"Pierwszy patrol"
Hermiona nie mogła długo zasnąć tej
nocy. Po głowie wciąż krążyły jej słowa Malfoya. Próbowała
je odgonić, myśleć o czymś innym, ale i tak powracały.
Sposób w jaki wypowiadał jej
nazwisko... Granger. Przeciągał „r” i w niesamowicie złośliwy
sposób, sprawił, że zabrzmiało to niemal jak obraza.
Co z nim było nie tak ? -myślała
zasypiając.
Następnego dnia wstała bardzo
wcześnie i usiadła na parapecie. Zaczęła przyglądać się
pięknemu słońcu, które rzucało pierwsze promienie na błonie.
Hogwart.
Była taka szczęśliwa, że w końcu
tu wróciła. Rozpromieniona złapała za szaty i pobiegła się
przebrać.
Była jedną z pierwszych osób w
Wielkiej Sali. Wzięła do ręki notes i zaczęła bazgrać jakieś
notatki, czytając „Przez wieki z czarownicami”.
Nagle poczuła, że
ktoś jej się przygląda. Powoli uniosła wzrok i rozejrzała się
dookoła. Przy stole Ślizgonów, siedział ciemnowłosy chłopak.
Miał bardzo wyraziste zielone oczy i uwydatnione kości policzkowe.
Na policzku miał
cienką, bladą bliznę, która wzbudziła w niej dreszcze. Wróciła
wzrokiem do książki i zaczęła wertować strony. Sięgnęła ręką
do szklanki, w której była woda i już miała upić łyk, kiedy
ktoś wybił jej szklankę, a ta upadła na ziemię i pobiła się.
Zaskoczona odskoczyła od chłopaka, gdyż zauważyła, że to ten
sam Ślizgon, który jej się przed chwilą przyglądał.
-Co ty wyprawiasz?
- zapytała nieco niegrzecznie.
Chłopak jednak
uśmiechnął się krzywo i powiedział powoli :
-Przepraszam.
Obrócił się na
pięcie i odszedł. Hermiona zamarła ze zdziwienia. W końcu ocknęła
się i wyciągnęła różdżkę.
-Reparo
! - szepnęła w stronę
odłamków szkła.
Kiedy w końcu do
Wielkiej Sali przyszli Harry z Ronem, Hermiona stwierdziła, że musi
koniecznie odwiedzić bibliotekę. Zostawiła lekko zdezorientowanych
przyjaciół przy stole i sama wybiegła z sali. Na korytarzu złapała
ją jednak profesor McGonagall.
-Panno Granger !
Mam do pani sprawę.
Hermiona
przystanęła zaciekawiona i spojrzała na srogą nauczycielkę.
-Wiem, że to
dopiero pierwszy dzień, ale muszę ci przypomnieć o obowiązkach
prefekta. Zostałaś w tym roku przydzielona do obchodów na drugim
piętrze. Będziesz miała towarzystwo – wydaje mi się, że
również tam została przydzielona panna Parkinson.
-Świetnie
-mruknęła ledwo dosłyszalnie Hermiona.
McGonagall
spojrzała na nią karcąco, ale dziewczyna pokiwała głową i
powiedziała:
-Oczywiście,
profesor McGonagall.
-O 20 na drugim
piętrze. Proszę plan, panno Granger.
Hermiona przyjęła
plan lekcji i odeszła od nauczycielki.
Świetnie. O niczym
innym nie marzyła jak o patrolowaniu korytarzy z Pansy Parkinson.
Drugą, po Malfoyu, najgorszą osobą w tym zamku.
Na chwilę zajrzała
do biblioteki, a potem podbiegła do dormitorium, żeby zabrać
potrzebne książki. Dzisiaj miała dwie lekcje eliksirów, historię,
OPCM i zielarstwo. Była szczerze zaciekawiona faktem, iż w końcu
Snape objął stanowisko nauczyciela OPCM.
Wiedziała jednak,
że dzięki temu, jej oceny jeszcze bardziej się pogorszą. Snape
jej nienawidził – może nie tak bardzo jak Harry'ego, ale również
zawsze robił jej na złość.
-Zgadnij kto to –
usłyszała czyjś głos.
Ktoś zasłonił
jej oczy. Poczuła charakterystyczny truskawkowy zapach, a przed
oczami mignęły jej rude włosy.
-Hmm... Crabbe?
-SŁUCHAM ?
-krzyknęła.
Oczywiście
wiedziałam, że to Ginny. Przyjaciółka zabrała ręce i pociągnęła
mnie za sobą.
-Wiesz, że masz
minutę, żeby dotrzeć do klasy Binsa? - zapytała.
-Skąd wiesz, że
mam teraz Historię?
Ginny prychnęła.
-Widziałam Rona.
Weasley
podprowadziła Hermionę pod klasę i mruknęła.
-Uuu, uważaj bo na
tego typa z przodu.
Granger odwróciła
się i zrozumiała o co chodzi przyjaciółce. Gdzieś w kącie
siedział Malfoy i pisał coś na jakiejś kartce. Kiedy zauważył,
że mu się przyglądają wstał i podszedł do nich.
-Jakiś problem?
Ginny zmierzyła go
krytycznym spojrzeniem.
-Z tobą ? Zawsze.
Malfoy uśmiechnął
się kpiarsko i schował kartkę do torby.
-Jakaś ty się
Weasley pyskata zrobiła. Kto by pomyślał? Może powinnaś uważać na to
co mówisz... Szczególnie, gdy twój ojciec może wylecieć z
Ministerstwa.
-Nie słuchaj go-
powiedziała Hermiona i chciała odejść.
-Nie wierzysz w to,
Granger? Czy może chcesz oszczędzić temu rudzielcowi przykrości?
W obu przypadkach robisz źle... bo wiedz, że nie odpuszczę tego co
zrobiliście mojemu ojcu - warknął.
Iskry z jego oczu,
atakowały Hermionę.
-Szlamy nie powinny
skakać do ludzi...
-Lepiej urodzonych?
- przerwała mu Hermiona. - Bo chyba nie miałeś zamiaru powiedzieć
„lepszych”? Jesteś nikim, Malfoy i nie masz prawa nam grozić.
Wyminęła go i
weszła do klasy. Profesor Bins spojrzał na nią zaskoczony i
zapytał:
-O której zaczyna
się lekcja, panno Greger ?
-Granger. Wiem,
profesorze. Przepraszam. Mogę usiąść?
Duch wydawał się
być zbity z tropu, ale pokiwał głową i wrócił do swoich
notatek. Harry spojrzał na przyjaciółkę i szepnął:
-Gdzie byłaś ?
Nigdy się nie spóźniasz...
Hermiona ociągała
się z odpowiedzią.
-Spotkałam Ginny i
jakoś tak wyszło...
W pewnym sensie
była to prawda, ale Gryfonka i tak czuła się okropnie, że nie
wyjawia wszystkiego Harry'emu. Ron siedział nieopodal i z otwartą
buzią patrzył na Lavender Brown. Hermiona poczuła się lekko
dotknięta, że nawet nie zauważył jej przybycia, więc z cichym
prychnięciem, odwróciła się i udawała, że słucha profesora
Binsa.
Lekcje minęły w
miarę bezproblemowo. McGonagall jak zwykle straszyła ich egzaminami
i ostrzegała, że w tym roku będzie dużo trudnego materiału.
Hermiona przez wakacje zdążyła zapoznać się z książkami do
szóstej klasy, więc wiedziała czego się spodziewać.
Na lekcji profesora
Slughorna było dużo pracy, gdyż ważyli niezwykle trudne eliksiry.
Zaskakujące było to, jak dobrze poradził sobie Harry. Hermiona
oczywiście cieszyła się, że wygrał ich mały konkurs, ale i tak
poczuła, że coś jest w tym nie tak.
Wieczorem wyruszyła
na umówione miejsce, gdzie razem z Pansy miała patrolować
korytarze. Gdy doszła na drugie piętro, rozejrzała się dokoła.
Pansy nigdzie nie było, natomiast o jedną ze ścian przy jakiś
drzwiach, opierał się Draco Malfoy.
Hermiona zmierzyła
go nienawistnym spojrzeniem i dumnie unosząc brodę, zapytała:
-Co ty tu robisz,
Malfoy?
-Stoję.
Hermiona prychnęła:
-Jesteś nadzwyczaj
błyskotliwy.
-To chyba nazywa
się „cechą Malfoyów”.
-Gdzie Parkinson ?
Malfoy wzruszył
ramionami i powiedział:
-Snape przydzielił
ją gdzieś indziej. Chyba na złość McGonagall... Więc jesteś
skazana na mnie.
-Co ? - zapytała
głupio.
Malfoy uśmiechnął
się szelmowsko i mruknął:
-Wiem, Granger.
Będą kupować mi kwiaty z wyrazem współczucia.
-Niby czemu?
-Nawet patrol
korytarzy z tobą musi byś cholernie beznadziejny.
Hermiona
poczerwieniała ze złości, ale w głowie powtarzała sobie, żeby
nie dać się sprowokować.
-Uwierz, dla mnie
też nie będzie to miła część dnia.
Malfoy ziewnął,
udając znudzonego.
-O nie, już
zaczęłaś przynudzać. Skończymy to ? Chciałbym jak najszybciej
sobie stąd iść.
Hermiona miała się
odciąć, ale zrezygnowała i kiwnęła głową. Szli razem
korytarzem i nie odzywali się do siebie. Dziewczyna zerknęła
przelotnie na Ślizgona.
Miał na sobie
białą koszulę, lekko poluzowany krawat i ciemne spodnie. Ale
wszystko to świetnie ze sobą wyglądało. Był cały blady i miał
sińce pod oczami. Wyglądał na chorego, chociaż tak się nie
zachowywał.
Mieli przejść
przez całe drugie piętro 4 razy, sprawdzić czy klasy są
pozamykane i czy wszystko jest w najlepszym porządku. Widać było,
że Hermionie zależy na jak najszybszym zakończeniu patrolu.
Chciała uciec od znienawidzonego Ślizgona.
Nagle zauważyła,
że ktoś szybko biegnie w ich stronę. Byli to Dean i Seamus i
trzymali coś w rękach. Krzyczeli coś głośno, ale dziewczyna nie
mogła zrozumieć o co im chodzi. W końcu wypuścili coś z rąk i
uciekli pośpiesznie. Hermiona zdołała tylko spojrzeć na małe
zawiniątko, kiedy eksplodowało małymi fajerwerkami. Pudełko
zaczęło mocno wybuchać- coś poszło nie tak. Nagle dziewczynę
odrzuciło do tyłu i uderzyła głową o podłogę. Nie wiedziała
co się dzieje, a przed oczami widziała tylko czarne plamy.
Usłyszała głośny
huk, poczuła zapach dymu i zdezorientowana starała się podnieść.
W końcu fajerwerki ucichły i Hermiona otworzyła oczy. Leżała na
ziemi, a nad nią stał Malfoy.
-Co ty wyprawiasz,
Granger ? Wstawaj, nie mam czasu, żeby czekać, aż sobie poleżysz
na ziemi.
Dziewczyna jęknęła.
Już wolała oglądać czarne plamy niż buźkę Malfoya.
-Uderzyłam się w
głowę przez ten wybuch, debilu. - mruknęła.
-Tak? A myślałem,
że ty tak zawsze padasz na ziemię i leżysz w bezruchu przez kilka
minut.
Przymknęła oczy,
wsparła się na łokciach i wstała. Za szybko – przed oczami znów
zrobiło jej się ciemno. Już miała upaść, kiedy poczuła, jego
rękę oplatającą jej nadgarstek. Przytrzymał ją z taką
łatwością, jakby nic nie ważyła.
Wyostrzył jej się
obraz i zobaczyła, że stoją zbyt blisko siebie. Speszona, odsunęła
się i szepnęła:
-Dzięki.
-Wow, Granger mi
dziękuje.
-Nie przyzwyczajaj
się.
-Nie zamierzam.
Hermiona pokręciła
tylko głową i odeszła do Wieży Gryffindoru. Starczy tych patroli
i Malfoya na dzisiaj. Ma ważniejsze sprawy na głowie ! W
szczególności guza.
Gdy weszła do Pokoju Wspólnego, wszyscy zajęci byli rozmowami lub odrabianiem pracy domowej. Hermiona poczuła ulgę, że swoją ma już za sobą. Nagle podbiegł do niej Ron.
-Hej, Hermiono... -zaczął słodkim tonem.
-Czego chcesz ? - mruknęła z udawaną złością.
-Bins... wypracowanie...daj spojrzeć - mówił urywkami.
Hermiona była zbyt zmęczona, żeby się opierać, więc po prostu się zgodziła. Marzyła, żeby się położyć, odpocząć i oddać się swoim myślom.
Weszła do dormitorium. Było pusto, żadna z dziewczyn nie zdecydowała się pójść spać. Hermiona odsunęła kotary z łóżka i wystraszona zauważyła, że na jej pościeli została wypalona litera S. Przerażona zbiegła na dół i złapała Harry'ego za rękę.
Powiedziała mu, co zobaczyła na łóżku. Potter zrobił zmartwioną minę.
-Może ktoś stroi sobie z ciebie żarty ? Co to w ogóle ma znaczyć, to "S " ?
Hermiona przyjrzała się jego oczom, schowanym za owalnymi okularami.
-A jak myślisz, Harry? S jak "szlama".
Ron siedział przy kominku i czytał pracę Hermiony. Nie zawołali go, żeby mu o tym powiedzieć.
-Ale kto mógłby to zrobić? To sypialnia dziewcząt, chłopaki nie mają do niej wstępu.
-Musi to być któraś z Gryfonek...
Hermiona zrobiła sceptyczną minę. Znała dziewczyny dosyć dobrze. Która z nich chciała by dopiec dziewczynie? Nie miała zbyt wielu wrogów wśród Gryfonów. Przynajmniej tak myślała.
-Muszę pójść z tym do McGonagall.
Harry skrzywił się - wiedziała, że nie lubił, kiedy latała ze wszystkim do nauczycieli.
-Harry ! Nie mogę tego odpuścić !
Potter nie odezwał się, więc Hermiona wybiegła z Wieży i znalazła McGonagall w swoim gabinecie. Opowiedziała jej co znalazła w dormitorium i po chwili, wraz z opiekunką domu, szły obejrzeć jej łóżko. W Pokoju Wspólnym zrobiło się tłoczno, każdy dowiedział się już co zdarzyło się Gryfonce.
-Natychmiast spać! - krzyknęła McGonagall.
Wspięły się po schodach do sypialni dziewcząt i podeszły do łóżka Hermiony. Dziewczyna wskazała na pościel i krzyknęła głośno, gdy zobaczyła białą, czystą kołdrę, bez żadnych znaków. Zaczęła przewracać ją na wszystkie strony, ale "S" zniknęło. Spojrzała przepraszająco na McGonagall, ale nauczycielka pokiwała tylko zdziwiona głową i wyszła.
Hermiona opadła bezradna na łóżko -teraz każdy będzie myślał, że zmyśla. Do oczy napłynęły jej łzy, ale je powstrzymała.
"Jestem za silna na łzy " - pomyślała.
Twój blog został dodany do Stowarzyszenia.
OdpowiedzUsuńZapraszamy do udziału w życiu bloga. Pozdrawiam serdecznie.
Ross.
Dziewczyno jak Ty to robisz? Nawet nie wiesz jak przyjemnie czyta mi się Twojego bloga! Jest boski i z niecierpliwością wyczekuje dalszych wątków między Hermioną i Draco.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział i pozdrawiam: Dream.
Mam do cb jeszcze ogromna prośbę... poinformowałabyś mnie o nowym rozdziale, jak tylko się ukaże? Byłabym zobowiązana :)
UsuńStrasznie mi się podoba, fajnie piszesz :) Dlatego dodaje cię u mnie na polecanych :) http://jestes-miloscia-moja.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz! Oby tak dalej!
OdpowiedzUsuńNaprawdę dobrze się czyta Twoje rozdziały. Mimo wszystko opowiadanie się wyróżnia i tworzysz ciekawe wątki. Lecę czytać dalej.
OdpowiedzUsuńZaczynasz coraz bardziej intrygować. Tworzysz coraz to nowe tajemnice, co naprawdę mi się podoba. Styl potrzebuje nieco dopracowania, ale niewiele Ci brakuje :)
OdpowiedzUsuń