piątek, 1 lipca 2016

Rozdział 24

Od rana w okolicy Hogwartu szalał deszcz. Uczniowie mieli kiepskie humory, nauczyciele byli podrażnieni a sam Filch nie robił nic innego, tylko klął na nawał pracy. Do zamku dostała się woda, deszcz lał całą noc i woźny wraz ze swoją kotką biegali po zamku i próbowali ogarnąć kryzys. Na dodatek Irytek doskonale wykorzystywał okazję i przysparzał woźnemu jeszcze więcej roboty. Ostatni raz widziano tak wściekłego Filcha po jednym z wybuchowych kawałów Freda i George'a. Próbował rozładować swój gniew na niewinnych uczniach, którzy przypadkowo wchodzili mu w drogę. Kończyło się to nieprzyjemnym wrzaskiem i karami.
Wiatr wiał silniej i silniej, profesor McGonagall sama przyłapała się na tym, że przygląda się jak ogromne podmuchy wyginają drzewa, prawie je łamiąc. Opodal swojej chatki, Hagrid próbował ochronić ogród przed niszczącą siłą wiatru i przykryć go specjalną płachtą, ale nie było łatwo, wiatr nie dawał za wygraną i wydzierał mu materiał z rąk.
Nawet Bijąca Wierzba wierzgała, jakby walcząc z żywiołem. Po chwili ściana deszczu oblała całe błonie i Hagrid schował się w swojej chatce, pozostawiając ogródek na pastwę nawałnicy.
Po zakończonych lekcjach, Hermiona poszła do biblioteki i od razu zajęła swój ulubiony kącik. Pogoda sprzyjała siedzeniu w bibliotece. W takich momentach jak ten nie miała wcale wyrzutów sumienia, że spędza czas nad książkami. Poza tym brakowało jej czasu dla siebie. Miała dość wszystkich dramatów, jakie ją otaczały i chciała po prostu odpocząć, nabrać trochę sił i spędzić miło czas wśród swoich starych przyjaciół.
Od jakiegoś czasu Draco ją ignorował. Wcale się temu nie dziwiła, skoro nie kto inny jak Leo nakrył ich w trakcie pocałunku. Na samą myśl Hermiona czerwieniła się i czuła specyficzny ucisk w żołądku. Bała się, ale jednocześnie czuła delikatną ekscytację. Ona i Draco. Mogą to w końcu jakoś nazwać i jeśli kiedyś będzie miała tyle odwagi, pomyśli o nim jako jej chłopaku. Za bardzo bała się wymawiać te słowa na głos. Draco Malfoy, chłopak Hermiony Granger. Brzmiało to tak absurdalnie, że nikt by jej nie uwierzył. Nawet gdyby pocałowali się przed całą szkołą, większość uznałaby to za jakiś żart. To smutne, ale jednak prawdziwe. Nie ma chyba dwóch bardziej przeciwnych charakterów w całej szkole - kto by więc uwierzył, że jakimś cudem udało im się połączyć w coś więcej? Czy w historii Hogwartu zdarzały się tego typu sensacje ? Związki między Ślizgonami a Gryfonami albo były ukrywane albo po prostu nie istniały. Te dwa domy różniły się tak bardzo, że nie sposób było od tak przeskoczyć przepaści jaka między nimi powstała. To nie była tylko nienawiść z zasady - to była różnica poglądów, wartości, wszystkiego. Jakimś cudem jednak, och jak te słowa były nierealne- on był jej. A przynajmniej taką miała nadzieję.
Tak czy inaczej od tamtej pory nie mogła złapać Leo, ciągle jej się wymykał, twierdził, że nie ma czasu na rozmowę, ale po prostu uciekał - wiedziała, że to co zobaczył, musiało go zszokować. Ale nie wytrzymywała już tego napięcia. Co zrobi Leo ? Czy komuś powie, czy będzie milczał? Gdyby tylko mogła z nim porozmawiać, wyjaśnić mu to wszystko i poprosić, by nikomu nie mówił.
Za każdym razem, gdy widziała, że ktoś coś szepcze, zastanawiała się, czy to przypadkiem nie o jej tajemnicy. Może już wszyscy wiedzą? Albo Leo pozostał jednak jej przyjacielem i nie wyznał prawdy.
Nie mogla zrozumieć, dlaczego jej tak unika. W końcu to ona ma problem, nie on. Usłyszała, że Dean Thomas wchodzi z Suzie Lyon do środka i oboje śmiejąc się i rozmawiając głośno usiedli niedaleko niej. Hermiona spojrzała na nich. Jakie to było dla nich łatwe - byli ze sobą, pokazywali się gdzie chcieli, byli po prostu sobą.
Nie mogła powstrzymać tego uczucia, ale trochę ją to bolało. Zazdrościła im wolności. Tak bardzo chciałaby tu być  wraz z Draco i zwyczajnie rozmawiać o wszystkim i o niczym.
Nagle znikąd pojawiła się Ginny i zajęła wolne miejsce obok niej. Położyła na stolik torbę i wyciągnęła pokaźny tom do Wróżbiarstwa. Hermiona drgnęła zaskoczona i podsunęła się do przyjaciółki.
-Jestem taka zmęczona. Ta pogoda jest paskudna, nie uważasz?- powiedziała Ginny, po chwili ziewając.
-Rzeczywiście, jest nieciekawa. Ale najlepsza do czytania - zauważyła Hermiona.
-Tak - potwierdziła lecz bez przekonania. - Chciałabym  pograć w Qudditcha, ale oczywiście nie ma szans w taką ulewę.
-Dasz radę wytrzymać jeden dzień bez miotły, Gin - mruknęła Granger.
Ruda otworzyła Wróżbiarstwo i wyciągnęła pergamin z torby. Potem wyjęła pióro i głośno westchnęła.
-Gdybym tylko nie musiała pisać tego eseju...
Granger zerknęła na temat, ale stwierdziła, że i tak nie będzie w stanie pomóc Weasley. Wróżbiarstwo? Dlaczego Weasley w ogóle na to chodzi ? Przecież to zupełna strata czasu.
Hermiona Granger była człowiekiem, który nie potrafił tak po prostu uwierzyć, że patrzenie w gwiazdy jest w stanie powiedzieć nam o zbliżających się problemach. A przecież magia była tak niezwykła i zaskakiwała ją wiele razy. Profesor Trelawney zniechęciła ją jednak do tego przedmiotu. Gryfonka od samego początku miała wrażenie, że nauczycielka jest starą oszustką, która uczy czegoś, o czym zupełnie nie ma pojęcia. Nie mogła  zrozumieć jak Dumbledore mógł zatrudnić kobietę, która często pojawia się na korytarzach Hogwartu pijana.
Nagle Hermiona zobaczyły Draco wchodzącego do biblioteki. Rozejrzał się, wyraźnie kogoś szukając. Granger wiedziała, że szuka właśnie jej. Poczuła, że na jej twarzy pojawia się płomienny rumieniec, gdy chłopak odnalazł ją wzrokiem i po kilku dniach zupełnego ignorowania, w końcu na nią spojrzał. Oprzytomniała, przypominając sobie, że obok siedzi Ginny. Dziewczyna jednak bacznie przyglądała się Gryfonce. Po chwili powiedziała:
-Jeśli chcesz, mogę sobie pójść.
Hermiona poczerwieniała jeszcze bardziej. Czuła się idiotycznie, ale mimo prób zachowania spokoju, jej ciało zachowywało się inaczej. Serce zaczęło szybciej bić, a z rąk wypadła jej książka.
-Pójść? Niby czemu?
Ginny prychnęła.
-Przecież widzę, że Malfoy wbija w ciebie to swoje spojrzenie. Czuję się zbyteczna.
-Przestań, wydaje ci się.
Ginny westchnęła i złapała Hermionę za rękę. Dziewczyna poczuła, jak Weasley wbija jej paznokcie i spojrzała rudej w oczy.
-Słuchaj, myślałam, że skończyłyśmy z etapem "nic nie mówię mojej najlepszej przyjaciółce o moim życiu uczuciowym".
-Ciii ! - syknęła Granger.
-Daj spokój, nikt nas nie słyszy !
Hermiona rozejrzała się. Rzeczywiście nikt nie był specjalnie zainteresowany tym o czym rozmawiały dziewczyny.
-Jesteś z nim, albo nie. Nieważne. Coś was łączy. Rozumiem i nic nikomu nie powiem. A teraz idź, bo twój tajemniczy chłopak poszedł w alejkę z Historią Magii, a tam nikt nigdy nie zagląda. To z całą pewnością znak, że masz iść za nim- wypowiedziała szybko Ginny, robiąc kilka przerw na oddechy.
Granger wstała i podniosła książkę, przyciskając ją do piersi. Zawahała się jednak. Odwróciła się do Ginny, która zachęcająco machała ręką.
-Kocham cię, Gin. Wiesz o tym, prawda?
Coś w oczach Weasley powiedziało jej, że wie. Hermiona wzięła głęboki oddech i podążyła ku alejce, której w rzeczy samej nikt nigdy nie odwiedzał.
Nagle złapała się na tym, że myśli o swoim wyglądzie- o tym, że ma rozczochrane włosy, i jej koszula wystaje ze spódnicy. O tym, że ślęczała nad książką tak długo, że na twarzy ma wypieki. Co za idiotyczne myśli ! Z wściekłością zostawiła swój strój, taki jaki był i stwierdziła, że nic ją nie obchodzi, w jakim stanie zastaje ją Malfoy.
Malfoy już na nią czekał. Stał oparty o regał, a jego wzrok wbity był w podłogę. Hermiona stanęła kilka kroków od niego i skorzystała z okazji, że był zamyślony. Mimowolnie spojrzała na jego dłonie- bezwiednie wyginał palce, jakby to była rutynowa czynność.
W końcu zauważył jej obecność. Podniósł wzrok i ich spojrzenia spotkały się, a iskra przeszła między tą dwójką.
-Wystraszyłeś Ginny. Poza tym, nie powinniśmy tutaj rozmawiać. Ktoś nas może zobaczyć. - nie chciała, ale zabrzmiało to dość chłodno.
-Wiem. Nie mogłem cię jednak nigdzie złapać. Spotkajmy się za godzinę w Pokoju Życzeń. - powiedział trochę z rozdrażnieniem.
-Draco.
Odwrócił się. Oboje reagowali jeszcze dość gwałtownie, gdy Hermiona wypowiadała jego imię i odwrotnie.
-Hm? - mruknął.
-Będzie już po nocnej ciszy, nikt nie może mnie przyłapać.
-Nagle zaczęłaś dbać o takie rzeczy?
Poczerwieniała i przełknęła ślinę.
-Zawsze dbałam o takie rzeczy, Malfoy.
-Och, Granger. - zaśmiał się dość chłodno, lekko się niecierpliwiąc.-  Jeśli obiecam, że wrócisz cała i zdrowa, bez kolejnych szlabanów i tym podobnych zgodzisz się?
Dziewczyna przegryzła wargi. Gdyby wiedziała, jak to działa na Ślizgona i jak bardzo hamuje się, by się do niej jeszcze bardziej nie zbliżyć.
-Po tym co zdarzyło się ostatnio, powinniśmy chyba bardziej uważać, nie sądzisz ? - warknęła.
Zmrużył oczy i wyglądał w tym momencie jak niebezpieczny wąż, który ma zamiar udusić swoją ofiarę.
-Myślisz, że nie pamiętam ? - Malfoy zdawał się zupełnie tracić cierpliwość.
-Ugh ! Pamiętasz, ale jak zwykle nic sobie z tego nie robisz. O nic nie dbasz ! - warknęła jeszcze bardziej zdenerwowana.
Chyba ta uwaga go rozgniewała. Zacisnął usta - z całą pewnością hamował się przed powiedzeniem kilku rzeczy. Hermiona wydała z siebie dźwięk podobny do westchnienia i wycedziła :
-Okay, za godzinę, ale jeśli ktoś nas zauważy, to uduszę cię tymi oto rękoma.
Malfoy patrzył na nią przez dłuższą chwilę z nieodgadnioną miną, tak że Hermiona poczuła się nagle niewyobrażalnie głupio. Potem podszedł bliżej i delikatnie, ledwo odczuwalnie pocałował ją w czoło i odszedł.
Dziewczyna stała przez chwilę w miejscu, a potem wróciła do Gin, która nie mogła wysiedzieć z ciekawości i podekscytowania.
-O czym chciał z tobą rozmawiać?- powitała Granger tym pytaniem. - To znaczy, jeśli nie chcesz nie musisz nic mówić. Ale... sama rozumiesz. Jestem strasznie ciekawa.
Hermiona westchnęła przeciągle i usiadła obok Ginny. Widziała, że Weasley wyjątkowo emocjonuje się Ślizgonem, więc musiała zapewnić ją, że nie ma czym. Czemu on zawsze musiał stawiać na swoim? Była zła, ale jednocześnie targały nią sprzeczne uczucia - oczywiście, że chciała go zobaczyć. Bez dwóch zdań, tak po prostu chciała spędzić z nim kilka chwil i porozmawiać o byle czym. Nie mogła jednak tego zrobić, nie porządkując wcześniej innych spraw. Zdecydowała, że musi porozmawiać z Leo. Dopóki tego nie zrobi, nie zazna spokoju i nie będzie mogła nawet marzyć o spotkaniu z Malfoyem. Jak postanowiła, tak zrobiła. Spojrzała na Ginny z tajemniczym błyskiem w oku i powiedziała:
-Muszę się dostać do Pokoju Wspólnego Huffelpufu.
Przyjaciele to tacy ludzie, którzy kochają cię bezgranicznie i są w stanie zrobić dla ciebie wszystko, poświęcić się w imię wyższej wartości. Ginny uznała, że ogrom pracy domowej może poczekać, a pomoc Hermionie jest o wiele ważniejsza. 
Luna opowiadała jej kiedyś, jak się dostać pod Pokój Wspólny, ale Ginny nigdy nie przywiązywała wagi do jej słów - po co niby miałaby tam chodzić ? W tym momencie zrozumiała jednak swój błąd.
Doszły do Wielkiej Sali i weszły w pierwsze drzwi po prawej. Nagle znalazły się pod piramidą beczek, której nie sposób było minąć. Ginny uznała, że musiała się pomylić i już chciały się wycofać, gdy dosłownie znikąd pojawił się Danny Roost, znajomy Weasley z Huffelpuffu. 
-Cześć, Danny ! - zawołała uradowana ruda.
Hermiona podeszła wraz z przyjaciółką bliżej chłopaka. Przed nimi stanął wysoki Puchon o ciemnych, czarnych jak noc włosach i pięknym uśmiechu.
-Witam panie. W czym mogę służyć? - zapytał z lekkim uśmiechem, błąkającym się w kącikach ust.
-Mam pytanie. Nie wiemy jak się dostać do waszego Pokoju Wspólnego, pewnie nawet byśmy nie mogły. Dlatego proszę Danny zawołasz dla nas Drew'a ? Leonarda Drewa? 
Chłopak rzucił szybkie spojrzenie ku Hermionie i kiwnął głową. Gryfonki ucieszyły się z pomocy chłopaka i odsunęły się od beczek, patrząc jak Puchon wystukuje coś i jakimś cudem dostaje się do Pokoju Wspólnego. Hermiona podziękowała rudej za pomoc, a ta wróciła do biblioteki.
Czekała dość długo. Hermiona zastanawiała się w tym czasie, co może powiedzieć chłopakowi, jak nakłonić go, by jej wysłuchał. Po jakiś piętnastu minutach w końcu przed nią zjawił się Leo. Miał dość nieciekawy wyraz twarzy, widać było, że nie wcale nie chce z nią rozmawiać. Hermiona przełknęła ślinę i podeszła kilka kroków bliżej. Odczekała chwilę, aż grupka Puchonów odejdzie i odezwała się pewnie:
-Cześć, Leo. Chciałam z tobą porozmawiać już od dawna... w zasadzie o tamtego zdarzenia, ale nie mogłam cię złapać.
Leo wyprostował się i rzucił jej dość niemiłe spojrzenie. Granger nie wiedziała, czym sobie zasłużyła na taką dawkę wrogości. W końcu nawet to, że nakrył ją i Draco nie znaczyło nic dla ich przyjaźni. Przynajmniej nie powinno.
-Wiem, że to co zobaczyłeś mogło cię wstrząsnąć, ale...
-Masz rację. Wstrząsnęło to mną, ale wiesz dlaczego? Bo myślałem, że jesteś mądra.
Hermiona odsunęła się od niego na kilka kroków i skrzyżowała ręce na piersi.
-Myślałem, że wiesz kto jest twoim prawdziwym wrogiem. Najwidoczniej już się pogubiłaś.
Gryfonka spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-Nie znasz mnie i nie znasz Draco, więc nie oceniaj nas proszę. Poza tym gdzie ty byłeś kiedy... - nagle Hermiona zamarła, jakby coś jej się przypomniało.
Podeszła bliżej i przyjrzała się chłopakowi dokładnie. Czuła się, jakby wpadała w jakąś paranoje, ale coś jej się nie zgadzało.
-Leo. Gdzie byłeś podczas imprezy?
Zmarszczył brwi, zbity z tropu. Zupełnie nie spodziewał się tego pytania i obrotu rozmowy. Pokręcił głową, jakby próbując sobie przypomnieć.
-Razem z jedną z Krukonek z piątego roku byliśmy przy jeziorze.
-Od strony strony szkoły czy lasu?
-Słucham? Chyba od szkoły, dlaczego pytasz?
Hermiona poczuła, że rośnie w niej panika. Nie, to nie mogło być prawdą.
-I byłeś tam przez całą imprezę?
-Tak, myślę że tak.
Chłopak zrobił się czerwony i widać było, jak bardzo się denerwuje. Teraz już nie miała wątpliwości. Coś jest nie tak.
-Dlaczego kłamiesz, Leo? Czemu zaprosiłeś mnie na imprezę i potem się na niej nie pojawiłeś? Nie chciałeś przypadkiem mnie tam zwabić, żeby odciągnąć od czegoś innego?
Drew złapał ją za rękę i spojrzał lekko spanikowany.
-Hermiono, o czym ty mówisz? Nie okłamałem cię, przecież jesteśmy przyjaciółmi...
-Nie dotykaj mnie - warknęła, wyszarpując ramię z jego uścisku. - Nie wiem co się tu dzieje, ale nie ufam ci.
Powiedziawszy to wybiegła, zostawiając Leo samego. Chłopak stał jeszcze kilka chwil zupełnie zbity z tropu i po chwili również zniknął.

Pojawiła się na miejscu spotkania z Malfoyem dość późno. Przeszła pośpiesznie trzy razy przy ścianie, myśląc o umówionym miejscu i czekała aż obok niej pojawiają się drzwi. Gdy po chwili zmaterializowały się tuż przed nią, szybko wpadła do środka, zastając chłopaka siedzącego na kanapie i popijającego Ognistą Whiskey, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało.
-Co ty robisz? - warknęła.
-Piję - powiedziawszy to, westchnął głośno.
Zobaczyła, że butelka była jeszcze prawie pełna, więc szybko podeszła pod chłopaka i zabrała mu ją. Z całej siły rzuciła nią o ścianę, a Ognista rozbiła się na milion kawałków i rozbryzgała się po całym pokoju.
-Hej, co jest? - krzyknął.
-Umawiasz się ze mną, ale pijesz ! Potrzebuję teraz ciebie, a nie jakiegoś napitego głupka.
Chłopak wstał i podszedł do niej powoli, unosząc ręce w geście obronnym. Na jego twarzy rzeczywiście widać było skruchę.
-To nie znaczy, że masz od razu tak reagować ! - odgryzł się.
Patrzyli na siebie jak dwa psy, które mają się rzucić sobie do gardeł. Nie mogąc już znieść dzielącej ich odległości, podeszła blisko i przytuliła się do niego z całej siły. Draco również otoczył ją ramionami i delikatnie zaczął głaskać. Czuła jak spływa z niej cała frustracja, nerwy i obawa. Jego zapach, spokojny ton głosu i to w jaki sposób ją trzymał, sprawiły że powoli wracała do równowagi.
-Okay- szepnął.- A teraz opowiadaj o co chodzi.
Pociągnął ją na kanapę. Usiadła obok niego i nie myśląc o niczym, usiadła mu na kolanach i znowu się do niego przytuliła. Ułożyła głowę na jego klatce piersiowej i wsłuchała się w jego oddech. A potem zaczęła opowiadać o rozmowie z Leo i swoich podejrzeniach. Nie mogła nawet wypowiedzieć słów oskarżenia, ale musiała się podzielić z Draco swoimi obawami. On słuchał uważnie i przez jakiś czas nic nie mówił. Hermiona poczuła, że zrobił się spięty. Po chwili powiedział:
-Czemu ty zawsze ufasz nieodpowiednim ludziom? Pamiętasz Revisa? Zaufałaś mu i jak to się skończyło?
-Nie musisz mi przypominać - warknęła, czując ból spowodowany wspomnieniem tamtego dnia w Hogsmeade.
-Nie muszę? A zdajesz się już w ogóle nie pamiętać, że próbował cię skrzywdzić. Skąd wiesz, że z tym Drew nie jest tak samo? Jestem prawie pewny, że jest w to zamieszany. Może to nawet on ukradł Zegarek.
-On nie mógłby tego zrobić - odpowiedziała, ale sama nie czuła się pewnie. - Poza tym, nie używaj na mnie tego swojego protekcjonalnego tonu. Nie jestem dzieckiem, umiem o siebie zadbać.
-Tak, właśnie widzę - warknął. - Tak czy inaczej, muszę to sprawdzić. Jeśli jest zamieszany w kradzież Zegarka, to nie ręczę za siebie.
-Chyba nie myślisz, że robi to dla Sam-Wiesz-Kogo? - zapytała po cichu.
Malfoy znieruchomiał i odsunął się od Hermiony. Zdziwiła ją reakcja chłopaka, ale nie skomentowała jej, tylko bacznie się mu przyjrzała.
-Ludzie nie dzielą się tylko na tych dobrych i Śmierciożerców, Hermiono. Tak naprawdę nie wiemy kto wie o Zegarku, miejmy nadzieje, że nie zdołali z niego skorzystać. 
-Czytałam o tym, ale nie jestem pewna czy te informacje pochodziły z zaufanego źródła... - zaczęła dziewczyna, ale spojrzenie chłopaka mówiło samo za siebie.
-Myślę, że to prawda. Nikt nie może skorzystać z urządzenia, chyba że zdobędzie kilka kropli krwi Powiernika lub najbliższego krewnego- zawahał się przez dłuższą chwilę.
Granger nie wiedzieć czemu poczuła, jak dreszcz przechodzi przez jej ciało. Nie chciała ponaglać Draco, ale poczuła, narastający w niej niepokój.
-Draco? 
-Jeśli Powiernik ma siostrę lub brata, najczęściej mają równe prawa co do Zegarka.
Hermiona odetchnęła z ulgą.
-Nie mam rodzeństwa, więc nie ma się o co bać.
-Hermiono... nie wiedziałem jak ci to powiedzieć, ale... - spojrzał na nią, a na jej  twarzy pojawił się cień. - Ostatnio zajmowałem się szukaniem informacji o Zegarku, ale też o poprzednich Powiernikach. Okazało się, że można sprawdzić, ilu Powierników jest w danych latach. Jeżeli jest jeden to wszystkie wskazówki są złote, ale jeśli jest dwóch lub więcej, wskazówki są srebrne. Hermiono, sprawdzałem więcej niż jeden raz...
-Były srebrne - szepnęła.- Na pewno były srebrne. Pamiętam, że to zauważyłam i mi to nie pasowało, w końcu cały zegarek był złoty...
Spojrzała na niego. Zmarszczył brwi i patrzył gdzieś w ścianę, a jego wzrok był jakby gdzieś daleko.
-Co to znaczy Draco? Nie mam przecież rodzeństwa... To niemożliwe... 
Nie odpowiadał nic przez dłuższą chwilę, a po chwili odchrząknął i spojrzał na nią całkiem poważnie.
-Myślę, że musisz jak najszybciej skontaktować się ze swoimi rodzicami. 
Nagle coś odwróciło jego uwagę. Przez ułamek sekundy Hermiona zauważyła na jego twarzy szczery przestrach, ale szybko się zreflektował. Wstał i podbiegł do okna, co zrobiła również i ona. 
Zobaczyła to. Niebo w oddali było całe zielone.
-To Mroczny Znak.
Odwrócił się szybko i złapał ją za rękę. Razem wybiegli z Pokoju Życzeń, wpadając przypadkowo na kilku uczniów z młodszych roczników. Przestraszeni musieli opuścić swoje dormitoria i szukać odpowiedzi na pytanie: kto zginął w Hogsmeade? 
Draco szedł pośpiesznie i kilka razy odwrócił się za siebie, lekko zdenerwowany. Gdy doszli do portretu Grubej Damy odezwał się szybko:
-Idź do Pokoju Wspólnego.
-Ale...
-Teraz, Hermiona, idź już. Porozmawiamy potem. - rzucił gniewnie.
Nie mogła odczytać jego zamiarów, ale bała się. Coś było nie tak.  
-Ale obiecujesz, że się spotkamy jak najszybciej się da? 
Westchnął cicho, ale po chwili poważnie powiedział:
-Obiecuję.
Odwrócił się i szybkim krokiem odszedł przed siebie. Hermiona rzuciła się portretu i wypowiedziała hasło. W Pokoju Wspólnym byli chyba wszyscy. Gdy ruszyła dalej, zobaczyła, że profesor McGonagall stoi na środku i patrzy na nią smutnie. Wszystkie twarze zwrócone były w jej stronę. Zapadła cisza - okropna, głucha cisza, zwiastująca złe wiadomości. Nagle poczuła, jak jej serce zamiera. Niepokój, mało powiedziane. W tym momencie czuła przerażenie.
Nagle poczuła, że ktoś rzuca się w jej ramiona. To był Harry. Złapała go mocno i zapytała pośpiesznie:
-Harry, co się stało? 
-Hermiono... - zaczął łamiącym głosem.
Poczuła, jak jej serce przestaje bić. Nie, nie, nie. 
-Harry ! - chlipnęła, nie mogąc się już powstrzymać.
-Miona, twój tato... Miona twój tato nie żyje.
 
****
Tak, wiem kochani, że czekaliście na to miliony lat i nie mam nic na usprawiedliwienie. Po prostu nic.
Dziękuję, że wciąż ze mną pozostajecie.
Kocham Was mocno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz