"Anielski Zegarek"
Siedzieli we trójkę przy kominku. Hermiona przyglądała się jak płomienie pożerają nieduże kawały drewna. Ani Harry, ani Ron nie odezwali się ni słowem, kiedy opowiedziała im co się stało. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu postanowiła nie mówić im o Malfoyu. Może było to dla niej zbyt wstydliwe? Jak mogło dojść do tego, że to akurat ten okropny Ślizgon ją ratuje? Ratuje? Jak sam powiedział, Hermiona go w ogóle nie interesuje, gdyby nie to, że własnie Revis... Hermiona potrząsnęła głową, jakby chciała odpędzić tą myśl jak denerwującą muchę.
-Hermiono, czy nie pomyślałaś, że... - Harry zaczął niepewnie.
Dziewczyna spojrzała na niego - zmieszał się, ale nie kontynuował. Ron wybuchł po chwili:
-To musi być Śmierciożerca.
-C-co? - wyjąkała zaskoczona dziewczyna.
Harry pokiwał głową z zapałem:
-No jasne! Mówił, że chciał zrobić mi na złość, tak? - Hermiona pokiwała tylko głową. - Sądzę, że nie chodziło tylko o to. Pewnie chciał dowiedzieć się co robię na spotkaniach u Dumbledore'a ! To jasne! Słyszeliście przecież, że Revis nagle zniknął. Właściwie nie Revis, tylko jego ciało, bo ktoś go wykorzystuje. Zmył się po tym ataku, tak szybko, że nie byliśmy w stanie z Ronem go dopaść.
Hermiona pokręciła z wątpliwością głową - teoria była prawdopodobna, ale jak dla niej trochę zbyt naciągana i wciąż brakowało kilku podstawowych odpowiedzi.
Dni mijały, grudzień robił się coraz zimniejszy, a Hermiona z niecierpliwością czekała na świąteczną przerwę. W końcu zobaczy mamę i... będzie mogła od tego wszystkie odpocząć. Aż skarciła się, że tak myśli - powinna stawić czoła wszystkim problemom, ale coś się w niej załamywało.
Był piątek, wszyscy zbierali się by pójść do Hogsmeade - ostatni wypad przed świętami. Hermiona ślęczała długo nad wypracowaniem z Transmutacji, a kiedy skończyła, zadowolona z siebie zeszła do Pokoju Wspólnego, w którym panował tłok.
Nie znalazła jednak swoich przyjaciół, więc postanowiła pójść do ich dormitorium. Już miała przekroczyć drzwi, kiedy usłyszała głos Rona:
-Zamknęła się w sobie, nie zauważyłeś? To wszytko... zmieniło ją.
-Jest naszą przyjaciółką i choćby się zmieniła musimy ją wspierać.
Hermiona wycofała się i wróciła do Pokoju Wspólnego. Nikt nie zauważył jej dziwnego zachowania. Rzuciła się na fotel i zaczęła rozmyślać.
Czy to prawda co mówił Ron? Zmieniła się? Czy to możliwe, że tego nie zauważyła? Była zbyt zajęta problemami by dostrzec coś tak oczywistego?
-Idziesz Hermiono?
Odwróciła się na fotelu i zobaczyła schodzących po schodach przyjaciół. Krótka chwila namysłu i odpowiedziała:
-Chyba zostanę... źle się czuję.
Nie kłamała. Czuła się źle.
Ron rzucił Harry'emu krótkie spojrzenie, po czym powiedział:
-Przyniesiemy ci coś ekstra z Miodowego Królestwa !
-Dzięki.
Kiedy Pokój Wspólny zupełnie opustoszał, Hermiona otuliła się ramionami przy kominku i zajęła się przyglądaniem dogasającemu ognisku. Co tak bardzo intrygowało ją w tym ogniu, że spędziła tak dużo czasu przypatrując się mu ?
To nie ma sensu - pomyślała i opuściła pośpiesznie Wieżę Gryffindora. Nie wiedziała gdzie iść. Na widokówkę było za zimno i poza tym... wzbudzała w niej zbyt wiele złych wspomnień. A może jedno - Revis. Przeszył ją dreszcz na samo to słowo.
-Panno Granger!
Hermiona odwróciła się, kilka kroków od niej stał sam dyrektor Dumbledore. Dziewczyna zmieszała się, nie wiedząc co powiedzieć.
-Za chwilę będziemy mieć specjalnego gościa, czy nie miałaby pani nic przeciwko by go ze mną powitać?
-Oczywiście, profesorze.
Co innego mogła powiedzieć? Dyrektor zbił ją zupełnie z tropu, ale nie mogła przecież mu odmówić. Kiedy stanęli przy głównych drzwiach, Dumbledore uśmiechnął się do niej tajemniczo, a one otworzyły się w magiczny sposób.
-Mama !?
Minęła tylko chwila, a Hermiona już rzuciła się matce w ramiona. Poczuła ukochany zapach jakiś mugolskich perfum, a przed oczami miała burzę jej ciemnych loków.
-Mamo, co tutaj robisz?
Jane odsunęła się od córki. W tej samej chwili Dumbledore powiedział:
-Proszę do mojego gabinetu, tam będziecie mogły porozmawiać.
Mama nie ukrywała zdumienia, zwiedzając zamek. W końcu doszli do gabinetu Dumbledore'a. Hermiona cały czas obserwowała matkę - jej szeroko otwarte oczy w zaskoczeniu i ten wyraz twarzy.
Kiedy usiedli przy biurku dyrektora, Hermiona powiedziała cicho:
-Myślałam, że spotkamy się w domu... na święta.
Krótkie spojrzenie posłane matce i Gryfonka wiedziała już o co chodzi.
-Nie możesz się tak narażać. Najbezpieczniej ci będzie tutaj. Wiele mnie kosztował przyjazd do Hogwartu i zostawiłam tatę samego... ale chciałam cię zobaczyć i porozmawiać z tobą. Najwcześniej spotkamy się dopiero na wakacje.
-Mamo...wytłumacz mi to jakoś.
Jane westchnęła. Dumbledore patrzył na nią w skupieniu, oczekując odpowiedzi.
-Ostatnio zauważyłam, że tato się zmienił. Stał się jakiś drażliwy i tajemniczy. Wciąż chodził gdzieś z tą książką. Musiało minąć wiele czasu, bym w końcu mogła dowiedzieć się o co chodzi. Twój tato zajął się magią.
-Co?
-Nie w tym sensie, ale... W starym antykwariacie ciotki Ginn odkrył księgę, która na pewno zawierała tajniki czarnej magii. Nie wiem co go podkusiło, ale zaczął ją studiować. Opowiedział mi, że znalazł tam wzmiankę o Anielskim Zegarku...
Hermiona znała tą nazwę. Kiedy w drugiej klasie szukała informacji na temat Flamela, natknęła się na tekst opisujący legendarne magiczne urządzenie, których właściwości nikt nie zbadał, a zaginęło kilkaset lat temu. Nic więcej nie pamiętała, a może po prostu nic więcej nie było?
-Chciał go odnaleźć, nie wiem dlaczego... chyba nawet dowiedział się w jakiś sposób gdzie to jest, ale wtedy...
-...pojawili się Śmierciożercy.
Jane westchnęła.
-Nie wiele z tego pamiętam...Tylko te krzyki, krew i czerwone smugi światła. Chcieli go lub jego informację. Nie udało im się to, ale teraz wiemy, że cały czas nas obserwują i chcą zaatakować. Twój tato i tak niczego nie pamięta. Gdy go o to pytam, mówi, że nie wie o czym mówię. To chyba nawet dobrze. Tak czy inaczej, musisz na siebie uważać ! Oni tylko czekają na nasze potknięcie. Chcą nas skrzywdzić...
Dumbledore wstał i poklepał Jane po ramionach.
-Zostawisz nas panno Granger? Chciałbym porozmawiać z twoją mamą w cztery oczy.
Hermiona pokiwała tylko głową i ostatni raz przytuliła matkę.
Wracając, starała się wszystko poukładać sobie w głowie. Wiedziała, że coś przed nią ukrywają, pytanie tylko: co?
Nagle poczuła ogromny ból, który powalił ją z nóg. Wiedziała o co chodzi i pośpiesznie podwinęła rękaw. Obok "SZ" pojawiła się kolejna literka "L". Tym razem była głęboko wyryta, a krew sączyła się z niej niemiłosiernie.
Wtem Hermiona zrozumiała : to Revis. Wszystkiemu winny jest Revis. To on musiał rzucić na nią to zaklęcie. Był Ślizgonem, nienawidził jej, nienawidził mugoli. On nie był z nią tylko dla Pottera - on chciał wydobyć z niej informację o tym zegarku.
Hermiona wystraszyła się, że mógł rzucić na nią Imperio i próbować wykorzystać ją do zadawania pytań. Nagle pomyślała o tych wszystkich listach do matki - czy to ona zadawała te pytania czy on ?
Krew spływała po jej ramieniu, kreśląc czerwoną ścieżkę na bladej skórze.
SZL... musi to wytrzymać. Jeszcze tylko trzy litery. On chce ją poniżyć. Chce ją naznaczyć, żeby każdy wiedział, że ma " nieczystą krew".
-Co Granger, wycierasz sobą podłogi?
Wiedziała czyj to głos. Powoli wstała z zimnej podłogi i odwróciła się w jego stronę. Stał jak zwykle oparty o ścianę, w swoim ciemnym stroju. Jego skóra blada jak zawsze, a jego włosy wilgotne sterczały mu w różne strony, kiedy je przeczesał.
Twarz bez wyrazu. Jak zawsze. Jak zawsze ! Jak bardzo Hermiona tego nienawidziła !
-Nie bawią mnie twoje zaczepki.
-Nie szkodzi, to mnie mają bawić, nie ciebie.
-Jesteś żałosny.
-Może, ale nie wiem czy tak jak ty. Zaraz zrobisz się bledsza ode mnie, zdajesz sobie z tego sprawę? - jego wzrok wydawał się być bardziej czujny, jakby chciał sprawdzić jej reakcję.
Spojrzała na zakrwawioną rękę - z tak małego wcięcia tak wiele krwi. Miała nadzieję, że nie będzie jej słabo - nie zniosła by takiego upokorzenia.
-Cóż, takie już życie szlamy - powiedziała gorzko, modląc się by łzy odeszły.
Po raz pierwszy użyła tego słowa, trochę z kpiny, trochę z przekory. A tak naprawdę czuła się okropnie, że ktoś chce jej to wytykać. Wiedziała, że nie powinna się przejmować - przestała kiedy Malfoy ją tak nazwał w drugiej klasie. Zrozumiała wtedy, że jest wystarczająco silna, by sobie z tym poradzić. Co takiego się zmieniło, że teraz jest tak ciężko?
Wzięła głęboki wdech i spojrzała mu w oczy. Coś się zmieniło. Drgnął i przez chwilę Hermiona coś poczuła. Szybko jednak przybrał swoją beznamiętną twarz, a ona uniosła dumnie brodę i powiedziała cicho:
-Nie bawi mnie to, Malfoy. Nie to.
-Co dziwne, mnie już też nie.
Chyba do tej pory żadne ze słów wypowiedzianych przez niego nie zrobiło na niej takiego wrażenia. Przez chwilę ich spojrzenia łączyły się w jakiś magiczny sposób i Hermiona poczuła, że nie chce tego przerwać prze nigdy.
Nagle tuż u boku Malfoya pojawiła się piękna, młoda dziewczyna. Hermiona nie znała jej przedtem.
-Tu się podziewasz ! -zawołała i pocałowała go w policzek.
Malfoy dość niechętnie odwrócił się do dziewczyny, ale potem jego twarz rozluźniła się.
-A ty co tu robisz, Astorio? - jego głos był inny niż w stosunku do Hermiony.
Hermionie nie dane było usłyszeć jej odpowiedzi, gdyż nagle usłyszała gwar nadchodzących rozmów. Zrozumiała jak to wygląda : ona cała zakrwawiona, stoi i gapi się na Malfoya. Odwróciła się i zamierzała odejść, gdy zobaczyła Hagrida. W ramionach niósł Katie Bell, a zanim szli Harry i Ron.
Gryfonka podbiegła do nich i zapytała:
-Co się stało? Katie, czy ona... ?
Harry podszedł pod nią.
-Hermiono! Twoja ręka !
-Co z Katie?
-Dotknęła zaklętego naszyjniku, który ktoś jej wcisnął. Jest w ciężkim stanie...
Harry nagle zamarł, zobaczywszy Malfoya. Posłał mu długie, pełne wyzwania spojrzenie. Chłopak odpowiedział mu krótkim, chłodnym wyrazem twarzy, a potem razem z Astorią minęli ich i odeszli.
Hermiona mogła być prawie pewna, że słyszy ciche " szmata" z ust dziewczyny.
Nie robiła nic, a wrogów przybywało.
************
Rozdział dla Buni - mam nadzieję, że będzie pierwsza, która go przeczyta. Miał być po 20, ale wyszło wcześniej. Dziękuję za komentarze !
Wyczekujcie rozdziału 10 - oj będzie się działo.
Dziękujeee!!!
OdpowiedzUsuńJestem pierwsza :*
Świetny rozdzialik!! ^^
Czekam z niecierpliwością na 10, będzie się działo, oj będzie!!!
Kocham! <3
~Twoja Bunia
Salazarze!
OdpowiedzUsuńJak Ty ciekawie piszesz! :3
Anielski Zegarek bardzo mnie zaciekawił. W końcu od kiedy mugole interesują się Czarną Magią?
I ta sprawa z Malfoyem. Coś się w nim zaczęło zmieniać.
Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :*
Pozdrawiam, emersonn
potterowskie-co-nieco.blogspot.com
Wspaniały rozdział. Troszkę mnie zdziwiła wizyta matki Hermiony w Hogwarcie, ale co też Dumbledore nie wymyśli ;P Zna się te jego niektóre sposoby.
OdpowiedzUsuńpowtórzę emersonn : O Salazarze !
Już nie mogę doczekać się nowej notki.
Powodzenia w dalszym pisaniu i życzę weny !
Pozdrawiam !
~ Pure - Blood Princess
Zyskałaś nową czytelniczkę kochana! <3
OdpowiedzUsuńRozdzialik świetny! Pochłonęłam wszystkie w zaledwie 2 godziny <333
Mam nadzieje że doczekam się następnego ^^
~Monia
P.S
Nie lubie Revisa >:C
Kocham sposób w jaki piszesz. Dziwi mnie tylko to "podszedł pod nią " a nie "do niej". Ale nie czepiam się. Pisz szybko, chce nowy rozdział <3 / Anabeth
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział <3
OdpowiedzUsuńCzytałam już dość dawno, ale miałam takie małe zamieszanie i myślałam, że skomentowałam, a tu nic nie ma xD.
A i tak w ogóle to dziś weszłam i zobaczyłam nowy wygląd. Piękny !
Pozdrawiam, Blue
Napis sie powoli dopełnia i znów dzieje się to przy niespodziewanej asyście Malfoy'a. Widzę, że naszyjnik już poszedł w ruch. Co jest między Draco a Astorią? Czyżby było między nimi jakieś głębsze uczucie? Oby nie.
OdpowiedzUsuń