Wrzesień minął bardzo szybko. Hermiona miała tyle spraw na głowie, że nawet przestała zwracać uwagę na zaczepki Malfoya na patrolach. Zajmowała się wtedy przeglądaniem swoich notatek z Historii lub po prostu przypominaniem sobie ważnych dat lub formułek zaklęć. W końcu codzienne spotykanie Malfoya stało się jej rutyną, z której nie bardzo była zadowolona, ale zdążyła się przyzwyczaić.
Draco najpierw jej dokuczał i zaczepiał kąśliwymi uwagami. Widząc, że nic sobie z tego nie robi, w końcu zajął się sobą. Sama Hermiona zauważyła, że chłopak staje się coraz bardziej zamyślony, czasami nawet nie przychodził na patrole. Miała oczywiście mu to za złe i już za pierwszym razem na wrzeszczała na niego, za co on odpłacił jej się, mówiąc:
-Daj mi spokój, Granger. Zajmij się lepiej swoimi szlamowatymi problemami.
Zabolało ją to, ale nie dała tego po sobie poznać.
Na lekcjach OPCM miała istne piekło - nie dość, że nigdy nie wychodziło jej z tego przedmiotu, to na dodatek uczył go Snape, co znacznie pogarszało jej stan. Cały czas rzucał jej kąśliwe uwagi i patrzył na ręce, czekając aż popełni jakiś błąd. Zazwyczaj nie musiał czekać zbyt długo.
McGonagall dowaliła im mnóstwo roboty i zrobiła się jeszcze bardziej wymagająca. Nawet Hermiona musiała przyznać, że robi się wyjątkowo ciężko, chociaż i tak radziła sobie świetnie.
Kiedy pewnej soboty przysiadła się na ławce do Rona, zauważyła, że się na kogoś bezustannie gapi. Podążyła za jego wzrokiem i spojrzała na Lavender Brown. Dziewczyna stała ze swoimi przyjaciółkami i chichotały jak najęte, cały czas odwracając się w stronę Rona. Chłopak uśmiechnął się lekko, a Lavender zapiszczała jak oszalała.
W końcu odwróciła się i podeszła niepewnym krokiem.
-Hej Ron ! - zaczęła piskliwym głosem.
Chłopak zarumienił się, a Hermiona stłumiła odruch wymiotny.
-Może pójdziemy razem na spacer wieczorem ? -zapytała niepewnie.
Uśmiech Rona się rozszerzył, ale na ułamek sekundy jego wzrok padł na Hermionę. Dziewczyna zrozumiała, że musi jak najszybciej się ulotnić.
-Przypomniałam sobie, że muszę skoczyć do biblioteki...-mruknęła.
Lavender zdawała się nie zwracać na nią uwagę, a Ron przyjął to z ulgą. Kiedy Hermiona usłyszała, że zgadza się na randkę, zacisnęła boleśnie pięści i uciekła z Wielkiej Sali.
Na drodze wpadła na jakiegoś małą dziewczynkę, która płakała.
-Co się stało ? - zapytała łagodnie Hermiona.
-Ci chłopcy nie chcieli mnie przepuścić...-chlipnęła i uciekła.
Hermiona uniosła wzrok i podeszła do grupki Ślizgonów, opierających się o ścianę.
-Jeśli jeszcze raz dowiem się, że straszycie jakieś dziecko... - zaczęła.
-To co? - powiedział zaczepliwie Malfoy.- Granger - obrońca sierot.
-Żebyś wiedział, Malfoy. Jestem prefektem...
-Jestem prefektem ! Jestem prefektem ! - zaczęli ją naśladować Crabbe i Goyle.
Hermiona poczerwieniała ze złości. Malfoy uśmiechnął się pobłażliwie w stronę Gryfonki.
-Lepiej stąd znikaj, Granger. To nie twój teren !
Hermiona wyciągnęła różdżkę.
-Twój też nie !
Malfoy zmrużył oczy i zaśmiał się kpiarsko.
-Podnosisz na mnie różdżkę, Granger? Na mnie ?
Hermiona podeszła bliżej.
-Tak, na ciebie.
Nagle jego goryle gdzieś zniknęli, a Malfoy został sam. Hermiona drgnęła zaskoczona i to był ten moment. Chłopak przyciągnął dziewczynę, złapał za nadgarstek i wykręcił rękę. Zaskoczona Hermiona wypuściła różdżkę z ręki i wpatrywała się w chłopaka.
-Nie podnosi się różdżki na mnie, Granger.
-Gdybyś zachowywał się normalnie, może nie doszłoby do tego. Cały czas musisz to robić?
-Robić co?
Hermiona nie odzywała się, a on jeszcze mocniej zacisnął palce na jej nadgarstkach.
-Powiesz mi, Granger?
Kolejne tajemnicze spojrzenie szarych tęczówek i puścił ją. Podniosła swoją różdżkę i odmaszerowała z godnością.
***
Malfoy stał z Zabinim pod jedną z nieużywanych klas. Przejechał palcem po różdżce, w zamyśleniu. Ta szlama znów wchodzi mu w drogę. Gryfoni - jakże odważni i jacy głupi. Zaśmiał się z niesmakiem.
-O co chodzi z tą Granger? Jeśli chcesz, mogę ją uciszyć...
-Daj spokój, Zabini. Jest niegroźna - warknął Malfoy.
Stali pod jedną z pustych sali.
-Dzisiaj w Zakazanym Lesie...- szepnął Zabini odchodząc.
Malfoy kiwnął tylko głową i ruszył do dormitorium. Jego myśli wciąż zaprzątała jedna sprawa - czy podoła zadaniu, które on mu powierzył?
***
Było już późno, Hermiona siedziała w Pokoju Wspólnym i czytała swoje notatki z Historii. Nic jednak nie wchodziło jej do głowy i po kilku minutach czytania, stwierdziła, że nie zrozumiała ani jednego słowa. Sfrustrowana odrzuciła kartki i wspięła się po schodach do dormitorium.
Kiedy weszła, usłyszała cichy szloch. Zaskoczona podeszła pod łóżko Ginny i odkryła kołdrę.
-Ginny, co się stało? -zawołała.
Przyjaciółka leżała przykryta pod kołdrą, po policzkach spływały jej łzy, zostawiając ciemne plamy po tuszu.
-Odejdź ! - powiedziała zapłakana Ginny.
-Czy to... ma związek z Harrym?
-WYJDŹ ! - krzyknęła Weasley.
-Ginny, ja tylko chciałam ci pomóc - powiedziała Granger, ale wstała.
Po chwili ciszy usłyszała :
-Przepraszam, Hermiono. To nie twoja wina. Nie powinnam na ciebie krzyczeć.
Gryfonka zmarła. Na język nasuwało jej się tak wiele pytań...
-Widziałam jak Harry całował się z tą Patil.
-Którą? - zapytałam ostrożnie.
-Ja... - dziewczyna zawahała się. - To chyba była Parvati.
W innej sytuacji na pewno wybuchnęłaby śmiechem, ale wiedziała, że to nie jest dobry moment na żarty. Hermiona podeszła pod Ginny i nachyliła się nad nią. Powoli pogłaskała ją po głowie, kiedy po policzkach spłynęły jej kolejne łzy. Cierpiała razem z nią.
Oczywiście Gryfonka wiedziała doskonale jakim uczuciem Ginny darzy Harry'ego i do niedawna myślała, że Harry odwzajemnia to uczucie. Najwidoczniej się pomyliła.
Zawsze zaradna, inteligenta i pomysłowa Granger nie wiedziała co ma zrobić. Nie znała się na sprawach sercowych. Nie da się podać definicji miłości, nie ma sposobu na złamane serce. Gryfonka nie wyczyta instrukcji jak polepszyć humor koleżance w żadnej ze swoich mądrych, starych książek. Była zdana na siebie.
-Nie sądzę, żeby Harry naprawdę ją kochał.
-Skąd wiesz? - te dwa słowa wypełnione były goryczą, ale też i nadzieją.
-Bo wiem. On czuje coś do ciebie, Ginny. Prędzej czy później wasze drogi się skrzyżują.
Kolejna chwila ciszy. Hermiona czekała na jakąś reakcję, chociaż bała się, że Ginny znów zacznie płakać.
-Obiecujesz? -wyszeptała.
Granger nie mogła Ginny nic obiecać. Była jednak przypięta do muru- nie mogła zranić kogoś tak bliskiego.
-Obiecuję- odpowiedziała niepewnie.
Pogłaskała ją ostatni raz po głowie, jej oczy przymknęły się, a Hermiona powoli wstała z łóżka. Już miała wyjść, kiedy coś tknęło ją, by spojrzeć w okno.
-Przepraszam, Hermiono. To nie twoja wina. Nie powinnam na ciebie krzyczeć.
Gryfonka zmarła. Na język nasuwało jej się tak wiele pytań...
-Widziałam jak Harry całował się z tą Patil.
-Którą? - zapytałam ostrożnie.
-Ja... - dziewczyna zawahała się. - To chyba była Parvati.
W innej sytuacji na pewno wybuchnęłaby śmiechem, ale wiedziała, że to nie jest dobry moment na żarty. Hermiona podeszła pod Ginny i nachyliła się nad nią. Powoli pogłaskała ją po głowie, kiedy po policzkach spłynęły jej kolejne łzy. Cierpiała razem z nią.
Oczywiście Gryfonka wiedziała doskonale jakim uczuciem Ginny darzy Harry'ego i do niedawna myślała, że Harry odwzajemnia to uczucie. Najwidoczniej się pomyliła.
Zawsze zaradna, inteligenta i pomysłowa Granger nie wiedziała co ma zrobić. Nie znała się na sprawach sercowych. Nie da się podać definicji miłości, nie ma sposobu na złamane serce. Gryfonka nie wyczyta instrukcji jak polepszyć humor koleżance w żadnej ze swoich mądrych, starych książek. Była zdana na siebie.
-Nie sądzę, żeby Harry naprawdę ją kochał.
-Skąd wiesz? - te dwa słowa wypełnione były goryczą, ale też i nadzieją.
-Bo wiem. On czuje coś do ciebie, Ginny. Prędzej czy później wasze drogi się skrzyżują.
Kolejna chwila ciszy. Hermiona czekała na jakąś reakcję, chociaż bała się, że Ginny znów zacznie płakać.
-Obiecujesz? -wyszeptała.
Granger nie mogła Ginny nic obiecać. Była jednak przypięta do muru- nie mogła zranić kogoś tak bliskiego.
-Obiecuję- odpowiedziała niepewnie.
Pogłaskała ją ostatni raz po głowie, jej oczy przymknęły się, a Hermiona powoli wstała z łóżka. Już miała wyjść, kiedy coś tknęło ją, by spojrzeć w okno.
Błonie skąpane były w mgle, a ciemne niebo, jarzyło się od gwiazd. Nagle zobaczyła kogoś wychodzącego z zamku. Postać ubrana na ciemno przemykała szybko przez błonie. Hermiona zadrżała, kiedy rozpoznała blond włosy. Porwała z fotela bluzę i pośpiesznie wybiegła z dormitorium. Potrącała różnych ludzi, ale nie dbała o to. Harry chyba zauważył, że wybiega, ale nie starał się jej zatrzymać.
Biegnąc, Hermiona zadała sobie zasadnicze pytanie: po co to robię ?
Nie była pewna dlaczego zdecydowała się tak łatwo pójść za Malfoyem. Coś ją do niego ciągnęło... coś zupełnie niezrozumiałego sprawiało, że musiała dowiedzieć się, co kombinuje Ślizgon.
Na dworze było bardzo zimno, więc otoczyła ramiona rękami. Zaczęła biec do lasu gdzie widziała Malfoya. W ostatniej chwili zobaczyła mignięcie światełka z różdżki, a potem zniknął w lesie. Zaciskała kurczowo palce na różdżce i szła za nim. Nie było szans, żeby ją usłyszał - była cicha jak myszka, stąpała po ziemi ostrożnie i delikatnie. Tylko raz gałąź połamała się pod jej ciężarem i zobaczyła, że Malfoy przystanął. Nie odwrócił się jednak i po chwili zaczął iść dalej.
Wędrowali w głąb lasu i dziewczyna po kilku minutach poczuła, że powinna zawracać. Nie znała Zakazanego Lasu, a poza tym o tej porze wychodzą różne tajemnicze stwory.
Zgłębiali się coraz bardziej w las, a Hermionę paraliżował strach. Nagle zaczerpnięcie oddechu wydawało jej się być bardzo głośne. Co chwile odwracała się za siebie, ale napotykała tylko ciemną ścianę drzew. Postanowiła bardziej przybliżyć się do Malfoya, wciąż uważając by nie narobić hałasu.
Po głowie krążyło jej milion pytań : gdzie idzie Malfoy? po co? czemu tak późno?
Potem zmarznięta i sparaliżowana ganiła się za to, że poszła za nim.
Jestem taka głupia. Po co za nim idę? Zginę w tym lesie i nawet nikt nie będzie wiedział, gdzie mnie szukać ! - pomyślała
W końcu Malfoy przystanął. Dziewczyna zamarła. Gdzieś z oddali usłyszeli wycie wilka. Hermiona drgnęła wystraszona, ale nie spuszczała wzroku z Malfoya.
Zobaczyła, że się rozgląda. W ostatniej chwili, schowała się za duże i szerokie drzewo. Była pewna, że jej nie zobaczył, ale trudno było orzec, czy ją przypadkiem nie usłyszał?
Wstrzymała oddech i powoli wyciągnęła różdżkę z kieszeni spodni. Jej płytki oddech przyśpieszył jeszcze bardziej. Bała się wychylić, ale miała świadomość, że jeśli teraz Malfoy zniknie, nie będzie w stanie wrócić do zamku.
Nasłuchiwała. Liście lekko szeleściły pod wpływem wiatru, z oddali znów słychać było wilka i jakieś tajemnicze jęki. Hermiona nagle przypomniała sobie o wszystkich niebezpieczeństwach jakie zagrażają jej życiu w lesie. A ona naraża się dla jakiegoś wrednego Ślizgona!
Wciągnęła głośno powietrze i powoli wychyliła się zza drzewa... Z całej siły została powalona na ziemię przez jakieś zaklęcie. Malfoy pojawił się tak nagle, że zaparło jej dech w piersiach. Od razu uderzył ją wyraz jego twarzy - zimny, okrutny, cierpiący i niepewny.
-Co tu do cholery robisz, Granger?
Zatkało ją. Nie wiedziała co odpowiedzieć, a ostry ton jego głosu sprawiał, że bała się nawet odezwać. Malfoy coś chyba usłyszał, opuścił lekko różdżkę i spojrzał za plecy. Nie dane było Hermionie zobaczyć, na co tak dziwnie zareagował.
W dosłownie ułamek sekundy podniósł różdżkę i szepnął:
-Petrificus Totalus !
Hermiona nie miała szans uciec lub uchronić się przed zaklęciem. Poczuła jak ręce przylegają jej do boków, a nogi złączają się razem. Jej całe ciało zesztywniało i przeszedł przez nie pojedynczy dreszcz. Patrzyła na Ślizgona wściekłym, ale też i zasmuconym wzrokiem.
Zostawi mnie tu ?
Chłopak spojrzał na nią przez krótką chwilę, schował różdżkę, odwrócił się i odszedł. Hermiona chciała krzyczeć, wyswobodzić ręce... zrobić cokolwiek. Jedyne co jej pozostało to cicha nadzieja, że chłopak nie porzucił jej tu samej w lesie.
Mijały minuty... Hermiona wytężyła słuch lecz otaczała ją jedynie cisza. Nie wiedziała jak, ale do oczu napłynęły jej łzy. Tak bardzo chciała je wytrzeć...Spłynęły po skamieniałych policzkach, kreśląc mokrą ścieżkę.
Nagle usłyszała czyjś cichy głos. Osoba, do której należał, musiała znajdować się niedaleko stąd.
-Masz czas do końca roku, pamiętaj.
Głos był tak zimny i nieprzyjemny, że gdyby Hermiona mogła się ruszać, na pewno by zadrżała.
-Wiem.
Natomiast ten głos znała doskonale. Przesycony wściekłością i lekko ironią, mógł należeć tylko do jeden osoby.
Malfoy.
No dobrze, ale z kim rozmawia... Na co ma czas do końca roku ? O co chodzi? Czy Hermiona powinna się bać?
Ostatnie pytanie było dość głupie, ona cały czas się bała.
-Pamiętaj, że zawsze możesz mnie wezwać, Malfoy. Wystarczy...
-Zdaję sobie z tego sprawę- uciął Draco.
W końcu słychać było cichy świst, a potem zapadła cisza. Kolejny raz, Hermiona poczuła się zupełnie sama i opuszczona. W wielkim lesie, czuła się jak porzucony kamień. Niezdolny do ruchu. Narażony na zdeptanie.Nic nie wart.
Już traciła nadzieję, gdy znikąd pojawił się Malfoy. Kucnął przy niej i przejechał wzrokiem od butów po czubek jej głowy. Kącik jego ust zadrżał.
-Co Granger, myślałaś, że cię zostawię?
Jedyne co mogła zrobić Hermiona, to wbić w niego swoje rozwścieczone spojrzenie.
-Ach, racja. Po co mam pytać niemowę?
Nienawidziła jego drwin. Jego spokoju. Nienawidziła go !
Ślizgon spojrzał jej w oczy przez sekundę, po czym wyjął różdżkę i ją odczarował. Gdy mogła w końcu się poruszyć, pierwsze co zrobiła to szybko odsunęła się od Ślizgona.
-Jakie to żałosne, Granger. Tak właśnie kończą szpiedzy.
Zgłębiali się coraz bardziej w las, a Hermionę paraliżował strach. Nagle zaczerpnięcie oddechu wydawało jej się być bardzo głośne. Co chwile odwracała się za siebie, ale napotykała tylko ciemną ścianę drzew. Postanowiła bardziej przybliżyć się do Malfoya, wciąż uważając by nie narobić hałasu.
Po głowie krążyło jej milion pytań : gdzie idzie Malfoy? po co? czemu tak późno?
Potem zmarznięta i sparaliżowana ganiła się za to, że poszła za nim.
Jestem taka głupia. Po co za nim idę? Zginę w tym lesie i nawet nikt nie będzie wiedział, gdzie mnie szukać ! - pomyślała
W końcu Malfoy przystanął. Dziewczyna zamarła. Gdzieś z oddali usłyszeli wycie wilka. Hermiona drgnęła wystraszona, ale nie spuszczała wzroku z Malfoya.
Zobaczyła, że się rozgląda. W ostatniej chwili, schowała się za duże i szerokie drzewo. Była pewna, że jej nie zobaczył, ale trudno było orzec, czy ją przypadkiem nie usłyszał?
Wstrzymała oddech i powoli wyciągnęła różdżkę z kieszeni spodni. Jej płytki oddech przyśpieszył jeszcze bardziej. Bała się wychylić, ale miała świadomość, że jeśli teraz Malfoy zniknie, nie będzie w stanie wrócić do zamku.
Nasłuchiwała. Liście lekko szeleściły pod wpływem wiatru, z oddali znów słychać było wilka i jakieś tajemnicze jęki. Hermiona nagle przypomniała sobie o wszystkich niebezpieczeństwach jakie zagrażają jej życiu w lesie. A ona naraża się dla jakiegoś wrednego Ślizgona!
Wciągnęła głośno powietrze i powoli wychyliła się zza drzewa... Z całej siły została powalona na ziemię przez jakieś zaklęcie. Malfoy pojawił się tak nagle, że zaparło jej dech w piersiach. Od razu uderzył ją wyraz jego twarzy - zimny, okrutny, cierpiący i niepewny.
-Co tu do cholery robisz, Granger?
Zatkało ją. Nie wiedziała co odpowiedzieć, a ostry ton jego głosu sprawiał, że bała się nawet odezwać. Malfoy coś chyba usłyszał, opuścił lekko różdżkę i spojrzał za plecy. Nie dane było Hermionie zobaczyć, na co tak dziwnie zareagował.
W dosłownie ułamek sekundy podniósł różdżkę i szepnął:
-Petrificus Totalus !
Hermiona nie miała szans uciec lub uchronić się przed zaklęciem. Poczuła jak ręce przylegają jej do boków, a nogi złączają się razem. Jej całe ciało zesztywniało i przeszedł przez nie pojedynczy dreszcz. Patrzyła na Ślizgona wściekłym, ale też i zasmuconym wzrokiem.
Zostawi mnie tu ?
Chłopak spojrzał na nią przez krótką chwilę, schował różdżkę, odwrócił się i odszedł. Hermiona chciała krzyczeć, wyswobodzić ręce... zrobić cokolwiek. Jedyne co jej pozostało to cicha nadzieja, że chłopak nie porzucił jej tu samej w lesie.
Mijały minuty... Hermiona wytężyła słuch lecz otaczała ją jedynie cisza. Nie wiedziała jak, ale do oczu napłynęły jej łzy. Tak bardzo chciała je wytrzeć...Spłynęły po skamieniałych policzkach, kreśląc mokrą ścieżkę.
Nagle usłyszała czyjś cichy głos. Osoba, do której należał, musiała znajdować się niedaleko stąd.
-Masz czas do końca roku, pamiętaj.
Głos był tak zimny i nieprzyjemny, że gdyby Hermiona mogła się ruszać, na pewno by zadrżała.
-Wiem.
Natomiast ten głos znała doskonale. Przesycony wściekłością i lekko ironią, mógł należeć tylko do jeden osoby.
Malfoy.
No dobrze, ale z kim rozmawia... Na co ma czas do końca roku ? O co chodzi? Czy Hermiona powinna się bać?
Ostatnie pytanie było dość głupie, ona cały czas się bała.
-Pamiętaj, że zawsze możesz mnie wezwać, Malfoy. Wystarczy...
-Zdaję sobie z tego sprawę- uciął Draco.
W końcu słychać było cichy świst, a potem zapadła cisza. Kolejny raz, Hermiona poczuła się zupełnie sama i opuszczona. W wielkim lesie, czuła się jak porzucony kamień. Niezdolny do ruchu. Narażony na zdeptanie.Nic nie wart.
Już traciła nadzieję, gdy znikąd pojawił się Malfoy. Kucnął przy niej i przejechał wzrokiem od butów po czubek jej głowy. Kącik jego ust zadrżał.
-Co Granger, myślałaś, że cię zostawię?
Jedyne co mogła zrobić Hermiona, to wbić w niego swoje rozwścieczone spojrzenie.
-Ach, racja. Po co mam pytać niemowę?
Nienawidziła jego drwin. Jego spokoju. Nienawidziła go !
Ślizgon spojrzał jej w oczy przez sekundę, po czym wyjął różdżkę i ją odczarował. Gdy mogła w końcu się poruszyć, pierwsze co zrobiła to szybko odsunęła się od Ślizgona.
-Jakie to żałosne, Granger. Tak właśnie kończą szpiedzy.
zastanawiam się czy chciałabyś dostać taki komentarz jak mi zostawiłaś na blogu - reklama i parę słów, które wcale nie odnoszą się do treści
OdpowiedzUsuńNapisałam krótko, ale myślę że to co akurat sobie o twoim blogu pomyślałam. Poza tym - nie znalazłam miejsca, w którym mogłabym zareklamować swój blog, więc po prostu wpisałam swój link
Usuń( coś w stylujakbyś chciała, to wejdź ). Skoro nie podoba ci się komentarz, w którym piszę, że podoba mi się twój blog i uważam, że masz talent to po prostu go usuń. Nie rozumiem, po co to rozwijać.
reklama mi akurat nie przeszkadza - chodzi mi o to, że wiele osób zostawia komentarze w stylu "super blog - wpadnij do mnie" i ja takie komentarze zazwyczaj usuwam, ponieważ tak naprawdę mają na celu tylko i wyłącznie zareklamowanie swojego bloga;
Usuńjeśli ktoś zostawia konstruktywny komentarz i pod nim/ nad nim link do swojego bloga to jest absolutnie ok; ale gdy reklama zajmuje więcej miejsca niż komentarz jest to po prostu przykre - nie wiem jak Ty ale ja się bardzo ciesze jeśli ludzie napiszą co im się podoba, a co nie - to mi się pozwala rozwijać i mieć pewność, że nie piszę tego po nic
atramaj, rozumiem Cię doskonale. Jak dla mnie jest to po prostu szczyt bezczelności. Najlepszą "reklamą" pozostają jednak długie i konstruktywne komentarze. Kiedy widzę taki komentarz, to wtedy sobie myślę: "to musi być interesująca osoba, ciekawe czy prowadzi bloga i w taki sposób zyska się o wiele więcej niż wklepanie głupie świetnie i wklejenie linku.
UsuńPrzeczytałam wszystko i muszę powiedzieć, że mi się bardzo spodobało. Wzięłaś sobie trudny przedział czasowy - szósty rok.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że jakoś podołasz, bo jest tan mnóstwo trudności. To, że Draco musi zabić Dumbledora (choć doskonale wiemy, że tego nie zrobi) - jest największą przeszkodą.
Podoba mi się Twój styl - jest taki lekki. Przyjemnie się czyta.
Życzę dużo weny i pozdrawiam,
Avada ;3
Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji tutaj: http://dramionetrans.blogspot.com/2013/07/liebster-award.html
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Lexie.
Super pomysł by wziąć sobie rok 6, o którym dość już wiemy, dodać do tego "swoje" wydarzenia i zrobić to w subtelny i wdzięczny sposób- a Tobie na razie się to udaje.
OdpowiedzUsuńNie pasuje mi tylko zpetryfikowanie Hermiony przez Malfoya, ale nawet to jakoś przebolałam.
Fajny miałaś pomysł z śledzeniem Malfoya. :)
OdpowiedzUsuńAh... Malfoy i te jego ciągłe tajemnice :D
Zobaczymy co Ci wyjdzie z tego.
Idę czytać dalej...
Naprawdę Naprawdę masz talent. Zaczyna się robić intrygująco <3
OdpowiedzUsuńRobi się bardzo tajemniczo. Jestem ciekawa z kim rozmawiał Malfoy w lesie. Już myślałam, że zostawi Hermionę w tym lesie samą.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Dracona w takim wydaniu! Coś w tym chyba jest, że dzieczyny lubią niegrzecznych chłopców. Też myślałam, że zostawi ją w tym lesie.. Dobrze że tak się nie stało. Rozdział ciekawy.
OdpowiedzUsuń