" Znak "
Astronomia ciągnęła się niemiłosiernie - Harry w końcu szturchnął
Hermionę i szepnął:
-Hermiono, pomyśl to...
-Cicho! - syknęła. - Jest lekcja.
Potter przewrócił tylko oczami. Granger doskonale wiedziała co chłopak
chce powiedzieć i coś mocno pragnęło odepchnąć tą myśl daleko od niej.
Kiedy jednak profesor Sinistra zakończyła swój wykład i wszyscy
wychodzili z klasy, Harry dopadł ją i powiedział z jeszcze większym
zapałem:
-To Malfoy.
Po chwili, przy drugim boku pojawił się Ron. Hermiona prychnęła widząc
jego minę- czyżby wierzył Potterowi?
-Pamiętasz u Borgina i Burkesa, jak Malfoy oglądał ten naszyjnik ?
Wydawał się być naprawdę nim zainteresowany.
Hermiona pokręciła tylko głową.
-Czemu tak bardzo go bronisz? - zaperzył się Harry.
Wściekła Granger przystanęła i spojrzała z oburzeniem na przyjaciół.
-Nie bronię go, ale kiedy to się stało Malfoy był tu, w zamku.
-Skąd wiesz?
-Rozmawiał ze mną.
Ron roześmiał się.
-Ten szczur rozmawiał z tobą? Niby o czym?
Hermiona szła nie odwracając się za nimi.
-To co zwykle- wyśmiewał się ze mnie.
***
Nadszedł upragniony przez wszystkich dzień wyjazdu na przerwę
świąteczną. Hermionę jako jedyną nie cieszyła ta wizja. Kiedy jednak
Harry rycersko oznajmił, że może z nią zostać w Hogwarcie (przy czym Ron
zakrztusił się sokiem dyniowym, ale po chwili pokiwał głową),
dziewczyna musiała z lekko udawanym uśmiechem zabronić im tego.
Zapewniła ich, że nie będzie się nudzić i spędzi te święta na nauce.
-Och, co za nowość- prychnął Ron.
Po chwili we troje zaczęli się śmiać. Poniekąd nie było to kłamstwo- cóż
innego Hermiona mogła robić sama w zamku ? Książki to było najlepsze
wyjście. Mogła także przy okazji poszukać więcej informacji na temat
Anielskiego Zegarka.
Harry patrzył na nią przy pożegnaniu odrobinę dłużej niż Ron i Hermiona
zrozumiała o co mu chodzi.
Po pierwsze, Harry wiedział jak to jest
zostawać samemu w zamku, kiedy wszyscy inni wyjeżdżają spędzać święta w
ciepłym domu, wypełnionym bliskimi ludźmi. Hermiona skazana była tu na
samotność i nawet jej to musiało wyjść na gorzej.
Po drugie, ostatnimi czasy wiele się wydarzyło w szkole i poza nią, więc
naturalnie Harry obawiał się o bezpieczeństwo Granger. Teoretycznie
Hogwart był najbezpieczniejszym miejscem w świecie czarodziei, ale czy
na zawsze? Katie Bell była tego doskonałym przykładem – zło próbuje
przebić się przez grube mury Hogwartu.Trzeba tylko czekać, aż znajdzie
jakąś szczelinę i wedrze się do zamku, siejąc spustoszenie.
Hermiona patrzyła jak wszyscy tłumnie zmierzają ku Hogsmeade. Pogoda
była przepiękna, słońce świeciło radośnie, a śnieg po jakieś chwili
przestał padać.
Wszystko wydawało się grać na nosie pannie Granger.
Radosny gwar coraz bardziej się oddalał, aż w końcu zmarznięta Gryfonka
postanowiła wrócić do Pokoju Wspólnego i zająć się szukaniem jakiś
informacji o Anielskim Zegarku w książce „Magiczne przedmioty i ich
zastosowania”. Była jednak pewna niepowodzenia ów misji – wiedziała, że
prędzej czy później trzeba będzie zajrzeć do Działu Ksiąg Zakazanych.
Dlatego poprosiła Harry’ego przed wyjazdem o Pelerynę Niewidkę.
Potter spojrzał na nią zaciekawiony, a wtedy z rezygnacją opowiedziała
mu o wszystkim. To był dość odważny krok ze strony Hermiony, więc to
całkiem naturalne, że się zdziwił.
-Poczekaj aż wrócimy, pomożemy ci w poszukiwaniach – powiedział
stanowczym głosem.
-Nie. Każda chwila może być na wagę złota. Poza tym… boję się was w to
wciągać.
Myśląc o tych świętach, Hermiona odnalazła jakąś analogię do przerwy
Harry’ego na drugim roku. Każdemu z nich powierzona była ważna i dość
niebezpieczna misja- zgłębić się w tajniki czarnej magii.
Granger długo nad tym rozmyślała, siedząc przy jej ulubionym kominku w
Pokoju Wspólnym. Zauważyła jeszcze kilku Gryfonów – jacyś mali chłopcy,
dwie dziewczyny z czwartej klasy, kilka nieznajomych jej osób z piątej i
Seamus.
A więc nie tylko ja będę miała nudne święta –powiedziała sobie w duchu
Hermiona, po czym skarciła się w głowie za narzekanie – w końcu to
wszystko było dla jej dobra.
Mama chciała ją uchronić przed
Śmierciożercami. Robiła to z czystej, matczynej miłości, więc Granger
musi to uszanować. Co nie zmienia faktu, że może jej pomóc…
Powoli mijał dzień, Hermiona poczuła się bardzo zmęczona i senna. Przez
jakiś czas z tym walczyła, ale powieki nie dawały za wygraną i ciągle
jej się zamykały. W końcu zamknęła z hukiem bezużyteczną książkę i
wdrapała się na górę do dormitorium.
Trochę dziwnie było siedzieć samej w tak wielkim pokoju, pełnym łóżek, w
którym zawsze pełno było śmiechu i głośnych rozmów.
Hermiona rzuciła się na łóżko i marzyła jedynie o śnie. Wiedziała, że
olewa kolacje i nic jej to nie obchodziło. Naciągnęła ciepłą kołdrę pod
szyję i przymknęła leciutko powieki, marząc by senny Morfeusz złapał ją
za dłonie i pociągnął w stronę swojej krainy, fundując błogi i lekki
sen.
Spotkało ją jednak rozczarowanie –przez całą noc rzucała się po łóżku,
jęcząc i zrzucając kołdrę.
W jej śnie, chodziła sama po ciemnym lesie.
Było bardzo zimno, a cisza była wręcz przytłaczająca. Każdy szelest
liści lub złamanie gałązki, wydawało jej się ogromnym hałasem. Nie
wiedziała gdzie dąży, ale coś ją mocno do siebie przyciągało.
Jednocześnie odczuwała przeogromny strach i narastające napięcie.
Jeszcze trochę…kilka kroków…
Zobaczyła go, stojącego samotnie przy niedużej skale. Nagle obraz
bardzo się wyostrzył, a jednocześnie skupiona patrzyła tylko na niego,
ignorując otaczający ją las.
W jego ruchach było coś niepokojącego… Podciągał powoli rękaw, a
Gryfonka ze strachem zrozumiała o co chodzi – w końcu zobaczyła Mroczny
Znak na jego mlecznobiałym ramieniu. Wydała z siebie zduszony okrzyk, a
on odwrócił się do niej – jego twarz pełna pogardy, nienawiści, ale
także toczonej w nim walki …
Powoli, jak w zwolnionym tempie do niej
podchodził, podnosząc różdżkę. Hermiona cofała się, ale zaczepiwszy się o
wystającą gałąź, upadła. Czuła, że powoli odlatuje, ale kiedy się
obudziła, na ustach wciąż miała słowa:
-Nie jesteś zabójcą.
Była cała roztrzęsiona, zeszła z łóżka i usiadła na parapecie, wciąż
powtarzając sobie słowa „ to tylko sen, to tylko sen”.
Oparła czoło o
zimną szybę. Dało jej to lekkie ukojenie, ale wciąż nie mogła uspokoić
swojego galopującego serca. Po ciele przeszedł jej niepokojący dreszcz,
gdy przypominała sobie dokładnie swój koszmar. Czy to w ogóle można było
nazwać koszmarem?
Wzięła kilka głębokich wdechów i starając się z całych sił o nim nie
myśleć, wróciła do łóżka. Jej kolejne sny były dość idiotyczne, ale
spokojne, co przyjęła rankiem z ulgą.
Następnego dnia wstała trochę późno i pędem popędziła do łazienki. Nie
chciała spóźnić się na śniadanie, więc pośpiesznie czesała włosy,
jednocześnie naciągając na siebie sweter. Spojrzała w lustro – była cała
blada, a pod oczami miała ciemne sińce. Jęknęła cicho, ale nie starała
się tego ukryć – w końcu po co? I tak nikt nie zwróci na nią uwagi.
Z
resztą, Granger nigdy nie zwracała większej uwagi na swój wygląd – w
końcu liczyło się to, co masz do powiedzenia i jaki jesteś, niż twoje
piękne włosy, czy długie nogi.
Zabrała ze sobą „Największe Wynalazki Starożytnych Magów” i opuściła
Wieżę Gryffindoru.
W Wielkiej Sali panowała prawie pustka, więc jak zwykle w takich
sytuacjach wszyscy uczniowie siadali przy jednym stole.
Roztargniona
Hermiona usiadła obok jakiegoś dryblasa z Ravenclavu i nie bacząc na
innych otworzyła książkę i zaczęła ją przeglądać, żując jednocześnie
tosta.
Nic i nic… i nic… i nic. Gryfonka w mgnieniu oka straciła apetyt-
książka była wypełniona przeróżnymi opisami urządzeń, ale nigdzie nie
było Anielskiego Zegarka.
Sfrustrowana zamknęła z hukiem książkę i
właśnie wtedy go zobaczyła.
Siedział zaledwie kilka osób od niej,
opierając się niedbale o stół i patrzył w ścianę. Nie miał nic na
talerzu i wydawał się być w tej Sali tylko fizycznie.
Hermiona spojrzała
na jego ramię i z przerażeniem zauważyła, że spod rękawa, który był
niedbale podwinięty coś wystaje. Ciemna plamka… malutka, ale…
Nagle
zauważył jej wzrok na sobie i ich oczy się spotkały. Hermiona wytrzymała
jego spojrzenie, a on wstał tylko i wyszedł.
Narastająca panika odebrała Granger możliwość jakiekolwiek
kontaktowania. Nagle przez głowę przeleciało jej mnóstwo możliwości- a
co jak Malfoy jest…?
Jednak musiała wydobyć z siebie tą siłę, by się dowiedzieć prawdy. Bo
kto raz nie złamie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca
swoich dni *.
Wstała i była pewna siebie. Czuła napływające podekscytowanie i energię.
Co ma być to będzie, a jak będzie to trzeba się z tym zmierzyć.
Szybkim krokiem wyszła z Wielkiej Sali i rozejrzała się za Ślizgonem,
lecz nigdzie go nie było.
Lochy, lochy, lochy… - myślała gorączkowo Granger.
Odwróciła się po drodze kilka razy za siebie, ale nikogo nie dostrzegła.
Kiedy już była prawie u celu, a adrenalina uderzyła jej do mózgu, zza
ściany wyleciał Irytek. Nigdy w życiu, Hermiona nie była tak bardzo zła z
jego widoku niż wtedy.
-Mała Granger po lochach się szlaja, szlaja… -zaniósł się głośnym
śpiewem.
-Irytku, przestań ! – pisnęła.
-Nie rozkazuj mi ! – krzyknąwszy to, rzucił jakimś niedużym przedmiotem w
gablotkę stojącą nie daleko niej.
Odgłos rozbijającego szkła i powalającej się od kolejnego uderzenia
gablotki, na pewno postawił na nogi cały Hogwart.
Irytek puścił do niej oczko i zaskrzeczał:
-Sajonara !
Zupełnie niespodziewanie naprzeciw Gryfonce, wyszedł Snape.
-Proszę, proszę, proszę. Panna Granger i taki wandalizm ?
-Ja…nie…
-Cisza- uciął szybko.
Stał w odległości kilku kroków i mierzył ją rozradowanym spojrzeniem.
Granger z goryczą stwierdziła, że musi go wyjątkowo bawić fakt, iż
przyłapał ją na czymś, za co można było wlepić wielką karę.
-Odejmuję trzydzieści punktów dla Gryffindoru za zniszczenie tak cennej,
zabytkowej gablotki. Dodatkowo musisz wysprzątać wszystkie łazienki w
całym zamku… dzisiaj.
-Ale to nie ja ! Irytek to zrobił!- powiedziała głośno, uniesiona
gniewem Gryfonka.
-Ach, tak? A gdzie on jest teraz?
-Nie wiem! Poleciał gdzieś…w końcu to duch!
-To nie duch, tylko Poltergeist.
***
Ledwie żywa, szła do gabinetu Snape’a, aby grzecznie powiedzieć, że skończyła pracę.
Po drodze klnęła na Malfoya-
gdyby…ona…Irytek…Snape…ugh!
Nagle w ziemię wrósł nietoperz, lecz Hermiona ubiegła jego pytanie:
-Wszystkie łazienki posprzątane, może pan zobaczyć.
-Doprawdy? Wszystkie?
-Tak, panie profesorze.
-A łazienka Jęczącej Marty?
-Och…
Nie pomyślała o niej – nikt jej w końcu nie używał, ani o niej nawet
pamiętał. Najwidoczniej nikt oprócz Snape’a.
Odwróciła się i odeszła, nie mogąc znieść złośliwego uśmieszku Snape’a.Miała ich wszystkich dość, a w szczególności Ślizgonów.
Czuła mocny zapach jakiś kolorowy płynów, których używała, a ręce miała
pomarszczone od mugolskich chemikaliów.
Snape i te jego kary…
Już chciała otworzyć drzwi do łazienki, kiedy usłyszała jak ktoś mocno
kopie w ścianę. Przecież… nikt nie wchodzi do tej łazienki? Chyba…
chyba, że potrzebuje miejsca, gdzie nikt go nie odnajdzie.
Szybka decyzja i już Hermiona odchylała powoli drzwi. Zdawała sobie
sprawę, że ktokolwiek to był – mógł bardzo się wściec, widząc ją,
bezkarnie wchodzącą do łazienki.
Serce waliło jej jak oszalałe, kiedy przekraczała próg, zostawiając
korytarz w tyle. Nie widziała nikogo, ale słyszała czyjś wściekły głos,
mówiący coś zapewne do siebie. Zobaczyła, że po podłodze leje się jakiś
ciemny eliksir, którego nie potrafiła zidentyfikować.
Jeszcze kilka kroków, jeszcze jeden…
Hermiona zamarła zaskoczona. Na mokrej podłodze klęczał Draco Malfoy.
Dookoła niego porozlewana była tajemnicza ciecz, a dwie szklane fiolki
leżały pobite obok jego nóg. Po ręce spływała mu ciemnoczerwona krew od
skaleczenia.
Natychmiast podniósł wzrok, a Hermiona odruchowo dała krok w
tył- przeraził ją widok jego cierpiącej twarzy.
Już był obok niej.
-CZEGO CHCESZ, GRANGER?
Dziewczyna po raz pierwszy zlękła się przy jego obecności.
-Niczego, to znaczy ja…
Widziała jak krew zmacza mu biały rękaw podwiniętej koszuli i poczuła
się słabo. Nie wiedziała, czy to zasługa krwi, czy braku Mrocznego
Znaku.
-Co, Granger? Nie wierzyłaś w to? – jego język wydawał się być językiem
żmii.
-Nie wiem o czym mówisz –powiedziała cicho.
Przybliżył się jeszcze bardziej, a jego oczy wędrowały po twarzy
Gryfonki.
-Jesteś pewna? A nie próbowałaś przez ten cały czas odkryć, czy twój
Potterek ma rację?
Jeżeli było to możliwe, dziewczyna jeszcze bardziej zbladła.
-Bredzisz, Malfoy. Musisz opatrzeć sobie tę ranę…
-Ach, więc zmieniasz temat? No tak, niezłe posunięcie. Oskarżaj kogoś i
spiskuj na niego, a potem się tego wypieraj. To jest ta słynna odwaga
Gryfonów? – jego głos ranił…ranił.
-PRZESTAŃ SIĘ TAK ZACHOWYWAĆ! – krzyknęła, tracąc panowanie nad sobą.
-JAK? JAK MAM PRZESTAĆ SIĘ ZACHOWYWAĆ… - tu podniósł głos jeszcze
bardziej – OŚWIEĆ MNIE !
Hermiona poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, ale z całej siły
starała się je odgonić. Jeszcze nigdy nikt nie krzyczał na nią tak jak
on.
-Jakby to wszystko była moja wina ! Jakbym to ja była cały czas zła! Nie
wiem czy wiesz, ale dałeś mi ku takim oskarżeniom powód ! I to nie
jeden! Przez cały czas traktujesz mnie jak śmiecia, wręcz chcesz, żebym
się ciebie bała, a teraz to ja mam za to wszystko przepraszać!? Za te
oskarżenia ! Gdybyś chciał wiedzieć – teraz to ona się przybliżyła tak,
że mogła sprawdzać jego reakcje w oczach, na każde wycedzone słowo-
tylko ja naprawdę wierzyłam, że nie mógłbyś być Śmierciożercą... że nie
jesteś zły!
Malfoy spojrzał jej w oczy. Nie powiedział nic.
Hermiona starała się
opanować oddech i otarła mokry policzek. Rzuciła mu ostatnie długie
spojrzenie i odwróciła się by odejść.
Miała przynajmniej taki zamiar.
Złapał ją za rękę i odwrócił w swoją stronę. Zaskoczona Gryfonka chciała
przez chwilę się wyrwać – ich bliskość, to… było niebezpieczne.
Powoli, delikatnie, opuszkami palców przejechał po jej mokrym policzku, a
jego oczy mówiły jej, że te łzy go zdenerwowały.
-Puść mnie ! –powiedziała w końcu.
-Nie.
Hermiona próbowała wyrwać prawą rękę, a lewą ciskała na oślep w niego.
Niestety złapał ją za oba nadgarstki.
Dziewczyna próbowała się wyrwać,
kiedy... on przyciągnął ją do siebie i z całej siły pocałował.
Zaskoczona Hermiona przestała się wyrywać. Nie mogła myśleć, nie mogła oddychać...Była zagubiona... jak nigdy. Jego ciepłe
usta najpierw delikatnie całowały ją, a później nabrały odwagi i
pewności i zrobiły to z większą zachłannością. Granger nie miała pojęcia, dlaczego tak na to reaguje.
Hermiona poczuła jak
uderza o zimny mur, ale nie miało to dla niej większego znaczenia. Nie
mogła pojąć… nie mogła zrozumieć czemu? Ale uczucie, które ją ogarniało
obezwładniło ją całkowicie.
Poczuła jak puszcza jej ręce i wplata delikatnie we włosy.
Ona złapała
go za szyję, a potem lekko dotknęła jego twarzy. Tonęła w doznaniach i
za nic na świecie nie chciała tego przerwać.
On przycisnął ja mocniej do muru tak, że westchnęła zaskoczona. Ich usta
robiły sobie tylko krótkie przerwy na oddech, a potem pośpiesznie
odnajdywały siebie.
Nie chciała końca. On nie chciał końca. Jego
delikatność była dla niej czymś nowym i …
Coś jednak tknęło i Hermiona odsunęła się od Malfoya, ale nie za bardzo.
Wciąż byli blisko siebie. Ich oddechy były niepokojąco przyśpieszone.
Gryfonka bez cienia wstydu spojrzała mu w oczy. Szare tęczówki wydawały
się mieć w sobie jakiś blask, którego do tej pory nie znała.
Hermiona zadrżała, jego ręka powoli dążyła do jej policzka, już miał jej
dotknąć, kiedy nagle zerwał się i odszedł, pozostawiając Hermionę
zupełnie bezradną.
No hejka,wszystkie notki przeczytałam za jednym razem, muszę powiedzieć że naprawdę fajnie piszesz :) Na pewno tu jeszcze wpadnę :*
OdpowiedzUsuńZapraszam zmiana-nam-dobrze-zrobi-dramione-love.blogspot.com
Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak!
OdpowiedzUsuńNowy rozdział!
Omnomnomnomnomnomnom *_*
Naprawdę genialnie piszesz!
Cieszę się, że nie pominęłaś postaci, jaką jest Irytek.
Nietoperz jak zwykle złośliwy ^^
Właśnie po przeczytaniu tytułu rozdział zastanawiałam, się kiedy nastąpi pocałunek :3
Wow.
Pozdrawiam, em. :*
Po pierwsze : O tak ! Nowy rozdział, huraaa... ! :D
OdpowiedzUsuńPo drugie :
OMG... ten rozdział był po prostu genialny ! <3
Uwielbiam ! <3
Scenka Dracona i Herm była wprost fantastyczna *.* Tym pocałunkiem pobiłaś wszystko :D
Wspaniale !
Snape, jak to Snape jak zwykle lubi dokuczać Gryfonom, ale tym razem wyszło mu na dobre ;D
No i Irytek, matko... dziękujmy mu za to, że Hermiona dostała ten szlaban :D
Super rozdział, już nie mogę się doczekać następnego.
Powodzenia w dalszym pisaniu i weny przede wszystkim ! :)
Pozdrawiam !
~ Pure - Blood Princess
http://dracohermione-love-can-be-magical.blogspot.com/
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!
OdpowiedzUsuńPocałunek, pocałunek, pocałunek!!! tak, tak, tak!!!!!!
Fantastyczny rozdział!
( Przepraszam, że taki krótki komentarz i bez ładu i składu, ale uczę się na niemiecki i nie mam czasu :( )
Pozdrawiam i zapraszam do mnie!
nowa-hermiona-granger.blogspot.com
JEJUJEJUJEJUJEJU!!
OdpowiedzUsuńGenialne <33
ach ten Irytek, ale w sumie wszystko wyszło na dobre ;)
A scena Draco z Hermioną... Omnomnomomnom... To jest to co tygrysy lubią najbardziej. Boże padłam, boska końcówka.
Przepraszam, że trochę chaotyczny komentarz :)
Pozdrawiam, Blue
http://bluealligood.blogspot.com/
Świetne opowiadanie. Podoba mi się jak postać Draco w twoim opowiadaniu, to że jest taki nieobliczalny, z jednej strony wyniosły i złośliwy a z drugiej dbający o bezpieczeństwo Hermiony. uroczy był ten pocałunek Draco i Hermiony na końcu, nie mogę się doczekać by przeczytać co z tego wyniknie.
OdpowiedzUsuńOstatnia Scena zwaliła mnie z nóg. Taki pocałunek, niespodziewany, pełen pasji jest z pewnościa marzeniem wielu dziewczyn. Cudo.
OdpowiedzUsuń