wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 4 " Pierwsza litera"

Powoli i ostrożnie otworzyła oczy. Słoneczne promienie wpadały do pokoju przez wielkie okiennice, a Hermiona nie miała ochoty na to by wstać. Po chwili Ginny z cichym pojękiwaniem zwlekła się z łóżka i poczłapała do łazienki.
Hermiona przewróciła się na drugi bok i wspomnieniami wróciła do poprzedniego wieczoru. Po tym, jak Draco ją odczarował, nie mówiąc nic, odszedł do zamku. Oczywiście Hermiona cały czas za nim szła, bała się jednak odezwać lub iść przy nim bliżej.
Całkiem niezauważeni weszli do zamku i już Hermiona miała iść na schody, gdy chłopak złapał ją i ostrym, nienawistnym tonem powiedział:
-To było ostrzeżenie, Granger. Następnym razem nie będzie tak miło.
-Miło ?- prychnęła.
-Myślisz, że nie wiem o co ci chodzi, Granger? Próbujesz mnie śledzić, podsłuchiwać... To takie żałosne i głupie.
-Nie wiem o co ci chodzi, Malfoy. Nie śledziłam cię, byłam na spacerze.
-O tej porze ? - zaśmiał się chłodno i spojrzał na nią z politowaniem.
-Tak, Malfoy. O tej porze. A to, że akurat trafiłam na ciebie...
-To był przypadek? - znów ten kpiący uśmiech. - Jesteś taka głupia, Granger.
Nie. Hermiona wstała pośpiesznie tak, że aż zakręciło jej się w głowie.
Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę tego pamiętać.
Gdy zeszła na dół, Harry czekał na nią z dziwnie strapioną miną. Podeszła pod niego i przywitała się:
-Cześć, Harry. Gdzie Ron?
- Ron? On chyba... wybrał się na śniadanie z Lavender.
-Och... To... fajnie.
Resztę drogi do Wielkiej Sali przeszli w ciszy. Gdy już znaleźli się w wejściu nagle pojawił się Bezgłowy Nick. Oczywiście powitał ich wesoło i zagaił:
-Słyszałem o panu pewne plotki, panie Potter.
-Żadna nowość -jęknęła Hermiona.
-Pewien duch, z trzeciego piętra, powiedział... a właściwie wycharczał... że jest pan Wybrańcem.
Harry zmieszał się tymi słowami, a Hermiona już przybywała mu z pomocą.
-Harry nie chce o tym rozmawiać, to...
Nie zdołała dokończyć, gdyż zobaczyła Rona i Lavender, siedzących razem na ławce i trzymających się za ręce. Stanęła jak wryta, ale szybko zreflektowała się i odeszła. Harry dogonił ją, a ona ze wstydem ukryła łzy. Nick gdzieś odleciał.
-Nie przejmuj się...
Dziewczyna pokiwała tylko głową, nie chcąc tego słuchać. Nie wiedziała dlaczego ją to tak zabolało. Kiedy ona była z Krumem, wszystko było w porządku, ale gdy spojrzała na Rona z dziewczyną poczuła dziwne ukłucie w sercu. Musi zwalczyć to uczucie. I to szybko. Usiadła przy stole, Seamus zaczął pytać ją o wypracowanie z Historii, więc mogła szybko zapomnieć o Ronie i tej... Lavender. Nagle na przeciwko usiadła Ginny. Hermiona przyglądała się spokojnej i fałszywie wyluzowanej przyjaciółce. Jedno przelotne spojrzenie na Harry'ego ją zdradziło. A więc Ginny wciąż o nim myśli. Potter natomiast zajęty był namiętnym wpatrywaniem się w stół nauczycielski.
-Harry, co jest?
Przez chwilę nie odpowiadał, potem odwrócił się, a dziewczyna dostrzegła w jego oczach jakiś dziwny blask.
-Zauważyłaś Snape coraz radziej pojawia się na wspólnych posiłkach ?
Gryfonka zmarszczyła zdziwiona brwi. Właściwie to nie zauważyła. Może dlatego, że w przeciwieństwie do Harry'ego nie zwraca na Snape'a uwagi.
-Moja teoria jest słuszna, Hermiono. Obiecuję, że tego dowiodę.
-Harry, ty znowu zaczynasz. Dumbledore mu ufa!
-Dumbledore się myli.
Hermiona prychnęła jak wściekła kotka. Uważała pewnie, że Dumbledore nigdy się nie myli.
-Jak zamierzasz tego dowieść?
-Mam plan.
Gryfonka miała już mu przemówić do rozumu, kiedy poczuła ostry ból w ramieniu. Upuściła kielich i sok rozlał się jej po szacie. Podciągnęła rękaw  i wlepiła wzrok na krew sączącą się z niewielkiej rany. A było to wyryte w skórze "S". Hermiona pobladła i spojrzała zaniepokojona na Harry'ego. Krew powoli spływała po bladej skórze i kapała na szatę.
Nie wiadomo dlaczego, nagle oczy jej i Malfoya się spotkały. Przez sekundę patrzyli na siebie, aż w końcu dziewczyna wstała i wybiegła z Wielkiej Sali.
Musiała zmyć krew.

***
Ostatni Śmieciożerca usiadł przy długim, szerokim stole. Rozejrzał się zaniepokojony i zaczął skubać nerwowo szatę.
-Nowy. -prychnął jego sąsiad.
Mężczyzna obrzucił go zlęknionym spojrzeniem, ale nie odważył się odpowiedzieć. Nagle wszystkie rozmowy ucichły i z oddali słychać było okropny odgłos, jaki wydaje skóra, ocierająca się o ziemię.
Nagini.
Nie była sama. Do pokoju bezszelestnie wszedł Voldemort. Jego bose stopy stąpały po zimnej posadzce, a Nagini co chwile ocierała się o nie.
Jego spojrzenie było okrutne i lodowate tak, że nowicjusz z końca stołu zadygotał wystraszony.
Voldemort przejechał wzrokiem po każdym z obecnych i usiadł przy Bellatriks. Czarownica uradowała się na ten obrót spraw i już miała coś powiedzieć, gdy on uciszył ją gestem.
Wszyscy w napięciu oczekiwali na to, co powie. On tylko siedział w milczeniu i na coś czekał.
-Nikt nic nie mówi? -zapytał z udawanym spokojem.
Kolejny raz przejechał wzrokiem po każdej twarzy, nawet tej ukrytej pod kapturem.
-Czy ktoś może mi powiedzieć jak się mają sprawy z naszym Zakonem Feniksa?
-Wiemy, że mają nowych w Ministerstwie... -zaczął Gary Told.
-Ministerstwo mnie nie interesuje. Mam je w garści.
Gary zamilkł i zajął się oglądaniem swoich paznokci.
-No cóż, jeżeli nikt mi nie chce nic powiedzieć, to może...
-Zabiliśmy trzech pod London Eye - mruknął Greyback. - Kilku mugoli także zgninęło w tej walce.
Voldemort pokiwał głową i zwrócił się w stronę Narcyzy:
-A Dumbledore ?
Kobieta zamarła.
-Pracujemy nad tym - odpowiedziała ostrożnie.
Voldemort posłał jej kpiarski uśmieszek.
-Wy wszyscy jesteście tchórzami. I zginiecie jak tchórze.

***

Hermiona wpadła do klasy Sloughorna mocno spóźniona. Wszyscy jednocześnie podnieśli głowy znad kociołków i przyglądali jej się z zaciekawieniem. Granger nigdy się nie spóźniała. Chyba, że miała ważny powód.
-Eee...Przepraszam, za spóźnienie...ja...
Slughorn uśmiechnął się do niej i zapraszającym gestem wskazał kociołek.
-Dopiero zaczęliśmy, panno Granger. Harry ci pomoże.
Potter uśmiechnął się krzywo, gdy profesor wspomniał jego imię, ale równie zachęcająco kiwnął głową.
Dziewczyna chciała iść po potrzebne ingrediencje, kiedy Harry złapał ją za ramię.
-Wszystko już ci wziąłem.
Dziewczyna przystanęła i spojrzała przyjacielowi w oczy.
-Harry, nie wiem co się ze mną dzieje. Ktoś rzucił na mnie urok. Jakiś wyjątkowo paskudny. 
Ron odsunął się od kociołka i zapytał zatroskany:
-Hermiono co się stało?
Dziewczyna zupełnie zapomniała o Weasleyu. Czuła, że na prawdę się o nią martwi i nie chciała go trzymać w niewiedzy, więc podciągnęła rękaw, a gdy przyjaciel zobaczył o co jej chodzi, szybko go zasunęła.
Slughorn podszedł pod nich, chcąc sprawdzić jak sobie radzą, więc na chwilę musieli się rodzielić, lecz po chwili Ron podszedł pod dziewczynę i szepnął:
-Kto ci to robi?
Gryfonka wzruszyła ramionami i przełknęła głośno ślinę. Ktoś naprawdę się na nią uwziął. Chce ją napiętnować, tak by na zawsze nosiła na sobie znak statusu swojej krwi. 
 -Myślisz, że...?
Nie dane było im porozmawiać, gdyż nieopodal kręcił się Malfoy z Zabinim. Ron umilkł i zajął się swoim eliksirem. Zupełnie wytrącona z równowagi Hermiona zupełnie poległa na tym zadaniu i z wściekłością musiała przyznać, że  nawet eliksir Zabiniego wyglądał lepiej od jej. 
Harry natomiast poradził sobie najlepiej. Zirytowana Hermiona spojrzała na książkę, która leżała na jego biurku. Podeszła bliżej i przyjrzała się podpisowi na pierwszej stronie.

Własność Księcia Półkrwi

Szybko zorientowała się na czym polega nagły przypływ umiejętności Harry'ego. Jeszcze tego dnia zajęła się poszukiwaniami. Musiała dowiedzieć kim był Książe Półkrwi.
Do późna siedziała w biblotece, aż w końcu pani Pince musiała ją dość niegrzecznie wygonić. Sfrustrowana Hermiona szła samotnie przez ciemne i puste korytarze. Nagle usłyszała, że ktoś za nią idzie. Szła dalej, ale ciekawość zżerała ją kto tak późno pałęta się po tej części zamku. 
Nagle zza ściany wyszedł Zabini.
-Buu ! - krzyknął i wybuchnął śmiechem.
Dziewczyna chciała go minąć, ale zagrodził jej przejście.
-Gdzie się wybierasz, Granger?
Odwróciła się i zobaczyła jakiegoś wysokiego Ślizgona, który uśmiechał się szyderczo i również zagrodził jej drogę.
-Spójrz jaka jest sytuacja, Granger. Nas jest dwóch a ty jedna. - powiedział zadowolony Zabini.
-No i co mi zrobicie ? - prychnęła.
Kącik ust drgnął mu lekko.
-Bierz ją ! - krzyknął do Ślizgona, który stał za nią.
Nie zdążyła wyciągnąć różdżki, kiedy tamten dryblas skoczył ku niej i objął ją mocno ramionami. Krzyknęła i próbowała się wyswobodzić, ale ten tylko się śmiał. Mocno kopnęła go w nogę i na chwilę ją póścił. Wykorzystała to i wyciągnęła różdżkę. Nagle z jakiejś pustej klasy wyszedł Snape w towarzystwie Malfoya. Chłopak zdziwił się na ten widok, ale jak zwykle uśmiechał się kpiąco.
-Co tu się dzieje ? - zapytał surowo nauczyciel.
Zabini przyjął beznamiętny wyraz twarzy i odrzekł:
-To ta szlama, profesorze. Zaczęła grozić nam i wymachiwać różdżką.
-Co ? - pisnęła Hermiona. - Ja...nie...
-Dość. Szlaban. Dwa tygodnie czyszczenia kociołków w lochach. Ach i ... odejmuje trzydzieści punktów dla Griffindoru za tak haniebne zachowanie.
-Ale...
-Proszę się rozejść !
Snape wydawał się być w swoim żywiole. Spojrzał na Gryfonkę jak na robaka, a dziewczyna nie była mu dłużna. Dodatkowo zdenerwował ją Malfoy, który oparł się nonszalncko o drzwi i przyglądał się całemu zdarzeniu z wielkim rozbawieniem.
Chrzańcie się, Ślizgoni - pomyślała.



_____________________________________

To dopiero 4 rozdział, ale bardzo się cieszę, że mam pierwszych czytelników.
Zachęcam do komentowania :) Niedługo kolejny rozdział ( na pewno przed piątkiem) !
Pozdrawiam.

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 3 " Szpieg"

Wrzesień minął bardzo szybko. Hermiona miała tyle spraw na głowie, że nawet przestała zwracać uwagę na zaczepki Malfoya na patrolach. Zajmowała się wtedy przeglądaniem swoich notatek z Historii lub po prostu przypominaniem sobie ważnych dat lub formułek zaklęć. W końcu codzienne spotykanie Malfoya stało się jej rutyną, z której nie bardzo była zadowolona, ale zdążyła się przyzwyczaić.
Draco najpierw jej dokuczał i zaczepiał kąśliwymi uwagami. Widząc, że nic sobie z tego nie robi, w końcu zajął się sobą. Sama Hermiona zauważyła, że chłopak staje się coraz bardziej zamyślony, czasami nawet nie przychodził na patrole. Miała oczywiście mu to za złe i już za pierwszym razem na wrzeszczała na niego, za co on odpłacił jej się, mówiąc:
-Daj mi spokój, Granger. Zajmij się lepiej swoimi szlamowatymi problemami.
Zabolało ją to, ale nie dała tego po sobie poznać.
Na lekcjach OPCM miała istne piekło - nie dość, że nigdy nie wychodziło jej z tego przedmiotu, to na dodatek uczył go Snape, co znacznie pogarszało jej stan. Cały czas rzucał jej kąśliwe uwagi i patrzył na ręce, czekając aż popełni jakiś błąd. Zazwyczaj nie musiał czekać zbyt długo.
McGonagall dowaliła im mnóstwo roboty i zrobiła się jeszcze bardziej wymagająca. Nawet Hermiona musiała przyznać, że robi się wyjątkowo ciężko, chociaż i tak radziła sobie świetnie.
Kiedy pewnej soboty przysiadła się na ławce do Rona, zauważyła, że się na kogoś bezustannie gapi. Podążyła za jego wzrokiem i spojrzała na Lavender Brown. Dziewczyna stała ze swoimi przyjaciółkami i chichotały jak najęte, cały czas odwracając się w stronę Rona. Chłopak uśmiechnął się lekko, a Lavender zapiszczała jak oszalała.
W końcu odwróciła się i podeszła niepewnym krokiem.
-Hej Ron ! - zaczęła piskliwym głosem.
Chłopak zarumienił się, a Hermiona stłumiła odruch wymiotny.
-Może pójdziemy razem na spacer wieczorem ? -zapytała niepewnie.
 Uśmiech Rona się rozszerzył, ale na ułamek sekundy jego wzrok padł na Hermionę. Dziewczyna zrozumiała, że musi jak najszybciej się ulotnić.
-Przypomniałam sobie, że muszę skoczyć do biblioteki...-mruknęła.
Lavender zdawała się nie zwracać na nią uwagę, a Ron przyjął to z ulgą. Kiedy Hermiona usłyszała, że zgadza się na randkę, zacisnęła boleśnie pięści i uciekła z Wielkiej Sali.
Na drodze wpadła na jakiegoś małą dziewczynkę, która płakała.
-Co się stało ? - zapytała łagodnie Hermiona.
-Ci chłopcy nie chcieli mnie przepuścić...-chlipnęła i uciekła.
Hermiona uniosła wzrok i podeszła do grupki Ślizgonów, opierających się o ścianę.
-Jeśli jeszcze raz dowiem się, że straszycie jakieś dziecko... - zaczęła.
-To co? - powiedział zaczepliwie Malfoy.- Granger - obrońca sierot.
-Żebyś wiedział, Malfoy. Jestem prefektem...
-Jestem prefektem ! Jestem prefektem ! - zaczęli ją naśladować Crabbe i Goyle.
Hermiona poczerwieniała ze złości. Malfoy uśmiechnął się pobłażliwie w stronę Gryfonki.
-Lepiej stąd znikaj, Granger. To nie twój teren !
Hermiona wyciągnęła różdżkę.
-Twój też nie !
Malfoy zmrużył oczy i zaśmiał się kpiarsko.
-Podnosisz na mnie różdżkę, Granger? Na mnie ?
Hermiona podeszła bliżej.
-Tak, na ciebie.
Nagle jego goryle gdzieś zniknęli, a Malfoy został sam. Hermiona drgnęła zaskoczona i to był ten moment. Chłopak przyciągnął dziewczynę, złapał za nadgarstek i wykręcił rękę. Zaskoczona Hermiona wypuściła różdżkę z ręki i wpatrywała się w chłopaka.
-Nie podnosi się różdżki na mnie, Granger.
-Gdybyś zachowywał się normalnie, może nie doszłoby do tego. Cały czas musisz to robić?
-Robić co?
Hermiona nie odzywała się, a on jeszcze mocniej zacisnął palce na jej nadgarstkach.
-Powiesz mi, Granger?
Kolejne tajemnicze spojrzenie szarych tęczówek i puścił ją. Podniosła swoją różdżkę i odmaszerowała z godnością.

***
Malfoy stał z Zabinim pod jedną z nieużywanych klas. Przejechał palcem po różdżce, w zamyśleniu. Ta szlama znów wchodzi mu w drogę. Gryfoni - jakże odważni i jacy głupi. Zaśmiał się z niesmakiem.
-O co chodzi z tą Granger? Jeśli chcesz, mogę ją uciszyć...
-Daj spokój, Zabini. Jest niegroźna - warknął Malfoy.
Stali pod jedną z pustych sali.
-Dzisiaj w Zakazanym Lesie...- szepnął Zabini odchodząc.
Malfoy kiwnął tylko głową i ruszył do dormitorium. Jego myśli wciąż zaprzątała jedna sprawa - czy podoła zadaniu, które on mu powierzył? 
***
Było już późno, Hermiona siedziała w Pokoju Wspólnym i czytała swoje notatki z Historii. Nic jednak nie wchodziło jej do głowy i po kilku minutach czytania, stwierdziła, że nie zrozumiała ani jednego słowa. Sfrustrowana odrzuciła kartki i wspięła się po schodach do dormitorium. 
Kiedy weszła, usłyszała cichy szloch. Zaskoczona podeszła pod łóżko Ginny i odkryła kołdrę.
-Ginny, co się stało? -zawołała.
Przyjaciółka leżała przykryta pod kołdrą, po policzkach spływały jej łzy, zostawiając ciemne plamy po tuszu.
-Odejdź ! - powiedziała zapłakana Ginny.
-Czy to... ma związek z Harrym?
-WYJDŹ ! - krzyknęła Weasley.
-Ginny, ja tylko chciałam ci pomóc - powiedziała Granger, ale wstała. 
Po chwili ciszy usłyszała :
-Przepraszam, Hermiono. To nie twoja wina. Nie powinnam na ciebie krzyczeć.
Gryfonka zmarła. Na język nasuwało jej się tak wiele pytań...
-Widziałam jak Harry całował się z tą Patil.
-Którą? - zapytałam ostrożnie.
-Ja... - dziewczyna zawahała się. - To chyba była Parvati.
W innej sytuacji na pewno wybuchnęłaby śmiechem, ale wiedziała, że to nie jest dobry moment na żarty. Hermiona podeszła pod Ginny i nachyliła się nad nią. Powoli pogłaskała ją po głowie, kiedy po policzkach spłynęły jej kolejne łzy. Cierpiała razem z nią.
Oczywiście Gryfonka wiedziała doskonale jakim uczuciem Ginny darzy Harry'ego i do niedawna myślała, że Harry odwzajemnia to uczucie. Najwidoczniej się pomyliła.
Zawsze zaradna, inteligenta i pomysłowa Granger nie wiedziała co ma zrobić. Nie znała się na sprawach sercowych. Nie da się podać definicji miłości, nie ma sposobu na złamane serce. Gryfonka nie wyczyta instrukcji jak polepszyć humor koleżance w żadnej ze swoich mądrych, starych książek. Była zdana na siebie.
-Nie sądzę, żeby Harry naprawdę ją kochał.
-Skąd wiesz? - te dwa słowa wypełnione były goryczą, ale też i nadzieją.
-Bo wiem. On czuje coś do ciebie, Ginny. Prędzej czy później wasze drogi się skrzyżują.
Kolejna chwila ciszy. Hermiona czekała na jakąś reakcję, chociaż bała się, że Ginny znów zacznie płakać.
-Obiecujesz? -wyszeptała.
Granger nie mogła Ginny nic obiecać. Była jednak przypięta do muru- nie mogła zranić kogoś tak bliskiego.
-Obiecuję- odpowiedziała niepewnie.
Pogłaskała ją ostatni raz po głowie, jej oczy przymknęły się, a Hermiona powoli wstała z łóżka. Już miała wyjść, kiedy coś tknęło ją, by spojrzeć w okno.
Błonie skąpane były w mgle, a ciemne niebo, jarzyło się od gwiazd. Nagle zobaczyła kogoś wychodzącego z zamku. Postać ubrana na ciemno przemykała szybko przez błonie. Hermiona zadrżała, kiedy rozpoznała blond włosy. Porwała z fotela bluzę i pośpiesznie wybiegła z dormitorium. Potrącała różnych ludzi, ale nie dbała o to. Harry chyba zauważył, że wybiega, ale nie starał się jej zatrzymać.  
Biegnąc, Hermiona zadała sobie zasadnicze pytanie: po co to robię ?
Nie była pewna dlaczego zdecydowała się tak łatwo pójść za Malfoyem. Coś ją do niego ciągnęło... coś zupełnie niezrozumiałego sprawiało, że musiała dowiedzieć się, co kombinuje Ślizgon.
Na dworze było bardzo zimno, więc otoczyła ramiona rękami. Zaczęła biec do lasu gdzie widziała Malfoya. W ostatniej chwili zobaczyła mignięcie światełka z różdżki, a potem zniknął w lesie. Zaciskała kurczowo palce na różdżce i szła za nim. Nie było szans, żeby ją usłyszał - była cicha jak myszka, stąpała po ziemi ostrożnie i delikatnie. Tylko raz gałąź połamała się pod jej ciężarem i  zobaczyła, że Malfoy przystanął. Nie odwrócił się jednak i po chwili zaczął iść dalej. 
Wędrowali w głąb lasu i dziewczyna po kilku minutach poczuła, że powinna zawracać. Nie znała Zakazanego Lasu, a poza tym o tej porze wychodzą różne tajemnicze stwory.
Zgłębiali się coraz bardziej w las, a Hermionę paraliżował strach. Nagle zaczerpnięcie oddechu wydawało jej się być bardzo głośne. Co chwile odwracała się za siebie, ale napotykała tylko ciemną ścianę drzew. Postanowiła bardziej przybliżyć się do Malfoya, wciąż uważając by nie narobić hałasu.
Po głowie krążyło jej milion pytań : gdzie idzie Malfoy? po co? czemu tak późno?
Potem zmarznięta i sparaliżowana ganiła się za to, że poszła za nim.
Jestem taka głupia. Po co za nim idę? Zginę w tym lesie i nawet nikt nie będzie wiedział, gdzie mnie szukać ! - pomyślała
W końcu Malfoy przystanął. Dziewczyna zamarła. Gdzieś z oddali usłyszeli wycie wilka. Hermiona drgnęła wystraszona, ale nie spuszczała wzroku z Malfoya.
Zobaczyła, że się rozgląda. W ostatniej chwili, schowała się za duże i szerokie drzewo. Była pewna, że jej nie zobaczył, ale trudno było orzec, czy ją przypadkiem nie usłyszał?
Wstrzymała oddech i powoli wyciągnęła różdżkę z kieszeni spodni. Jej płytki oddech przyśpieszył jeszcze bardziej. Bała się wychylić, ale miała świadomość, że jeśli teraz Malfoy zniknie, nie będzie w stanie wrócić do zamku.
Nasłuchiwała. Liście lekko szeleściły pod wpływem wiatru, z oddali znów słychać było wilka i jakieś tajemnicze jęki. Hermiona nagle przypomniała sobie o wszystkich niebezpieczeństwach jakie zagrażają jej życiu w lesie. A ona naraża się dla jakiegoś wrednego Ślizgona!
Wciągnęła głośno powietrze i powoli wychyliła się zza drzewa... Z całej siły została powalona na ziemię przez jakieś zaklęcie. Malfoy pojawił się tak nagle, że zaparło jej dech w piersiach. Od razu uderzył ją wyraz jego twarzy - zimny, okrutny, cierpiący i niepewny.
-Co tu do cholery robisz, Granger?
Zatkało ją. Nie wiedziała co odpowiedzieć, a ostry ton jego głosu sprawiał, że bała się nawet odezwać. Malfoy coś chyba usłyszał, opuścił lekko różdżkę i spojrzał za plecy. Nie dane było Hermionie zobaczyć, na co tak dziwnie zareagował.
W dosłownie ułamek sekundy podniósł różdżkę i szepnął:
-Petrificus Totalus ! 
Hermiona nie miała szans uciec lub uchronić się przed zaklęciem. Poczuła jak ręce przylegają jej do boków, a nogi złączają się razem. Jej całe ciało zesztywniało i przeszedł przez nie pojedynczy dreszcz. Patrzyła na Ślizgona wściekłym, ale też i zasmuconym wzrokiem.
Zostawi mnie tu ?
Chłopak spojrzał na nią przez krótką chwilę, schował różdżkę, odwrócił się i odszedł. Hermiona chciała krzyczeć, wyswobodzić ręce... zrobić cokolwiek. Jedyne co jej pozostało to cicha nadzieja, że chłopak nie porzucił jej tu samej w lesie.
Mijały minuty... Hermiona wytężyła słuch lecz otaczała ją jedynie cisza. Nie wiedziała jak, ale do oczu napłynęły jej łzy. Tak bardzo chciała je wytrzeć...Spłynęły po skamieniałych policzkach, kreśląc mokrą ścieżkę.
Nagle usłyszała czyjś cichy głos. Osoba, do której należał, musiała znajdować się niedaleko stąd.
-Masz czas do końca roku, pamiętaj.
Głos był tak zimny i nieprzyjemny, że gdyby Hermiona mogła się ruszać, na pewno by zadrżała.
-Wiem.
Natomiast ten głos znała doskonale. Przesycony wściekłością i lekko ironią, mógł należeć tylko do jeden osoby.
Malfoy.
No dobrze, ale z kim rozmawia... Na co ma czas do końca roku ? O co chodzi? Czy Hermiona powinna się bać?
Ostatnie pytanie było dość głupie, ona cały czas się bała.
-Pamiętaj, że zawsze możesz mnie wezwać, Malfoy. Wystarczy...
-Zdaję sobie z tego sprawę- uciął Draco.
W końcu słychać było cichy świst, a potem zapadła cisza. Kolejny raz, Hermiona poczuła się zupełnie sama i opuszczona. W wielkim lesie, czuła się jak porzucony kamień. Niezdolny do ruchu. Narażony na zdeptanie.Nic nie wart.
Już traciła nadzieję, gdy znikąd pojawił się Malfoy. Kucnął przy niej i przejechał wzrokiem od butów po czubek jej głowy. Kącik jego ust zadrżał.
-Co Granger, myślałaś, że cię zostawię?
Jedyne co mogła zrobić Hermiona, to wbić w niego swoje rozwścieczone spojrzenie.
-Ach, racja. Po co mam pytać niemowę?
Nienawidziła jego drwin. Jego spokoju. Nienawidziła go !
Ślizgon spojrzał jej w oczy przez sekundę, po czym wyjął różdżkę i ją odczarował. Gdy mogła w końcu się poruszyć, pierwsze co zrobiła to szybko odsunęła się od Ślizgona.
-Jakie to żałosne, Granger. Tak właśnie kończą szpiedzy.

środa, 22 maja 2013

Rozdział 2

"Pierwszy patrol"


Hermiona nie mogła długo zasnąć tej nocy. Po głowie wciąż krążyły jej słowa Malfoya. Próbowała je odgonić, myśleć o czymś innym, ale i tak powracały.
Sposób w jaki wypowiadał jej nazwisko... Granger. Przeciągał „r” i w niesamowicie złośliwy sposób, sprawił, że zabrzmiało to niemal jak obraza.
Co z nim było nie tak ? -myślała zasypiając.
Następnego dnia wstała bardzo wcześnie i usiadła na parapecie. Zaczęła przyglądać się pięknemu słońcu, które rzucało pierwsze promienie na błonie.
Hogwart.
Była taka szczęśliwa, że w końcu tu wróciła. Rozpromieniona złapała za szaty i pobiegła się przebrać.
Była jedną z pierwszych osób w Wielkiej Sali. Wzięła do ręki notes i zaczęła bazgrać jakieś notatki, czytając „Przez wieki z czarownicami”.
Nagle poczuła, że ktoś jej się przygląda. Powoli uniosła wzrok i rozejrzała się dookoła. Przy stole Ślizgonów, siedział ciemnowłosy chłopak. Miał bardzo wyraziste zielone oczy i uwydatnione kości policzkowe.
Na policzku miał cienką, bladą bliznę, która wzbudziła w niej dreszcze. Wróciła wzrokiem do książki i zaczęła wertować strony. Sięgnęła ręką do szklanki, w której była woda i już miała upić łyk, kiedy ktoś wybił jej szklankę, a ta upadła na ziemię i pobiła się. Zaskoczona odskoczyła od chłopaka, gdyż zauważyła, że to ten sam Ślizgon, który jej się przed chwilą przyglądał.
-Co ty wyprawiasz? - zapytała nieco niegrzecznie.
Chłopak jednak uśmiechnął się krzywo i powiedział powoli :
-Przepraszam.
Obrócił się na pięcie i odszedł. Hermiona zamarła ze zdziwienia. W końcu ocknęła się i wyciągnęła różdżkę.
-Reparo ! - szepnęła w stronę odłamków szkła.

Kiedy w końcu do Wielkiej Sali przyszli Harry z Ronem, Hermiona stwierdziła, że musi koniecznie odwiedzić bibliotekę. Zostawiła lekko zdezorientowanych przyjaciół przy stole i sama wybiegła z sali. Na korytarzu złapała ją jednak profesor McGonagall.
-Panno Granger ! Mam do pani sprawę.
Hermiona przystanęła zaciekawiona i spojrzała na srogą nauczycielkę.
-Wiem, że to dopiero pierwszy dzień, ale muszę ci przypomnieć o obowiązkach prefekta. Zostałaś w tym roku przydzielona do obchodów na drugim piętrze. Będziesz miała towarzystwo – wydaje mi się, że również tam została przydzielona panna Parkinson.
-Świetnie -mruknęła ledwo dosłyszalnie Hermiona.
McGonagall spojrzała na nią karcąco, ale dziewczyna pokiwała głową i powiedziała:
-Oczywiście, profesor McGonagall.
-O 20 na drugim piętrze. Proszę plan, panno Granger.
Hermiona przyjęła plan lekcji i odeszła od nauczycielki.
Świetnie. O niczym innym nie marzyła jak o patrolowaniu korytarzy z Pansy Parkinson. Drugą, po Malfoyu, najgorszą osobą w tym zamku.
Na chwilę zajrzała do biblioteki, a potem podbiegła do dormitorium, żeby zabrać potrzebne książki. Dzisiaj miała dwie lekcje eliksirów, historię, OPCM i zielarstwo. Była szczerze zaciekawiona faktem, iż w końcu Snape objął stanowisko nauczyciela OPCM.
Wiedziała jednak, że dzięki temu, jej oceny jeszcze bardziej się pogorszą. Snape jej nienawidził – może nie tak bardzo jak Harry'ego, ale również zawsze robił jej na złość.
-Zgadnij kto to – usłyszała czyjś głos.
Ktoś zasłonił jej oczy. Poczuła charakterystyczny truskawkowy zapach, a przed oczami mignęły jej rude włosy.
-Hmm... Crabbe?
-SŁUCHAM ? -krzyknęła.
Oczywiście wiedziałam, że to Ginny. Przyjaciółka zabrała ręce i pociągnęła mnie za sobą.
-Wiesz, że masz minutę, żeby dotrzeć do klasy Binsa? - zapytała.
-Skąd wiesz, że mam teraz Historię?
Ginny prychnęła.
-Widziałam Rona.
Weasley podprowadziła Hermionę pod klasę i mruknęła.
-Uuu, uważaj bo na tego typa z przodu.
Granger odwróciła się i zrozumiała o co chodzi przyjaciółce. Gdzieś w kącie siedział Malfoy i pisał coś na jakiejś kartce. Kiedy zauważył, że mu się przyglądają wstał i podszedł do nich.
-Jakiś problem?
Ginny zmierzyła go krytycznym spojrzeniem.
-Z tobą ? Zawsze.
Malfoy uśmiechnął się kpiarsko i schował kartkę do torby.
-Jakaś ty się Weasley pyskata zrobiła. Kto by pomyślał? Może powinnaś uważać na to co mówisz... Szczególnie, gdy twój ojciec może wylecieć z Ministerstwa.
-Nie słuchaj go- powiedziała Hermiona i chciała odejść.
-Nie wierzysz w to, Granger? Czy może chcesz oszczędzić temu rudzielcowi przykrości? W obu przypadkach robisz źle... bo wiedz, że nie odpuszczę tego co zrobiliście mojemu ojcu - warknął.
Iskry z jego oczu, atakowały Hermionę.
-Szlamy nie powinny skakać do ludzi...
-Lepiej urodzonych? - przerwała mu Hermiona. - Bo chyba nie miałeś zamiaru powiedzieć „lepszych”? Jesteś nikim, Malfoy i nie masz prawa nam grozić.
Wyminęła go i weszła do klasy. Profesor Bins spojrzał na nią zaskoczony i zapytał:
-O której zaczyna się lekcja, panno Greger ?
-Granger. Wiem, profesorze. Przepraszam. Mogę usiąść?
Duch wydawał się być zbity z tropu, ale pokiwał głową i wrócił do swoich notatek. Harry spojrzał na przyjaciółkę i szepnął:
-Gdzie byłaś ? Nigdy się nie spóźniasz...
Hermiona ociągała się z odpowiedzią.
-Spotkałam Ginny i jakoś tak wyszło...
W pewnym sensie była to prawda, ale Gryfonka i tak czuła się okropnie, że nie wyjawia wszystkiego Harry'emu. Ron siedział nieopodal i z otwartą buzią patrzył na Lavender Brown. Hermiona poczuła się lekko dotknięta, że nawet nie zauważył jej przybycia, więc z cichym prychnięciem, odwróciła się i udawała, że słucha profesora Binsa.
Lekcje minęły w miarę bezproblemowo. McGonagall jak zwykle straszyła ich egzaminami i ostrzegała, że w tym roku będzie dużo trudnego materiału. Hermiona przez wakacje zdążyła zapoznać się z książkami do szóstej klasy, więc wiedziała czego się spodziewać.
Na lekcji profesora Slughorna było dużo pracy, gdyż ważyli niezwykle trudne eliksiry. Zaskakujące było to, jak dobrze poradził sobie Harry. Hermiona oczywiście cieszyła się, że wygrał ich mały konkurs, ale i tak poczuła, że coś jest w tym nie tak.
Wieczorem wyruszyła na umówione miejsce, gdzie razem z Pansy miała patrolować korytarze. Gdy doszła na drugie piętro, rozejrzała się dokoła. Pansy nigdzie nie było, natomiast o jedną ze ścian przy jakiś drzwiach, opierał się Draco Malfoy.
Hermiona zmierzyła go nienawistnym spojrzeniem i dumnie unosząc brodę, zapytała:
-Co ty tu robisz, Malfoy?
-Stoję.
Hermiona prychnęła:
-Jesteś nadzwyczaj błyskotliwy.
-To chyba nazywa się „cechą Malfoyów”.
-Gdzie Parkinson ?
Malfoy wzruszył ramionami i powiedział:
-Snape przydzielił ją gdzieś indziej. Chyba na złość McGonagall... Więc jesteś skazana na mnie.
-Co ? - zapytała głupio.
Malfoy uśmiechnął się szelmowsko i mruknął:
-Wiem, Granger. Będą kupować mi kwiaty z wyrazem współczucia.
-Niby czemu?
-Nawet patrol korytarzy z tobą musi byś cholernie beznadziejny.
Hermiona poczerwieniała ze złości, ale w głowie powtarzała sobie, żeby nie dać się sprowokować.
-Uwierz, dla mnie też nie będzie to miła część dnia.
Malfoy ziewnął, udając znudzonego.
-O nie, już zaczęłaś przynudzać. Skończymy to ? Chciałbym jak najszybciej sobie stąd iść.
Hermiona miała się odciąć, ale zrezygnowała i kiwnęła głową. Szli razem korytarzem i nie odzywali się do siebie. Dziewczyna zerknęła przelotnie na Ślizgona.
Miał na sobie białą koszulę, lekko poluzowany krawat i ciemne spodnie. Ale wszystko to świetnie ze sobą wyglądało. Był cały blady i miał sińce pod oczami. Wyglądał na chorego, chociaż tak się nie zachowywał.
Mieli przejść przez całe drugie piętro 4 razy, sprawdzić czy klasy są pozamykane i czy wszystko jest w najlepszym porządku. Widać było, że Hermionie zależy na jak najszybszym zakończeniu patrolu. Chciała uciec od znienawidzonego Ślizgona.
Nagle zauważyła, że ktoś szybko biegnie w ich stronę. Byli to Dean i Seamus i trzymali coś w rękach. Krzyczeli coś głośno, ale dziewczyna nie mogła zrozumieć o co im chodzi. W końcu wypuścili coś z rąk i uciekli pośpiesznie. Hermiona zdołała tylko spojrzeć na małe zawiniątko, kiedy eksplodowało małymi fajerwerkami. Pudełko zaczęło mocno wybuchać- coś poszło nie tak. Nagle dziewczynę odrzuciło do tyłu i uderzyła głową o podłogę. Nie wiedziała co się dzieje, a przed oczami widziała tylko czarne plamy.
Usłyszała głośny huk, poczuła zapach dymu i zdezorientowana starała się podnieść. W końcu fajerwerki ucichły i Hermiona otworzyła oczy. Leżała na ziemi, a nad nią stał Malfoy.
-Co ty wyprawiasz, Granger ? Wstawaj, nie mam czasu, żeby czekać, aż sobie poleżysz na ziemi.
Dziewczyna jęknęła. Już wolała oglądać czarne plamy niż buźkę Malfoya.
-Uderzyłam się w głowę przez ten wybuch, debilu. - mruknęła.
-Tak? A myślałem, że ty tak zawsze padasz na ziemię i leżysz w bezruchu przez kilka minut.
Przymknęła oczy, wsparła się na łokciach i wstała. Za szybko – przed oczami znów zrobiło jej się ciemno. Już miała upaść, kiedy poczuła, jego rękę oplatającą jej nadgarstek. Przytrzymał ją z taką łatwością, jakby nic nie ważyła.
Wyostrzył jej się obraz i zobaczyła, że stoją zbyt blisko siebie. Speszona, odsunęła się i szepnęła:
-Dzięki.
-Wow, Granger mi dziękuje.
-Nie przyzwyczajaj się.
-Nie zamierzam.
Hermiona pokręciła tylko głową i odeszła do Wieży Gryffindoru. Starczy tych patroli i Malfoya na dzisiaj. Ma ważniejsze sprawy na głowie ! W szczególności guza.
Gdy weszła do Pokoju Wspólnego, wszyscy zajęci byli rozmowami lub odrabianiem pracy domowej. Hermiona poczuła ulgę, że swoją ma już za sobą. Nagle podbiegł do niej Ron.
-Hej, Hermiono... -zaczął słodkim tonem.
-Czego chcesz ? - mruknęła z udawaną złością.
-Bins... wypracowanie...daj spojrzeć - mówił urywkami.
Hermiona była zbyt zmęczona, żeby się opierać, więc po prostu się zgodziła. Marzyła, żeby się położyć, odpocząć i oddać się swoim myślom. 
Weszła do dormitorium. Było pusto, żadna z dziewczyn nie zdecydowała się pójść spać. Hermiona odsunęła kotary z łóżka i wystraszona zauważyła, że na jej pościeli została wypalona litera S.  Przerażona zbiegła na dół i złapała Harry'ego za rękę.
Powiedziała mu, co zobaczyła na łóżku. Potter zrobił zmartwioną minę.
-Może ktoś stroi sobie z ciebie żarty ? Co to w ogóle ma znaczyć, to "S " ? 
Hermiona przyjrzała się jego oczom, schowanym za owalnymi okularami.
-A jak myślisz, Harry? S jak "szlama".
Ron siedział przy kominku i czytał pracę Hermiony. Nie zawołali go, żeby mu o tym powiedzieć. 
-Ale kto mógłby to zrobić? To sypialnia dziewcząt, chłopaki nie mają do niej wstępu.
-Musi to być któraś z Gryfonek...
Hermiona zrobiła sceptyczną minę. Znała dziewczyny dosyć dobrze. Która z nich chciała by dopiec dziewczynie? Nie miała zbyt wielu wrogów wśród Gryfonów. Przynajmniej tak myślała.
-Muszę pójść z tym do McGonagall.
Harry skrzywił się - wiedziała, że nie lubił, kiedy latała ze wszystkim do nauczycieli.
-Harry ! Nie mogę tego odpuścić ! 
Potter nie odezwał się, więc Hermiona wybiegła z Wieży i znalazła McGonagall w swoim gabinecie. Opowiedziała jej co znalazła w dormitorium i po chwili, wraz z opiekunką domu, szły obejrzeć jej łóżko. W Pokoju Wspólnym zrobiło się tłoczno, każdy dowiedział się już co zdarzyło się Gryfonce. 
-Natychmiast spać! - krzyknęła McGonagall.
Wspięły się po schodach do sypialni dziewcząt i podeszły do łóżka Hermiony. Dziewczyna wskazała na pościel i krzyknęła głośno, gdy zobaczyła białą, czystą kołdrę, bez żadnych znaków. Zaczęła przewracać ją na wszystkie strony, ale "S" zniknęło. Spojrzała przepraszająco na McGonagall, ale nauczycielka pokiwała tylko zdziwiona głową i wyszła.
Hermiona opadła bezradna na łóżko -teraz każdy będzie myślał, że zmyśla. Do oczy napłynęły jej łzy, ale je powstrzymała.
"Jestem za silna na łzy " - pomyślała.

wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 1

„ Szlama”


Nie kochaj mocno, bo przyjdzie nienawiść, nie nienawidź mocno, bo przyjdzie miłość.
Molier

Hermiona stanęła przed barierką oddzielającą peron 9 i 10. Odwróciła się i spojrzała na rodziców. Jej mama uśmiechała się ze łzami w oczach, a tato wyglądał na poruszonego. Rzadko odprowadzali ją aż pod sam peron, najczęściej rozstawała się z nimi w domu. Teraz jednak było inaczej. Nawet jej rodzice wiedzieli, że dzieje się coś złego.
Oczywiście nie raz opowiadała im o Voldemorcie, o Harrym i o tym jak planują przeciwstawić się Śmierciożercom, ale zawsze ograniczała te informacje do minimum. Nie chciała ich martwić ani narażać na większe niebezpieczeństwo. Lepiej, żeby żyli w niewiedzy...
Teraz kiedy Hermiona patrzyła jak mama uśmiecha się przez łzy, zrozumiała, że naprawdę się o nią boi. Podbiegła do niej i przytuliła ją, a potem Patricka.
-Będę tęsknić – zawołała Hermiona odchodząc.
Przebiegła przez barierkę i znalazła się na peronie, gdzie było mnóstwo ludzi, a na torach stała ogromna lokomotywa, gotowa do drogi.
Nagle w tłumie uczniów zobaczyła bardzo charakterystyczne okulary i bliznę.
-Harry ! - krzyczała.
Nie słyszał jej. Obok niej stał też Ron i Ginny. Wszyscy rozmawiali o czymś, śmiejąc się głośno.
Rozradowana Hermiona pobiegła w ich stronę.
-Hermiono, gdzieś ty się podziewała? - zawołała Ginny, udając głos matki.- Jest bardzo późno !
Usłyszeli, że ktoś krzyczy „wsiadać!”. W ostatniej chwili wskoczyli do pociągu i pociągnęli kufry przez korytarz, szukając wolnego przedziału. Ale wszędzie było zajęte.
W końcu znaleźli przedział, w którym na szczęście było pusto. Hermiona już chciała siadać, kiedy krzyknęła do Rona :
-Powinniśmy iść na obchód !
Jak mogła o tym zapomnieć? Szybko wyskoczyli z przedziału i poszli na pierwszy w tym roku obchód.
-Myślisz, że to co Harry mówi jest prawdą? - zapytał Ron.
Hermiona zwolniła trochę.
-Co masz na myśli?
Ron odchrząknął.
-No...wiesz. Malfoy u Borgina i Burkesa...
-Nie ośmieszaj mnie ! Naprawdę myślisz, że jest Śmierciożercą ? - prychnęła.
-Ciiiiszej...
Hermiona przyłożyła sobie rękę do buzi i kiwnęła głową.
Jakiś pierwszoroczniak biegł przez korytarz, płacząc. Zaskoczona Hermiona zatrzymała go i ukucnęła.
-Hej, jestem prefektem. Coś się stało?
Chłopczyk próbował jej się wyrwać. Rozzłoszczona spojrzała na Rona.
-Hej, kurduplu !
-RON !
-Mów co się stało ! - rozkazał.
Hermiona z niedowierzaniem spojrzała na chłopaka i posłała mu oburzone spojrzenie. On tylko wzruszył ramionami. Pierwszoroczniak przestał się wyrywać, ale wciąż płakał.
-A nie powiesz nikomu ? -zapytał.
Hermiona zapewniła, że nie powie. Chłopczyk nachylił się, jakby chciał jej coś powiedzieć do ucha, a ona zamarła czekając. Wykorzystał to, że go puściła, minął Rona i popędził dalej.
-No proszę, proszę... - usłyszeli nagle czyjś jadowity głos. - Co Granger, nawet z dzieciakiem nie potrafisz sobie poradzić ?
Hermiona wstała i dumnie uniosła brodę.
-Nie twój interes, Malfoy.
Stał niedaleko wraz z Zabinim. Każdy mógł powiedzieć, że wygląda normalnie, ale Hermiona swoim czujnym okiem zauważyła, że miał sińce pod oczami i wyglądał na zmęczonego. Miał na sobie czarną marynarkę i ciemną koszulę. Właściwie to cały ubrany był na czarno, co ciekawie kontrastowało z jego jasną cerą. Jego jasne włosy opadały mu niesfornie na wszystkie strony, a on nie zwracał na to uwagi. Opierał się nonszalancko o drzwi i uśmiechał się kpiarsko.
-Przepraszam, czy ja obraziłem panią prefekt ?
Ron wysunął się zza dziewczyny i powiedział:
-Jeśli masz jakiś problem, Malfoy, może od razu powiesz o co ci chodzi ?
-Ktoś cię pytał o zdanie, rudzielcu ? Idź zajmij się swoimi problemami. Może ojcem ? Słyszałem, że miał ostatnio wiele kłopotów w Ministerstwie...
Ron zaczął iść w jego stronę, ale Hermiona powstrzymała go ręką.
-Przestań, nie jest tego wart.
Malfoy podszedł bliżej Gryfonów i spojrzał w oczy dla Hermiony.
-Wiesz czego ty nie jesteś warta, Granger? Mojego czasu... Nie tracę go na pogawędki z wstrętnymi szlamami.
Powiedziawszy uśmiechnął jadowicie i wyminął ich. Ron wyciągał już różdżkę, ale Hermiona powiedziała słabym głosem:
-Daj spokój, Ron. Przyzwyczaiłam się...
Ron wydawała się być zszokowany.
-Przyzwyczaiłaś się ? Hermiono ! Nie można przyzwyczajać się do takich obelg! Z tym trzeba walczyć.
-Walczyć z Malfoyem ? - Hermiona uśmiechnęła się blado.- Jeszcze byśmy mu coś zrobili...



Hogwart jak zwykle wydawał się dla Hermiony bardzo piękny. Może dlatego, że tak dawno go nie widziała ?
Jechali powozami przez ciemne ścieżki, aż w końcu dojechali do celu. Hermiona niemal wyskoczyła z powozu i spojrzała na majestatyczną budowlę. Nie mogła się doczekać szkoły, nauki, przyjaciół. Spojrzała na Harry'ego – ledwo dostrzegalnie się uśmiechał, ale Hermiona była pewna, że również cieszy się z powrotu do domu...
Pierwsze co zauważyła, po wejściu do zamku, to fakt iż wszędzie mnóstwo było aurorów. Myślała, że przeszukiwanie ich bagaży przed wejściem to wszystko, okazało się jednak, że Hogwart bardziej przygotował się na odparcie wszelkich ataków.
Od razu można było wyczuć inną atmosferę... Zamek pogrążony był w cieniu, który sprawiał, że wydawał się jeszcze bardziej tajemniczy.
Z gęsią skórką, Hermiona usiadła przy stole Gryffindoru i oglądała w zamyśleniu Ceremonię Przydziału.
Nagle jej wzrok spoczął na pewnym Ślizgonie, który siedział na drugim końcu Wielkiej Sali. Wpatrzony był w stół i sprawiał wrażenie zupełnie zajętego swoimi myślami.
Czy to prawda?
Nie to nie może być prawda – pomyślała dziewczyna. Malfoy nie może być Śmierciożercą... chyba.
Ceremonia szybko się skończyła i potem wszyscy zajęli się jedzeniem. Hermiona straciła jednak apetyt.
-Co się stało? - zapytał cicho Harry.
Pokręciła tylko głową, unikając odpowiedzi. Nie uwierzyłby w „ nic takiego”, więc po co go okłamywać?
-Dumbledore ma rację... to się już zaczęło- mruknął Ron. - Zauważyliście ilu osób nie wróciło na ten rok do Hogwartu? Wszyscy panikują...
-A dziwisz się ? - zapytała Hermiona.
-Muszę dowiedzieć się jak go pokonać- mruknął Harry.- Musi być sposób.
Hermiona spojrzała na niego badawczo – Harry zawsze był dla niej przyjacielem, chłopakiem, któremu zawsze mogła wszystko powiedzieć, który zawsze ją rozumiał, ale kiedy patrzyła na niego teraz, nie widziała zwykłego szesnastolatka, ale silnego i odważnego bohatera, który zrobi wszystko, żeby wygrać ze złem.
To odczucie było na tyle silne, że Hermiona poczęła zastanawiać się, kiedy się tak zmienił. Zawsze był odważny, zawsze uważała, że jest bohaterem – w końcu uratował już tyle osób, ale... Nigdy nie widziała go aż tak poważnego i zdecydowanego. W końcu wyznał, że zabije Voldemorta, a to nie byle co.
Dziewczynie zakręciło się w głowie i stwierdziła, że koniecznie musi iść do dormitorium. Zauważyła, że wiele osób się rozchodzi.
-Idę spać, jestem strasznie zmęczona. Do jutra ! - mruknęła do chłopaków i Ginny.

Idąc ciemnym korytarzem, myślała tylko o tym jak Harry ze stuprocentową pewnością mówi, że Draco Malfoy jest Śmierciożercą. Dla niej ta teoria, co prawda była prawdopodobna, ale z drugiej strony nie wierzyła w to, by tak młody chłopak wstąpił do jego szeregów. Poza tym, zawsze miała Malfoya za tchórza, więc...
Nagle przystanęła, usłyszawszy znajomy głos.
Przywarła do ściany i nasłuchiwała. Ktoś niedaleko niej rozmawiał z Malfoyem. To może być okazja, żeby się coś o nim dowiedzieć.
-Myślisz, że nie wiem...
-Zamknij się, Blaise. Nie tutaj.
Hermiona wychyliła się lekko i zobaczyła Malfoya i Zabiniego stojących przy oknie. Malfoy trzymał coś w ręku, ale dziewczyna nie mogła dostrzec co to jest.
Chłopak wyprostował się i spojrzał wściekle na kolegę. Hermiona dostała gęsiej skórki, kiedy zobaczyła jaki potrafi być przerażający nawet dla swojego przyjaciela. A czy on w ogóle ma przyjaciół?
Cofnęła się lekko, żeby jej nie zobaczyli. Potem Zabini powiedział coś cicho, ale nie mogła rozszyfrować słów.
-Nie wiem skąd masz te informacje. Twoja matka najwidoczniej jest bardzo blisko... - powiedział Malfoy jakimś innym tonem.
-Wiem tylko ja, ty, twoja matka, ciotka i...
-Niezłe grono, nieprawdaż ?- zakpił Malfoy.
Hermiona czuła, że jest wściekły. Ale o czym oni rozmawiali ?
-Radzę ci nie wchodzić mi w drogę -wycedził Malfoy.
Dziewczyna wytężyła słuch, ale Zabini nic nie odpowiedział. Usłyszała tylko kroki, jakby ktoś odszedł w tamtą stronę. A ta druga osoba?
Nagle zrozumiała, że nie powinno jej tu być. Zaczęła odsuwać się od ściany, starając się robić to najciszej i już miała uciec, kiedy ktoś złapał ją za nadgarstek, a potem przygwoździł do ściany.
-Puść mnie ! - wysyczała.
Malfoy był rozwścieczony, trzymał jej nadgarstki przybite do ściany, a ich twarze dzieliły ledwie centymetry. W jego stalowych tęczówkach, Hermiona widziała wszystkie uczucia, jakie targały nim  w tym momencie.
-Nikt nie nauczył w domu, że nie wolno podsłuchiwać ? - wycedził.
Hermiona zadrżała, ale nie odwróciła wzroku i wyzywająco powiedziała:
-Nic mnie nie obchodzisz, Malfoy. Po co miałabym cię podsłuchiwać ?
-Może twój Potter coś planuje? Zaprzeczysz, że śledziliście mnie przy Borginie ?
Hermiona zamarła. Skąd mógł o tym wiedzieć? Malfoy zaśmiał się szyderczo.
-Trafiłem. No cóż, nie byliście zbyt ostrożni.
Hermiona zmieniła taktykę, czując dodatkowo ból w nadgarstkach, które tak mocno trzymał.
-Puść mnie, Malfoy, to boli !
Widziała iskry wściekłości w jego oczach, ale dzielnie uniosła brodę.
-Nie wiem w co pogrywasz, Granger. Ty i ten twój Potter... Ale wiedz, że nigdy nie zadziera się ze smokiem.
Jego twarz była o wiele za blisko. Nie mogła się skupić na ucieczce.
Draco puścił ją jednak i powiedział:
-Pamiętaj o tym, Granger. 

***
Oto pierwszy rozdział ! Mam nadzieję, że wam się spodoba. Komentarze mile widziane :) 
Kolejny rozdział - jeszcze w tym tygodniu.

Prolog


Dobro i zło muszą istnieć obok siebie, a człowiek musi dokonywać wyboru.”
Gandhi

Wysoka, smukła kobieta, ubrana w ciemny strój, rozglądała się nerwowo dookoła. W końcu znalazła ślepy zaułek i stanęła przy ścianie.
Padał deszcz, jej szata szybko zrobiła się mokra i ciężka. Odgarnęła mokre włosy z czoła i wyciągnęła różdżkę. Już miała coś powiedzieć, kiedy na drodze pojawiły się znikąd dwie postacie.
Kobieta zamarła i opuściła różdżkę. Deszcz utrudniał widoczność, więc podeszła w ich stronę.
Nie pomyliłaby ich z nikim innym na świecie. Te chorobliwie blade twarze, platynowe włosy i ciemne, drogie szaty... To muszą być Malfoyowie.
-Trochę wcześnie, ale... - zaczęła kobieta.
-Nie mamy czasu, Bella –warknęła Narcyza.
Bella zatoczyła się jak pijana i podeszła do siostry. Wskazała na jej ramie.
-Dla niego zawsze musisz znaleźć czas...
-Dość ! Mów czego chce.
Bella zachichotała, ukazując paskudne zęby. Odsunęła się od Malfoyów i zaczęła obchodzić ich dookoła.
-On chce jego. - powiedziała Bella, dotykając lekko Malfoya.
Narcyza zamarła. Przejechała przerażonym wzrokiem po swoim synu i wyszeptała:
-Nie...
-Tak, tak. Draco musi uratować honor rodziny. On ma dla niego bardzo ważne zadanie.
Mówiąc to, przyglądała się Draconowi i badała jego reakcje. Gdy to usłyszał, drgnął lekko, ale nie powiedział nic. Zachował spokojną i kamienną twarz. Bella zauważyła tylko ręce zaciśnięte w pięści. Nie mogła się nie roześmiać.
W końcu odwróciła się i chciała odejść, kiedy Narcyza złapała ją za ramię i obróciła w swoją stronę.
-Musi być jakiś sposób !
Bella wyrwała się jej i odsunęła.
-To zaszczyt, Cyziu. Zaszczyt ! Nie sądzę, żebyś kiedykolwiek to zrozumiała, ale...
-Zaszczytem jest zginąć? - zapytała Narcyza.
-Zaszczytem jest się poświęcić. Dla dobra ogółu...Chociaż – tu się zaśmiała- nie użyłabym słowa „dobra”.
Powiedziawszy to zniknęła, pozostawiając Dracona i Narcyzę w ciemnym zaułku. Stali tam jeszcze przez jakąś chwilę, potem matka chłopaka wyciągnęła różdżkę i powiedziała:
-Draco, sam musisz zdecydować...
-Zrobię to – przerwał jej syn poważnym tonem.
Kilka łez spłynęło po policzkach Narcyzy, ale jej wydawał się być nieczuły na ból matki. Myślał tylko o czekającym go zadaniu.
Czy mu podoła ?