poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 10

 " Znak "

Astronomia ciągnęła się niemiłosiernie - Harry w końcu szturchnął Hermionę i szepnął:  
-Hermiono, pomyśl to...
-Cicho! - syknęła. - Jest lekcja.
Potter przewrócił tylko oczami. Granger doskonale wiedziała co chłopak chce powiedzieć i coś mocno pragnęło odepchnąć tą myśl daleko od niej. Kiedy jednak profesor Sinistra zakończyła swój wykład i wszyscy wychodzili z klasy, Harry dopadł ją i powiedział z jeszcze większym zapałem: -To Malfoy. Po chwili, przy drugim boku pojawił się Ron. Hermiona prychnęła widząc jego minę- czyżby wierzył Potterowi? -Pamiętasz u Borgina i Burkesa, jak Malfoy oglądał ten naszyjnik ? Wydawał się być naprawdę nim zainteresowany. Hermiona pokręciła tylko głową.
-Czemu tak bardzo go bronisz? - zaperzył się Harry. Wściekła Granger przystanęła i spojrzała z oburzeniem na przyjaciół.
-Nie bronię go, ale kiedy to się stało Malfoy był tu, w zamku.
-Skąd wiesz?
-Rozmawiał ze mną.
Ron roześmiał się.  
-Ten szczur rozmawiał z tobą? Niby o czym?
Hermiona szła nie odwracając się za nimi.
-To co zwykle- wyśmiewał się ze mnie.
***
Nadszedł upragniony przez wszystkich dzień wyjazdu na przerwę świąteczną. Hermionę jako jedyną nie cieszyła ta wizja. Kiedy jednak Harry rycersko oznajmił, że może z nią zostać w Hogwarcie (przy czym Ron zakrztusił się sokiem dyniowym, ale po chwili pokiwał głową), dziewczyna musiała z lekko udawanym uśmiechem zabronić im tego.
Zapewniła ich, że nie będzie się nudzić i spędzi te święta na nauce.
-Och, co za nowość- prychnął Ron.
Po chwili we troje zaczęli się śmiać. Poniekąd nie było to kłamstwo- cóż innego Hermiona mogła robić sama w zamku ? Książki to było najlepsze wyjście. Mogła także przy okazji poszukać więcej informacji na temat Anielskiego Zegarka. Harry patrzył na nią przy pożegnaniu odrobinę dłużej niż Ron i Hermiona zrozumiała o co mu chodzi.
Po pierwsze, Harry wiedział jak to jest zostawać samemu w zamku, kiedy wszyscy inni wyjeżdżają spędzać święta w ciepłym domu, wypełnionym bliskimi ludźmi. Hermiona skazana była tu na samotność i nawet jej to musiało wyjść na gorzej.
Po drugie, ostatnimi czasy wiele się wydarzyło w szkole i poza nią, więc naturalnie Harry obawiał się o bezpieczeństwo Granger. Teoretycznie Hogwart był najbezpieczniejszym miejscem w świecie czarodziei, ale czy na zawsze? Katie Bell była tego doskonałym przykładem – zło próbuje przebić się przez grube mury Hogwartu.Trzeba tylko czekać, aż znajdzie jakąś szczelinę i wedrze się do zamku, siejąc spustoszenie. Hermiona patrzyła jak wszyscy tłumnie zmierzają ku Hogsmeade. Pogoda była przepiękna, słońce świeciło radośnie, a śnieg po jakieś chwili przestał padać.
Wszystko wydawało się grać na nosie pannie Granger. Radosny gwar coraz bardziej się oddalał, aż w końcu zmarznięta Gryfonka postanowiła wrócić do Pokoju Wspólnego i zająć się szukaniem jakiś informacji o Anielskim Zegarku w książce „Magiczne przedmioty i ich zastosowania”. Była jednak pewna niepowodzenia ów misji – wiedziała, że prędzej czy później trzeba będzie zajrzeć do Działu Ksiąg Zakazanych. Dlatego poprosiła Harry’ego przed wyjazdem o Pelerynę Niewidkę.
Potter spojrzał na nią zaciekawiony, a wtedy z rezygnacją opowiedziała mu o wszystkim. To był dość odważny krok ze strony Hermiony, więc to całkiem naturalne, że się zdziwił.
-Poczekaj aż wrócimy, pomożemy ci w poszukiwaniach – powiedział stanowczym głosem.
-Nie. Każda chwila może być na wagę złota. Poza tym… boję się was w to wciągać.
Myśląc o tych świętach, Hermiona odnalazła jakąś analogię do przerwy Harry’ego na drugim roku. Każdemu z nich powierzona była ważna i dość niebezpieczna misja- zgłębić się w tajniki czarnej magii. Granger długo nad tym rozmyślała, siedząc przy jej ulubionym kominku w Pokoju Wspólnym. Zauważyła jeszcze kilku Gryfonów – jacyś mali chłopcy, dwie dziewczyny z czwartej klasy, kilka nieznajomych jej osób z piątej i Seamus.
A więc nie tylko ja będę miała nudne święta –powiedziała sobie w duchu Hermiona, po czym skarciła się w głowie za narzekanie – w końcu to wszystko było dla jej dobra.
Mama chciała ją uchronić przed Śmierciożercami. Robiła to z czystej, matczynej miłości, więc Granger musi to uszanować. Co nie zmienia faktu, że może jej pomóc…
Powoli mijał dzień, Hermiona poczuła się bardzo zmęczona i senna. Przez jakiś czas z tym walczyła, ale powieki nie dawały za wygraną i ciągle jej się zamykały. W końcu zamknęła z hukiem bezużyteczną książkę i wdrapała się na górę do dormitorium. Trochę dziwnie było siedzieć samej w tak wielkim pokoju, pełnym łóżek, w którym zawsze pełno było śmiechu i głośnych rozmów.
Hermiona rzuciła się na łóżko i marzyła jedynie o śnie. Wiedziała, że olewa kolacje i nic jej to nie obchodziło. Naciągnęła ciepłą kołdrę pod szyję i przymknęła leciutko powieki, marząc by senny Morfeusz złapał ją za dłonie i pociągnął w stronę swojej krainy, fundując błogi i lekki sen.
Spotkało ją jednak rozczarowanie –przez całą noc rzucała się po łóżku, jęcząc i zrzucając kołdrę.
W jej śnie, chodziła sama po ciemnym lesie. Było bardzo zimno, a cisza była wręcz przytłaczająca. Każdy szelest liści lub złamanie gałązki, wydawało jej się ogromnym hałasem. Nie wiedziała gdzie dąży, ale coś ją mocno do siebie przyciągało.
Jednocześnie odczuwała przeogromny strach i narastające napięcie. Jeszcze trochę…kilka kroków…
Zobaczyła go, stojącego samotnie przy niedużej skale. Nagle obraz bardzo się wyostrzył, a jednocześnie skupiona patrzyła tylko na niego, ignorując otaczający ją las. W jego ruchach było coś niepokojącego… Podciągał powoli rękaw, a Gryfonka ze strachem zrozumiała o co chodzi – w końcu zobaczyła Mroczny Znak na jego mlecznobiałym ramieniu. Wydała z siebie zduszony okrzyk, a on odwrócił się do niej – jego twarz pełna pogardy, nienawiści, ale także toczonej w nim walki …
Powoli, jak w zwolnionym tempie do niej podchodził, podnosząc różdżkę. Hermiona cofała się, ale zaczepiwszy się o wystającą gałąź, upadła. Czuła, że powoli odlatuje, ale kiedy się obudziła, na ustach wciąż miała słowa: -Nie jesteś zabójcą. Była cała roztrzęsiona, zeszła z łóżka i usiadła na parapecie, wciąż powtarzając sobie słowa „ to tylko sen, to tylko sen”.
Oparła czoło o zimną szybę. Dało jej to lekkie ukojenie, ale wciąż nie mogła uspokoić swojego galopującego serca. Po ciele przeszedł jej niepokojący dreszcz, gdy przypominała sobie dokładnie swój koszmar. Czy to w ogóle można było nazwać koszmarem?
Wzięła kilka głębokich wdechów i starając się z całych sił o nim nie myśleć, wróciła do łóżka. Jej kolejne sny były dość idiotyczne, ale spokojne, co przyjęła rankiem z ulgą.
Następnego dnia wstała trochę późno i pędem popędziła do łazienki. Nie chciała spóźnić się na śniadanie, więc pośpiesznie czesała włosy, jednocześnie naciągając na siebie sweter. Spojrzała w lustro – była cała blada, a pod oczami miała ciemne sińce. Jęknęła cicho, ale nie starała się tego ukryć – w końcu po co? I tak nikt nie zwróci na nią uwagi.
Z resztą, Granger nigdy nie zwracała większej uwagi na swój wygląd – w końcu liczyło się to, co masz do powiedzenia i jaki jesteś, niż twoje piękne włosy, czy długie nogi.
Zabrała ze sobą „Największe Wynalazki Starożytnych Magów” i opuściła Wieżę Gryffindoru.
W Wielkiej Sali panowała prawie pustka, więc jak zwykle w takich sytuacjach wszyscy uczniowie siadali przy jednym stole.
Roztargniona Hermiona usiadła obok jakiegoś dryblasa z Ravenclavu i nie bacząc na innych otworzyła książkę i zaczęła ją przeglądać, żując jednocześnie tosta.  
Nic i nic… i nic… i nic. Gryfonka w mgnieniu oka straciła apetyt- książka była wypełniona przeróżnymi opisami urządzeń, ale nigdzie nie było Anielskiego Zegarka.
Sfrustrowana zamknęła z hukiem książkę i właśnie wtedy go zobaczyła.
Siedział zaledwie kilka osób od niej, opierając się niedbale o stół i patrzył w ścianę. Nie miał nic na talerzu i wydawał się być w tej Sali tylko fizycznie.
Hermiona spojrzała na jego ramię i z przerażeniem zauważyła, że spod rękawa, który był niedbale podwinięty coś wystaje. Ciemna plamka… malutka, ale…
Nagle zauważył jej wzrok na sobie i ich oczy się spotkały. Hermiona wytrzymała jego spojrzenie, a on wstał tylko i wyszedł.
Narastająca panika odebrała Granger możliwość jakiekolwiek kontaktowania. Nagle przez głowę przeleciało jej mnóstwo możliwości- a co jak Malfoy jest…?
Jednak musiała wydobyć z siebie tą siłę, by się dowiedzieć prawdy. Bo kto raz nie złamie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni *.
Wstała i była pewna siebie. Czuła napływające podekscytowanie i energię. Co ma być to będzie, a jak będzie to trzeba się z tym zmierzyć. Szybkim krokiem wyszła z Wielkiej Sali i rozejrzała się za Ślizgonem, lecz nigdzie go nie było.
Lochy, lochy, lochy… - myślała gorączkowo Granger.
Odwróciła się po drodze kilka razy za siebie, ale nikogo nie dostrzegła.
Kiedy już była prawie u celu, a adrenalina uderzyła jej do mózgu, zza ściany wyleciał Irytek. Nigdy w życiu, Hermiona nie była tak bardzo zła z jego widoku niż wtedy.
-Mała Granger po lochach się szlaja, szlaja… -zaniósł się głośnym śpiewem.
-Irytku, przestań ! – pisnęła.
-Nie rozkazuj mi ! – krzyknąwszy to, rzucił jakimś niedużym przedmiotem w gablotkę stojącą nie daleko niej.
Odgłos rozbijającego szkła i powalającej się od kolejnego uderzenia gablotki, na pewno postawił na nogi cały Hogwart.
Irytek puścił do niej oczko i zaskrzeczał:
-Sajonara !
Zupełnie niespodziewanie naprzeciw Gryfonce, wyszedł Snape.
-Proszę, proszę, proszę. Panna Granger i taki wandalizm ?
-Ja…nie…
-Cisza- uciął szybko.
Stał w odległości kilku kroków i mierzył ją rozradowanym spojrzeniem. Granger z goryczą stwierdziła, że musi go wyjątkowo bawić fakt, iż przyłapał ją na czymś, za co można było wlepić wielką karę.
-Odejmuję trzydzieści punktów dla Gryffindoru za zniszczenie tak cennej, zabytkowej gablotki. Dodatkowo musisz wysprzątać wszystkie łazienki w całym zamku… dzisiaj.
-Ale to nie ja ! Irytek to zrobił!- powiedziała głośno, uniesiona gniewem Gryfonka.
-Ach, tak? A gdzie on jest teraz?
-Nie wiem! Poleciał gdzieś…w końcu to duch!
-To nie duch, tylko Poltergeist.  

*** 
Ledwie żywa, szła do gabinetu Snape’a, aby grzecznie powiedzieć, że skończyła pracę.
Po drodze klnęła na Malfoya- gdyby…ona…Irytek…Snape…ugh!
Nagle w ziemię wrósł nietoperz, lecz Hermiona ubiegła jego pytanie:
-Wszystkie łazienki posprzątane, może pan zobaczyć.
-Doprawdy? Wszystkie?
-Tak, panie profesorze.
-A łazienka Jęczącej Marty?
-Och…
Nie pomyślała o niej – nikt jej w końcu nie używał, ani o niej nawet pamiętał. Najwidoczniej nikt oprócz Snape’a.
Odwróciła się i odeszła, nie mogąc znieść złośliwego uśmieszku Snape’a.Miała ich wszystkich dość, a w szczególności Ślizgonów.  
Czuła mocny zapach jakiś kolorowy płynów, których używała, a ręce miała pomarszczone od mugolskich chemikaliów. Snape i te jego kary…
Już chciała otworzyć drzwi do łazienki, kiedy usłyszała jak ktoś mocno kopie w ścianę. Przecież… nikt nie wchodzi do tej łazienki? Chyba… chyba, że potrzebuje miejsca, gdzie nikt go nie odnajdzie.
Szybka decyzja i już Hermiona odchylała powoli drzwi. Zdawała sobie sprawę, że ktokolwiek to był – mógł bardzo się wściec, widząc ją, bezkarnie wchodzącą do łazienki.
Serce waliło jej jak oszalałe, kiedy przekraczała próg, zostawiając korytarz w tyle. Nie widziała nikogo, ale słyszała czyjś wściekły głos, mówiący coś zapewne do siebie. Zobaczyła, że po podłodze leje się jakiś ciemny eliksir, którego nie potrafiła zidentyfikować. Jeszcze kilka kroków, jeszcze jeden…
Hermiona zamarła zaskoczona. Na mokrej podłodze klęczał Draco Malfoy. Dookoła niego porozlewana była tajemnicza ciecz, a dwie szklane fiolki leżały pobite obok jego nóg. Po ręce spływała mu ciemnoczerwona krew od skaleczenia.
Natychmiast podniósł wzrok, a Hermiona odruchowo dała krok w tył- przeraził ją widok jego cierpiącej twarzy.
Już był obok niej.
-CZEGO CHCESZ, GRANGER?
Dziewczyna po raz pierwszy zlękła się przy jego obecności.
-Niczego, to znaczy ja…
Widziała jak krew zmacza mu biały rękaw podwiniętej koszuli i poczuła się słabo. Nie wiedziała, czy to zasługa krwi, czy braku Mrocznego Znaku.
-Co, Granger? Nie wierzyłaś w to? – jego język wydawał się być językiem żmii.
-Nie wiem o czym mówisz –powiedziała cicho.
Przybliżył się jeszcze bardziej, a jego oczy wędrowały po twarzy Gryfonki.
-Jesteś pewna? A nie próbowałaś przez ten cały czas odkryć, czy twój Potterek ma rację? Jeżeli było to możliwe, dziewczyna jeszcze bardziej zbladła.
-Bredzisz, Malfoy. Musisz opatrzeć sobie tę ranę…
-Ach, więc zmieniasz temat? No tak, niezłe posunięcie. Oskarżaj kogoś i spiskuj na niego, a potem się tego wypieraj. To jest ta słynna odwaga Gryfonów? – jego głos ranił…ranił.
-PRZESTAŃ SIĘ TAK ZACHOWYWAĆ! – krzyknęła, tracąc panowanie nad sobą.
-JAK? JAK MAM PRZESTAĆ SIĘ ZACHOWYWAĆ… - tu podniósł głos jeszcze bardziej – OŚWIEĆ MNIE !
Hermiona poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, ale z całej siły starała się je odgonić. Jeszcze nigdy nikt nie krzyczał na nią tak jak on.
-Jakby to wszystko była moja wina ! Jakbym to ja była cały czas zła! Nie wiem czy wiesz, ale dałeś mi ku takim oskarżeniom powód ! I to nie jeden! Przez cały czas traktujesz mnie jak śmiecia, wręcz chcesz, żebym się ciebie bała, a teraz to ja mam za to wszystko przepraszać!? Za te oskarżenia ! Gdybyś chciał wiedzieć – teraz to ona się przybliżyła tak, że mogła sprawdzać jego reakcje w oczach, na każde wycedzone słowo- tylko ja naprawdę wierzyłam, że nie mógłbyś być Śmierciożercą... że nie jesteś zły!
Malfoy spojrzał jej w oczy. Nie powiedział nic.
Hermiona starała się opanować oddech i otarła mokry policzek. Rzuciła mu ostatnie długie spojrzenie i odwróciła się by odejść. Miała przynajmniej taki zamiar.
Złapał ją za rękę i odwrócił w swoją stronę. Zaskoczona Gryfonka chciała przez chwilę się wyrwać – ich bliskość, to… było niebezpieczne.
Powoli, delikatnie, opuszkami palców przejechał po jej mokrym policzku, a jego oczy mówiły jej, że te łzy go zdenerwowały.
-Puść mnie ! –powiedziała w końcu.
-Nie.
Hermiona próbowała wyrwać prawą rękę, a lewą ciskała na oślep w niego. Niestety złapał ją za oba nadgarstki.
Dziewczyna próbowała się wyrwać, kiedy... on przyciągnął ją do siebie i z całej siły pocałował. Zaskoczona Hermiona przestała się wyrywać. Nie mogła myśleć, nie mogła oddychać...Była zagubiona... jak nigdy. Jego ciepłe usta najpierw delikatnie całowały ją, a później nabrały odwagi i pewności i zrobiły to z większą zachłannością. Granger nie miała pojęcia, dlaczego tak na to reaguje.
Hermiona poczuła jak uderza o zimny mur, ale nie miało to dla niej większego znaczenia. Nie mogła pojąć… nie mogła zrozumieć czemu? Ale uczucie, które ją ogarniało obezwładniło ją całkowicie. Poczuła jak puszcza jej ręce i wplata delikatnie we włosy.
Ona złapała go za szyję, a potem lekko dotknęła jego twarzy. Tonęła w doznaniach i za nic na świecie nie chciała tego przerwać. On przycisnął ja mocniej do muru tak, że westchnęła zaskoczona. Ich usta robiły sobie tylko krótkie przerwy na oddech, a potem pośpiesznie odnajdywały siebie.
Nie chciała końca. On nie chciał końca. Jego delikatność była dla niej czymś nowym i … Coś jednak tknęło i Hermiona odsunęła się od Malfoya, ale nie za bardzo. Wciąż byli blisko siebie. Ich oddechy były niepokojąco przyśpieszone. Gryfonka bez cienia wstydu spojrzała mu w oczy. Szare tęczówki wydawały się mieć w sobie jakiś blask, którego do tej pory nie znała.
Hermiona zadrżała, jego ręka powoli dążyła do jej policzka, już miał jej dotknąć, kiedy nagle zerwał się i odszedł, pozostawiając Hermionę zupełnie bezradną.

7 komentarzy:

  1. No hejka,wszystkie notki przeczytałam za jednym razem, muszę powiedzieć że naprawdę fajnie piszesz :) Na pewno tu jeszcze wpadnę :*
    Zapraszam zmiana-nam-dobrze-zrobi-dramione-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak!
    Nowy rozdział!
    Omnomnomnomnomnomnom *_*
    Naprawdę genialnie piszesz!
    Cieszę się, że nie pominęłaś postaci, jaką jest Irytek.
    Nietoperz jak zwykle złośliwy ^^
    Właśnie po przeczytaniu tytułu rozdział zastanawiałam, się kiedy nastąpi pocałunek :3
    Wow.
    Pozdrawiam, em. :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze : O tak ! Nowy rozdział, huraaa... ! :D
    Po drugie :
    OMG... ten rozdział był po prostu genialny ! <3
    Uwielbiam ! <3
    Scenka Dracona i Herm była wprost fantastyczna *.* Tym pocałunkiem pobiłaś wszystko :D
    Wspaniale !

    Snape, jak to Snape jak zwykle lubi dokuczać Gryfonom, ale tym razem wyszło mu na dobre ;D
    No i Irytek, matko... dziękujmy mu za to, że Hermiona dostała ten szlaban :D

    Super rozdział, już nie mogę się doczekać następnego.

    Powodzenia w dalszym pisaniu i weny przede wszystkim ! :)

    Pozdrawiam !

    ~ Pure - Blood Princess
    http://dracohermione-love-can-be-magical.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!
    Pocałunek, pocałunek, pocałunek!!! tak, tak, tak!!!!!!
    Fantastyczny rozdział!
    ( Przepraszam, że taki krótki komentarz i bez ładu i składu, ale uczę się na niemiecki i nie mam czasu :( )

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    nowa-hermiona-granger.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. JEJUJEJUJEJUJEJU!!
    Genialne <33
    ach ten Irytek, ale w sumie wszystko wyszło na dobre ;)
    A scena Draco z Hermioną... Omnomnomomnom... To jest to co tygrysy lubią najbardziej. Boże padłam, boska końcówka.
    Przepraszam, że trochę chaotyczny komentarz :)
    Pozdrawiam, Blue
    http://bluealligood.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne opowiadanie. Podoba mi się jak postać Draco w twoim opowiadaniu, to że jest taki nieobliczalny, z jednej strony wyniosły i złośliwy a z drugiej dbający o bezpieczeństwo Hermiony. uroczy był ten pocałunek Draco i Hermiony na końcu, nie mogę się doczekać by przeczytać co z tego wyniknie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnia Scena zwaliła mnie z nóg. Taki pocałunek, niespodziewany, pełen pasji jest z pewnościa marzeniem wielu dziewczyn. Cudo.

    OdpowiedzUsuń