiotycznym posunięciem, chciał odwrócić jej uwagę, zmienić temat. Ale dlaczego...?
Hermiona ślęczała nad jedną z kolejnych książek i szukała w nich danego słowa klucza. Za nic jednak, nie mogła się skupić – coś nieprawdopodobnego! Ona, Hermiona Granger nie może się skupić! I to przez jakiegoś zadufanego w sobie, okropnego Ślizgona, który najzwyczajniej w świecie się nią bawi ? Hermiona zaczęła jeszcze bardziej wątpić w siebie.
Nie mogę na to pozwolić – pomyślała.
Dochodziła pierwsza w nocy. Gryfonka nie wychodziła cały dzień z dormitorium, leżąc na łóżku i myśląc lub przeszukując księgi. Postanowiła, że w nocy pójdzie do działu ksiąg zakazanych.
W końcu zdenerwowanie i podekscytowanie wzięło górę i choć na chwilę zapomniała o Malfoyu. Wyciągnęła Pelerynę Niewidkę spod łóżka i naciągnęła ją na siebie. Trzymając różdżkę w pogotowiu, wyszła.
Nie mogła przestać złorzeczyć na siebie, że założyła tak hałaśliwe buty. Musiała stawiać kroki delikatnie i powoli, co bardziej spowolniło jej marsz.
Zamek wydawał się być zupełnie opustoszały, ale Hermiona nie dała się zwieść – gdzieś tu na pewno krąży Filch ze swoją paskudną kotką. No i oczywiście nasz drogi Nietoperz, który najwidoczniej nigdy nie śpi.
Granger rozglądała się dookoła, ostrożnie posuwając się do przodu. Droga, pozornie krótka, wydawała się dłużyć niemiłosiernie. Każdy obraz zdawał się być podejrzany, a z każdej zbroi słyszała tajemnicze dźwięki.
Kiedy już była bliska załamania nerwowego tym ciągłym napięciem, jej oczom ukazały się duże drzwi prowadzące do Biblioteki.
-Alohomora!
Jeszcze tylko jeden głęboki wdech i... była na miejscu.
Od razu do jej nozdrzy doszedł tak ukochany zapach starych ksiąg, ale też kurzu i zgnilizny. Drżącą ręką zdjęła z siebie Pelerynę i po raz kolejny rozejrzała się dookoła. Miała złe przeczucia, a przez głowę przelatywało jej ciągle „ nie powinno mnie tu być”. Ale jest Gryfonką – a Gryfoni to odwaga. Co nie zmienia faktu, że nie powinna robić rzeczy niedozwolonych...
Odrzuciła szybko tą myśl i zanurkowała w Bibliotece. Poświeciła różdżką nad grzbietami ksiąg i zaczęła czytać:
-"Jak zabić wilkołaka ?", "Śmierć przez wieki", "Śmiertelne elikisry -jak je uważyć?"
Nie, nie, nie...
Brnęła dalej i dalej, ale wciąż nie znalazła tego czego chciała. Kolejne tytuły coraz bardziej ją przerażały, a niektóre ociupinę intrygowały. Musiała jednak przedstawić sobie główny cel :Anielski Zegarek. Nic więcej nie powinno zaprzątać jej głowy.
Czas nagle zwolnił i choć dziewczyna wciąż czuła dziwne napięcie, mogła w końcu oddać się swojej misji w spokoju. Tylko raz drgnęła, słysząc niepokojący hałas. Ustał jednak tak szybko jak się pojawił, więc Gryfonka wróciła do pracy.
Mnóstwo tytułów, których nic jej nie mówiło, ale także dużo nazwisk, które znała z najgorszych opowieści.
Czy to nie ten czarodziej, który wynalazł eliksir na głęboki sen i po wypiciu go zapadł w śpiączkę i już nigdy się nie obudził, nawiedzając innych ludzi w snach?
Dreen Dowlands, Anne Heysen, Truan Smiths, Gordon Henlein, Victor Romsay...Zaraz, zaraz.
Hermiona przystanęła, chyba tak jak jej serce. Wyciągnęła jedną z ksiąg i spojrzała na ciemną, skórzaną okładkę. Widniał na niej tytuł „Amser*- Księga Snów” a pod spodem złotymi literami napisane było Gordon Henlein. 
To było to ! Już miała wślizgnąć się pod Pelerynę Niewidkę i odejść, kiedy poczuła znajomy ból na ramieniu.
Z zaskoczenia upuściła książkę i poderwała rękaw do góry. 

SZLA
Łzy bólu i wściekłości napłynęły jej do oczu i starając się z całych sił je opanować wzięła książkę i schowała się pod Peleryną. 
Nie będę płakać, nie, nie, nie!  Nie z tego powodu!- myślała, wymykając się z działu ksiąg zakazanych.
Droga powrotna nie była już taka łatwa - w pewnym momencie Hermiona usłyszała głośne kroki z naprzeciwka. Wystraszona przywarła do ściany i wstrzymała oddech. Tuż obok niej - wręcz kilka centymetrów- przeszedł Snape. Jego czujny wzrok padł też i na nią, ale Gryfonka mogła być pewna, że nic nie zobaczył.
Kiedy sobie poszedł, zdecydowała się podjąć dalszą drogę. Ból w ramieniu zamiast słabnąć robił się coraz silniejszy tak, że gdy była już pod portretem Grubej Damy kolana się pod nią ugięły. Przez głowę przeleciało jej jedynie, że powinna pójść do Skrzydła Szpitalnego,  ale ... nie miała po prostu siły. Z zaciśniętymi zębami podniosła się na równe nogi, zdjęła Pelerynę i wycharczała :
-Broda Merlina.
Gruba Dama wydawała się być niezadowolona, że ktoś ją obudził w nocy, ale nie robiła większych problemów, zauważając w jakim Granger jest stanie. 
Na szczęście w Pokoju Wspólnym nie było nikogo i to całkowicie zrozumiałe, mogła być góra trzecia. Gryfonka padła na fotel. Ból był coraz silniejszy. Hermiona bała się jak będzie przy "M".
Z całych sił zaciskała zęby i skupiła się na ogniu, starając się nie myśleć o nowej, krwawej literze. Jednak jedna myśl nie dawała jej spokoju : czy to sprawka Revisa? Czy to on chciał ją tak skrzywdzić? I kolejny raz pomyślała: dlaczego?
Ból nie ustawał, po chwili Granger poczuła jak odpływa. Zrobiło jej się czarno przed oczami i ...

*** 

Otworzyła powoli oczy. Czuła nieprzyjemny, ale i znajomy zapach. Po kilku chwilach zorientowała się gdzie jest: Skrzydło Szpitalne. 
Ostrożnie usiadła. Gdzieś zza okna dobiegał ją świst wiatru, wywnioskowała więc, że musi być śnieżyca. Nie to jednak zwróciło jej uwagę -obok jej łóżka stał profesor Dumbledore. Minę miał poważną, ale kiedy spojrzała mu w oczy, uśmiechnął się.
-Bardzo się cieszę, że się obudziłaś, panno Granger. Miałaś wiele szczęścia, że zaniepokojona Gruba Dama zdecydowała się obudzić profesor McGonagall. Niestety nie mogę nic zrobić w związku z tą paskudną klątwą... Zaraz zawołam panią Pomfrey. Chciałbym jednak przedtem powiedzieć ci jedną rzecz: uważaj na siebie... i na to co zostawiłaś w Pokoju Wspólnym.
Hermiona nie zdążyła nic odpowiedzieć, kiedy dyrektor odszedł do gabinetu pielęgniarki. Zadrżała z zimna, więc szybko opatuliła się kołdrą i położyła na białej poduszce.
Jej misja... była o wiele ważniejsza niż jej się zdawało. Teraz wie, że wiele od niej zależy i ... dodaje jej to energii. Gdyby tylko mogła, zdjęłaby tą kołdrę i od razu poszła do Wieży Gryffindoru. Nawet w piżamie !
Misja ta wymaga od niej jednak wiele rozwagi... bo inaczej... zawiedzie nie tylko Dumbledore'a, ale też i siebie.

Jeszcze tego samego dnia, po południu, Pani Pomfrey przyniosła jej ubrania i powiedziała, że wszystko powinno być z Hermioną w porządku. Prosiła jednak, by powiadomić ją, gdyby takie omdlenia się powtórzyły. Dziewczyna poczuła jak burczy jej w brzuchu, więc z chęcią wyszła pośpiesznie ze Skrzydła i udała się na obiad. Jeszcze nigdy tak nie cieszyła się na zwykły posiłek - po prostu nie chciała być już w Skrzydle, wolała, żeby wszystko było normalnie.
Zapomniała o jednym... Kiedy weszła do Wielkiej Sali, od razu rzucił jej się w oczy Malfoy, siedzący na samym końcu długiego stołu. Hermiona zawahała się, a wtedy on ją zobaczył. Posłał jej tak chłodne spojrzenie, że poczuła jak dreszcz przechodzi przez jej ciało. Te kilkusekundowe spotkanie ich oczu sprawiło, że poczuła się okropnie. Wiedziała, że ją wykorzystał. Wiedziała ! 
Wściekła odwróciła wzrok i minęła go. Usiadła obok Seamusa, który od razu do niej zagadał:
-Hej, Hermiono! Słyszałem, że byłaś w Skrzydle... Co się stało?
Granger kątem oka zauważyła, że Malfoy drgnął. Ostentacyjnie odwróciła się od niego i uśmiechnęła do Seamusa.
-Nic takiego, tylko zemdlałam.
Zaczęli potem poruszać inne tematy, za co Hermiona była Gryfonowi bardzo wdzięczna. Mogła skupić się na rozmowie, nie myśląc o Malfoyu i jego ohydnych gierkach. Po jakimś czasie skończyła jeść, a Seamus przestał być tak gadatliwy, więc wstała i wyszła z Wielkiej Sali. Od razu pobiegła do Wieży, myśląc jedynie o "Amser- Księdze Snów". 
Nie wiedziała jednak, gdzie ta książka może być. W końcu zostawiła ją na fotelu w Pokoju Wspólnym, ale skoro Dumbledore o niej wie, to znaczy, że książka została gdzieś ukryta. Pobiegła do dormitorium i po krótszych oględzinach, znalazła ją ukrytą pod łóżkiem.
Wzięła księgę Henleina i postanowiła pójść do Pokoju Życzeń - tam będzie mogła bezpiecznie zająć się misją. Idąc na trzecie piętro, czuła dziwne podekscytowanie. Prawdopodobnie w tej oto pozornie zwykłej książce, drzemie jedna z największych tajemnic ostatnich wydarzeń. Do głowy jednak przyszło jej też pytanie - dlaczego Dumbledore nie zajmie się sam Anielskim Zegarkiem, a sugeruje by ona wzięła sprawy w swoje ręce ? To jedno z tych pytań, które jak na razie musi zostawić bez odpowiedzi. 
Będąc już na trzecim piętrze rozglądała się uważnie, nie chcąc by ktokolwiek ją spotkał. Kiedy doszła do tej ściany...
-Malfoy?
Nie była pewna czy wchodził, czy wychodził z Pokoju Życzeń - tak czy siak, stał w otwartych drzwiach zaskoczony.
-Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? Jak tam napis ? Słyszałem, że jeszcze tylko kilka liter.
Hermiona zbladła i spojrzała na niego wściekła - jak mógł być tak okrutny?
-Nic ci do tego, Malfoy.
-Co się taka chłodna zrobiłaś ? Zapomniałaś już o naszej wielkiej, wielkiej, gorącej miłości?
Wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu, ona jednak nie pozostała mu dłużna.
-O czym ty w ogóle mówisz?
Uśmiechnął się szerzej.
-Dobre zagranie. Radzę ci nikomu - tu jego głos zrobił się groźny tak, że cofnęła się o krok- o tym nie mówić.
-Oczywiście, Malfoy. Będę milczeć aż do śmierci.
-Mam wrażenie, że nie wiesz, jak bardzo jesteś głupia, Granger. Mam cię uświadomić ?
Oparł się szelmowsko o drzwi i puścił jej oko. Hermiona jednak nie czuła tej jego wesołości - coś było w tym bardzo udawanego. Widziała, jak zaciska lewą pięść i poczuła, że tak naprawdę nie wiadomo co można się po nim spodziewać. Jednocześnie nie bała się go - nie był w stanie jej nic zrobić.
Nagle zwrócił uwagę na to, co trzymała w ręku. Hermiona poczuła jak panika ogarnia jej serce i schowała książkę za plecami. Głupie posunięcie. Chłopak zrobił się bardziej czujny. Przejechał ręką po jasnych włosach, a potem patrząc jej w oczy, podszedł bliżej.
-Co tam przede mną chowasz, Granger?
On daje krok do przodu - ona do tyłu. 
-Czyżbyś się mnie bała ? 
-Nie boje się... nie ciebie.
-Nie mnie? A kogo się boisz? Czego?
Kolejny krok do przodu, a ona do tyłu.
-A dlaczego chcesz wiedzieć?
-Może chce poznać twoją słabość.
-Byłabym, więc głupia, gdybym ci odpowiedziała.
-Myślisz, że chce to wykorzystać?
Hermiona zacisnęła palce na książce, modląc się, by udało się z nią uciec.
-Nie zbliżaj się - powiedziała słabo.
Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie. W szarych oczach dostrzegła niepokojący błysk i już miała wziąć nogi za pas i uciec, kiedy złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.
-Puść mnie ! 
-Nie.
-Zacznę krzyczeć ! 
Ciągnął ją do Pokoju Życzeń, a ona wciąż się wyrywała. Gdyby nie trzymała w dłoni książki, mogłaby wyciągnąć ze spodni różdżkę. Karciła się za tą bezmyślność ! 
Nigdy nie pomyślałaby, że Malfoy może być tak silny. Kiedy znaleźli się w Pokoju Życzeń, drzwi zamknęły się z hukiem i Hermiona ze zdziwieniem zauważyła, że zniknęły. Kątem oka zobaczyła, że są w pustym pokoju z biurkiem, kanapą i innymi całkiem normalnymi meblami. O co w tym chodziło?
Wciąż ją trzymał i patrzył się jakby się nad czymś zastanawiając.
-Puść mnie, to boli! - powiedziała cicho.
Przyciągnął ją bliżej siebie. Puścił jej rękę, ale od razu powędrował nią za jej plecy. Hermiona cofnęła się, ale on uśmiechnął się tylko i szybkim ruchem ręki złapał za książkę. Nie puściła. Niestety zobaczył ją w całej okazałości - tytuł, autora...
-No, proszę. Wiedziałem, że będziesz węszyć. Musisz się dowiedzieć, co to za Zegarek, prawda?
-Skąd o nim wiesz? - zapytała ze strachem.
 Znów ogarnęła ją panika - nie o siebie samą, ale o powodzenie jej misji. 
-Nie jestem głupi, Granger. Mam oczy, uszy i ... znajomości.
-Na przykład ?- prychnęła.
Wciąż trzymała książkę, ale on najwidoczniej nie chciał jak na razie jej zabrać. Inaczej już by jej nie miała.
Jego oczy natomiast rozpoczęły wędrówkę po jej twarzy.
-Gdybym ci powiedział, musiałbym cię zabić.
Kolejny raz prychnęła.
-Myślisz, że żartuje ? Że nie dałbym rady?
Hermiona zamarła. Dzieliło ją od niego zaledwie kilka centymetrów tak, że mogła dokładnie przyjrzeć się jego bladej twarzy. Jej wyraz pozostawał beznamiętny -tylko oczy. Oczy były ciekawe.
-Odpowiedz mi - jego głos był stanowczy.
Przybliżył się jeszcze bardziej.
-Nie jesteś zły. - powiedziała cicho.
Zaśmiał się szyderczo. Hermiona zaczynała wątpić w to co powiedziała.
-Naprawdę tak uważasz?- w jego słowach była kpina, ale także i rozbawienie.
-Nie dałeś mi powodów, żeby tak myśleć - wyszeptała.- Mimo wszystko, to jest moje zdanie.
Nie mogła patrzeć mu w oczy - spojrzała więc na jego podwinięte rękawy i blade, smukłe palce zaciskające się na brzegu książki.
-To że nie jestem Śmierciożercą, nie znaczy, że nie jestem zły.
- A jesteś ? - odważyła się podnieść wzrok i spojrzeć mu w oczy.
Beznamiętny wyraz po raz kolejny gościł na jego twarzy i tym razem także i w oczach.
-Może...- wyszeptał.
Złapała za książkę i wyrwała mu ją z ręki. Schowała ją za plecami. Wiedziała, że pozwolił jej na to. Gdyby tylko chciał, odebrałby jej to w kilka sekund.
W jego oczach pojawiło się coś nowego - jakby smutek, którego nigdy nie widziała. Wiedziała, że mogła się odsunąć, spróbować uciec. Coś jednak ją do tego nie ciągnęło.
-Nie powinnaś się w to mieszać, Granger. Wiem więcej od ciebie. Wiem, że to jest niebezpieczne.
-I co ? Martwisz się o mnie ? - zaśmiała się.
-Raczej o siebie.
-A co ty masz z tym wspólnego?
Ciekawość Hermiony sięgała zenitu. On jednak puścił to pytanie mimo uszu. 
-Czemu musisz się zawsze pakować w najgorsze kłopoty, Granger? To czego teraz szukasz... sprawi ci jeszcze więcej problemów, niż myślisz.
-Nie możesz tego wiedzieć.
-Mogę i wiem. Jesteś naprawdę...
-Przestań ! - krzyknęła, a głos jej się załamał.
Malfoy zrobił się bardziej czujny, ale na jego ustach znów pojawił się szyderczy uśmieszek.
-Co, masz problemy z ego, Granger?
- A ty z myśleniem, Malfoy ? To nie twoja sprawa co robię i nie powinno cię to obchodzić. Nie wiem skąd tyle wiesz i czego jeszcze nie chcesz mi powiedzieć, ale nie obchodzi mnie to.
-A powinno.
-Czemu taki jesteś ?! - krzyknęła mu prosto w twarz.
Wściekł się i to bardzo. Zobaczyła jak zaciska zęby, a potem popchnął ją na zimną ścianę. Książka wypadła jej z ręki, a on szybko zagrodził jej swoimi ramionami drogę. Tyle rzeczy chciała mu w tej chwili powiedzieć, ale nie mogła... Nie dała rady.
-Kiedyś zginiesz, Granger, bo wpakujesz się w coś okropnego, a nie będzie nikogo kto ci pomoże. Będziesz miała jakieś tam swoje bardzo ważne, dobre cele, ale nie wygrasz z Nim. Nie wygrasz ze mną.
Patrzył na nią z tą złowrogą iskierką w oczach. Już Hermiona myślała, że  coś powie, kiedy on tylko westchnął i odsunął się od niej. Na przeciwnej ścianie pojawiły się drzwi.
Hermiona spojrzała na Malfoya - schylił się, podniósł książkę i ku zdumieniu dziewczyny, podał ją dla niej. Ich palce musnęły się delikatnie tak, że Gryfonka zadrżała. Cofnęła się, rzuciła mu ostatnie spojrzenie i wyszła.


*czas


___________________________________________________________________________________
Dla Emmy Love, która to czyta a jak nie to ma czytać i kochanej Bunii, która jest zawsze moim wielkim wsparciem.
Mam jeszcze mini konkursik, w którym wygrać będzie można mały wkład w kolejny rozdział. Kto policzy ile razy w tym rozdziale padło słowo " dlaczego" i napisze to w komentarzu jako pierwszy, będzie mógł podać słowo klucz do kolejnego rozdziału.
Czyli ktoś napisze np. las - a ja będę musiała coś wykombinować, żeby ktoś z naszych bohaterów znalazł się w lesie itd. :) Od razu jednak ostrzegam - niektórych propozycji nie jestem w stanie przyjąć.

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 10

 " Znak "

Astronomia ciągnęła się niemiłosiernie - Harry w końcu szturchnął Hermionę i szepnął:  
-Hermiono, pomyśl to...
-Cicho! - syknęła. - Jest lekcja.
Potter przewrócił tylko oczami. Granger doskonale wiedziała co chłopak chce powiedzieć i coś mocno pragnęło odepchnąć tą myśl daleko od niej. Kiedy jednak profesor Sinistra zakończyła swój wykład i wszyscy wychodzili z klasy, Harry dopadł ją i powiedział z jeszcze większym zapałem: -To Malfoy. Po chwili, przy drugim boku pojawił się Ron. Hermiona prychnęła widząc jego minę- czyżby wierzył Potterowi? -Pamiętasz u Borgina i Burkesa, jak Malfoy oglądał ten naszyjnik ? Wydawał się być naprawdę nim zainteresowany. Hermiona pokręciła tylko głową.
-Czemu tak bardzo go bronisz? - zaperzył się Harry. Wściekła Granger przystanęła i spojrzała z oburzeniem na przyjaciół.
-Nie bronię go, ale kiedy to się stało Malfoy był tu, w zamku.
-Skąd wiesz?
-Rozmawiał ze mną.
Ron roześmiał się.  
-Ten szczur rozmawiał z tobą? Niby o czym?
Hermiona szła nie odwracając się za nimi.
-To co zwykle- wyśmiewał się ze mnie.
***
Nadszedł upragniony przez wszystkich dzień wyjazdu na przerwę świąteczną. Hermionę jako jedyną nie cieszyła ta wizja. Kiedy jednak Harry rycersko oznajmił, że może z nią zostać w Hogwarcie (przy czym Ron zakrztusił się sokiem dyniowym, ale po chwili pokiwał głową), dziewczyna musiała z lekko udawanym uśmiechem zabronić im tego.
Zapewniła ich, że nie będzie się nudzić i spędzi te święta na nauce.
-Och, co za nowość- prychnął Ron.
Po chwili we troje zaczęli się śmiać. Poniekąd nie było to kłamstwo- cóż innego Hermiona mogła robić sama w zamku ? Książki to było najlepsze wyjście. Mogła także przy okazji poszukać więcej informacji na temat Anielskiego Zegarka. Harry patrzył na nią przy pożegnaniu odrobinę dłużej niż Ron i Hermiona zrozumiała o co mu chodzi.
Po pierwsze, Harry wiedział jak to jest zostawać samemu w zamku, kiedy wszyscy inni wyjeżdżają spędzać święta w ciepłym domu, wypełnionym bliskimi ludźmi. Hermiona skazana była tu na samotność i nawet jej to musiało wyjść na gorzej.
Po drugie, ostatnimi czasy wiele się wydarzyło w szkole i poza nią, więc naturalnie Harry obawiał się o bezpieczeństwo Granger. Teoretycznie Hogwart był najbezpieczniejszym miejscem w świecie czarodziei, ale czy na zawsze? Katie Bell była tego doskonałym przykładem – zło próbuje przebić się przez grube mury Hogwartu.Trzeba tylko czekać, aż znajdzie jakąś szczelinę i wedrze się do zamku, siejąc spustoszenie. Hermiona patrzyła jak wszyscy tłumnie zmierzają ku Hogsmeade. Pogoda była przepiękna, słońce świeciło radośnie, a śnieg po jakieś chwili przestał padać.
Wszystko wydawało się grać na nosie pannie Granger. Radosny gwar coraz bardziej się oddalał, aż w końcu zmarznięta Gryfonka postanowiła wrócić do Pokoju Wspólnego i zająć się szukaniem jakiś informacji o Anielskim Zegarku w książce „Magiczne przedmioty i ich zastosowania”. Była jednak pewna niepowodzenia ów misji – wiedziała, że prędzej czy później trzeba będzie zajrzeć do Działu Ksiąg Zakazanych. Dlatego poprosiła Harry’ego przed wyjazdem o Pelerynę Niewidkę.
Potter spojrzał na nią zaciekawiony, a wtedy z rezygnacją opowiedziała mu o wszystkim. To był dość odważny krok ze strony Hermiony, więc to całkiem naturalne, że się zdziwił.
-Poczekaj aż wrócimy, pomożemy ci w poszukiwaniach – powiedział stanowczym głosem.
-Nie. Każda chwila może być na wagę złota. Poza tym… boję się was w to wciągać.
Myśląc o tych świętach, Hermiona odnalazła jakąś analogię do przerwy Harry’ego na drugim roku. Każdemu z nich powierzona była ważna i dość niebezpieczna misja- zgłębić się w tajniki czarnej magii. Granger długo nad tym rozmyślała, siedząc przy jej ulubionym kominku w Pokoju Wspólnym. Zauważyła jeszcze kilku Gryfonów – jacyś mali chłopcy, dwie dziewczyny z czwartej klasy, kilka nieznajomych jej osób z piątej i Seamus.
A więc nie tylko ja będę miała nudne święta –powiedziała sobie w duchu Hermiona, po czym skarciła się w głowie za narzekanie – w końcu to wszystko było dla jej dobra.
Mama chciała ją uchronić przed Śmierciożercami. Robiła to z czystej, matczynej miłości, więc Granger musi to uszanować. Co nie zmienia faktu, że może jej pomóc…
Powoli mijał dzień, Hermiona poczuła się bardzo zmęczona i senna. Przez jakiś czas z tym walczyła, ale powieki nie dawały za wygraną i ciągle jej się zamykały. W końcu zamknęła z hukiem bezużyteczną książkę i wdrapała się na górę do dormitorium. Trochę dziwnie było siedzieć samej w tak wielkim pokoju, pełnym łóżek, w którym zawsze pełno było śmiechu i głośnych rozmów.
Hermiona rzuciła się na łóżko i marzyła jedynie o śnie. Wiedziała, że olewa kolacje i nic jej to nie obchodziło. Naciągnęła ciepłą kołdrę pod szyję i przymknęła leciutko powieki, marząc by senny Morfeusz złapał ją za dłonie i pociągnął w stronę swojej krainy, fundując błogi i lekki sen.
Spotkało ją jednak rozczarowanie –przez całą noc rzucała się po łóżku, jęcząc i zrzucając kołdrę.
W jej śnie, chodziła sama po ciemnym lesie. Było bardzo zimno, a cisza była wręcz przytłaczająca. Każdy szelest liści lub złamanie gałązki, wydawało jej się ogromnym hałasem. Nie wiedziała gdzie dąży, ale coś ją mocno do siebie przyciągało.
Jednocześnie odczuwała przeogromny strach i narastające napięcie. Jeszcze trochę…kilka kroków…
Zobaczyła go, stojącego samotnie przy niedużej skale. Nagle obraz bardzo się wyostrzył, a jednocześnie skupiona patrzyła tylko na niego, ignorując otaczający ją las. W jego ruchach było coś niepokojącego… Podciągał powoli rękaw, a Gryfonka ze strachem zrozumiała o co chodzi – w końcu zobaczyła Mroczny Znak na jego mlecznobiałym ramieniu. Wydała z siebie zduszony okrzyk, a on odwrócił się do niej – jego twarz pełna pogardy, nienawiści, ale także toczonej w nim walki …
Powoli, jak w zwolnionym tempie do niej podchodził, podnosząc różdżkę. Hermiona cofała się, ale zaczepiwszy się o wystającą gałąź, upadła. Czuła, że powoli odlatuje, ale kiedy się obudziła, na ustach wciąż miała słowa: -Nie jesteś zabójcą. Była cała roztrzęsiona, zeszła z łóżka i usiadła na parapecie, wciąż powtarzając sobie słowa „ to tylko sen, to tylko sen”.
Oparła czoło o zimną szybę. Dało jej to lekkie ukojenie, ale wciąż nie mogła uspokoić swojego galopującego serca. Po ciele przeszedł jej niepokojący dreszcz, gdy przypominała sobie dokładnie swój koszmar. Czy to w ogóle można było nazwać koszmarem?
Wzięła kilka głębokich wdechów i starając się z całych sił o nim nie myśleć, wróciła do łóżka. Jej kolejne sny były dość idiotyczne, ale spokojne, co przyjęła rankiem z ulgą.
Następnego dnia wstała trochę późno i pędem popędziła do łazienki. Nie chciała spóźnić się na śniadanie, więc pośpiesznie czesała włosy, jednocześnie naciągając na siebie sweter. Spojrzała w lustro – była cała blada, a pod oczami miała ciemne sińce. Jęknęła cicho, ale nie starała się tego ukryć – w końcu po co? I tak nikt nie zwróci na nią uwagi.
Z resztą, Granger nigdy nie zwracała większej uwagi na swój wygląd – w końcu liczyło się to, co masz do powiedzenia i jaki jesteś, niż twoje piękne włosy, czy długie nogi.
Zabrała ze sobą „Największe Wynalazki Starożytnych Magów” i opuściła Wieżę Gryffindoru.
W Wielkiej Sali panowała prawie pustka, więc jak zwykle w takich sytuacjach wszyscy uczniowie siadali przy jednym stole.
Roztargniona Hermiona usiadła obok jakiegoś dryblasa z Ravenclavu i nie bacząc na innych otworzyła książkę i zaczęła ją przeglądać, żując jednocześnie tosta.  
Nic i nic… i nic… i nic. Gryfonka w mgnieniu oka straciła apetyt- książka była wypełniona przeróżnymi opisami urządzeń, ale nigdzie nie było Anielskiego Zegarka.
Sfrustrowana zamknęła z hukiem książkę i właśnie wtedy go zobaczyła.
Siedział zaledwie kilka osób od niej, opierając się niedbale o stół i patrzył w ścianę. Nie miał nic na talerzu i wydawał się być w tej Sali tylko fizycznie.
Hermiona spojrzała na jego ramię i z przerażeniem zauważyła, że spod rękawa, który był niedbale podwinięty coś wystaje. Ciemna plamka… malutka, ale…
Nagle zauważył jej wzrok na sobie i ich oczy się spotkały. Hermiona wytrzymała jego spojrzenie, a on wstał tylko i wyszedł.
Narastająca panika odebrała Granger możliwość jakiekolwiek kontaktowania. Nagle przez głowę przeleciało jej mnóstwo możliwości- a co jak Malfoy jest…?
Jednak musiała wydobyć z siebie tą siłę, by się dowiedzieć prawdy. Bo kto raz nie złamie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni *.
Wstała i była pewna siebie. Czuła napływające podekscytowanie i energię. Co ma być to będzie, a jak będzie to trzeba się z tym zmierzyć. Szybkim krokiem wyszła z Wielkiej Sali i rozejrzała się za Ślizgonem, lecz nigdzie go nie było.
Lochy, lochy, lochy… - myślała gorączkowo Granger.
Odwróciła się po drodze kilka razy za siebie, ale nikogo nie dostrzegła.
Kiedy już była prawie u celu, a adrenalina uderzyła jej do mózgu, zza ściany wyleciał Irytek. Nigdy w życiu, Hermiona nie była tak bardzo zła z jego widoku niż wtedy.
-Mała Granger po lochach się szlaja, szlaja… -zaniósł się głośnym śpiewem.
-Irytku, przestań ! – pisnęła.
-Nie rozkazuj mi ! – krzyknąwszy to, rzucił jakimś niedużym przedmiotem w gablotkę stojącą nie daleko niej.
Odgłos rozbijającego szkła i powalającej się od kolejnego uderzenia gablotki, na pewno postawił na nogi cały Hogwart.
Irytek puścił do niej oczko i zaskrzeczał:
-Sajonara !
Zupełnie niespodziewanie naprzeciw Gryfonce, wyszedł Snape.
-Proszę, proszę, proszę. Panna Granger i taki wandalizm ?
-Ja…nie…
-Cisza- uciął szybko.
Stał w odległości kilku kroków i mierzył ją rozradowanym spojrzeniem. Granger z goryczą stwierdziła, że musi go wyjątkowo bawić fakt, iż przyłapał ją na czymś, za co można było wlepić wielką karę.
-Odejmuję trzydzieści punktów dla Gryffindoru za zniszczenie tak cennej, zabytkowej gablotki. Dodatkowo musisz wysprzątać wszystkie łazienki w całym zamku… dzisiaj.
-Ale to nie ja ! Irytek to zrobił!- powiedziała głośno, uniesiona gniewem Gryfonka.
-Ach, tak? A gdzie on jest teraz?
-Nie wiem! Poleciał gdzieś…w końcu to duch!
-To nie duch, tylko Poltergeist.  

*** 
Ledwie żywa, szła do gabinetu Snape’a, aby grzecznie powiedzieć, że skończyła pracę.
Po drodze klnęła na Malfoya- gdyby…ona…Irytek…Snape…ugh!
Nagle w ziemię wrósł nietoperz, lecz Hermiona ubiegła jego pytanie:
-Wszystkie łazienki posprzątane, może pan zobaczyć.
-Doprawdy? Wszystkie?
-Tak, panie profesorze.
-A łazienka Jęczącej Marty?
-Och…
Nie pomyślała o niej – nikt jej w końcu nie używał, ani o niej nawet pamiętał. Najwidoczniej nikt oprócz Snape’a.
Odwróciła się i odeszła, nie mogąc znieść złośliwego uśmieszku Snape’a.Miała ich wszystkich dość, a w szczególności Ślizgonów.  
Czuła mocny zapach jakiś kolorowy płynów, których używała, a ręce miała pomarszczone od mugolskich chemikaliów. Snape i te jego kary…
Już chciała otworzyć drzwi do łazienki, kiedy usłyszała jak ktoś mocno kopie w ścianę. Przecież… nikt nie wchodzi do tej łazienki? Chyba… chyba, że potrzebuje miejsca, gdzie nikt go nie odnajdzie.
Szybka decyzja i już Hermiona odchylała powoli drzwi. Zdawała sobie sprawę, że ktokolwiek to był – mógł bardzo się wściec, widząc ją, bezkarnie wchodzącą do łazienki.
Serce waliło jej jak oszalałe, kiedy przekraczała próg, zostawiając korytarz w tyle. Nie widziała nikogo, ale słyszała czyjś wściekły głos, mówiący coś zapewne do siebie. Zobaczyła, że po podłodze leje się jakiś ciemny eliksir, którego nie potrafiła zidentyfikować. Jeszcze kilka kroków, jeszcze jeden…
Hermiona zamarła zaskoczona. Na mokrej podłodze klęczał Draco Malfoy. Dookoła niego porozlewana była tajemnicza ciecz, a dwie szklane fiolki leżały pobite obok jego nóg. Po ręce spływała mu ciemnoczerwona krew od skaleczenia.
Natychmiast podniósł wzrok, a Hermiona odruchowo dała krok w tył- przeraził ją widok jego cierpiącej twarzy.
Już był obok niej.
-CZEGO CHCESZ, GRANGER?
Dziewczyna po raz pierwszy zlękła się przy jego obecności.
-Niczego, to znaczy ja…
Widziała jak krew zmacza mu biały rękaw podwiniętej koszuli i poczuła się słabo. Nie wiedziała, czy to zasługa krwi, czy braku Mrocznego Znaku.
-Co, Granger? Nie wierzyłaś w to? – jego język wydawał się być językiem żmii.
-Nie wiem o czym mówisz –powiedziała cicho.
Przybliżył się jeszcze bardziej, a jego oczy wędrowały po twarzy Gryfonki.
-Jesteś pewna? A nie próbowałaś przez ten cały czas odkryć, czy twój Potterek ma rację? Jeżeli było to możliwe, dziewczyna jeszcze bardziej zbladła.
-Bredzisz, Malfoy. Musisz opatrzeć sobie tę ranę…
-Ach, więc zmieniasz temat? No tak, niezłe posunięcie. Oskarżaj kogoś i spiskuj na niego, a potem się tego wypieraj. To jest ta słynna odwaga Gryfonów? – jego głos ranił…ranił.
-PRZESTAŃ SIĘ TAK ZACHOWYWAĆ! – krzyknęła, tracąc panowanie nad sobą.
-JAK? JAK MAM PRZESTAĆ SIĘ ZACHOWYWAĆ… - tu podniósł głos jeszcze bardziej – OŚWIEĆ MNIE !
Hermiona poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, ale z całej siły starała się je odgonić. Jeszcze nigdy nikt nie krzyczał na nią tak jak on.
-Jakby to wszystko była moja wina ! Jakbym to ja była cały czas zła! Nie wiem czy wiesz, ale dałeś mi ku takim oskarżeniom powód ! I to nie jeden! Przez cały czas traktujesz mnie jak śmiecia, wręcz chcesz, żebym się ciebie bała, a teraz to ja mam za to wszystko przepraszać!? Za te oskarżenia ! Gdybyś chciał wiedzieć – teraz to ona się przybliżyła tak, że mogła sprawdzać jego reakcje w oczach, na każde wycedzone słowo- tylko ja naprawdę wierzyłam, że nie mógłbyś być Śmierciożercą... że nie jesteś zły!
Malfoy spojrzał jej w oczy. Nie powiedział nic.
Hermiona starała się opanować oddech i otarła mokry policzek. Rzuciła mu ostatnie długie spojrzenie i odwróciła się by odejść. Miała przynajmniej taki zamiar.
Złapał ją za rękę i odwrócił w swoją stronę. Zaskoczona Gryfonka chciała przez chwilę się wyrwać – ich bliskość, to… było niebezpieczne.
Powoli, delikatnie, opuszkami palców przejechał po jej mokrym policzku, a jego oczy mówiły jej, że te łzy go zdenerwowały.
-Puść mnie ! –powiedziała w końcu.
-Nie.
Hermiona próbowała wyrwać prawą rękę, a lewą ciskała na oślep w niego. Niestety złapał ją za oba nadgarstki.
Dziewczyna próbowała się wyrwać, kiedy... on przyciągnął ją do siebie i z całej siły pocałował. Zaskoczona Hermiona przestała się wyrywać. Nie mogła myśleć, nie mogła oddychać...Była zagubiona... jak nigdy. Jego ciepłe usta najpierw delikatnie całowały ją, a później nabrały odwagi i pewności i zrobiły to z większą zachłannością. Granger nie miała pojęcia, dlaczego tak na to reaguje.
Hermiona poczuła jak uderza o zimny mur, ale nie miało to dla niej większego znaczenia. Nie mogła pojąć… nie mogła zrozumieć czemu? Ale uczucie, które ją ogarniało obezwładniło ją całkowicie. Poczuła jak puszcza jej ręce i wplata delikatnie we włosy.
Ona złapała go za szyję, a potem lekko dotknęła jego twarzy. Tonęła w doznaniach i za nic na świecie nie chciała tego przerwać. On przycisnął ja mocniej do muru tak, że westchnęła zaskoczona. Ich usta robiły sobie tylko krótkie przerwy na oddech, a potem pośpiesznie odnajdywały siebie.
Nie chciała końca. On nie chciał końca. Jego delikatność była dla niej czymś nowym i … Coś jednak tknęło i Hermiona odsunęła się od Malfoya, ale nie za bardzo. Wciąż byli blisko siebie. Ich oddechy były niepokojąco przyśpieszone. Gryfonka bez cienia wstydu spojrzała mu w oczy. Szare tęczówki wydawały się mieć w sobie jakiś blask, którego do tej pory nie znała.
Hermiona zadrżała, jego ręka powoli dążyła do jej policzka, już miał jej dotknąć, kiedy nagle zerwał się i odszedł, pozostawiając Hermionę zupełnie bezradną.

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 9

 "Anielski Zegarek"

Siedzieli we trójkę przy kominku. Hermiona przyglądała się jak płomienie pożerają nieduże kawały drewna. Ani Harry, ani Ron nie odezwali się ni słowem, kiedy opowiedziała im co się stało. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu postanowiła nie mówić im o Malfoyu. Może było to dla niej zbyt wstydliwe? Jak mogło dojść do tego, że to akurat ten okropny Ślizgon ją ratuje? Ratuje? Jak sam powiedział, Hermiona go w ogóle nie interesuje, gdyby nie to, że własnie Revis... Hermiona potrząsnęła głową, jakby chciała odpędzić tą myśl jak denerwującą muchę.
-Hermiono, czy nie pomyślałaś, że... - Harry zaczął niepewnie.
Dziewczyna spojrzała na niego - zmieszał się, ale nie kontynuował. Ron wybuchł po chwili:
-To musi być Śmierciożerca.
-C-co? - wyjąkała zaskoczona dziewczyna.
Harry pokiwał głową z zapałem:
-No jasne! Mówił, że chciał zrobić mi na złość, tak? - Hermiona pokiwała tylko głową. - Sądzę, że nie chodziło tylko o to. Pewnie chciał dowiedzieć się co robię na spotkaniach u Dumbledore'a ! To jasne! Słyszeliście przecież, że Revis nagle zniknął. Właściwie nie Revis, tylko jego ciało, bo ktoś go wykorzystuje. Zmył się po tym ataku, tak szybko, że nie byliśmy w stanie z Ronem go dopaść.
Hermiona pokręciła z wątpliwością głową - teoria była prawdopodobna, ale jak dla niej trochę zbyt naciągana i wciąż brakowało kilku podstawowych odpowiedzi.
Dni mijały, grudzień robił się coraz zimniejszy, a Hermiona z niecierpliwością czekała na świąteczną przerwę. W końcu zobaczy mamę i... będzie mogła od tego wszystkie odpocząć. Aż skarciła się, że tak myśli - powinna stawić czoła wszystkim problemom, ale coś się w niej załamywało.
Był piątek, wszyscy zbierali się by pójść do Hogsmeade - ostatni wypad przed świętami. Hermiona ślęczała długo nad wypracowaniem z Transmutacji, a kiedy skończyła, zadowolona z siebie zeszła do Pokoju Wspólnego, w którym panował tłok.
Nie znalazła jednak swoich przyjaciół, więc postanowiła pójść do ich dormitorium. Już miała przekroczyć drzwi, kiedy usłyszała głos Rona:
-Zamknęła się w sobie, nie zauważyłeś? To wszytko... zmieniło ją.
-Jest naszą przyjaciółką i choćby się zmieniła musimy ją wspierać.
Hermiona wycofała się i wróciła do Pokoju Wspólnego. Nikt nie zauważył jej dziwnego zachowania. Rzuciła się na fotel i zaczęła rozmyślać.
Czy to prawda co mówił Ron? Zmieniła się? Czy to możliwe, że tego nie zauważyła? Była zbyt zajęta problemami by dostrzec coś tak oczywistego?
-Idziesz Hermiono?
Odwróciła się na fotelu i zobaczyła schodzących po schodach przyjaciół. Krótka chwila namysłu i odpowiedziała:
-Chyba zostanę... źle się czuję.
Nie kłamała. Czuła się źle.
Ron rzucił Harry'emu krótkie spojrzenie, po czym powiedział:
-Przyniesiemy ci coś ekstra z Miodowego Królestwa !
-Dzięki.
Kiedy Pokój Wspólny zupełnie opustoszał, Hermiona otuliła się ramionami przy kominku i zajęła się przyglądaniem dogasającemu ognisku. Co tak bardzo intrygowało ją w tym ogniu, że spędziła tak dużo czasu przypatrując się mu ?
To nie ma sensu - pomyślała i opuściła pośpiesznie Wieżę Gryffindora. Nie wiedziała gdzie iść. Na widokówkę było za zimno i poza tym... wzbudzała w niej zbyt wiele złych wspomnień. A może jedno - Revis. Przeszył ją dreszcz na samo to słowo.
-Panno Granger!
Hermiona odwróciła się, kilka kroków od niej stał sam dyrektor Dumbledore. Dziewczyna zmieszała się, nie wiedząc co powiedzieć.
-Za chwilę będziemy mieć specjalnego gościa, czy nie miałaby pani nic przeciwko by go ze mną powitać?
-Oczywiście, profesorze.
Co innego mogła powiedzieć? Dyrektor zbił ją zupełnie z tropu, ale nie mogła przecież mu odmówić. Kiedy stanęli przy głównych drzwiach, Dumbledore uśmiechnął się do niej tajemniczo, a one otworzyły się w magiczny sposób.
-Mama !?
Minęła tylko chwila, a Hermiona już rzuciła się matce w ramiona. Poczuła ukochany zapach jakiś mugolskich perfum, a przed oczami miała burzę jej ciemnych loków.
-Mamo, co tutaj robisz?
Jane odsunęła się od córki. W tej samej chwili Dumbledore powiedział:
-Proszę do mojego gabinetu, tam będziecie mogły porozmawiać.
Mama nie ukrywała zdumienia, zwiedzając zamek. W końcu doszli do gabinetu Dumbledore'a. Hermiona cały czas obserwowała matkę - jej szeroko otwarte oczy w zaskoczeniu i ten wyraz twarzy.
Kiedy usiedli przy biurku dyrektora, Hermiona powiedziała cicho:
-Myślałam, że spotkamy się w domu... na święta.
Krótkie spojrzenie posłane matce i Gryfonka wiedziała już o co chodzi.
-Nie możesz się tak narażać. Najbezpieczniej ci będzie tutaj. Wiele mnie kosztował przyjazd do Hogwartu i zostawiłam tatę samego... ale chciałam cię zobaczyć i porozmawiać z tobą. Najwcześniej spotkamy się dopiero na wakacje.
-Mamo...wytłumacz mi to jakoś.
Jane westchnęła. Dumbledore patrzył na nią w skupieniu, oczekując odpowiedzi.
-Ostatnio zauważyłam, że tato się zmienił. Stał się jakiś drażliwy i tajemniczy. Wciąż chodził gdzieś z tą książką. Musiało minąć wiele czasu, bym w końcu mogła dowiedzieć się o co chodzi. Twój tato zajął się magią.
-Co?
-Nie w tym sensie, ale... W starym antykwariacie ciotki Ginn odkrył księgę, która na pewno zawierała tajniki czarnej magii. Nie wiem co go podkusiło, ale zaczął ją studiować. Opowiedział mi, że znalazł tam wzmiankę o Anielskim Zegarku...
Hermiona znała tą nazwę. Kiedy w drugiej klasie szukała informacji na temat Flamela, natknęła się na tekst opisujący legendarne magiczne urządzenie, których właściwości nikt nie zbadał, a zaginęło kilkaset lat temu. Nic więcej nie pamiętała, a może po prostu nic więcej nie było?
-Chciał go odnaleźć, nie wiem dlaczego... chyba nawet dowiedział się w jakiś sposób gdzie to jest, ale wtedy...
-...pojawili się Śmierciożercy.
Jane westchnęła.
-Nie wiele z tego pamiętam...Tylko te krzyki, krew i czerwone smugi światła. Chcieli go lub jego informację. Nie udało im się to, ale teraz wiemy, że cały czas nas obserwują i chcą zaatakować. Twój tato i tak niczego nie pamięta. Gdy go o to pytam, mówi, że nie wie o czym mówię. To chyba nawet dobrze. Tak czy inaczej, musisz na siebie uważać ! Oni tylko czekają na nasze potknięcie. Chcą nas skrzywdzić...
Dumbledore wstał i poklepał Jane po ramionach.
-Zostawisz nas panno Granger? Chciałbym porozmawiać z twoją mamą w cztery oczy.
Hermiona pokiwała tylko głową i ostatni raz przytuliła matkę.
Wracając, starała się wszystko poukładać sobie w głowie. Wiedziała, że coś przed nią ukrywają, pytanie tylko: co?
Nagle poczuła ogromny ból, który powalił ją z nóg. Wiedziała o co chodzi i pośpiesznie podwinęła rękaw. Obok "SZ" pojawiła się kolejna literka "L". Tym razem była głęboko wyryta, a krew sączyła się z niej niemiłosiernie.
Wtem Hermiona zrozumiała : to Revis. Wszystkiemu winny jest Revis. To on musiał rzucić na nią to zaklęcie. Był Ślizgonem, nienawidził jej, nienawidził mugoli. On nie był z nią tylko dla Pottera - on chciał wydobyć z niej informację o tym zegarku.
Hermiona wystraszyła się, że mógł rzucić na nią Imperio  i próbować wykorzystać ją do zadawania pytań. Nagle pomyślała o tych wszystkich listach do matki - czy to ona zadawała te pytania czy on ?
Krew spływała po jej ramieniu, kreśląc czerwoną ścieżkę na bladej skórze.
SZL... musi to wytrzymać. Jeszcze tylko trzy litery. On chce ją poniżyć. Chce ją naznaczyć, żeby każdy wiedział, że ma " nieczystą krew".
-Co Granger, wycierasz sobą podłogi?
Wiedziała czyj to głos. Powoli wstała z zimnej podłogi i odwróciła się w jego stronę. Stał jak zwykle oparty o ścianę, w swoim ciemnym stroju. Jego skóra blada jak zawsze, a jego włosy wilgotne sterczały mu w różne strony, kiedy je przeczesał.
Twarz bez wyrazu. Jak zawsze. Jak zawsze ! Jak bardzo Hermiona tego nienawidziła !
-Nie bawią mnie twoje zaczepki.
-Nie szkodzi, to mnie mają bawić, nie ciebie.
-Jesteś żałosny.
-Może, ale nie wiem czy tak jak ty. Zaraz zrobisz się bledsza ode mnie, zdajesz sobie z tego sprawę? - jego wzrok wydawał się być bardziej czujny, jakby chciał sprawdzić jej reakcję.
Spojrzała na zakrwawioną rękę - z tak małego wcięcia tak wiele krwi.  Miała nadzieję, że nie będzie jej słabo - nie zniosła by takiego upokorzenia.
-Cóż, takie już życie szlamy - powiedziała gorzko, modląc się by łzy odeszły.
Po raz pierwszy użyła tego słowa, trochę z kpiny, trochę z przekory. A tak naprawdę czuła się okropnie, że ktoś chce jej to wytykać. Wiedziała, że nie powinna się przejmować - przestała kiedy Malfoy ją tak nazwał w drugiej klasie. Zrozumiała wtedy, że jest wystarczająco silna, by sobie z tym poradzić. Co takiego się zmieniło, że teraz jest tak ciężko?
Wzięła głęboki wdech i spojrzała mu w oczy. Coś się zmieniło. Drgnął i przez chwilę Hermiona coś poczuła. Szybko jednak przybrał swoją beznamiętną twarz, a ona uniosła dumnie brodę i powiedziała cicho:
-Nie bawi mnie to, Malfoy. Nie to.
-Co dziwne, mnie już też nie.
Chyba do tej pory żadne ze słów wypowiedzianych przez niego nie zrobiło na niej takiego wrażenia. Przez chwilę ich spojrzenia łączyły się w jakiś magiczny sposób i Hermiona poczuła, że nie chce tego przerwać prze nigdy.
Nagle tuż u boku Malfoya pojawiła się piękna, młoda dziewczyna. Hermiona nie znała jej przedtem.
-Tu się podziewasz ! -zawołała i pocałowała go w policzek.
Malfoy dość niechętnie odwrócił się do dziewczyny, ale potem jego twarz rozluźniła się.
-A ty co tu robisz, Astorio? - jego głos był inny niż w stosunku do Hermiony.
Hermionie nie dane było usłyszeć jej odpowiedzi, gdyż nagle usłyszała gwar nadchodzących rozmów. Zrozumiała jak to wygląda : ona cała zakrwawiona, stoi i gapi się na Malfoya. Odwróciła się i zamierzała odejść, gdy zobaczyła Hagrida. W ramionach niósł Katie Bell, a zanim szli Harry i Ron.
Gryfonka podbiegła do nich i zapytała:
-Co się stało? Katie, czy ona... ?
Harry podszedł pod nią.
-Hermiono! Twoja ręka !
-Co z Katie?
-Dotknęła zaklętego naszyjniku, który ktoś jej wcisnął. Jest w ciężkim stanie...
Harry nagle zamarł, zobaczywszy Malfoya. Posłał mu długie, pełne wyzwania spojrzenie. Chłopak odpowiedział mu krótkim, chłodnym wyrazem twarzy, a potem razem z Astorią minęli ich i odeszli.
Hermiona mogła być prawie pewna, że słyszy ciche " szmata" z ust dziewczyny.
Nie robiła nic, a wrogów przybywało.


************
Rozdział dla Buni - mam nadzieję, że będzie pierwsza, która go przeczyta. Miał być po 20, ale wyszło wcześniej. Dziękuję za komentarze ! 
Wyczekujcie rozdziału 10 - oj będzie się działo.