piątek, 1 lipca 2016

Rozdział 24

Od rana w okolicy Hogwartu szalał deszcz. Uczniowie mieli kiepskie humory, nauczyciele byli podrażnieni a sam Filch nie robił nic innego, tylko klął na nawał pracy. Do zamku dostała się woda, deszcz lał całą noc i woźny wraz ze swoją kotką biegali po zamku i próbowali ogarnąć kryzys. Na dodatek Irytek doskonale wykorzystywał okazję i przysparzał woźnemu jeszcze więcej roboty. Ostatni raz widziano tak wściekłego Filcha po jednym z wybuchowych kawałów Freda i George'a. Próbował rozładować swój gniew na niewinnych uczniach, którzy przypadkowo wchodzili mu w drogę. Kończyło się to nieprzyjemnym wrzaskiem i karami.
Wiatr wiał silniej i silniej, profesor McGonagall sama przyłapała się na tym, że przygląda się jak ogromne podmuchy wyginają drzewa, prawie je łamiąc. Opodal swojej chatki, Hagrid próbował ochronić ogród przed niszczącą siłą wiatru i przykryć go specjalną płachtą, ale nie było łatwo, wiatr nie dawał za wygraną i wydzierał mu materiał z rąk.
Nawet Bijąca Wierzba wierzgała, jakby walcząc z żywiołem. Po chwili ściana deszczu oblała całe błonie i Hagrid schował się w swojej chatce, pozostawiając ogródek na pastwę nawałnicy.
Po zakończonych lekcjach, Hermiona poszła do biblioteki i od razu zajęła swój ulubiony kącik. Pogoda sprzyjała siedzeniu w bibliotece. W takich momentach jak ten nie miała wcale wyrzutów sumienia, że spędza czas nad książkami. Poza tym brakowało jej czasu dla siebie. Miała dość wszystkich dramatów, jakie ją otaczały i chciała po prostu odpocząć, nabrać trochę sił i spędzić miło czas wśród swoich starych przyjaciół.
Od jakiegoś czasu Draco ją ignorował. Wcale się temu nie dziwiła, skoro nie kto inny jak Leo nakrył ich w trakcie pocałunku. Na samą myśl Hermiona czerwieniła się i czuła specyficzny ucisk w żołądku. Bała się, ale jednocześnie czuła delikatną ekscytację. Ona i Draco. Mogą to w końcu jakoś nazwać i jeśli kiedyś będzie miała tyle odwagi, pomyśli o nim jako jej chłopaku. Za bardzo bała się wymawiać te słowa na głos. Draco Malfoy, chłopak Hermiony Granger. Brzmiało to tak absurdalnie, że nikt by jej nie uwierzył. Nawet gdyby pocałowali się przed całą szkołą, większość uznałaby to za jakiś żart. To smutne, ale jednak prawdziwe. Nie ma chyba dwóch bardziej przeciwnych charakterów w całej szkole - kto by więc uwierzył, że jakimś cudem udało im się połączyć w coś więcej? Czy w historii Hogwartu zdarzały się tego typu sensacje ? Związki między Ślizgonami a Gryfonami albo były ukrywane albo po prostu nie istniały. Te dwa domy różniły się tak bardzo, że nie sposób było od tak przeskoczyć przepaści jaka między nimi powstała. To nie była tylko nienawiść z zasady - to była różnica poglądów, wartości, wszystkiego. Jakimś cudem jednak, och jak te słowa były nierealne- on był jej. A przynajmniej taką miała nadzieję.
Tak czy inaczej od tamtej pory nie mogła złapać Leo, ciągle jej się wymykał, twierdził, że nie ma czasu na rozmowę, ale po prostu uciekał - wiedziała, że to co zobaczył, musiało go zszokować. Ale nie wytrzymywała już tego napięcia. Co zrobi Leo ? Czy komuś powie, czy będzie milczał? Gdyby tylko mogła z nim porozmawiać, wyjaśnić mu to wszystko i poprosić, by nikomu nie mówił.
Za każdym razem, gdy widziała, że ktoś coś szepcze, zastanawiała się, czy to przypadkiem nie o jej tajemnicy. Może już wszyscy wiedzą? Albo Leo pozostał jednak jej przyjacielem i nie wyznał prawdy.
Nie mogla zrozumieć, dlaczego jej tak unika. W końcu to ona ma problem, nie on. Usłyszała, że Dean Thomas wchodzi z Suzie Lyon do środka i oboje śmiejąc się i rozmawiając głośno usiedli niedaleko niej. Hermiona spojrzała na nich. Jakie to było dla nich łatwe - byli ze sobą, pokazywali się gdzie chcieli, byli po prostu sobą.
Nie mogła powstrzymać tego uczucia, ale trochę ją to bolało. Zazdrościła im wolności. Tak bardzo chciałaby tu być  wraz z Draco i zwyczajnie rozmawiać o wszystkim i o niczym.
Nagle znikąd pojawiła się Ginny i zajęła wolne miejsce obok niej. Położyła na stolik torbę i wyciągnęła pokaźny tom do Wróżbiarstwa. Hermiona drgnęła zaskoczona i podsunęła się do przyjaciółki.
-Jestem taka zmęczona. Ta pogoda jest paskudna, nie uważasz?- powiedziała Ginny, po chwili ziewając.
-Rzeczywiście, jest nieciekawa. Ale najlepsza do czytania - zauważyła Hermiona.
-Tak - potwierdziła lecz bez przekonania. - Chciałabym  pograć w Qudditcha, ale oczywiście nie ma szans w taką ulewę.
-Dasz radę wytrzymać jeden dzień bez miotły, Gin - mruknęła Granger.
Ruda otworzyła Wróżbiarstwo i wyciągnęła pergamin z torby. Potem wyjęła pióro i głośno westchnęła.
-Gdybym tylko nie musiała pisać tego eseju...
Granger zerknęła na temat, ale stwierdziła, że i tak nie będzie w stanie pomóc Weasley. Wróżbiarstwo? Dlaczego Weasley w ogóle na to chodzi ? Przecież to zupełna strata czasu.
Hermiona Granger była człowiekiem, który nie potrafił tak po prostu uwierzyć, że patrzenie w gwiazdy jest w stanie powiedzieć nam o zbliżających się problemach. A przecież magia była tak niezwykła i zaskakiwała ją wiele razy. Profesor Trelawney zniechęciła ją jednak do tego przedmiotu. Gryfonka od samego początku miała wrażenie, że nauczycielka jest starą oszustką, która uczy czegoś, o czym zupełnie nie ma pojęcia. Nie mogła  zrozumieć jak Dumbledore mógł zatrudnić kobietę, która często pojawia się na korytarzach Hogwartu pijana.
Nagle Hermiona zobaczyły Draco wchodzącego do biblioteki. Rozejrzał się, wyraźnie kogoś szukając. Granger wiedziała, że szuka właśnie jej. Poczuła, że na jej twarzy pojawia się płomienny rumieniec, gdy chłopak odnalazł ją wzrokiem i po kilku dniach zupełnego ignorowania, w końcu na nią spojrzał. Oprzytomniała, przypominając sobie, że obok siedzi Ginny. Dziewczyna jednak bacznie przyglądała się Gryfonce. Po chwili powiedziała:
-Jeśli chcesz, mogę sobie pójść.
Hermiona poczerwieniała jeszcze bardziej. Czuła się idiotycznie, ale mimo prób zachowania spokoju, jej ciało zachowywało się inaczej. Serce zaczęło szybciej bić, a z rąk wypadła jej książka.
-Pójść? Niby czemu?
Ginny prychnęła.
-Przecież widzę, że Malfoy wbija w ciebie to swoje spojrzenie. Czuję się zbyteczna.
-Przestań, wydaje ci się.
Ginny westchnęła i złapała Hermionę za rękę. Dziewczyna poczuła, jak Weasley wbija jej paznokcie i spojrzała rudej w oczy.
-Słuchaj, myślałam, że skończyłyśmy z etapem "nic nie mówię mojej najlepszej przyjaciółce o moim życiu uczuciowym".
-Ciii ! - syknęła Granger.
-Daj spokój, nikt nas nie słyszy !
Hermiona rozejrzała się. Rzeczywiście nikt nie był specjalnie zainteresowany tym o czym rozmawiały dziewczyny.
-Jesteś z nim, albo nie. Nieważne. Coś was łączy. Rozumiem i nic nikomu nie powiem. A teraz idź, bo twój tajemniczy chłopak poszedł w alejkę z Historią Magii, a tam nikt nigdy nie zagląda. To z całą pewnością znak, że masz iść za nim- wypowiedziała szybko Ginny, robiąc kilka przerw na oddechy.
Granger wstała i podniosła książkę, przyciskając ją do piersi. Zawahała się jednak. Odwróciła się do Ginny, która zachęcająco machała ręką.
-Kocham cię, Gin. Wiesz o tym, prawda?
Coś w oczach Weasley powiedziało jej, że wie. Hermiona wzięła głęboki oddech i podążyła ku alejce, której w rzeczy samej nikt nigdy nie odwiedzał.
Nagle złapała się na tym, że myśli o swoim wyglądzie- o tym, że ma rozczochrane włosy, i jej koszula wystaje ze spódnicy. O tym, że ślęczała nad książką tak długo, że na twarzy ma wypieki. Co za idiotyczne myśli ! Z wściekłością zostawiła swój strój, taki jaki był i stwierdziła, że nic ją nie obchodzi, w jakim stanie zastaje ją Malfoy.
Malfoy już na nią czekał. Stał oparty o regał, a jego wzrok wbity był w podłogę. Hermiona stanęła kilka kroków od niego i skorzystała z okazji, że był zamyślony. Mimowolnie spojrzała na jego dłonie- bezwiednie wyginał palce, jakby to była rutynowa czynność.
W końcu zauważył jej obecność. Podniósł wzrok i ich spojrzenia spotkały się, a iskra przeszła między tą dwójką.
-Wystraszyłeś Ginny. Poza tym, nie powinniśmy tutaj rozmawiać. Ktoś nas może zobaczyć. - nie chciała, ale zabrzmiało to dość chłodno.
-Wiem. Nie mogłem cię jednak nigdzie złapać. Spotkajmy się za godzinę w Pokoju Życzeń. - powiedział trochę z rozdrażnieniem.
-Draco.
Odwrócił się. Oboje reagowali jeszcze dość gwałtownie, gdy Hermiona wypowiadała jego imię i odwrotnie.
-Hm? - mruknął.
-Będzie już po nocnej ciszy, nikt nie może mnie przyłapać.
-Nagle zaczęłaś dbać o takie rzeczy?
Poczerwieniała i przełknęła ślinę.
-Zawsze dbałam o takie rzeczy, Malfoy.
-Och, Granger. - zaśmiał się dość chłodno, lekko się niecierpliwiąc.-  Jeśli obiecam, że wrócisz cała i zdrowa, bez kolejnych szlabanów i tym podobnych zgodzisz się?
Dziewczyna przegryzła wargi. Gdyby wiedziała, jak to działa na Ślizgona i jak bardzo hamuje się, by się do niej jeszcze bardziej nie zbliżyć.
-Po tym co zdarzyło się ostatnio, powinniśmy chyba bardziej uważać, nie sądzisz ? - warknęła.
Zmrużył oczy i wyglądał w tym momencie jak niebezpieczny wąż, który ma zamiar udusić swoją ofiarę.
-Myślisz, że nie pamiętam ? - Malfoy zdawał się zupełnie tracić cierpliwość.
-Ugh ! Pamiętasz, ale jak zwykle nic sobie z tego nie robisz. O nic nie dbasz ! - warknęła jeszcze bardziej zdenerwowana.
Chyba ta uwaga go rozgniewała. Zacisnął usta - z całą pewnością hamował się przed powiedzeniem kilku rzeczy. Hermiona wydała z siebie dźwięk podobny do westchnienia i wycedziła :
-Okay, za godzinę, ale jeśli ktoś nas zauważy, to uduszę cię tymi oto rękoma.
Malfoy patrzył na nią przez dłuższą chwilę z nieodgadnioną miną, tak że Hermiona poczuła się nagle niewyobrażalnie głupio. Potem podszedł bliżej i delikatnie, ledwo odczuwalnie pocałował ją w czoło i odszedł.
Dziewczyna stała przez chwilę w miejscu, a potem wróciła do Gin, która nie mogła wysiedzieć z ciekawości i podekscytowania.
-O czym chciał z tobą rozmawiać?- powitała Granger tym pytaniem. - To znaczy, jeśli nie chcesz nie musisz nic mówić. Ale... sama rozumiesz. Jestem strasznie ciekawa.
Hermiona westchnęła przeciągle i usiadła obok Ginny. Widziała, że Weasley wyjątkowo emocjonuje się Ślizgonem, więc musiała zapewnić ją, że nie ma czym. Czemu on zawsze musiał stawiać na swoim? Była zła, ale jednocześnie targały nią sprzeczne uczucia - oczywiście, że chciała go zobaczyć. Bez dwóch zdań, tak po prostu chciała spędzić z nim kilka chwil i porozmawiać o byle czym. Nie mogła jednak tego zrobić, nie porządkując wcześniej innych spraw. Zdecydowała, że musi porozmawiać z Leo. Dopóki tego nie zrobi, nie zazna spokoju i nie będzie mogła nawet marzyć o spotkaniu z Malfoyem. Jak postanowiła, tak zrobiła. Spojrzała na Ginny z tajemniczym błyskiem w oku i powiedziała:
-Muszę się dostać do Pokoju Wspólnego Huffelpufu.
Przyjaciele to tacy ludzie, którzy kochają cię bezgranicznie i są w stanie zrobić dla ciebie wszystko, poświęcić się w imię wyższej wartości. Ginny uznała, że ogrom pracy domowej może poczekać, a pomoc Hermionie jest o wiele ważniejsza. 
Luna opowiadała jej kiedyś, jak się dostać pod Pokój Wspólny, ale Ginny nigdy nie przywiązywała wagi do jej słów - po co niby miałaby tam chodzić ? W tym momencie zrozumiała jednak swój błąd.
Doszły do Wielkiej Sali i weszły w pierwsze drzwi po prawej. Nagle znalazły się pod piramidą beczek, której nie sposób było minąć. Ginny uznała, że musiała się pomylić i już chciały się wycofać, gdy dosłownie znikąd pojawił się Danny Roost, znajomy Weasley z Huffelpuffu. 
-Cześć, Danny ! - zawołała uradowana ruda.
Hermiona podeszła wraz z przyjaciółką bliżej chłopaka. Przed nimi stanął wysoki Puchon o ciemnych, czarnych jak noc włosach i pięknym uśmiechu.
-Witam panie. W czym mogę służyć? - zapytał z lekkim uśmiechem, błąkającym się w kącikach ust.
-Mam pytanie. Nie wiemy jak się dostać do waszego Pokoju Wspólnego, pewnie nawet byśmy nie mogły. Dlatego proszę Danny zawołasz dla nas Drew'a ? Leonarda Drewa? 
Chłopak rzucił szybkie spojrzenie ku Hermionie i kiwnął głową. Gryfonki ucieszyły się z pomocy chłopaka i odsunęły się od beczek, patrząc jak Puchon wystukuje coś i jakimś cudem dostaje się do Pokoju Wspólnego. Hermiona podziękowała rudej za pomoc, a ta wróciła do biblioteki.
Czekała dość długo. Hermiona zastanawiała się w tym czasie, co może powiedzieć chłopakowi, jak nakłonić go, by jej wysłuchał. Po jakiś piętnastu minutach w końcu przed nią zjawił się Leo. Miał dość nieciekawy wyraz twarzy, widać było, że nie wcale nie chce z nią rozmawiać. Hermiona przełknęła ślinę i podeszła kilka kroków bliżej. Odczekała chwilę, aż grupka Puchonów odejdzie i odezwała się pewnie:
-Cześć, Leo. Chciałam z tobą porozmawiać już od dawna... w zasadzie o tamtego zdarzenia, ale nie mogłam cię złapać.
Leo wyprostował się i rzucił jej dość niemiłe spojrzenie. Granger nie wiedziała, czym sobie zasłużyła na taką dawkę wrogości. W końcu nawet to, że nakrył ją i Draco nie znaczyło nic dla ich przyjaźni. Przynajmniej nie powinno.
-Wiem, że to co zobaczyłeś mogło cię wstrząsnąć, ale...
-Masz rację. Wstrząsnęło to mną, ale wiesz dlaczego? Bo myślałem, że jesteś mądra.
Hermiona odsunęła się od niego na kilka kroków i skrzyżowała ręce na piersi.
-Myślałem, że wiesz kto jest twoim prawdziwym wrogiem. Najwidoczniej już się pogubiłaś.
Gryfonka spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-Nie znasz mnie i nie znasz Draco, więc nie oceniaj nas proszę. Poza tym gdzie ty byłeś kiedy... - nagle Hermiona zamarła, jakby coś jej się przypomniało.
Podeszła bliżej i przyjrzała się chłopakowi dokładnie. Czuła się, jakby wpadała w jakąś paranoje, ale coś jej się nie zgadzało.
-Leo. Gdzie byłeś podczas imprezy?
Zmarszczył brwi, zbity z tropu. Zupełnie nie spodziewał się tego pytania i obrotu rozmowy. Pokręcił głową, jakby próbując sobie przypomnieć.
-Razem z jedną z Krukonek z piątego roku byliśmy przy jeziorze.
-Od strony strony szkoły czy lasu?
-Słucham? Chyba od szkoły, dlaczego pytasz?
Hermiona poczuła, że rośnie w niej panika. Nie, to nie mogło być prawdą.
-I byłeś tam przez całą imprezę?
-Tak, myślę że tak.
Chłopak zrobił się czerwony i widać było, jak bardzo się denerwuje. Teraz już nie miała wątpliwości. Coś jest nie tak.
-Dlaczego kłamiesz, Leo? Czemu zaprosiłeś mnie na imprezę i potem się na niej nie pojawiłeś? Nie chciałeś przypadkiem mnie tam zwabić, żeby odciągnąć od czegoś innego?
Drew złapał ją za rękę i spojrzał lekko spanikowany.
-Hermiono, o czym ty mówisz? Nie okłamałem cię, przecież jesteśmy przyjaciółmi...
-Nie dotykaj mnie - warknęła, wyszarpując ramię z jego uścisku. - Nie wiem co się tu dzieje, ale nie ufam ci.
Powiedziawszy to wybiegła, zostawiając Leo samego. Chłopak stał jeszcze kilka chwil zupełnie zbity z tropu i po chwili również zniknął.

Pojawiła się na miejscu spotkania z Malfoyem dość późno. Przeszła pośpiesznie trzy razy przy ścianie, myśląc o umówionym miejscu i czekała aż obok niej pojawiają się drzwi. Gdy po chwili zmaterializowały się tuż przed nią, szybko wpadła do środka, zastając chłopaka siedzącego na kanapie i popijającego Ognistą Whiskey, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało.
-Co ty robisz? - warknęła.
-Piję - powiedziawszy to, westchnął głośno.
Zobaczyła, że butelka była jeszcze prawie pełna, więc szybko podeszła pod chłopaka i zabrała mu ją. Z całej siły rzuciła nią o ścianę, a Ognista rozbiła się na milion kawałków i rozbryzgała się po całym pokoju.
-Hej, co jest? - krzyknął.
-Umawiasz się ze mną, ale pijesz ! Potrzebuję teraz ciebie, a nie jakiegoś napitego głupka.
Chłopak wstał i podszedł do niej powoli, unosząc ręce w geście obronnym. Na jego twarzy rzeczywiście widać było skruchę.
-To nie znaczy, że masz od razu tak reagować ! - odgryzł się.
Patrzyli na siebie jak dwa psy, które mają się rzucić sobie do gardeł. Nie mogąc już znieść dzielącej ich odległości, podeszła blisko i przytuliła się do niego z całej siły. Draco również otoczył ją ramionami i delikatnie zaczął głaskać. Czuła jak spływa z niej cała frustracja, nerwy i obawa. Jego zapach, spokojny ton głosu i to w jaki sposób ją trzymał, sprawiły że powoli wracała do równowagi.
-Okay- szepnął.- A teraz opowiadaj o co chodzi.
Pociągnął ją na kanapę. Usiadła obok niego i nie myśląc o niczym, usiadła mu na kolanach i znowu się do niego przytuliła. Ułożyła głowę na jego klatce piersiowej i wsłuchała się w jego oddech. A potem zaczęła opowiadać o rozmowie z Leo i swoich podejrzeniach. Nie mogła nawet wypowiedzieć słów oskarżenia, ale musiała się podzielić z Draco swoimi obawami. On słuchał uważnie i przez jakiś czas nic nie mówił. Hermiona poczuła, że zrobił się spięty. Po chwili powiedział:
-Czemu ty zawsze ufasz nieodpowiednim ludziom? Pamiętasz Revisa? Zaufałaś mu i jak to się skończyło?
-Nie musisz mi przypominać - warknęła, czując ból spowodowany wspomnieniem tamtego dnia w Hogsmeade.
-Nie muszę? A zdajesz się już w ogóle nie pamiętać, że próbował cię skrzywdzić. Skąd wiesz, że z tym Drew nie jest tak samo? Jestem prawie pewny, że jest w to zamieszany. Może to nawet on ukradł Zegarek.
-On nie mógłby tego zrobić - odpowiedziała, ale sama nie czuła się pewnie. - Poza tym, nie używaj na mnie tego swojego protekcjonalnego tonu. Nie jestem dzieckiem, umiem o siebie zadbać.
-Tak, właśnie widzę - warknął. - Tak czy inaczej, muszę to sprawdzić. Jeśli jest zamieszany w kradzież Zegarka, to nie ręczę za siebie.
-Chyba nie myślisz, że robi to dla Sam-Wiesz-Kogo? - zapytała po cichu.
Malfoy znieruchomiał i odsunął się od Hermiony. Zdziwiła ją reakcja chłopaka, ale nie skomentowała jej, tylko bacznie się mu przyjrzała.
-Ludzie nie dzielą się tylko na tych dobrych i Śmierciożerców, Hermiono. Tak naprawdę nie wiemy kto wie o Zegarku, miejmy nadzieje, że nie zdołali z niego skorzystać. 
-Czytałam o tym, ale nie jestem pewna czy te informacje pochodziły z zaufanego źródła... - zaczęła dziewczyna, ale spojrzenie chłopaka mówiło samo za siebie.
-Myślę, że to prawda. Nikt nie może skorzystać z urządzenia, chyba że zdobędzie kilka kropli krwi Powiernika lub najbliższego krewnego- zawahał się przez dłuższą chwilę.
Granger nie wiedzieć czemu poczuła, jak dreszcz przechodzi przez jej ciało. Nie chciała ponaglać Draco, ale poczuła, narastający w niej niepokój.
-Draco? 
-Jeśli Powiernik ma siostrę lub brata, najczęściej mają równe prawa co do Zegarka.
Hermiona odetchnęła z ulgą.
-Nie mam rodzeństwa, więc nie ma się o co bać.
-Hermiono... nie wiedziałem jak ci to powiedzieć, ale... - spojrzał na nią, a na jej  twarzy pojawił się cień. - Ostatnio zajmowałem się szukaniem informacji o Zegarku, ale też o poprzednich Powiernikach. Okazało się, że można sprawdzić, ilu Powierników jest w danych latach. Jeżeli jest jeden to wszystkie wskazówki są złote, ale jeśli jest dwóch lub więcej, wskazówki są srebrne. Hermiono, sprawdzałem więcej niż jeden raz...
-Były srebrne - szepnęła.- Na pewno były srebrne. Pamiętam, że to zauważyłam i mi to nie pasowało, w końcu cały zegarek był złoty...
Spojrzała na niego. Zmarszczył brwi i patrzył gdzieś w ścianę, a jego wzrok był jakby gdzieś daleko.
-Co to znaczy Draco? Nie mam przecież rodzeństwa... To niemożliwe... 
Nie odpowiadał nic przez dłuższą chwilę, a po chwili odchrząknął i spojrzał na nią całkiem poważnie.
-Myślę, że musisz jak najszybciej skontaktować się ze swoimi rodzicami. 
Nagle coś odwróciło jego uwagę. Przez ułamek sekundy Hermiona zauważyła na jego twarzy szczery przestrach, ale szybko się zreflektował. Wstał i podbiegł do okna, co zrobiła również i ona. 
Zobaczyła to. Niebo w oddali było całe zielone.
-To Mroczny Znak.
Odwrócił się szybko i złapał ją za rękę. Razem wybiegli z Pokoju Życzeń, wpadając przypadkowo na kilku uczniów z młodszych roczników. Przestraszeni musieli opuścić swoje dormitoria i szukać odpowiedzi na pytanie: kto zginął w Hogsmeade? 
Draco szedł pośpiesznie i kilka razy odwrócił się za siebie, lekko zdenerwowany. Gdy doszli do portretu Grubej Damy odezwał się szybko:
-Idź do Pokoju Wspólnego.
-Ale...
-Teraz, Hermiona, idź już. Porozmawiamy potem. - rzucił gniewnie.
Nie mogła odczytać jego zamiarów, ale bała się. Coś było nie tak.  
-Ale obiecujesz, że się spotkamy jak najszybciej się da? 
Westchnął cicho, ale po chwili poważnie powiedział:
-Obiecuję.
Odwrócił się i szybkim krokiem odszedł przed siebie. Hermiona rzuciła się portretu i wypowiedziała hasło. W Pokoju Wspólnym byli chyba wszyscy. Gdy ruszyła dalej, zobaczyła, że profesor McGonagall stoi na środku i patrzy na nią smutnie. Wszystkie twarze zwrócone były w jej stronę. Zapadła cisza - okropna, głucha cisza, zwiastująca złe wiadomości. Nagle poczuła, jak jej serce zamiera. Niepokój, mało powiedziane. W tym momencie czuła przerażenie.
Nagle poczuła, że ktoś rzuca się w jej ramiona. To był Harry. Złapała go mocno i zapytała pośpiesznie:
-Harry, co się stało? 
-Hermiono... - zaczął łamiącym głosem.
Poczuła, jak jej serce przestaje bić. Nie, nie, nie. 
-Harry ! - chlipnęła, nie mogąc się już powstrzymać.
-Miona, twój tato... Miona twój tato nie żyje.
 
****
Tak, wiem kochani, że czekaliście na to miliony lat i nie mam nic na usprawiedliwienie. Po prostu nic.
Dziękuję, że wciąż ze mną pozostajecie.
Kocham Was mocno.

środa, 17 lutego 2016

Nowy rozdział

Cześć wszystkim ! 
Mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętacie. Wiem, że bardzo dawno nie dodawałam nowego postu i wiele osób zapewne porzuciło tego bloga, ale jeśli jesteście gotowi dać mi jeszcze jedną szansę, to wróćcie tu 24 lutego. Na pewno się nie rozczarujecie.
Nastąpiła także zmiana w blogowym soundtracku. Nie jest to układ ostateczny, ale jak na razie tak zostanie.
The xx - Intro
Amelie - La Valse D'Amelie
The xx - Angels 
Tom Rosenthal - It's OK
Bon Iver- Skinny Love
James Vincent McMorrow -  Look out 
Mumfords and Sons - The Enemy
Jeśli macie jakieś sugestie co do piosenek w tle - czy za cicho, za głośno, za dużo, za mało lub jakaś piosenka wyjątkowo was wkurza lub wam się podoba - dajcie znać pod tym postem. Pracuję nad tym, żeby miło wam się czytało. Może któreś piosenki z poprzednich wersji podobały wam się bardziej niż te? Koniecznie napiszcie.
Anyway, kocham bardzo
x LL

niedziela, 4 października 2015

Rozdział 23



Ciało Hermiony przeszedł dreszcz. Nie wiedziała, co się dzieje, nawet Malfoy zdawał się być wytrącony z równowagi. W jego głowie szalała burza myśli i przez chwilę nie odpowiadał na żadne pytanie Hermiony.
-Co robimy? - krzyknęła w końcu.
Wciąż był nieobecny, więc Hermiona złapała go za ramię. Odwrócił na nią swoje spojrzenie, a Gryfonka wzdrygnęła się i odsunęła. Przez jego twarzy przeszedł niepokojący cień, który bardzo ją przestraszył.
-Malfoy? - zapytała cicho.
Chłopak spojrzał jej w oczy i mimo, że jeszcze przed chwilą wydawał się być wytrącony z równowagi, teraz patrzył się na nią beznamiętnie. Jakby wszystkie emocje go opuściły i został stoicki spokój. Podziwiała go, że w tak łatwy sposób potrafił ukrywać swoje uczucia. Nie wiedziała, jak to robi, ale wciąż go za to podziwiała.
-Musisz wracać do swojego dormitorium.
-Co ? - zapytała, nic nie rozumiejąc.
Na twarzy Malfoya pojawił się grymas złości. Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę zamku.
-To co słyszałaś. Za pięć minut masz być w dormitorium.
Dziewczyna wyszarpała się z jego objęcia i powiedziała ostro :
-Nie.
Draco przystanął i rzucił jej rozwścieczone spojrzenie, ale dziewczyna nic sobie z tego nie robiła. W końcu to ona była powiernikiem tajemnicy, nie można jej z tego tak po prostu wykluczać. Drażniła ją nawet myśl o tym, że Malfoy robi się taki władczy, szczególnie jeśli chodzi o sprawy, o których sam nie ma pojęcia.
-Dobrze, więc cię odprowadzę...- odrzekł po chwili.
Hermiona prychnęła z niedowierzaniem, co skwitował uniesionymi brwiami. Przystanął i przypatrywał się jej ze zniecierpliwieniem.
-Nie ! Słuchaj, jeśli Zegarek został skradziony trzeba jak najszybciej zacząć go szukać, przecież...
Malfoy uciął jej monolog swoim ostrym spojrzeniem.
-Tak, trzeba go poszukać. Ale ty musisz iść do zamku, gdzie jest absolutnie bezpiecznie. Ja się tym zajmę.
Prychnęła jeszcze głośniej i odsunęła się od niego na dwa kroki.
-Nie możesz mi rozkazywać.
-Hermiona... -zaczął i westchnął cicho.
Poczuła, że na policzkach pojawiają się jej czerwone plamy. Była zła na to, że ciągle reagowała na jego tanie chwyty. Zimny wiatr rozwiał jej włosy, które powpadały do oczu. Odwróciła od niego wzrok. Musiała się uspokoić, w końcu nie chciała się z nim kłócić.
-Nie możesz...- zaczęła, ale nie potrafiła skończyć.
Podszedł bliżej i przyciągnął ją do siebie.
-Posłuchaj mnie przez chwilę…
Nie patrzyła w jego stronę. Czuła jego spojrzenie na sobie, ale wciąż usilnie wpatrywała się gdzieś w dal. Wiatr zawiał mocniej, a ona zadrżała. Gdyby tylko mogła zasłoniłaby uszy dłońmi jak dziecko i zaczęła śpiewać jakąś piosenkę, aby zagłuszyć chłopaka. Nie mogła jednak tego zrobić - nie była w końcu w pierwszej klasie.
-Hermiona, obiecaj mi, że nie będziesz się stawiać i pójdziesz do swojego dormitorium - powiedział stanowczo.
Odwróciła się i w końcu spojrzała mu w oczy, tak że zupełnie ją zahipnotyzowały i nie potrafiła nic innego zrobić, jak się w nie patrzeć.
Z całą pewnością to był tani chwyt. Podniosła dumnie brodę, wyprostowała się i z wyzwaniem w oczach wciąż na niego patrzyła.
-Jestem Gryfonką, jestem odważna i nie boję się takich wypraw - powiedziała poważnie.
Badał ją wzrokiem, ale nic nie odpowiedział przez dłuższą chwilę. Widziała, że zaciska zęby w złości. Nie potrafiła jednak tak po prostu się z nim zgodzić - jak zwykle chciał, by trzymała się od tego z daleka. Dobrze jednak wiedział, że jest w to zamieszana od samego początku i nie może tak po prostu odpuścić. Poza tym, ze zdziwieniem zauważyła, że nie potrafiła tak po prostu dać mu odejść. Nie mógł jej zostawić samej, nie w takiej chwili. W końcu ważyły się ich losy. Zegarek był ważny dla obojga z nich.
Malfoy odsunął się od niej. Wyczuła nagły chłód i gniew, który od niego emanował.
-Nie twierdzę, że się boisz - wycedził.- Ale nie chcę, byś ze mną tam szła. Nie rozumiesz? To przeze mnie został skradziony, więc ja muszę go odnaleźć.
-O czym ty mówisz? Jak to : przez ciebie? - zapytała.
Odwrócił się od niej, ale złapała go za ramię. Wzdrygnął się i odsunął na kilka kroków.
-Kryjówka nie była wystarczająco dobra, a to ja powinienem się tym wszystkim zająć. To moja wina.
Hermiona przyjrzała się mu bacznie. Po chwili wyprostował się i zacisnął mocno zęby. Pięści zacisnął tak mocno, że aż pobielały mu knykcie.
-Chodź, odprowadzę cię- powiedział cicho.
Granger była na niego zła, po prostu wściekła. Ale w tym momencie pomyślała jedynie, że chłopak udręcza się za coś, na co nie miał wpływu. Dodatkowo zastanawiała się, dlaczego akurat Draco zajmuje się Zegarkiem i co sprawia, że aż tak bardzo się boi. Wiedziała, że nie odpowie jej na żadne pytanie, to pewne.
Kiwnęła głową i ruszyła w stronę zamku. Szedł w milczeniu obok niej. Żadne z nich nie potrafiło się odezwać, emocje opadły i jedyne co pozostało to burzliwe myśli.
Draco był nieobecny. Odprowadzał ją, ale tak naprawdę myślami był daleko stąd. Chciała mu przeszkodzić, stanąć na drodze i krzyknąć, by z nią porozmawiał. Ale i ona pozostała bezsilna wobec niego. Nie była w stanie przebić się przez skorupę, którą się otaczał.
Szli pustym korytarze, Draco lekko z przodu. Pilnował, by nikt ich nie dostrzegł. Chciał nawet rzucić na Hermionę zaklęcie Kamelona, ale nie pozwoliła. Jeśli już mieliby zostać złapani, to razem. Tak naprawdę, gdyby ktoś teraz ich złapał, wiele by to ułatwiło. Malfoy może tak po prostu by jej nie zostawił.
Gdy doszli do Portretu Grubej Damy akurat spała. Draco przystanął i czekał, aż dziewczyna ją obudzi i powie hasło. Ona jednak ociągała się.
-Granger, musisz już iść - powiedział stanowczo, ale i bardzo cicho.
Nie tylko dlatego, że obok spała postać z obrazu, ale jakby dlatego, iż sam nie do końca był przekonany.
Dziewczyna objęła się ramionami. Wiedziała, że musi ją zostawić, ale tak bardzo chciała, by zmienił zdanie. W jego postawie było jednak coś stanowczego, przez co wiedziała, że nie będzie mogła już z nim dyskutować. Czuła się taka bezsilna, jak nigdy wcześniej.
-Ale wrócisz, tak ? - zapytała.
Coś błysnęło w oczach Draco i mogłaby dać sobie uciąć rękę, że jego usta delikatnie drgnęły, w ledwie zauważalnym uśmiechu. A może jej się przewidziało? Niczego już nie była pewna.
Podszedł do niej powoli i odgarnął włosy z twarzy. Przejechał kciukiem po policzku, nachylił się, a ją owionął jego zapach. Tak bardzo chciała się do niego przytulić, poczuć go mocniej. Był to najsłodszy zapach, jaki kiedykolwiek czuła.
Jego wargi delikatnie dotknęły jej czoła. Pocałował ją i szepnął :
-Wrócę.
Nie zdążyła powiedzieć nic więcej, Malfoy odwrócił się i odszedł. Patrzyła przez chwilę, jak jego postać znika w ciemnościach i w końcu odchrząknęła głośniej by zbudzić Grubą Damę.
-Jak śmiesz mnie budzić o tej porze ! - oburzyła się i zaspana przecierała oczy.
-Przepraszam. Świstoklik.
Zirytowana Gruba Dama odsłoniła jej przejście. Hermiona odwróciła się ostatni raz, mając nadzieję, że chłopak jednak zmieni zdanie. Nie widziała nic oprócz ciemności. Przeszła przez dziurę i ociągając się, powlekła się do dormitorium.
W dormitorium panowała idealna cisza, wszystkie dziewczyny dawno już spały. Granger popatrzyła na zasłonięte kotary i pozazdrościła przyjaciółkom spokojnego snu- była pewna, że tej nocy nie dane jej będzie tak po prostu się mu oddać. Przebrała się w piżamę i wślizgnęła się pod kołdrę. Otuliła się cała, ale nie wiedzieć czemu wciąż drżała. Ogarnął ją niepokój, który nie pozwolił jej zmrużyć oka przez prawie całą noc. Zmartwienie skręcało ją od środka. Zasnęła dopiero godzinę przed świtem, ale i tak męczyły ją koszmary. W jej snach  wciąż biegła przez ciemne błonie i krzyczała, by ktoś zwolnił. Dookoła nie było jednak nikogo, czuła, że jej wołanie ginie w odgłosach nadchodzącej burzy. Na niebie pojawił się Mroczny Znak, a ona upadła na ziemię i nie mogła wstać. Było jej zimno, a jej ubrania robiły się mokre od deszczu, który nagle spadł.
Gdy się obudziła, w dormitorium nie było już prawie nikogo. Przez kilka chwil nie mogła się pozbierać, gdy nagle zauważyła rudą osóbkę, stojącą w nogach jej łóżka.
 -Hermiona, przyszłam cię obudzić. Ubieraj się szybko, bo nie zdążysz na lekcje !
Gryfonka zerwała się z łóżka i pobiegła szybko po ubrania. Nie mogła w to uwierzyć - zaspała.
Pośpiesznie przeczesała włosy i w biegu zakładała bluzkę. Ginny uśmiechnęła się i pokręciła głową z dezaprobatą.
-To wszystko przez  tą wczorajszą imprezę, tak? Jak było ?
Hermiona podniosła wzrok i przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć. Jak było ? Koszmarnie, okropnie, paskudnie. Wyłączając może tą jedną chwilę, kiedy z Malfoyem po prostu się zapomnieli. Na samą myśl, czerwone plamy wyskoczyły jej na szyi i cała oblała się rumieńcem.
-Niezbyt ciekawie. Wszyscy tylko pili Ognistą Whiskey.
Weasley zachichotała.
-No tak, rzeczywiście. Słaba impreza.
Hermiona zeszła na dół, Pokój Wspólny był już pusty. Razem z Ginny wybiegły z Wieży Gryffindoru. Weasley pobiegła do lochów na Eliksiry, a Granger na Trasmutację. Gdy przybiegła na miejsce, wszyscy byli już w klasie. Poczuła jak nerwy zżerają ją od środka - nie dlatego, że profesor McGonagall nakrzyczy na nią za spóźnienie. Bardziej się bała tego, czy zobaczy tam Draco.
Przez chwilę zastanawiała się, czy nie odpuścić sobie Transmutacji i pójść na następną lekcję. W końcu jednak skarciła się w myślach za takie pomysły. Energicznie otworzyła drzwi i weszła do środka. Profesor McGonagall zdawała się być zszokowana, widokiem spóźnionej Granger. Nigdy wcześniej jej się to nie zdarzyło. Przez te wszystkie lata była punktualna, jak nikt inny w żadnej innej klasie.
-Dziękuję za przybycie, panno Granger. Zechce się pani jakoś usprawiedliwić?
Hermiona przejechała wzrokiem po uczniach i zobaczyła go. Wszyscy na nią patrzyli, ale nie on. Była jednocześnie uradowana i zmartwiona. Przynajmniej się pojawił. Nie mogło być aż tak źle.
Odchrząknęła i słabym głosem odparła:
-Przepraszam, źle się czułam.
McGonagall zmrużyła oczy i zacisnęła wargi w prostą linię. Hermiona poczuła na sobie wzrok Harry’ego i Rona. Mieli pytania w oczach.
Profesorka prawdopodobnie zastanawiała się, czy dziewczyna zmyśla. Fakt, że Hermiona była prymuską sprawił jednak, że skinęła głową i kazała jej siadać.
Gryfonka przez resztę lekcji skupiła się na donośnym i rzeczowym głosie nauczycielki. Co chwila robiła notatki, co dodatkowo pomagało jej się skoncentrować na lekcji. Poczuła na sobie czyjś wzrok, ale gdy odwróciła się w stronę Malfoya, zobaczyła, że był zajęty pisaniem czegoś. W końcu dostrzegła, iż Harry przypatruje jej się z ciekawością. W końcu odważył się szeptem zapytać:
-Coś nie tak?
Granger sprawdziła, czy profesor McGonagall ma szansę ich usłyszeć i odpowiedziała po chwili :
-Wszystko w porządku.
-Słaba z ciebie kłamczucha- oznajmił Potter.
Podniosła wzrok i zauważyła, że się uśmiechał. W jego oczach jednak tliła się iskierka zmartwienia. Nie mogła go przecież okłamywać. To miejsce jednak nie było odpowiednie do tego typu rozmów.
-Potem ci wyjaśnię, obiecuję - szepnęła.
-Panno Granger, czy chce się pani podzielić z nami odpowiedzią na pytanie?
Hermiona podskoczyła przestraszona i nagle zauważyła, że dwa kroki od niej stoi profesor McGonagall i obdarza ją gniewnym spojrzeniem. Oczy wszystkich uczniów skierowane były w stronę uczennicy, w oczekiwaniu na odpowiedź.
Ona nie znała jednak pytania. Tak zażenowana nie czuła się nigdy. Jej twarzy robiła się czerwona, ale nie mogła się uspokoić. W końcu wydukała:
-Przep-praszam, pani profesor ale nie dosłyszałam pytania.
Profesor McGonagall prychnęła ostentacyjnie.
-Oczywiście, że pani nie dosłyszała, skoro rozmawiała pani z panem Potterem. Jestem więc zobowiązana przydzielić wam za karę sprzątanie klas przez ten tydzień. Może się państwo oduczą.
Hermiona pokiwała głową, zgadzając się z nauczycielką. Jeszcze nigdy jej nie podpadła. To zawsze Ron, Seamus albo Malfoy byli tymi gadającymi, a Hermiona prymuską, która znała odpowiedź na pytanie, zanim jeszcze zostało zadane.
Z ulgą doczekała dzwonka i wręcz wybiegła z klasy. Harry poszedł za nią i rzucił niedbale :
-Och, nie przejmuj się. Nie zrobiłaś nic złego.
Hermiona przystanęła i zszokowana odwróciła się w stronę chłopaka.
-Jak to ? Rozmawiałam na lekcji profesor McGonagall ! Na dodatek nie znałam odpowiedzi na jej pytanie.
-Nie masz większych problemów, Granger? - usłyszała nagle głośny i zimny głos.
Odwróciła się w stronę Malfoya i próbowała zrozumieć, czy jest to zwyczajna zaczepka czy zakodowana wiadomość. Harry, który stał obok odchrząknął.
-Chcesz coś powiedzieć, Malfoy ? - zapytał.
Hermiona chciała złapać go za ramię i powiedzieć, by sobie odpuścił, ale na chwilę zabrakło jej słów. Ciekawa była co odpowie na to Ślizgon. On uśmiechnął się lekko i przeniósł spojrzenie z Pottera centralnie na nią.
-Chciałem tylko zauważyć, że niektórzy mają prawdziwe problemy, Granger. Koza u McGongall to przy nich pestka.
Wiedziała co to znaczy. Zegarka wciąż nie było. Patrzyła, jak chce się wycofać i odejść, ale nie mogła na to pozwolić. Harry przetarł okulary i spojrzał na nią bacznie.
-Muszę iść, przepraszam - powiedziała Hermiona.
Rozejrzała się szybko i poczekała, aż największa fala uczniów przejdzie obok nich, po czym pobiegła za Ślizgonem. Zrównała się z nim, myśląc, że się zatrzyma. On jednak podążał dalej, w kręte boczne korytarze. Zaufa mu, ale tylko dlatego, że musi się dowiedzieć, co z Zegarkiem, inaczej nie zazna spokoju.
W końcu przystanęli przy jednym z wiekowych gobelinów. Draco pochylił się lekko w jej stronę, ale nie powiedział nic, jakby czekając aż ona zacznie.
-Martwiłam się - szepnęła.
Chciała dodać, że " o Zegarek" ale te słowa nie przeszły jej przez gardło.
-Nie wiedziałam co się z tobą dzieje.
-Nie ma Zegarka. Po prostu… nie ma - powiedział cicho, zupełnie ją ignorując.
-I co teraz zrobimy?
Chłopak zmarszczył czoło, a na twarzy pojawił mu się wyjątkowy grymas, jakby zjadł coś okropnego.
-Nic, zupełnie nic. Musimy czekać.
-Na co? - zapytała głośniej niż chciała.
Wciąż na nią nie patrzył, co jeszcze bardziej ją irytowało. Dlaczego wciąż ją ignoruje?
-Aż zdobędę jakieś informacje. Na razie jedyne co nam pozostaje to czekać - westchnął.- Nawet nie wiem, kto mógłby go ukraść i jakim cudem się udało.
Hermiona nie odzywała się przez chwilę, czując jak dopada ją zmęczenie. Zjechała po ścianie i usiadła na podłodze. Zaniepokojony Draco kucnął przy niej i zapytał:
-Co jest, Granger?
Dziewczyna w końcu miała okazję spojrzeć mu w oczy- dopiero z bliska zobaczyła, że chłopak jest tak samo zmęczony jak ona, może nawet bardziej. Pod oczami miał sińce, a skórę wyjątkowo bladą. Czuła ukłucie bólu, gdy na to patrzyła.
Wciąż pozostawał dla niej piękny- niczym posąg, piękny i nierzeczywisty.
Pokręciła głową i mruknęła:
-To nic, po prostu jestem bardzo zmęczona. Nie spałam całą noc.
-Dlaczego? - zapytał, jakby nie rozumiejąc.
Nagle poczuła się głupio, kolejny raz jak małe dziecko. Wzruszyła jedynie ramionami, czując, że gdyby zaczęła mówić, nie wytrzymałaby.
Usiadł obok niej i przez dłuższą chwilę nie odzywał się do niej.
-Masz ochotę na ucieczkę z lekcji?
-Nie, Malfoy. Muszę się uczyć.
-Wiem to, wyobraź sobie. Większego mola książkowego nie widziałem w całym moim życiu. Ale myślę, że to dobry pomysł zrobić sobie wolne po wczorajszym.
Hermiona zaczęła poważnie się nad tym zastanawiać.
-Nie mam ochoty na żadne wycieczki, na… na właściwie nic - powiedziała cicho.
-To dobrze, możemy porobić nic razem - odparł cicho.
Popatrzyła na niego zaciekawiona, kiedy akurat na nią nie patrzył. Musiał być naprawdę zmęczony, jeśli chciał urwać się z lekcji, a już z całą pewnością kogoś potrzebował. Nie chciał się do tego przyznać, ale miał wielką nadzieję, że dziewczyna się zgodzi i z nim pójdzie. Wyczuła, że nie chciał być sam i fakt, iż to właśnie ona miała być osobą, która by mu towarzyszyła, sprawił, że ich więź jeszcze bardziej się pogłębiła.
Ale dlaczego akurat ona ? Z tych wszystkich dziewczyn w szkole, mógł mieć każdą, ale wybrał ją. Mimo wszystkich kłótni i przepaści między ich pochodzeniem. Mimo wszystkich złych momentów, które razem przeszli, on chciał ją.
Draco odwrócił się i zauważył, że mu się przygląda. 
-Dobrze, znam nawet dobre miejsce. 
Jego brwi uniosły się nieznacznie, ale dał się poprowadzić. Zaufał jej, nie mogła w to uwierzyć, ale to zrobił. Szli w ciszy, starając się jednocześnie aby nikt ich razem nie zauważył. Wszyscy jednak byli w tym momencie na lekcjach, więc najbardziej obawiali się kotki Filcha.
Gdy doszli na miejsce i weszli do środka, Hermiona bacznie przypatrywała się Malfoyowi. Była ciekawa, czy może znać tą tajną bibliotekę. On jednak na twarzy miał wypisane zaskoczenie i lekkie zdziwienie, co utwierdziło ją w przekonaniu, iż nikt tak naprawdę nie wie o tajnej bibliotece.
Malfoy podszedł pod najbliższy regał i zaczął przeglądać książki. Tymczasem Hermiona usiadła na kanapie, która znajdowała się pod jedynym w pokoju, dużym oknem i wyciągnęła książkę, którą zaczęła ostatnio czytać.Wciąż jednak przyglądała się Ślizgonowi, który zdawał się być pod wrażeniem tego miejsca. 
Dziewczyna zastanawiała się, czy to nie jest nieodpowiednie, że zabrała go w miejsce, które pokazał jej Leo, ale stwierdziła, że to było jedyne miejsce oprócz Pokoju Życzeń, gdzie mogli się schować.
-Czyje są te wszystkie książki? - zapytał po chwili Malfoy, wyciągając jeden z pokaźnych tomów.
Hermiona podciągnęła kolana pod brodę i mruknęła:
-Nie mam pojęcia. Tak to tutaj odnalazłam. To znaczy, nie do końca ja.
Chłopak nic nie mówił, więc Hermiona zmuszona była dokończyć.
-Tak naprawdę to Leo pokazał mi to miejsce.
W momencie, gdy to powiedziała, Malfoy zamknął z hukiem książkę i rzucił jej dość nieprzyjemne spojrzenie, na co się nastroszyła. On przecież nawet nie znał Leo ! Skąd ta wrogość ?
-Jesteś z nim chyba bardzo blisko, skoro pokazuje ci takie rzeczy, zaprasza na imprezy...
Hermiona zmrużyła oczy, wyczuwając jakiś podstęp. O co on właściwie chce ją zapytać? Czy ona coś do niego czuje ? Przecież gdyby tak było, nie pozwoliłaby się Ślizgonowi wczoraj całować. 
-Jesteśmy przyjaciółmi -warknęła gniewnie.
Draco zaczął się śmiać, po czym usiadł obok niej na kanapie. Jego bliskość onieśmieliła dziewczynę, ale złość wciąż przeważała. 
-Mu chyba chodzi o coś więcej niż przyjaźń - powiedział, nachylając się do niej.
Ich twarze dzieliło kilka centymetrów i Hermiona wiedziała, że chłopak robi to specjalnie, żeby ją rozdrażnić. Ona się nie da ! W końcu, zna go nie od dziś.
-To jest całkiem możliwe - odpowiedziała. - Nie jetem jednak zainteresowana.
Zauważyła, że na jego twarzy pojawił się delikatny uśmieszek. Był zadowolony z siebie i dumny niczym paw. 
-Dlaczego nie ? Zdaje się, że Drew to całkiem niezła partia. 
Przybliżył się jeszcze bardziej. Owionął ją słodki zapach i jedyne o czym myślała, to jego oczy. Były tak blisko, że mogła czytać w nich jak w otwartej księdze. A widziała w nich przede wszystkim siebie.
-Mam tendencję do szukania kłopotów. A Drew to chyba gwarantowany spokój.
Przez jego twarz przeszedł cień i Hermiona wiedziała, że już go traci. Odsunął się od niej, a cały klimat przekomarzania się minął. Był na nią zły, a ona nie wiedziała nawet dlaczego. W końcu, co ona mu takiego powiedziała ? Jedynie prawdę. 
Usiadł trochę dalej od niej, oparł się wygodnie i odwrócił wzrok. Jego postawa wydawała się być wyluzowana, ale widziała, że z jakiegoś powodu bardzo się złości.
Odgarnęła włosy z twarzy i próbowała wydobyć z siebie głos, zapytać o co mu chodzi, ale nie potrafiła. Objęła kolana ramionami i zadrżała z zimna. 
Draco usilnie na nią nie patrzył, a ona stwierdziła, że nie ma ochoty na kolejne kłótnie. Otworzyła swoją książkę i zaczęła czytać rozdział poświęcony historii Świstoklików. 
Minęło dwadzieścia minut, ona wciąż czytała, ale bardzo ciężko było jej się skupić, kiedy on siedział tak blisko, ale jednak był tak odległy. Tak bardzo chciała po prostu go dotknąć, poczuć jego skórę na swojej, objąć go, może nawet pocałować. Marzyła, by po prostu z nią porozmawiał.
Malfoy jednak w zamyśleniu patrzył gdzieś w bok, całkowicie ją ignorując. Nie mogąc już tego znieść, Hermiona zamknęła z hukiem książkę i zwróciła się do Malfoya.
-Zagrajmy w pytania.
Popatrzył na nią trochę jak na wariatkę i przez sekundę nawet tak się poczuła. Nie miała jednak ochoty zmarnować tak cennego czasu, jakie dane mu było spędzić z nim sam na sam.
-Granger, nie mam ochoty na jakieś durne zabawy - mruknął i potarł ręką czoło.
-Wiem, że jesteś zmęczony. Z resztą tak jak ja. Ale zróbmy to, zagrajmy. Potem dam ci spokój i będziesz mógł oddać się swoim jakże ważnym przemyśleniom - powiedziała z entuzjazmem, mając nadzieję, że da się przekonać.
-Nie. 
Jęknęła głośno i przesunęła się bliżej.
-Och, Malfoy nie bądź taki. 
-Znów mówimy do siebie po nazwisku - zauważył.
-Chciałabym zaznaczyć, że to ty zacząłeś. 
-Hermiono, jeśli będę mówić do ciebie po imieniu będziesz zadowolona i dasz mi spokój? - zapytał z przekąsem.
-Tak, będę zadowolona, ale nie, nie dam ci spokoju.
Westchnął głośno i zaczął mruczeć coś do siebie pod nosem. W końcu usiadł twarzą w twarz z dziewczyną i po kolejnym westchnieniu powiedział:
-Dobrze, ale tylko kilka pytań.
Uśmiechnęła się i prawie skakała z radości.
-Okay. Kilka zasad : tylko i wyłącznie prawda. Można też odmówić odpowiedzi, jeśli uważamy, że nie możemy czegoś powiedzieć. Ale jeśli już odpowiadamy, to prawdziwie.
Malfoy przejechał po niej wzrokiem i tylko pokręcił głową z niedowierzaniem. Gryfonka coraz bardziej go zadziwiała, ale to co teraz robi, zadziwiało go też. 
-Kto zaczyna ? - zapytała.
-Panie przodem - odparł i poluzował krawat.
Zerknęła na blade zgrabne dłonie, długie palce i jedyne o czym myślała, to jak bardzo chciałaby ich dotknąć. Jego wzrok błądzący po jej twarzy trochę ją onieśmielił, więc wbiła spojrzenie w podłogę i mruknęła przeciągle.
-Zacznijmy od tego : Dlaczego przed chwilą się na mnie pogniewałeś?
Draco przejechał ręką po włosach, tworząc jeszcze większy nieład.
-Wcale się na ciebie nie pogniewałem - odparł z kolejnym cichym westchnieniem.- Po prostu... Moje towarzystwo wiąże się jedynie z kłopotami. Mogłabyś naprawdę żyć bez tych wszystkich problemów, zadając się z Drew. 
Wywróciła oczami, nie mogąc wierzyć, że to słyszy. 
-To ja wybieram sobie co chce w życiu robić, ale są rzeczy, które dzieją się bez mojej wiedzy. Tak jak na przykład to, że jestem Powiernikiem Tajemnicy. Z tobą czy z Drew, byłoby to samo. 
-Tego nie wiesz - odgryzł się.- Teraz moja kolej.
Zrobił krótką pauzę
-Czy mówisz wszystko Potterowi i Wieprzlejowi ?
Hermiona rzuciła mu gniewne spojrzenie.
-Nie nazywaj go tak - syknęła. - Nigdy. Przy mnie lub przy innych.
-Nie odpowiedziałaś na pytanie - zauważył.
Czekał, aż coś powie, a ona westchnęła cicho i odparła po minucie:
-Mówię im to, co uważam za stosowne. Wiedzą o Zegarku i o tym, że pomagaliśmy sobie. Ale to wszystko.
Malfoy pokiwał głową i czekał na jej pytanie.
-Co robiłeś wczoraj po tym, jak się rozstaliśmy?
-Wiedziałem, że o to zapytasz. No cóż... musiałem przeczekać na jednym korytarzy na drugim piętrze pół godziny, bo kręcił się tam Filch, a potem poszedłem sprawdzić kryjówkę. Pusto. Nie było nic. A w końcu miałem pakt z trytonami ! Wykradziono go niepostrzeżenie. Pewnie bym nawet o tym nie wiedział, gdyby nie zaklęcie alarmujące.
Hermiona poczuła, jak przez jej ciało przechodzi dreszcz. Malfoy naprawdę czuł się winny, ale przecież nic nie mógł zrobić. Muszą teraz go odnaleźć, nie wie jak, ale muszą go odzyskać, bo w niepowołanych rękach może zdziałać wiele zła.
-Zapytałem przyjaciół rodziny, którzy pracują na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Postarają się sprawdzić, czy ktoś nie chwali się nową zdobyczą
Hermiona nie była przekonana, czy mówi jej prawdę.
-A nie myślisz, że to sprawka Sam-Wiesz-Kogo?
Nigdy o nim nie mówili i poczuła, że dostaje gęsiej skórki. Bała się, że jej podejrzenia staną się prawdziwe i to właśnie Śmierciożercy stoją za tym wszystkim.
-Nie wiem, Granger - odparł poważnie. - Ale spróbuje się tego dowiedzieć.
Zapanowała krótka cisza, którą szybko przerwał Malfoy z zupełnie innym tonem:
-Teraz moja kolej, więc zmieńmy temat. Z kim się całowałaś, oprócz mnie oczywiście?
Hermiona poczuła, jak robi jej się gorąco, a na twarz wylewa się okropnie czerwony rumieniec. 
-To dość osobiste pytanie - powiedziała speszona. 
W jego oczach pojawiły się iskierki, a ona widziała go tylko jako złośliwego chochlika. Robił sobie z niej żarty, a to jeszcze bardziej ją rozzłościło.
-Dlaczego się tak denerwujesz? - zapytał, śmiejąc się pod nosem.
-Wcale się nie denerwuje ! Twoje pytania są idiotyczne.
-Po prostu odpowiedz, co w tym trudnego.
Malfoy zdawał się mieć świetną zabawę z jej przeżyć miłosnych. Wiedziała, że robi to, żeby odwrócić uwagę od poważnych spraw.
-Och, całowałam się z Wiktorem Krumem - powiedziała, czując że robi się jeszcze bardziej czerwona.
Nastąpiła chwila ciszy, Hermiona podniosła wzrok, a Malfoy odrzekł jedynie:
-Musiał być słaby. Nie nauczył cię zbyt wiele...
Hermiona nie dość, że poczuła kolejną falę gorąca to dodatkowo poczuła się wyjątkowo dotknięta. Chciała rzucić się na niego i go zadusić na śmierć, ale powstrzymała się w ostatniej chwili.
-Uważasz, że źle całuje?- zapytała, na co Malfoy zrobił się czujny. - Dobrze więc, nigdy już nie pozwolę ci się pocałować- widząc, jak się zaśmiewa dodała - Może naprawdę powinnam od razu pójść do Leo. On na pewno by mnie docenił.
Zmrużył oczy, a na jego ustach pojawił się szelmowski uśmieszek. 
-Mówisz, więc że już nie pozwolisz się pocałować?
Mówiąc to, Malfoy zbliżał się do niej coraz bardziej. Hermiona poczuła, że gorące wypieki na twarzy. Odważnie patrzyła mu w oczy, on również nie pozostawał dłużny. Jego twarz zbliżała się coraz bliżej, a złośliwe iskierki w oczach błyszczały jeszcze bardziej.
-Nie pozwolę.
Zbliżył się jeszcze bardziej, tak że ich nosy prawie się stykały. Widziała tylko jego stalowe oczy, w których widziała swoje odbicie. Jego usta były tak blisko... Czuła jego oddech, gdy mówił:
-Nie pozwolisz?
-Nie... - szepnęła. 
Nie mogła nic na to poradzić, nawet się nie opierała, kiedy dotknął jej policzka swoją delikatną dłonią i przejechał powoli, po czym nie bacząc na to co mówiła, pocałował ją. Smakował jak zawsze- świetnie, tak że nie mogła tak po prostu przestać . Przybliżyła się jeszcze bardziej i objęła go za szyję. Ich języki złączyły się i Hermiona wydała z siebie ciche westchnienie. Całował ją delikatnie, bez przerw, tak że nie mogła nawet złapać powietrza, ale wcale jej nie było potrzebne. Liczył się tylko on. I to, w jaki sposób ich wargi stykały się ze sobą, jakie ich pocałunki były powolne, delikatne i pełne uczucia.
Czuła jak jego delikatne dłonie głaszczą ją po twarzy. Chciała przybliżyć się jeszcze bardziej, ale Malfoy nagle przerwał pocałunek i spojrzał na nią lekko zdyszany. Tak jak jej, brakowało mu tchu.
-Nasze pocałunki są o wiele lepsze, gdy mi na nie nie pozwalasz - odparł z uśmiechem.
Wciąż czuła na sobie jego palące spojrzenie, gdy poprawiała bluzkę i swój krawat. Musiała się uspokoić, ale nie wiedziała jak. I ten jego zadowolony, głupawy uśmieszek ! Och, jaki on był z siebie dumny ! Nie mogła mu pozwolić, by wyprowadzał ją tak z równowagi. Nigdy więcej.
-Teraz moja kolej - powiedziała, na co chłopak się zaśmiał. - Co myślisz o tym : o mnie i tobie? Co to w ogóle jest?
-Myślę, że sami nie wiemy. Ale jeśli o to ci chodzi, to mógłbym to nazwać chodzeniem w ukryciu przed całą szkołą i w ogóle całym światem. 
Serce Hermiony zabiło szybciej, a w brzuchu poczuła milion motylów. Spojrzała mu w oczy - czekał na jej reakcję i to z niecierpliwością.
-Tak, to dobra nazwa.
Wyciągnął dłoń i ujął w nią jej. Wzięła głęboki oddech, nie mogąc w to uwierzyć. W to wszystko. Musiał zauważyć jej reakcję, ale no cóż. Była taka szczęśliwa, taka... nie mogła opisać tego uczucia.
-Dlaczego nie mogłaś dzisiaj zasnąć?
-Wracamy do gry, ma się rozumieć? Nie mogłam zasnąć, bo... no cóż, bałam się o ciebie. A w głowie miałam same najgorsze scenariusze... Poszedłeś do jeziora zupełnie sam !
-Już wcześniej to robiłem.
-Tak, bardzo dobrze to pamiętam.
Mierzyli się przez chwilę spojrzeniami, ale w końcu odwrócił wzrok w inną stronę.
-Chcę wiedzieć o wszystkim, co dotyczy Zegarka - powiedziała poważnie i surowo.- Bo inaczej będę musiała zająć się wszystkim sama.
-Nawet się nie waż - wycedził.
Przeszedł ją dreszcz, gdy spojrzała na jego ciemne oczy. Nagle widziała w nich tylko gniew.
-Będę ci mówić, ale ty zostaw tą sprawę w spokoju, Granger.
-Obiecaj mi - mówiła cicho.
Chłopak zbliżył się do niej i odparł z powagą w głosie :
-Obiecam, jeśli pozwolisz mi na jeszcze jeden pocałunek.
Nachylił się, by pocałować ją ponownie, gdy nagle ktoś otworzył drzwi. Hermiona odskoczyła od Malfoya, ale było już za późno. W wejściu stał Leo i patrzył na nich z wyrazem szoku na twarzy. Cofnął się o krok.
Spanikowana Hermiona nie wiedziała, co powiedzieć, więc spojrzała jedynie na Malfoya, oczekując na jakiejś pomocy. On jedynie wpatrywał się w Drew z powagą, jakby chcąc odkryć, jak zareaguje.
Drew wycofał się kilka kroków i przez chwilę patrzył jeszcze to raz na Malfoya to raz na Granger.
-Leo... - zaczęła Hermiona łagodnie.
Chłopak nie chciał jej jednak słuchać. Pokręcił jedynie głową, jakby nie mogąc w to uwierzyć i uciekł. A Ślizgon i Gryfonka zostali sami w starej, ukrytej bibliotece z kolejnym problemem do rozwiązania.
***
Jest ! Kolejny rozdział ! Chyba mój najdłuższy ! 
Uwierzcie mi, że chciałam go dodać już wieki temu, ale było dużo do poprawiania i musiałam 
dopisać spory kawałek, a w dniach szkolnych jest to praktycznie nie możliwe.
Dziękuję bardzo, że wciąż jesteście, naprawdę to doceniam.
 Dajcie znać jak wam się podoba, nie mogę się doczekać waszych komentarzy.
Zapraszam też oczywiście na mój drugi blog o Lily i Jamesie - ŚWISTOKLIK

środa, 19 sierpnia 2015

Wiadomość

Hej, chciałam wam tylko powiedzieć, że nowy rozdział jest już w trakcie pisania, a podczas oczekiwania możecie zajrzeć na mojego nowego bloga Lily&James.
Zapraszam serdecznie ! Mam nadzieję, że Wam się spodoba i będziecie tam zaglądać.
Pozdrawiam,
x LL

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 22



"Długa noc"


Błonie zalewało ciepłe zachodzące słońce. Uczniowie jednak nie mieli w cale zamiaru chować się w zamku, ale pozostali na dworze - rozmawiając, śmiejąc się i wygłupiając. Seamus został zauważony z Parvati pod jednym z drzew, gdzie siedzieli i trzymali się za ręce. 
Gdzieś z oddali słychać było podniesiony głos Lavender. Brown słychać było z oddali, tak że Ron skrzywił się nieznacznie, słysząc ją.
Hermiona spojrzała na chłopaka i zastanowiła się czy jest mu przykro. Nie kochał jej, to jasne, ale może lubił i to bardzo ? Nie ma nic gorszego jak utrata kogoś ważnego.
Chciała już go o to zapytać, gdy on spojrzał na nią i na Harry’ego i z uśmiechem powiedział:
-Jak ja się cieszę, że to już nie mi chichra się do ucha ! Miałem tego dość ! Jak można się ze wszystkiego cieszyć?
-Och, Ron… - zaczęła Hermiona z miną pod tytułem „ty zupełnie nie rozumiesz kobiet”.
Ron podniósł się i spojrzał na nią zdziwiony.
-O co ci chodzi? Przecież wiesz, że mam rację! Sama jej nie znosiłaś, ale jak już mówię, że mnie wkurza, to patrzysz na mnie jak na wariata.
Hermiona uniosła lekko brwi i odpowiedziała:
-Wciąż jej nie trawię i nie powiem, że cieszę się, że w końcu zrozumiałeś prawdę  o Lavender, ale…
-Ale co?
Chciała coś powiedzieć, ale właśnie zobaczyła niedaleko chłopaka, ubranego jak zwykle na czarno, którego blada twarz wyróżniała się wśród grupki opalonych Ślizgonów.
Hermiona nie mogła powstrzymać się by na niego nie spojrzeć. Wiele jej powiedział na ostatnim spotkaniu, ale nie była pewna czy mu wierzyć, a poza tym… To Hogwart, tutaj przyjaźń między Gryfonem a Ślizgonem nie ma szans, a co dopiero…
Szybko wyrzuciła z siebie tą myśl, jakby przerażona, że któryś z jej przyjaciół mógłby przeczytać jej myśli.
Był otoczony swoimi znajomymi, albo ludźmi którzy chcieli nimi być. Obok niego jak zwykle kręciła się Parkinson, ale już nie rzucała mu się w ramiona. Może jej coś powiedział? Crabbe i Goyle wciąż trzymali się przy Malfoyu, pewnie ze strachu - nie tylko przed nim, ale też przed tym, co by ze sobą zrobili bez niego.
Gdzieś dalej stali Royce, Dunn i White - Ślizgoni, których jak słyszała Malfoy „toleruje”. Ale oczywiście nikt z tej grupki nie zasługiwał na miano przyjaciela Draco Malfoya. Najwidoczniej uważał, że jest ponad to.
Zerknęła ostatni raz na Malfoya, a wtedy on spojrzał na nią. Poczuła, jak całe jej ciało przechodzi dreszcz. Niepokojący dreszcz,  ale jakże ekscytujący. Wytrzymała dwie sekundy, ale później odwróciła wzrok na Rona. Okazało się, że on i Harry się przyglądali jej przez cały czas. Spanikowana zastanowiła się, ile czasu mogło minąć. W końcu mogła się wpatrywać w Malfoya sekundy, minuty, godziny…
Ron zrobił kwaśną minę i odwrócił się. Wyciągnął z torby podręcznik do Obrony Przed Czarną Magią i udawał, że coś czyta, choć każdy dobrze wiedział, że Ronald Weasley nigdy nie sięgnąłby do jakiegokolwiek podręcznika z własnej nieprzymuszonej woli. To było po prostu niemożliwe.
Harry przekrzywił głowę, a okulary zsunęły mu się lekko z nosa.
-Hermiono…
-Napisaliście już ten esej dla Snape’a? Szaleństwo ! -wybuchła Gryfonka. - Naprawdę oszalał,  nie jestem w stanie napisać tak długiego wypracowania na temat zaklęć-tarczy. Wiem, że to jest dziwne, ponieważ zawsze piszę najdłuższe prace domowe ze wszystkich, ale tym razem po prostu nie wiem co napisać ! - jej słowotok mógłby trwać długo, ale nagle przeraziła się jeszcze bardziej i pisnęła - Muszę iść do biblioteki.
Chłopcy spojrzeli, jak Granger pakuje szybko książki i jeszcze szybciej biegnie ku wejściu do zamku, ze spuszczoną głową, jakby zrobiła coś niewyobrażalnie złego.

W sobotę na śniadaniu rozeszła się wiadomość, że Thomas Brody, Puchon z siódmej klasy organizuje imprezę. Razem ze swoimi kolegami odnaleźli idealne miejsce na imprezy- znajdowało się ono niecały kilometr od chatki Hagrida, na skraju Zakazanego Lasu. Największym plusem tego miejsca był fakt, iż nie widać było go z zamku, więc nauczyciele nie mogli ich zobaczyć. Dodatkowo nie było to bardzo daleko, więc mieli jedynie kilka minut drogi z powrotem do łóżek. W tym miejscu znajdował się mały strumyk i miejsce ogólnie sprawiało wrażenie spokojnego.
Nie wszyscy rzecz jasna byli zaproszeni. Brody razem ze swoimi kumplami i dość wredną, a bardzo ładną dziewczyną Cindy Grey postanowili wysłać zaproszenia jedynie do wybranych osób. Tak więc, gdy nadszedł czas na pocztę, uczniowie zobaczyli większość szkolnych sów, roznoszących zaproszenia w ciemnych kopertach.
Jakież było zdziwienie panny Granger, gdy przed jej talerzem z owocami wylądowała mała, zmizerniała sówka , trzymająca w dzióbku kopertę . Rozejrzała się dookoła, pewna, iż jest to pomyłka. Nawet nie znała tego Brody’ego, a już zupełnie wzgardzała jego imprezami, które zawsze były pełne Ognistej Whisky i innych tajemniczych specyfików, które jak słyszała kupował hurtowo od jakiegoś tajemniczego typka z Dziurawego Kotła.
Sówka domagała się, by dziewczyna odebrała od niej ciążącą przesyłkę. Ron wyciągnął głowę i zajrzał na adresata. To na pewno nie pomyłka - na kopercie widnieje jej nazwisko. Harry popijając sok, zerknął jej przez ramię i powiedział :
-No, otwieraj !
Żaden z nich nie dostał zaproszenia, co było bardzo dziwne. Nie chcieli mieć na imprezie Wybrańca, a zaprosili kujonkę? Coś jej tu zupełnie nie pasowało. Odwróciła się i spojrzała w stronę stołu Puchonów i nagle doznała olśnienia. Leonard Drew patrzył na nią i uśmiechał się szeroko. Z ruchu ust rozpoznała, iż mówi:
-Otwieraj.
Odwróciła się i lekko speszona otworzyła kopertę. 

Droga Hermiono Granger,
Brody poprosił mnie o zrobienie zaproszeń na jego, jak to ujął „zajebistą-imprezę-z-mnóstwem-ludzi-masą-magicznego-badziewia-i-Ognistą”. Myślę, że nazwa sama mówi za siebie.
Wiem, że nie jesteś typem imprezowiczki - miałem okazję się przekonać u Ślimaka. Widać było po Twojej minie, że pragnęłaś jedynie się stamtąd wydostać. Pomyśl, że na imprezie u Thomasa będzie zapewne o wiele gorzej, ale jeśli chciałabyś się tam pojawić, chociaż dla mnie, byłbym dozgonnie wdzięczny i oczywiście wielce uradowany.
 To swego rodzaju prośba - ratuj mnie od ich niedojrzałego, beznadziejnego towarzystwa.
Tak czy inaczej, nie odpowiadaj na ten list, bo szkolne sówki chyba są dość zmęczone.
Po prostu przyjdź.
Twój przyjaciel (albo przynajmniej taką mam nadzieję),
Leo

Hermiona poczuła, że na jej twarzy pojawia się promienny uśmiech. Oczywiście, że zupełnie nie miała ochoty na imprezę u Brody’ego. W końcu go nie znała ! Ale myśl o tym, że zawiodłaby Leo, którego przecież tak bardzo lubiła, sprawiła, że zmieniła zdanie.
Ron miał pytająca minę - z pewnością nie potrafił pojąć, jakim cudem Hermiona dostała zaproszenia od chłopaków, z którymi nigdy nie zamieniła zdania.
-Zamierzasz pójść? - zapytał Harry.
-Sama nie wiem.
-Przecież ty tam nikogo nie znasz ! - powiedział Ron uniesionym głosem.
Hermiona spiorunowała go wzrokiem i wysyczała przez zaciśnięte zęby:
-Mylisz się, Ronald. Znam.
-Tak? Niby kogo? -rzucił napastliwie.
-To nie twoja sprawa ! - zaperzyła się. - Ale jeśli musisz już koniecznie to wiedzieć nazywa się Leonard Drew i jest świetnym kolegą !
Powiedziawszy  to, oburzona wstała ze stołu z zamiarem pójścia do Wieży. Na jej drodze stanęła Lavender Brown.
-Cześć, Hermiono ! - rzuciła lekko zlękniona. - Czy my… mogłybyśmy porozmawiać na osobności? W jakimś innym miejscu?
Gryfonka spojrzała na nią, wciąż zdenerwowana i fuknęła :
-Przepraszam, Lavender, ale bardzo się śpieszę i nie mam czasu na rozmowy.

 Był wieczór, w dormitorium było pusto - wszyscy siedzieli w Pokoju Wspólnym, albo wałęsali się po zamku. Hermiona zastanawiała się, dlaczego właściwie chce iść. Lubiła Leo, ale bała się, że chłopak pomyśli sobie coś więcej i zacznie ją naciskać, a ona nic do niego przecież nie czuje. Niestety, zawsze kochamy tych, których nie możemy mieć, a Hermiona ostatnio przyznała się przed samą sobą, że kocha Draco. 
Dziewczyn przyjrzała się sobie w lustrze- założyła bordową koszulkę z krótkim rękawkiem, szary sweterek i wygodne spodnie. Nie miała zamiaru się nadzwyczajnie stroić, jakoś jej nie zależało. 
Słyszała co prawda, że Brody zaprosił sporo Ślizgonów, ale wątpiła, by Draco Malfoy pojawił się wśród nich. Frustrowało ją to wszystko - on. Powiedział, że nic nie będzie jak zawsze, a nie odezwał się do niej - jak zawsze.
Wzięła głęboki wdech, przeczesała włosy i spojrzała na siebie ze stanowczością. Jeśli się do niej nie odezwie, to po prostu powie mu w końcu, żeby więcej już nigdy nie ważył się jej całować i w ogóle zawracać jej głowę. I zajmować serce, pomyślała.
Och, jak ona go nienawidziła. Tak się po prostu nie robi ! Nie zostawia się dziewczyny, która już dawno wpuściła cię do swojego serca, umysłu - do całej siebie. 
Tak, stanowczo mu to powie i spróbuje zakończyć wszelkie kontakty. Dlaczego ciągle musi się przez niego złościć ? Ona zasługuje na kogoś sto razy lepszego.
Serce podpowiada jej jednak, że wolałaby tego złego.

Z zamku wyszła kilka minut po dwudziestej, pomyślała, że lepiej się spóźnić niż przyjść wcześniej. Nie wiedziała dokładnie, gdzie ma iść, więc stanęła za chatką Hagrida i rozglądała się.
Po chwili zobaczyła czerwone iskierki, które pojawiały się i znikały co chwila. To musiały być drogowskazy. Ruszyła za nimi i już po kilku minutach drogi, kiedy jej buty były przemoczone rosą, a wzrok zdążył się przyzwyczaić do ciemności, Hermiona zobaczyła ognisko. I to nie byle jakiego ognisko - wielkie, otoczone specjalnym zaklęciem ochronnym. Dookoła pełno było uczniów, dziewczyna rozpoznała kilka twarzy, ale ze zdziwieniem stwierdziła, że jest jedyną Gryfonką w towarzystwie. Zauważyła kilku Ślizgonów, którzy przyglądali jej się z niepokojącymi wyrazami twarzy. Pewnie poczuli się urażeni jej obecnością. Ona jednak uniosła brodę i spojrzała na nich wyzywająco. Nie miała powodów by czuć wstydu, aczkolwiek poczuła ukłucie wściekłości. Nie powinna tu w ogóle przychodzić. Gdzie się podziewał Leo? Rozpoznała jego kolegów, w końcu większość obecnych to byli Puchoni, ale nigdzie nie widziała Drew.
Nagle poczuła, że ktoś dotyka ją w ramię i z uśmiechem odwróciła się, myśląc, że to Leo. To nie był jednak on. Wielka, niezgrabna łapa należała do Thomasa Brody'ego - tego osiłka, muskularnego typka, który właściwie był znany jedynie z hucznych imprez. U jego boku doczepiła się Cindy, która była już lekko zalana i patrzyła błędnym wzrokiem na podenerwowaną Hermionę. 
Thomas sprawiał wrażenie na trzeźwego, ale gdy otworzył buzię, Granger zrozumiała, że impreza musiała zacząć się wcześniej.
-He-He-Hermiona Granger, ta-a-ak? - powiedziawszy to czknął głośno.
-Tak - wyciągnęła rękę.- Miło mi.
Thomas silnie uścisnął jej biedną rękę i zaśmiał się głośno.
-Och, Drew mówił mi, że cię zaprosi. 
-Widziałeś go gdzieś ? Właśnie go szukałam.
Chłopak rozejrzał się dookoła, ale Hermiona szczerze wątpiła, by cokolwiek ogarniał.
-Nie, chyba nie-e-e widziałem. A ty, cukiereczku ? 
Cindy zaśmiała się cicho i pokręciła głową. No tak, wspaniale - pomyślała Hermiona. Ona specjalnie wybiera się na imprezę dla niego, a ten głupek ją olewa.
-Może chcesz się czegoś napić ?- zapytał jakiś Puchon, trzymając kilka butelek Ognistej i innych specyfików.
 Hermiona złapała jedną butelkę Ognistej i odeszła od tańczącej grupki. Usiadła na prowizorycznej ławce i spoglądała na tłum, szukając Leo. Zdecydowała, że jeśli nie pojawi się w ciągu dwudziestu minut, ona wraca do zamku.
Dziewczyna upiła kilka łyków Ognistej. Nikt by nie pomyślał, że Gryfonka mogłaby to zrobić, ale była po prostu zdenerwowana i chciała się czymś zająć. Napój palił jej gardło i po pierwszym łyku omal się nie udławiła. Później jednak picie przyszło jej łatwiej, chociaż wiedziała, że Ognista Whiskey z pewnością nie będzie jej ulubionym napojem.
Minuty mijały, a Leo wciąż się nie pojawiał. Rzuciła pustą butelkę i stała, by go poszukać lecz nagle upadła na ziemię. Zdziwiona popatrzyła na swoje nogi i nie wiedziała, dlaczego odmówiły jej posłuszeństwa. Po jednej butelce Ognistej?
Otrzepała ubrania i wstała. Tym razem nie upadła, ale poczuła, że lekko kręci jej się w głowie. Jęknęła cicho. Musi się stąd wydostać- nie obchodził ją już Leo, zachował się niemiło, ale ona nie miała zamiaru na niego czekać w nieskończoność.
Mijała pijanych Puchonów, którzy próbowali wyrwać Ślizgonki do tańca, lecz ich koledzy z Slytherinu patrzyli na Puchonów rozgniewani. Czuć było, że atmosfera jest napięta. O dziwo po chwili jeden ze Ślizgonów, wyciągnął różdżkę. Hermiona zaskoczona zeszła mu z drogi i patrzyła, jak ten idzie z wycelowaną różdżką w stronę jednego z kolegów Brody’ego.
Zapewne dalej stałaby tak i przyglądała się tej sytuacji, gdyby nie stanowcza ręka, która pociągnęła ją w bok w las.
Hermiona pisnęła cicho, ale szybko się uspokoiła, gdy zobaczyła sprawce. Przed nią stał Draco Malfoy. Na początku zobaczyła iskierki w jego oczach, ale szybko zmieniły się i jego spojrzenie stało się badawcze. Dziewczyna zarumieniła się delikatnie i spojrzała w dół.
-Co tu robisz? - zapytała po chwili, trochę niepewna swojego głosu.
Malfoy stał przez chwilę w ciszy, czuła jego palące spojrzenie na sobie. Na jej szyi wyskoczyły czerwone plamy- czuła się zawstydzona.
-Granger, czy ty coś piłaś?
Hermiona podniosła wzrok i poważnie popatrzyła na Malfoya.
-A co cię to obchodzi? - warknęła, a on odsunął się od niej lekko.
Zmrużył oczy i pokręcił głową z dezaprobatą.
-Och, Granger, Granger. To nie jest impreza dla żółtodziobów…
-Uch…- fuknęła Hermiona i już rzuciła się na niego.
Chłopak złapał ją za ręce i szybko pociągnął w las, a tam przygwoździł ją do pierwszego drzewa. Hermiona poczuła, jak jej oddech przyśpiesza, a jego delikatnie muska jej skórę. Przytrzymywał ją w tali, tak że byli na równi.
Dziewczyna nie mogła znieść tego napięcia. Przyciągnęła go jeszcze bliżej siebie, a wtedy on ją pocałował. Hermiona czekała tak długo, żeby znów posmakować jego ust. Dotknęła jego włosów, szyi… Poczuła, że właśnie dzieje się coś przełomowego - Malfoy naprawdę pozwala jej się dotknąć.
Gdy poczuła jego dłoń na policzku, jęknęła cicho, a on przycisnął ją bardziej do drzewa. Całowali się dalej - bez końca, bez opamiętania. Nie było jej już zimno, całe ciało rozgrzało się w szybkim tempie. Poczuła, że cała się rozpada, gdy ręce Malfoya delikatnie błądziły po jej ciele. Nie pozwalał sobie jednak na za wiele i Hermiona była mu wdzięczna. Wiedziała, że lepiej jej nie prowokować - zrobiła się zbyt impulsywna.
Nagle gdzieś niedaleko usłyszeli odgłos łamiącej się gałęzi. Hermiona odsunęła się od Malfoya, ale on nie przestawał jej trzymać. Rozejrzała się dookoła - las skąpany był w ciemnościach, a cisze przerywał jedynie cichy szelest liści.
-Hermiona? - szepnął.
Jej imię wypowiedziane przez niego zadziałało piorunująco - spojrzała na niego. Dziwnie było patrzeć tak na niego z bliska, wpatrywać się w jego oczy i widzieć w nich tylko swoje odbicie.
-Zdawało mi się, że coś słyszałam - szepnęła i spuściła oczy speszona.
Nie przywykła do niego i to jeszcze tak blisko. Nie potrafiła udawać obojętnej, bo taka nigdy nie była.
-Hej, spójrz na mnie - szepnął.
-Dlaczego się do mnie nie odezwałeś? - zapytała spoglądając na niego.
Nie chciała brzmieć jak dziecko, ale nie potrafiła pohamować złości. Jego usta wykrzywił delikatny uśmieszek. Za to też była zła i walnęła go w ramię.
-Bądź poważny ! - warknęła.
-Jestem absolutnie poważny - powiedział pośpiesznie.- Tylko… nie  miałem pojęcia, że będziesz o mnie tyle myśleć.
Jego ton znów był prześmiewczy. Hermiona odwróciła wzrok i wyplątała się z jego ramion.
-Wcale nie myślałam - burknęła, poprawiając ubrania.
Wywrócił oczami i oparł się o drzewo. Jego szelmowski uśmieszek nie schodził mu z ust, co wprawiało ją w okropną wściekłość.
-Kłamczucha - zaśpiewał cicho.
Hermiona podeszła pod niego i zadarła głowę, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Draco uniósł brwi i wyczekiwał na to, co takiego ma do powiedzenia.
-Wcale o tobie nie myślałam przez cały czas, po prostu zauważyłam brak jakiegokolwiek odzewu, a obiecałeś że to się zmieni! Obietnic się dotrzymuje !
Draco odsunął i spojrzał na nią lekko zaskoczony, ale i rozzłoszczony jednocześnie. Zastanawiała się czym go tak rozgniewała. Hermiona objęła się ramionami i odsunęła na dłuższy dystans.
 On nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. Później stanął prosto i po chwili namysłu powiedział:
-Zawsze dotrzymuję obietnic.
Te słowa zabrzmiały chłodno i nieprzyjemnie. Hermiona zwiększyła dystans między nimi. Po chwili popatrzyła mu w oczy i warknęła:-
-Chyba jednak nie zawsze.
Myślała, że zaraz na nią krzyknie albo powie coś, przez co znów się popłacze, ale on tylko kiwnął głową i jakby rozluźniony odrzekł:
-Może masz rację ?
Myślała, że to koniec rozmowy, że po prostu sobie pójdzie jak zawsze. Malfoy chyba to właśnie rozważał. Nie zrobił tego jednak - wyciągnął jedynie dłoń i powiedział cicho:
-Chodź, odprowadzę cię do zamku. Masz gęsią skórkę.
„Nie jest ona powodem zimna”- pomyślała Hermiona, ale nie odpowiedziała mu.
Granger spojrzała na wyciągniętą dłoń Draco i poczuła, że to swego rodzaju przeprosiny. Przyglądał jej się. Czekał. Ujęła jego zimną dłoń i przeszedł ją dreszcz. Co dziwne, poczuła że to jest coś bardziej intymnego niż wszystko co do tej pory robili. Widziała, że kącik jego ust lekko się uniósł, ale nic już nie powiedziała.
Nie odwracała się już, ta impreza i tak była porażką. Wszyscy je tak kochali ze względu na alkohol. Hermiona wiedziała, że nie tknie Ognistej już przez dłuższy czas. Bała się pomyśleć co by się stało, gdyby nie poprzestała na jednej butelce. Podczas drogi musiała kilka razy wszczepić się w ramię Draco, by nie upaść, czego on nie komentował, jedynie się złośliwie uśmiechał.
Stanęli na chwilę przy jeziorze. Hermiona usiadła na niedużej skale i dotknęła czoła. Było jej słabo, szybko zrobiła się blada niczym Malfoy. Może naprawdę jest żółtodziobem?
Draco kucnął obok niej i ciągle jej się przyglądał. Wcale nie poprawiało jej to humoru - jutro będzie płakać ze wstydu, że tak mu się pokazała.
-Granger, Granger. Co ja się z tobą mam? - powiedział wesołym tonem.
Hermiona jęknęła i delikatnie wzięła go za rękę. Na początku spiął się, ale tylko na sekundę.
-Przepraszam - wyszeptał.- To dla mnie… nowe.
-Dla mnie też - odpowiedziała słabo.
-Chcesz żebym cię zaniósł ? - zapytał z tym swoim malfoyowskim uśmieszkiem.
-Nie. Tak w ogóle bardzo się cieszę, że bawi cię moja sytuacja.
Myślała, że jej się odgryzie, on jednak nic nie mówił. Podniosła wzrok i spostrzegła, że Malfoy patrzy w górę. Podążyła za jego spojrzeniem i zobaczyła, że całe niebo robi się czerwone, ale tylko na chwilę. Później znów wróciło do poprzedniego stanu. Powtórzyło się to dwa razy, ale Hermiona nie potrafiła zrozumieć, co ma to wszystko znaczyć. Zaczęła się niepokoić, a on zupełnie nie zwracał na nią uwagi.
-Draco?
-To mój znak, nałożyłem na zegarek pewną ochronę, która… - nie potrafił skończyć zdania.
Nie patrząc na nią, wypowiedział słowa, które zmroziły jej krew w żyłach.
-Ktoś ukradł zegarek.

***
No tak, bardzo się cieszę, że udało mi się dodać rozdział, tak jak obiecałam w tym tygodniu. Zajęło mi to co prawda o wiele więcej czasu niż myślałam, ale jest ! 
Dziękuję, że jesteście i dopytujecie się o rozdziały. To miłe, że ktoś naprawdę jest na bieżąco. 
Co do rozdziału - nie jest jakiś super długi i pewnie pełno w nim błędów - szczególnie przecinki w złych miejscach lub po prostu ich brak, ale nie dałam rady już tego poprawiać i pomyślałam, że dodam, a potem najwyżej będę się wstydzić, trudno. Bardzo chciałam to dziś dodać.
Następny rozdział obiecuję będzie jeszcze dłuższy, w końcu - będzie się działo.
Co do playlisty- pracuję nad nią, na razie jest taka, ale niedługo zrobię mieszankę tych piosenek, starych i jeszcze kilku innych. Jeśli macie jakieś uwagi, albo chcecie mi zasugerować jakaś piosenkę - śmiało piszcie, wstawiajcie linki itd. Na pewno je przejrzę.
Kocham,
xLL