niedziela, 2 sierpnia 2015

Nowy rozdział

Hejka ! 

Wiem, że dawno niczego nie wstawiałam, ale pierwszy miesiąc wakacji spędziłam praktycznie bez komputera. Teraz już mam dostęp do internetu, więc postaram się jak najszybciej napisać nowy rozdział. Wiem, że są czytelnicy którzy na to czekają, dlatego mam nadzieję, że rozdział 22 udostępnię jeszcze w tym tygodniu - chciałabym już jutro, ale nie sądzę, że zdążę.

Dziękuję za cierpliwość i jak zwykle za to że jesteście ! 

x LL

niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 21



 "Nic już nie będzie jak dawniej"

Był czwartkowy wieczór. Spędzali kolejną godzinę w bibliotece na nauce. Tak naprawdę tylko Hermiona zajmowała się książkami. Ron testował swoje nowe szachy, które dostał od Harry'ego na urodziny. Chłopcy nie grali w nie od pierwszej klasy i miło było spojrzeć jak ponownie główkują nad grą. Z drugiej jednak strony przywoływało to całkiem niemiłe wspomnienia. Granger wciąż pamiętała, jak była przerażona, gdy Ron oznajmił, że muszą być pionkami w rozgrywce podczas ich pierwszego roku szkolnego.
-Gdzie jest Ginny ? - zapytał nagle Ron.
-Nie wiem - mruknął Harry pod nosem.
Hermiona podniosła wzrok znad książki do Historii Magii i przyjrzała się przyjacielowi uważnie.
-Kłócicie się?
-Nie, dlaczego? - zapytał Harry dość nerwowo.
Granger pokręciła głową i uśmiechnęła się.
-Tak pytam, bez powodu.
Kątem oka zauważyła Deana  Thomasa, który podnosił książkę z ziemi. Zastanawiała się, czy przypadkiem nie podsłuchiwał ich rozmowy. Może wciąż liczył że wróci do Ginny? Hermiona lubiła chłopaka, ale kibicowała Harry’emu. Wiedziała, że uczucie które połączyło go i Weasley jest o wiele silniejsze niż to co oferował Dean.
Ron skupiony wpatrywał się w szachownicę przez dłuższy czas, aż Harry zaczął ziewać. Niespodziewanie Weasley powiedział triumfująco:
-Szach mat !
Dziewczyna podniosła wzrok i spojrzała na roześmianego Rona i zdezorientowanego Pottera. Weasley był pewny siebie - szachy nigdy nie sprawiały mu trudności, więc mógł się pochwalić swoimi umiejętnościami przed każdym, kto tylko się napatoczył. Oczywiście tylko Harry dawał się wciągnąć w te rozgrywki i jedynie dlatego, że Ron był jego przyjacielem.
-Gramy jeszcze raz?
-A może zajęlibyście nauką? - wtrąciła Hermiona. - Wciąż tylko gracie w te szachy albo śpicie. Czas wziąć się do książek. Ron, jak z twoją Obroną Przed Czarną Magią? Powinieneś się przygotować, bo Snape na pewno będzie pytał...
-Nawet mi o nim nie przypominaj ! - powiedział Ron podniesionym głosem.
Zza regału wychyliła się pani Pince. Zmierzyła ich wszystkich groźnym wzrokiem i syknęła, by byli cicho. Hermiona poczerwieniała lekko na policzkach i westchnęła, gdy bibliotekarka zniknęła za regałami.
-Jak sobie chcecie ! - powiedziała Granger.
Zabrała swoje rzeczy i przeniosła się na stolik obok. Poszła do działu z książkami o Zielarstwie i zaczęła szukać podręcznika Eloise Bridgett "Lecznice zioła i ich zastosowanie". Dziewczyna poważnie myślała o przyszłej karierze uzdrowicielki. Miała oczywiście świadomość, że nie będzie to najłatwiejsza praca, o ile w ogóle dostanie się na nauki. Dobrze radziła sobie w szkole, ale Hogwart to jedno a prawdziwe życie to co innego. Z drugiej jednak strony, czy to życie nie jest wystarczająco "prawdziwe" ?
Dziewczyna usiadła na chwilę przy stole i wbiła wzrok w książki. Nauka i dążenie do celu wymaga wiele determinacji, a kto jak kto, ale Granger ją ma. Potrafi być uparta i dążyć do celu, a wiedza łatwo wchodziła jej do głowy. Bała się jednak praktyk. Nawet jeśli zda wszystkie egzaminy, może zawieść będąc lekarką. Może nie być wystarczająco dobra i co najgorsze może nie umieć pomagać czarodziejom, a przecież o to jej chodziło. Chciała ratować życia, być zawsze pomocną ! Nie mogła już o tym myśleć - znalazła potrzebny jej podręcznik i zaczęła wertować strony. Nie potrafiła się jednak skupić- westchnęła, odwróciła się i odnalazła spojrzeniem chłopców. W tym momencie byli całkowicie rozluźnieni i nie martwili się o nic. Nie tracili czasu na rozmyślanie o szkole, nauczycielach, przyszłej pracy a już z całą pewnością nie myśleli o Voldemorcie. To było coś nowego i dziewczyna cieszyła się, że mogą choć na chwilę zapomnieć.
W tej chwili nie byli wybrańcami, bohaterami lecz zwykłymi uczniami, którzy spędzają swój wolny czas w bibliotece. Bardzo chciałaby, żeby już tak zostało - żeby na zawsze pozostali zwykłymi szesnastolatkami, bez zmartwień, problemów i świata do ocalenia.
Nagle jej rozmyślania przerwał głośny śmiech. Rozejrzała się i zobaczyła, że przy przeciwległej ścianie stoi Draco Malfoy i pochyla się nad Astorią, szepcząc jej coś do ucha. Dziewczyna zrobiła się czerwona jak piwonia i zaczęła się śmiać. Hermiona poczuła gniew, złość i smutek jednocześnie. Widziała, jak Astoria bawi się krawatem chłopaka i przyciąga go do siebie, drocząc się. Taki Malfoy był dla Hermiony kimś innym. Znała go tylko jako ponurego chłopaka, który nienawidzi szkoły, nauczycieli i wszystkich uczniów. Teraz najwidoczniej znalazł kogoś, kogo tak bardzo nie nienawidzi. Mimo że powinna się cieszyć, nie mogła.
Przyjrzała się jego twarzy, nie myśląc wcale o tym, co się stanie jak ją na tym przyłapie. Miał nieobecny wyraz twarzy, trochę zamyślony. Słuchał jak Astoria szczebiocze mu coś do ucha, ale Hermiona nie odnalazła na jego twarzy ani cienia szczęścia ani zainteresowania. Kiedy skończyła coś do niego mówić, na chwilę między nimi zapadła cisza. Hermiona schowała się za książkami, bojąc się, że ją dostrzegli, ale gdy znowu podniosła wzrok, oni pochłonięci byli sobą i to bardzo.
Po chwili Malfoy złapał ją za rękę i pociągnął za sobą za regał na książki, gdzie kontynuowali całowanie. Hermiona odwróciła wzrok. Po tym, jak potraktował ją ostatnio na imprezie, nie chciała by znów ją wyprowadził z równowagi. Ale najwidoczniej wciąż to robił, nawet nieświadomie. Chciała go tylko nienawidzić, za to wszystko co jej zrobił, a on wciąż dawał jej więcej powodów do nienawiści.
Schowała książkę do torby i podeszła pod stół chłopaków, oznajmiając, że musi już iść. Byli zbyt pochłonięci grą, żeby coś jej odpowiedzieć, więc tylko skinęli głowami.
Granger wyparowała z biblioteki i szła szybko w kierunku Pokoju Życzeń. Nie chciała tego przyznać, ale była zła. To słowo nie oddawało odpowiednio jej stanu w tamtej chwili. Ona nie była zła, tylko wściekła.
Tylko dlaczego ? Przecież ona go tak nie znosi ! Po ostatnim spotkaniu nie potrafiła myśleć o nim pozytywnie, a teraz poczuła, że będzie gorzej. Czemu jest taką głupią gęsią i się nim zamartwia? W końcu to Malfoy. Zawsze miał dziewczyny i to normalne, że ma kolejną. Nie powinna o tym myśleć, w końcu on jest przeklętym dupkiem, który jedyne co potrafi, to ranić ludzi dookoła.
Dziewczyna szła szybko. Nagle zobaczyła przed sobą Lavender, która od jakiegoś czasu bardzo chciała z nią porozmawiać. Hermiona nie miała ochoty na pogawędkę, szczególnie teraz, więc szybko schowała się za starą zbroją i przeczekała tam kilka dłuższych chwil.
-Hermiono!- usłyszała, że ktoś woła ją z oddali.
Hermiona wystraszona obróciła się, lecz niefortunnie zaczepiła o zbroję. Wszystko poleciało na ziemię i narobiło okropnego hałasu. Uczniowie odwrócili się i patrzyli na Gryfonkę ze śmiechem. Na dodatek zbroja była w nieciekawym stanie. Usłyszała szelest czyjeś szaty i nagle przed nią wyrósł Snape. Jęknęła cicho, jeszcze go tu brakowało !
Zmierzył ją surowym wzrokiem i uśmiechnął się jadowicie.
-Widzę, że niszczysz mienie szkoły, Granger. Minus piętnaście punktów dla Gryffindoru i tydzień szlabanu za tak haniebne zachowanie. Zgłoś się do Filcha, dzisiaj ! - syknął cicho i uśmiechnął się jeszcze raz.
Wyciągnął różdżkę i zaklęciami niewerbalnymi poskładał zbroję i ustawił ją znowu w odpowiednim miejscu.
Dziewczyna odwróciła się, chcąc pójść do Wieży Gryffindoru i zobaczyła Leo. Trzymał w dłoni kilka książek, pewnie również wracał z biblioteki.
-Hej. Przepraszam, to wszystko przeze mnie. Chciałem mu... - zaczął zdyszany.
-Nie ma sprawy, to moja wina- odpowiedziała pośpiesznie, zastanawiając się co mogłaby wymyślić, aby jak najszybciej odejść.
-Co ty robiłaś z tą zbroją?
Hermiona była zła i nie miała ochoty odpowiadać na jego pytania. Widząc jednak jego minę, odrzekła:
-Chowałam się przed kimś. A teraz przepraszam, ale muszę iść.
On jednak ją zatrzymał. Zauważyła, że miał roztrzepaną fryzurę. Właściwie cały jego ubiór był bardzo luźny - koszula wystawała mu spod swetra, krawat wisiał mu luźno na szyi a spodnie były nieźle pogniecione.
-Widziałem cię w bibliotece. Dlaczego wyszłaś tak nagle ? Śpieszysz się gdzieś?
Granger spojrzała chłopakowi w oczy, zastanawiając się co może mu powiedzieć.
-Coś mnie bardzo zdenerwowało - powiedziała po chwili.
Chłopak wyprostował się i lekko zmarszczył brwi.
-Mogę wiedzieć co ?
Hermiona westchnęła cicho. Tak bardzo chciałaby powiedzieć mu wszystko - o Malfoyu, o całym zegarku i frustracji jaka nią targa, ale wiedziała, że nie może. Niestety życie nauczyło ją, że nie można ufać ludziom.
-Chyba zostanie to moją tajemnicą.
-Nie ma sprawy - uśmiechnął się.
Chciała odejść, kiedy on złapał ją za dłoń i powiedział :
-Wszystko będzie dobrze, wiesz o tym? - kiwnęła głową zmieszana.- Chciałbym ci coś pokazać...
Dziewczyna spojrzała Leo w oczy - czy ten chłopak miał złe zamiary? Patrząc na niego i ten szczery błysk w oku nie mogłaby nic takiego pomyśleć. Chciała jednak uważać, w końcu pamiętała jak zakończyła się ostatnia znajomość.
-Nie jestem pewna...
Chłopak pociągnął ją i zaśmiał się :
-Chodź Hermiono, nie zjem cię, obiecuję.
Zastanawiała się gdzie ją prowadzi i trochę się bała. Prawdopodobnie Leo miał dobre chęci, ale wszystko to co przeżyła przez ostatnie kilka miesięcy, zostawiły pewną bliznę, która nigdy się nie zagoi.
Szli po schodach, które akurat nie sprawiały żadnych problemów. W końcu dotarli na trzecie piętro. Dziewczyna uniosła brwi zaskoczona, ale chłopak uśmiechnął się jedynie i nic nie powiedział, tylko pociągnął ją dalej.
-Leo, gdzie my idziemy ?
-To niespodzianka ! - wyszeptał.
Hermiona zauważyła, że wciąż trzymał ją za rękę i wcale nie miał zamiaru jej puścić. Było jej miło, choć tak naprawdę nie poczuła nic. Pustka. Wiedziała, że kiedy chłopak bierze dziewczynę za rękę, ona po prostu szaleje z nadmiaru emocji, ale Hermiona nie poczuła nic.
W końcu chłopak stanął przed dużymi ciemnymi drzwiami i zawołał:
-Oto drzwi do raju ! Alohomora! 
Zaciekawiona Gryfonka zajrzała do pokoju i buzia sama otworzyła jej się z zaskoczenia. Przed oczami miała niewielki przytulny pokój zastawiony regałami z książkami. Przez duże okiennice wpadało światło słoneczne, które sprawiało, że pokój wydawał się być cieplejszy. W powietrzu roznosił się zapach książek i kurzu.
-Co to za książki ? - zapytała podniecona podchodząc pod regały i wyciągając jedną.
-Okazuje się, że Hogwart ma ich nadmiar. Z jakiegoś powodu, wszystkie te dzieła zostały schowane w tej komnacie i zamknięte na klucz.
-Spójrz ! - zawołała podekscytowana. - To "Dziennik Czarodziei " Donny Blythe. To jedna z najbardziej poszukiwanych ksiąg na świecie !
Dziewczyna nagle zapomniała o chłopaku i spoglądała na kolejne tytuły. Było tego tak dużo. Niektórzy autorzy nie mówili jej nic, a niektórzy sprawiali, że miała ochotę od razu zająć się czytaniem.
-Jak myślisz dlaczego te wszystkie książki nie są w bibliotece?
-Myślę, że to może być prywatna kolekcja któregoś z nauczycieli lub Dumbledore'a - powiedział.
Hermiona podniosła wzrok na chłopaka. Oparł się o regał i patrzył z uśmiechem na dziewczynę.
-Możliwe... Tak więc nie powinno nas tu być. - Westchnęła. - Jeśli to Dumbledore'a... och, albo Snape'a ! Tylko pomyśl co by zrobił, gdyby zorientował się, że ktoś tu grzebał.
-Spokojnie, przychodzę tu od początku roku szkolnego. Nikt tu nie zagląda. Zdaję się, że ta osoba nie bardzo dba o swoje książki.
-Dość dziwne... - mruknęła, patrząc na stosik, który ułożyła już sobie przy nogach. - Przecież to wspaniałe dzieła ! 
Hermiona rozejrzała się dookoła zdumiona. Leo podszedł bliżej i oparł się o regał. Na jego twarzy igrał słaby uśmiech zadowolenia. Nie spuszczał Gryfonki ze wzroku. 
-Wiedziałem, że ci się tu spodoba - powiedział Leo po chwili.
Dziewczyna podeszła bliżej i przyjrzała mu się. Czemu ją tu przyprowadził? To na pewno było dla niego ryzykowne. Ale jednak z jakiegoś powodu wybrał akurat ją i pokazał dziewczynie ten sekretny pokój. Musiało to coś znaczyć, Granger nie chciała jednak, żeby było to prawdą. 
-Leo, dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś. To niesamowite miejsce, naprawdę. Chciałabym, żebyś wiedział, że ja... - zawahała się.
Nie wiedziała  co powiedzieć dalej. Speszona odwróciła wzrok, ale Leo stanął bliżej i odrzekł:
-Możesz tu przychodzić, kiedy będziesz miała na to ochotę. Nie chcę nic w zamian i rozumiem co masz na myśli. Nie będę się narzucać.
-To nie tak ! Po prostu lepiej żebyśmy zostali przyjaciółmi. 
Leo uśmiechnął się krzywo, ale pokiwał głową. 
-Jasne, brzmi świetnie.

W dormitorium nie było nikogo. Hermiona leżała na łóżku i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Chciała napisać list do rodziny, ale nie potrafiła skleić zdania, więc rzuciła pióro i się poddała. 
Leżała tak, słuchając wesołych rozmów uczniów z Pokoju Wspólnego. Nie miała ochoty schodzić na dół.
Nagle do dormitorium wpadła Ginny. Policzki miała zaróżowione, a oczy pełne łez. Zaskoczona Granger od razu wstała i podbiegła do przyjaciółki.
-Coś się stało ? - zapytała, ale Weasley wyrwała się i rzuciła na łóżko.
-Zostaw mnie w spokoju ! - chlipnęła Ginny.
Zrobiło się cicho, Hermiona poczekała chwilę, aż jej przyjaciółka uspokoi się, a później podeszła pod jej łóżko i usiadła obok. Patrzyły na siebie przez chwilę. W oczach Ginny widać było smutek pomieszany z wściekłością i żalem. W pewnym momencie, Hermiona poczuła, jakby to ona była czemuś winna. Ten niby zarzut Weasley bardzo ją zaniepokoił.
-Ginny, porozmawiaj ze mną - powiedziała cicho i łagodnie.
-Wydaje mi się, że obie zakochałyśmy się nieszczęśliwie. No wiesz, w chłopakach, którzy mają w życiu jakieś wielkie cele, a nas uważają  za nic.
Granger spojrzała na Weasley zdezorientowana. O czym ona mówiła ?
-Harry cię kocha. Wiem to - powiedziała stanowczo. - Nawet jeśli się pokłóciliście to nic nie znaczy, bo dla niego zawsze będziesz ważna.
Ginny pokręciła głową.
-Nie. Dla niego jest wszystko ważne, tylko nie ja. O niczym mi nie mówi, ciągle traktuje mnie jak dziecko... Mam tego dość. Wiem, że uważa się za bohatera, ale...ale...- zaczęła płakać jeszcze bardziej. 
Hermiona przytuliła ją i głaskała jej głosy, próbując ją uspokoić.
-Tak Hermiono. Możesz udawać tak jak ja przez te wszystkie lata. Ale tak jak ty wiedziałaś, że czuję coś do Harry'ego, tak ja teraz wiem, że czujesz coś do Malfoya. Niestety obie bardzo źle trafiłyśmy.
Granger odsunęła się od niej na chwilę. Poczuła napływającą złość. Wstała i zaczęła nerwowo chodzić po pokoju.
- Harry cię kocha ! Nie porównuj go do Malfoya. Nawet się nie waż ! - jej głos podnosił się.- Harry o ciebie dba, myśli o tobie, martwi się o ciebie. Kocha cię i nie wstydzi się tego przyznać. Jak możesz porównywać go do Malfoya? On nigdy… - poczuła, że zaraz się rozpłacze, ale z całej siły starała się odgonić niechciane łzy. - On nigdy nie traktował mnie tak jak Harry ciebie. Wręcz przeciwnie. Naśmiewał się ze mnie, groził mi, nazywał szlamą… A teraz obściskuje się z tą Astorią ! Myślisz, że dla mnie to  takie łatwe? Kiedy ty coś do kogoś czujesz, a ta osoba traktuje cię jakbyś była najgorszym koszmarem? Nie, to cholernie trudne. Ale jakoś z tym żyje. Ciesz się, że masz Harry’ego, bo możesz być pewna, że cię kocha. A nawet jeśli nie mówi ci o wszystkim, to tylko dlatego, że chce cię chronić.
Ginny patrzyła na nią zupełnie inaczej. Właśnie Hermiona wyznała, że czuje coś do Malfoya. Przyznała to, nie tylko przed Weasley, ale przed samą sobą. Zrozumiała, co każdego dnia przechodzi Granger i poczuła ukłucie bólu.
-Miona, przykro mi… Ja nie chciałam. - chlipnęła Ginny.
-Nieważne - odpowiedziała cicho Hermiona i wybiegła z dormitorium.
Miała w sobie tyle złości… goryczy… Nie była w stanie tego opanować. Wiedziała jedno - musi znaleźć się daleko od ludzi, jak najdalej. Wbiegła pod Pokój Życzeń. Starała się skupić na swoich myślach. Nie wiedziała jednak, o co prosić. Chciała schronienia, tylko tego. 
Próbowała uspokoić oddech, ale nie potrafiła. Dlaczego tak łatwo dała się wyprowadzić z równowagi? Na dodatek powiedziała słowa, których nie powinna. Była to jednak gorzka prawda. Czuła coś do niego i sprawiało to niewyobrażalny ból. Coś, czego chciałaby się pozbyć, bo nigdy nie poczuje się dzięki niemu szczęśliwa.  On zawsze będzie sprawiał jej ból i ona jemu. Oboje są toksyczni. Niezdolni do bycia razem.
Nagle usłyszała kroki za sobą. Odwróciła się i zobaczyła Malfoya. Był zaskoczony jej widokiem, nawet lekko zmartwiony. Szybko jednak powróciła jego kamienna twarz. Włożył ręce do kieszeni i dał kilka kroków do przodu.
-Coś się stało?
Jego głos był równie beznamiętny. Wręcz znudzony. Hermiona westchnęła i odgarnęła ręką włosy, które opadały jej na twarz. Próbowała wymyśleć jakąś wiarygodną wymówkę, coś co sprawi, że się od niej odczepi.
-Nie, po prostu... Za dużo się ostatnio dzieje.
Zabrzmiało to słabo, nawet jak dla niej.
Wywrócił oczami i oparł się o ścianę, tak że byli dokładnie na przeciwko siebie.
-Tak uważasz? - zapytał z kpiną.
-Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej - warknęła. - To i tak większość twoja wina, Malfoy.
Nie odpowiedział. Spojrzała na niego ukradkiem - patrzył na swoje ręce i wzrok Hermiony od razu spoczął na dwóch bladych dłoniach, smukłych, pięknych, ale też poranionych. Nie pytała skąd te rany, wiedziała, że jej nie odpowie. Nawet nie wiedziała czy chce wiedzieć.
-Idź sobie, Malfoy. Nie mam ochoty na pogaduszki z tobą. Ani teraz ani nigdy.
-Spokojnie…
-Jestem spokojna ! - podniosła nieznacznie głos.
Rozejrzała się wystraszona, bojąc się, że ktoś mógłby ją usłyszeć. Nie miała zamiaru dostać kolejnego szlabanu i to przez tego parszywego typka.
-Filch na pewno cię nie usłyszy.
-Skąd ta pewność? - zapytała podejrzliwie.
Na chwilę ich spojrzenia się spotkały, ale oboje nie potrafili patrzeć sobie w oczy. Nie po tym wszystkim co się stało.
-Wiem to, bo złapał mnie gdy tu szedłem i całkiem prawdopodobne, że wepchałem go do składzika na miotły i rzuciłem zaklęcie, które zamknęło drzwi.
-Zdajesz sobie sprawę, że będziesz miał kłopoty ?
-Coś tam napominał o dożywotnim szlabanie...- powiedział z krzywym uśmiechem.- Ale nie dbam o to.
Jak zwykle. Malfoy o nic nie dba, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Nic się dla niego nie liczy - rodzina, znajomi, szkoła... To wszystko nie ma większego znaczenia, zdaje się, że jest ponad to. Jakby Hogwart był tylko smutną koniecznością, którą trzeba przetrwać, a potem dopiero zacznie się jego życie.
To była kluczowa różnica między nim a Hermioną- dla niej liczyło się to co tu i teraz. Harry, Ron, Ginny, Hagrid... Ludzie którzy ją otaczali, lekcje, testy, eseje, nowe zaklęcia, wiedza. Czerpała radość z każdej chwili spędzonej w Hogwarcie, bo jej życie poza nim nie wyglądało tak pięknie. W końcu była mugolką - gdyby nie Hogwart, jej życie byłoby nudne, szare, bez smaku. I także bez tak wielu niebezpieczeństw, co trzeba przyznać.
-Dlaczego tu jesteś ? - zapytał.
-Nie twój interes, Malfoy. Pytanie, co ty tu jeszcze robisz?
Chłopak posłał jej słaby uśmiech i wyciągnął coś zza marynarki. W dłoni trzymał prawie pełną butelkę Ognistej Whisky.
-Chciałem się po prostu napić, a Pokój Życzeń to idealne miejsce do małego pijaństwa.
Tak, to było idealne miejsce do ucieczki, do robienia wszystkiego na co się ma się ochotę. Nie lubiła alkoholu i raził ją, nie tylko dlatego że była Prefektem, ale dlatego że miała takie zasady. W tym jednak momencie pragnęła poczuć gorzki smak Ognistej - poczuć falę żaru, która rozerwie jej gardło i namiesza w głowie.
Patrzyła jak Malfoy odkręca butelkę i bierze łyka. Zauważył, iż mu się przygląda i cicho się zaśmiał. Jego śmiech był melodyjny i niewymuszony. Hermiona chciała usłyszeć go jeszcze raz, choć było to prawie niemożliwe.
-Zaproponowałbym ci, ale nie chcę mieć na ciebie złego wpływu. 
Zaśmiała się trochę głośniej niż powinna. Uciszyła się, ale mimo wszystko powiedziała z rozbawieniem:
-I tak masz na mnie zły wpływ. Nie powinnam tu nawet być, gdyby złapano mnie, Hermionę Granger, Prefekta o tej porze na korytarzu w środku nocy... to byłoby nieodpowiednie.
-To dlaczego stąd nie pójdziesz?
Zmrużyła groźnie oczy i wycelowała w niego palcem.
-O nie ! To ja byłam tu pierwsza. Ty dopiero co się pojawiłeś ! Jeśli ktoś miałby teraz odejść to właśnie ty.
Malfoy pociągnął kolejny łyk i odparł z uśmiechem:
-Nigdzie się nie wybieram.
-Wspaniale! Ja tym bardziej !
Ta scenka była co najmniej komiczna - dwójka najgorszych wrogów, siedzących naprzeciwko siebie. Jedno miało na sobie krawat z barwami Gryffindoru, drugie miało znaki Slytherinu.
Pochodzili z dwóch różnych domów, z dwóch różnych światów.  Nie można było ich poróżnić jeszcze bardziej, a mimo to siedzieli tak, w nocy na szkolnym korytarzu, gdzie ktoś  z łatwością mógłby ich nakryć i nic sobie z tego nie robili.
-Widziałem, że kręcisz się z tym Drew. Chodzisz z nim ?
Zmarszczyła brwi i posłała mu zdziwione spojrzenie.
-Nie. Widziałam cię w bardzo bliskim kontakcie z Astorią. Chodzisz z nią? - odwdzięczyła się.
Usłyszała jego cichy śmiech, ale bała się na niego spojrzeć. Z drugiej strony  cieszyła się na obrót rozmowy, tak bardzo dość miała kłócenia się.
-Czyżbyś była zazdrosna?
Prychnęła cicho, na co on zaśmiał się głośniej.
-Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele i pamiętaj kto zaczął.
Nie odpowiedział. Zastanawiała się, czy przypadkiem to nie koniec ich rozmowy. Może po prostu powinna już pójść ? Coś jednak sprawiało, że nie potrafiła podnieść się z miejsca. A może nie chciała ?
Malfoy najwidoczniej działał na nią jak magnes. Sprawiał jednak, że im bliżej jego się znajdowała, tym gorsze rzeczy się działy.
-Nie jestem z Astorią - powiedział cicho po dłuższej chwili.
Nie chciała by się jej tłumaczył. Bała się kłamstw.
-Byliście bardzo sobie bliscy w bibliotece - odrzekła.
-Ona pomaga mi zapomnieć.
Hermiona poczuła jak jej serce zaczyna szybciej bić. Podkuliła kola i objęła je rękami. Między nimi pojawiło się pewne napięcie.
-O czym?
Zmusiła się by na niego spojrzeć. Patrzył przed siebie, lecz po chwili odwrócił wzrok na nią.
-O tobie.
Przełknęła ślinę. Draco miał kamienny wyraz twarzy, ale najwidoczniej sprawdzał jej reakcję. Był ciekawy tego, co odpowie, ale Hermiona zaniemówiła. To oczekiwanie sprawiło, że serce jeszcze bardziej przyśpieszyło jej tempa. Odgarnęła włosy z twarzy i odwróciła wzrok.
-I to działa ? -zapytała po chwili.
Kątem oka zauważyła, że również przestał na nią patrzeć, ale uśmiechnął się lekko.
-Nie bardzo. Wciąż nie dajesz mi spokoju.
-Mam wrażenie, że to ty mnie ciągle męczysz- odparła.
-Najwidoczniej tak na siebie działamy - mruknął.
Usiadł obok niej. Jej ciało znieruchomiało i przez chwilę przestała oddychać. Bała się popsuć moment, odzywając się. Bo co niby miała by powiedzieć?
Poczuła jak Malfoy delikatnie dotyka jej ramienia. Zamarła, kiedy jego smukłe palce odnalazły jej blizny. Przejechał powoli po każdej z literek, a kiedy skończył Hermiona wzięła głęboki oddech. Chciała w tej chwili wstać i odejść, ale nie była w stanie się poruszyć.
Spojrzała na niego, ale on znów patrzył przed siebie. Wściekła odwróciła wzrok.
-Muszę iść... - zaczęła cicho.
Złapał ją za rękę i wtedy spojrzał prosto w oczy. Zaskoczona zamarła.
-Powiedziałem, że nie chcę twojego wybaczenia i to prawda. Chciałbym żebyś mnie nienawidziła - powiedział poważnie.
-Jedyne co nienawidzę, to fakt, iż nie potrafię cię nienawidzić ! - powiedziała zła.
-Czyli oboje jesteśmy w beznadziejnej sytuacji - szepnął.
-Najwidoczniej - warknęła.
Nie mówił nic przez chwilę, jakby nad czymś rozmyślając. Zastanawiała się, czy coś jeszcze powie, czy zaraz zniknie jak zwykle.
-Przepraszam cię, Granger. Za ten napis. To było na początku roku, ja byłem wściekły na ciebie i ... Tłumaczenie się nie zmieni faktu, że zrobiłem okropną rzecz. Chciałem ją odwrócić, ale było już za późno, jak to bywa z czarną magią.
Hermiona zadrżała. Zabrała swoją dłoń i objęła się, nie wiedząc, czy to z zimna czy z powodu jego słów, ale poczuła jak ogarnia ją niewyobrażalny chłód.
-Wiem, że myślisz, że jestem okropnym człowiekiem i nie zaprzeczę...
-Nie jesteś okropny. Tylko zagubiony. - szepnęła cicho.
Jego oczy spotkały jej. Gdyby tylko mogła pochwycić ten moment, zatrzymać go na dłużej. Spojrzenie jego oczu, po raz pierwszy wyrażały tak wiele uczuć w tym nawet... słabość.
Już miała coś powiedzieć, kiedy nagle usłyszała stukot obcasów. Była pewna, że to McGonagall. Tylko co ona tu robiła? Już chciała dać nogę, kiedy Malfoy szybko przeszedł obok ściany coś mamrocząc. Przestraszona nasłuchiwała.
-Szybciej ! - pisnęła.
Malfoy rzucił jej wściekłe spojrzenie, ale w tym momencie obok nich pojawiły się drzwi. Malfoy złapał za klamkę i szybko wepchał Hermionę do środka. Sam również wszedł za nią i zatrzasnął drzwi. Zdyszani padli na ziemię i nasłuchiwali. McGonagall przeszła obok drzwi i zatrzymała się na chwilę. Przerażona Gryfonka spojrzała na Malfoya i chciała coś powiedzieć, ale zakrył jej ręką usta. W jego oczach widziała nakaz : bądź cicho.
Nauczycielka przeszła się raz obok ściany i Hermiona zastanawiała się, czy jest w stanie się tam dostać. Nastała cisza, oboje w ciszy czekali. Po chwili McGonagall jakby dając za wygraną, poszła dalej. Oboje odetchnęli z ulgą. Malfoy zabrał rękę i odsunął się od dziewczyny.
-Musimy poczekać. To zbyt niebezpieczne, żeby teraz wyjść. Możliwe, że na to właśnie czeka.
Granger nie potrafiła sobie wyobrazić McGonagall czyhającej na nich pod drzwiami Pokoju przez pół nocy, ale z drugiej strony zawsze istniała możliwość, że nie była to McGonagall.
Hermiona nagle zorientowała się gdzie są- wstała i rozejrzała się dookoła. Pokój Życzeń zmienił się w dość ponurą komnatę, z piękną czarną tapetą na ścianach, ciemnymi meblami i wielkim łożem z mahoniu. Było to na pierwszy rzut oka najbardziej ponure miejsce, jakie kiedykolwiek widziała, lecz coś sprawiło, że pomyślała jedynie o tym, jakie jest piękne.
Rzuciła mi pytające spojrzenie, a chłopak podszedł pod ciemną, skórzaną kanapę i usiadł na niej i powiedział cicho:
-To jest odwzorowanie mojego pokoju.
Granger ponownie się rozejrzała - tak, to było bardzo w stylu Malfoya. Wszystko wyglądało… drogo i surowo.
-Przytulnie. - powiedziała, udając lekki ton.
Malfoy zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
-To było jedyne miejsce, jakie mogłem wymyśleć…
Zastanawiała się, czy nie było to przypadkiem jedyne miejsce, w którym czuł się bezpieczny lub z którym łączyły się jakieś wspomnienia. Z całą pewnością nie było to przytulne, ciepłe miejsce, o którym można miło myśleć. Ale z drugiej strony nie potrafiła sobie wyobrazić ciepła rodzinnego u Malfoyów.
Przymknął oczy, udając wielce zmęczonego jej mówieniem. Hermiona usiadła na fotelu naprzeciwko i podkuliła kolana pod brodę. Czuła, że robi jej się zimno.
Hermiona zerknęła na nieduże świeczki i blade światło, jakie padało na nich. Z całą pewnością był to jeden z powodów, dlaczego nie czuła się tu dobrze.
-Oj, Granger. Gdybyś tylko wiedziała jak zły byłem, gdy zobaczyłem cię dzisiaj z tym Drew. Po raz kolejny !
Dziewczyna wyprostowała się i patrzyła na Ślizgona. Wyciągnął Ognistą i upił kolejny duży łyk, po czym spojrzał na nią. W jego oczach był ogień - jakaś złość, pasja… Zaskoczona drgnęła.
-Wiem, idiota ze mnie. Sam całowałem dziś Astorię, ale nie mogłem przestać myśleć o tym, że wolałbym całować ciebie.
Hermiona wstała i on też. To  była chwila, moment i już zderzyli się trochę nieporadnie, ale z uczuciem.
Jego usta odnalazły jej i pocałował ją tak, że przytrzymała go mocniej za ramię, żeby nie upaść. Dotknął jej policzka, a drugą dłoń wplótł w jej włosy, zbliżając ją jeszcze bliżej do siebie.
Uwielbiała jego zapach, to jak ją dotykał - delikatnie, ale jednocześnie stanowczo. Ta delikatność, którą w sobie odnajdywał specjalnie dla niej, sprawiała, że każdy jego dotyk był dla niej czymś niesamowitym. Nie mogła tego znieść.
Kiedy musnął palcami jej szyję i obojczyk, oderwała się od niego. Oddychali łapczywie, ich twarze dzieliło kilka centymetrów.  Patrzyli sobie w oczy, ale żadne z nich nie dało rady nic powiedzieć.
 Musnął jej policzek i odgarnął kilka niesfornych kosmyków  włosów, które najwidoczniej mu przeszkadzały.
-Przepraszam cię, okay? Za znaki, za… wszystko.
Nie zdawała sobie sprawy, ale do oczu napłynęły jej łzy. Gdy to zobaczył cały zesztywniał, jakby nie wiedząc co zrobić.
-Dlaczego płaczesz, Granger ? Proszę cię… - uciekła spojrzeniem, próbując ukryć łzy, ale złapał ją za podbródek.- Spójrz na mnie.
Chciała mu się wyrwać, ale złapał ją za ręce i zmusił by przestała.
-Dlaczego płaczesz Granger? -jego głos był surowy, co sprawiło, że Hermiona popłakała się jeszcze bardziej.
Westchnął cicho i przytulił ją, szepcząc do ucha by się uspokoiła.
-Znów to zrobisz, tak? Znikniesz, staniesz się dla mnie okropny… Wyjdziemy stąd i znów będzie jak dawniej.
Odsunął ją od siebie i powiedział z powagą:
-Nic już nie będzie jak dawniej.

***
Tak, to racja. Nic już nie będzie jak dawniej. 
Mam nadzieję, że spodoba się wam rozdział i nie mogę się doczekać komentarzy. 
Dajcie znać, że tu jesteście ! Jeśli jeszcze ktokolwiek jest na tyle cierpliwy i czeka na moje rozdziały, które
 nie dość, że nie wychodzą regularnie to między nimi są całkiem spore odstępy. Przepraszam, mam nadzieję, że zrozumiecie, ale czasami mam małe kryzysy.
Nie mam pojęcia, kiedy będzie następny, ale mam już na niego pomysł. A jak się ma pomysł, to trzeba jedynie znaleźć czas na realizację.
Anyway do wszystkich czytelników, stałych i nowych: dziękuję, że jesteście !

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 20

"How big, how blue, how beautiful "

Siedzieli w Pokoju Wspólnym i zajmowali się pisaniem wypracowania dla McGonagall. Było już całkiem późno, ale w pokoju wciąż było tłoczno i hałaśliwie. Hermiona siedziała na jednym z wielkich czerwonych foteli i wpatrywała się w pracujących chłopców. Jej esej leżał w dormitorium i czekał na oddanie.
Przyznała sobie w duchu, że dobrze jest powrócić do starych nawyków. Wyciągnęła książkę do transmutacji i zaczęła ją czytać po raz kolejny. Przez dziurę pod portretem nagle weszła Ginny i zdecydowanym krokiem podeszła pod Harry'ego. Rzuciła mu pod nos jasną kopertę z wygrawerowanym nazwiskiem Weasley.
-Znowu ! - pisnęła. - Mam już dość tych wszystkich spotkań. Nie wiem jakim cudem uchodzi wam na sucho to ignorowanie Slughorna.
-Widzisz, nie do końca wychodzi... - zaczął Harry.
Ron z uśmiechem skorzystał z okazji i odłożył pióro, robiąc sobie przerwę. Ziewnął potężnie i wymruczał:
-Na szczęście ja nie mam tego typu problemów.
-Ach, tak ! A kto ostatnio był zły, że nie został zaproszony ? - odgryzła się Hermiona.
-Wcale nie byłem zły. Nie obchodzi mnie Ślimak ani jego głupi klub.
Ginny usiadła obok Harry'ego i dyskretnie powiedziała mu coś na ucho. Ron jednak to zauważył i odwrócił się z lekkim skrzywieniem. Wciąż nie do końca akceptował to, co właśnie się działo, ale reszta przyjaciół przestała już go słuchać.
-Moglibyście... - zaczął.
-Ron! - warknęła Hermiona i trzepnęła go książką w głowę.
Ginny uśmiechnęła się  i dziewczyny po chwili przybiły piątkę. Hermiona mogła usłyszeć jak Ron mruczy pod nosem coś co brzmiało jak "wstrętne baby" i "przymierze " .
-Tak czy siak, musimy zdecydować - powiedziała Ginny.- Idziemy czy nie idziemy? Może jeśli pójdziemy wszyscy to całe spotkanie będzie nawet znośne ?
-Możemy pójść. - powiedział podejrzanie ochoczo Harry.
Od jakiegoś czasu Harry wyjątkowo podlizywał się Slughornowi i Hermiona wyczuwała tu drugie dno. Nie chciała jednak o tym teraz rozmawiać i nie była też pewna, czy Harry może opowiedzieć to wszystko przy Ginny. Mimo że siostra Rona była kimś o wiele ważniejszym niż by się zdawało, najprawdopodobniej nie mógł sobie pozwolić na to, by znała jego wszystkie tajemnice.
-To ma być bardzo uroczysta impreza. Podobno miał zorganizować ją po świętach, ale coś mu przeszkodziło - powiedziała Ginny. - Już rozmawialiśmy o tym z Harrym - on weźmie mnie ze sobą, a może Hermiona...
-Jasne. - odpowiedziała Gryfonka. - Ron chciałbyś?
Weasley speszył się i znów zaczął mruczeć coś pod nosem, co brzmiało mniej więcej jak "głupie spotkania " i "nie wiem".
-To jesteśmy umówieni.
Siedzieli jeszcze tak długo, omawiając najważniejsze szczegóły, a dziewczyny wyjątkowo rozgadały się na temat sukienek. Hermiona miała jedną czerwoną, którą dostała od swojej mamy. Sięgała za kolana i była wyjątkowo ładna. Dziewczyna uwielbiała takie sukienki - proste, bez żadnych upiększeń i wymyślnych dodatków. Zdecydowała, że ją włoży.
Impreza u Slughorna miała odbyć się w sobotę i mimo że wydawało się, że mają bardzo dużo czasu, tydzień zleciał im bardzo szybko. Nie było co prawda łatwo, Hermiona zamartwiała się ogromem pracy domowej i z nerwów budziła się o bardzo wczesnych godzinach, ale na szczęście był to całkiem dobry tydzień. Dziewczynie udało się nawet zdobyć kolejne dwadzieścia punktów dla Gryffindoru. Czuła, że znów wraca do bycia sobą.

Siedziały na kolacji z Ginny. Chłopcy postanowili zrobić sobie dodatkowy trening, tylko we dwóch, więc zostały same. Hermiona otworzyła podręcznik do Eliksirów i popijając sok z dynii, czytała po raz kolejny zawiłą instrukcję eliksiru, którym mieli się zajmować na następnych zajęciach.
Niedaleko siedział Seamus, Dean i Lavender i głośno rozmawiali o dość nietypowych zajęciach Wróżbiarstwa.
Kątem oka Gryfonka zauważyła Lunę, która rozdawała wszystkim Żonglery. Wystraszona, że i jej wciśnie ów gazetę, schowała się za Ginny i odczekała kilka chwil.
-Hermiono, wiesz, że to głupie - zaśmiała się Weasley.
-Wiem, ale... Nie chcę zranić jej uczuć, a uwierz, gdyby zaczęła mi opowiadać o kolejnych wymyślonych stworzeniach, musiałabym jej coś powiedzieć.
Ginny pokręciła tylko głową i uśmiechnęła się szeroko. Nagle do Wielkiej Sali wkroczył Malfoy. Hermiona była na siebie zła, że tak na niego zareagowała, ale od razu coś przewróciło jej się w brzuchu. Powinna pozostać obojętna na jego widok, ale nie potrafiła. Przyprawiał ją o mdłości.  Jej złość względem jego osoby przekraczała nawet nienawiść do Snape'a.
Malfoy był blady i to nie tak jak zwykle. Dziewczyna mogłaby to nazwać chorobliwą bladością. Nie wiedziała co o tym myśleć, ale tak naprawdę nie chciała o nim myśleć. Nie chciała wracać do wszystkiego, co razem przeżyli, bo zawsze kończyło się na bolesnym wspomnieniu o bliźnie.
Odwróciła wzrok, ale po chwili Weasley szturchnęła ją w ramię.
-Co on...?
Nie dokończyła. Malfoy złapał Zabiniego za szatę i z całej siły uderzył w twarz. Zabini przechylił się od impetu uderzenia, kilka osób krzyknęło coś do Malfoya. Crabbe złapał wściekłego Ślizgona i próbował go oderwać od Zabiniego, ale ten nie przestawał się wyrywać i okładać chłopaka.
Ktoś ze stołu nauczycielskiego wstał, ale zanim zdążył zainterweniować, Malfoy odsunął się i powiedział coś Zabiniemu po ciuchu, czego przynajmniej Gryfoni nie mogli usłyszeć.
Gdy to zrobił, otrzepał się i wyszedł z sali, odprowadzony przez spojrzenia wszystkich uczniów. Nie było chyba osoby, która nie zastanawiałaby się, o co poszło. Hermionia nie chciała jednak o nim myśleć. Spojrzała na Ginny, która akurat nie spuściła z niej wzroku.
Granger zmarszczyła brwi i spojrzała pytająco na przyjaciółkę.
-Co się stało ? - zapytała Weasley.
Hermiona drgnęła zaskoczona. Szybko jednak odpowiedziała:
-Nic, czemu pytasz?
Weasley patrzyła na nią przez  chwilę nic nie mówiąc, po czym westchnęła cicho i odwróciła wzrok.
-Jestem pewna, że zanim będę zdawać SUMy zdążę oszaleć. - zmieniła temat Ginny.
-Będzie dobrze... - starała się pocieszyć Gryfonkę Hermiona.
-Powinnam była zacząć uczyć się wcześniej - jęknęła i przewróciła kolejną kartkę książki.
Hermiona zaczęła tłumaczyć przyjaciółce na co szczególnie musi zwrócić uwagę, czego nauczyć się najlepiej na pamięć, ile godzin dziennie przeznaczyć na naukę i wiele podobnych informacji, tak że biedna Ginny została zmuszona, żeby trzepnąć Granger z całej siły książką w głowę.

W sobotni poranek wszyscy zeszli razem na śniadanie. Nikt jednak nie miał dobrego humoru. Przyjęcie u Slughorna było dla nich stratą czasu. Ginny narzekała, że przez ten czas mogłaby się uczyć do SUM, Harry i Ron coś tam mruczeli o dodatkowych treningach, a Hermiona o wiele bardziej wolałaby spędzić ten czas w bibliotece.
Wiedzieli jednak, że nie mogą się teraz wycofać. Szczególnie Harry przyznał, że nie może opuścić teraz żadnego spotkania.
Kiedy wracali ze śniadania, wpadli przypadkowo na Snape'a. Przez nieuwagę Ron rozlał swój sok dyniowy, który zabrał ze stołu.
-Weasley. - syknął wściekły nauczyciel. - Minus piętnaście punktów za wyjątkowe gapiostwo.
Przejechał wzrokiem po wszystkim i co dziwne jego spojrzenie przez dłuższą chwilę zatrzymało się na Hermionie, która lekko poczerwieniała . Wystraszeni, że zaraz odejmie im punkty za oddychanie, uciekli pośpiesznie do Wieży Gryffindoru i nie wychodzili z niej do wieczora.

Pół godziny przed przyjęciem, Hermiona stała w dormitorium i przyglądała się swojemu odbiciu w lustrze. Nie robiła nic z włosami, pozostawiła w lekkim nie ładzie. Reszta wyglądała perfekcyjnie.
W pewnym momencie spojrzała niechcący na bliznę na ramieniu. Zdała sobie nagle sprawę, że zupełnie o niej zapomniała. Jeśli ktoś ją zobaczy, zaczną zadawać pytania. A co miałaby odpowiedzieć? Miałaby po prostu przyznać, że to Malfoy? Rozsądek podpowiadał, że to jest dobre wyjście - Malfoy jest zły człowiekiem i ktoś powinien się o tym dowiedzieć, coś zrobić. Kiedy to Umbridge wyryła Harry'emu napis w dłoni, Hermiona była pierwszą osobą, która sugerowała wyznanie prawdy Dumbledorowi. Teraz, kiedy znalazła się w podobnej sytuacji, nie ma pojęcia co zrobić.
Serce jednak powstrzymuje ją od wyznania prawdy. Musi jakoś to przecierpieć. Da radę. Jeśli jest ktoś, kto jest w stanie przetrwać to wszystko, to jest to właśnie Granger.
Nałożyła na bliznę kilka mugolskich specyfików, które dostała od mamy. Nie zakryły napisu całkowicie, ale przy odpowiednim świetle, nie było go prawie widać.
Zeszła schodami na dół, gdzie czekał już Ron. Miał na sobie szatę wyjściową po którymś z braci. Uśmiechnął się niepewnie, kiedy ją zobaczył i lekko się speszył. Chyba chciał coś powiedzieć, ale z jego ust wydobył się tylko ciche chrząknięcie.
-Hm, dziękuję - powiedziała Granger i zaśmiała się wesoło.
Po chwili pojawił się Harry, który spojrzał na Gryfonkę z uśmiechem i zawołał:
-Hermiono, wyglądasz pięknie.
Zaraz potem po schodach zbiegła Ginny w czarnej sukience po kolana, w której wyglądała nadzwyczaj ładnie. Od tej pory Harry skupiał uwagę tylko i wyłącznie na Weasley, która zrobiła się czerwona jak piwonia. Hermiona poczuła jak mimowolnie się uśmiecha. Tyle czasu przyglądała się, jak Ginny po kryjomu wzdycha do Harry'ego i w końcu poczuła się szczęśliwa, że  odważyli się wyznać swoje uczucia.
-Ginny... - powiedział cicho Harry z uśmiechem.
Patrzyła jak Potter bierze Ginny pod rękę, a jego spojrzenie, które spoczywało ciągle na jej oczach, sprawiało, że Hermiona poczuła dziwne ukłucie w sercu. Nie była zazdrosna, cieszyła się z ich szczęścia bardziej niżby się spodziewali, chodziło jednak o sposób w jaki Harry patrzył na Ginny. Spojrzenie to przypomniało dziewczynie kogoś innego.
Usłyszała ciche kaszlnięcie i zaskoczona spojrzała na Rona.
-Powinniśmy już iść - powiedział cicho.
-Tak, tak, chodźmy.
W drodze na przyjęcie towarzyszyła Ronowi jedynie fizycznie, ponieważ jej myśli wciąż pozostały przy Malfoyu. Czy on nie spojrzał tak i na nią jeszcze nie dawno ? Dlaczego tego nie zauważyła ? Prawdopodobnie było to tylko granie, ponieważ gdyby chłopak czuł coś do niej na pewno nie skrzywdziłby jej tak, jak to zrobił. Mimo wszystko Hermiona wciąż nie mogła przestać myśleć o sposobie w jaki Harry wymówił imię swojej dziewczyny. Było w tym coś bardzo podobnego, do sposobu w jaki Draco wymawiał jej. Dlaczego tego typu refleksje dopadają  ją właśnie w tej chwili ?
Dotarli na przyjęcie. Slughorn w imponujący sposób zmienił wygląd jednej z nieużywanych, starych klas i przerobił ją na salę bankietową. Wszędzie porozwieszane były złote materiały, na środku grał jakiś mało znany zespół czarownic, a dookoła tańczyło kilka par. Większość gości zajęta była jednak rozmową. Tworzyli małe, kilkuosobowe grupki, które trzymając kolorowe napoje w dłoniach, gawędzili o różnych sprawach. Hermiona zauważyła, że oprócz uczniów, Slughorn zaprosił również wielu innych znajomych, których dziewczyna w ogóle nie znała. Możliwe, że byli to członkowie klubu z wcześniejszych lat.
Ron mruknął coś pod nosem o jedzeniu, więc Gryfonka pozwoliła mu pójść do stołu z jedzeniem, kiedy to ona przyglądała się zebranym. Przyjrzała się Ślimakowi - był w siódmym niebie. Zabawiał wszystkich gości i od tego, lub od nadmiaru Ognistej Whiskey, którą zauważyła kątem oka, nauczyciel zrobił się czerwony i okropnie się spocił. W pewnym momencie zauważył Granger i krzyknął wesoło:
-Panienka Granger ! Cieszę się, że nas zaszczyciłaś. Jeśli można wiedzieć, kogo zabrałaś ze soba?
Dziewczyna rozejrzała się za Ronem, kiedy on niespodziewanie wyszedł z tłumu, trzymając w dłoniach kilka babeczek.
-Musisz koniecznie ich spróbować... - powiedział Ron z pełną buzią, gdy nagle umilkł, zauważywszy Slughorna.
-A to pan...?
-Weasley - odrzekł, czerwieniejąc na twarzy.
Ślimak uniósł tylko brwi i uśmiechnął się. Potem szybko odwrócił wzrok na Hermionę i zawołał:
-Udanej zabawy !
Hermiona podziękowała grzecznie. Slughorn odszedł od nich, znajdując kolejne ofiary. Dziewczyna odwróciła się do Rona i tylko pokręciła głową ze śmiechem.
-Chyba mnie nie polubił - powiedział Ron ironicznie.
-Wcale mu nie pomagasz.
Granger zostawiła Rona z babeczkami, a sama ruszyła w tłum. Chciała opowiedzieć o sytuacji ze Ślimakiem Ginny, ale nigdzie nie mogła jej znaleźć. Nagle zauważyła Weasley tańczącą z Harrym na parkiecie. Przystanęła, by popatrzeć, jak zakochani poruszają się w rytm wesołej melodii.
Ktoś nagle dotknął jej ramienia i dziewczyna wzdrygnęła się zaskoczona. Przed nią stanął wysoki chłopak, którego twarz skądś znała. Nie potrafiła jednak powiedzieć skąd.
-Tak ładna dziewczyna nie powinna stać sama i patrzeć jak inni tańczą.
Wyciągnął do niej rękę i uśmiechnął się zachęcająco.
Przyjęła ją i pozwoliła, by chłopak zaprowadził ją na parkiet. Pomyślała przez chwilę o Ronie, ale doszła do wniosku, że nie mogła po prostu odmówić temu chłopakowi.
- Masz na imię Hermiona, tak? - zapytał.
- Najwidoczniej znasz mnie, ale przepraszam, nie wiem kim...- zaczęła, ale chłopak w tym momencie położył dłoń na jej talii, a drugą ujął jej dłoń co lekko ją speszyło.
Widząc to, nie krył zadowolenia.
- Mam na imię Leonard Drew, ale znajomi mówią na mnie po prostu Leo.
 Hermiona nagle przypomniała sobie skąd zna chłopaka.
- Grasz w Qudditcha ! Jesteś Puchonem ! - prawie, że wykrzyknęła.
- Słyszałem co nie co o twojej niezwykłej błyskotliwości, ale...
Dziewczyna szturchnęła go i oboje zaczęli się śmiać. Zauważyła, że muzyka się zmieniła, ale chłopak ani myślał wypuszczać ją z ramion.
-Należysz do Klubu? Jakoś nie pamiętam, bym cię wcześniej widziała.
Chłopak westchnął i posłał jej krzywy uśmieszek.
-Należę do niego od niedawna.
-Kto?
Chłopak odpowiedział rozbawiony:
-Mój wujek jest doradcą Ministra. 
-Rozumiem - westchnęła i oboje się uśmiechnęli.
Tańczyli jeszcze przez kilka minut, gdy nagle zespół zarządził przerwę i zeszli z parkietu. Hermiona poczuła wyrzuty sumienia, że zostawiła Rona na tak długo.
-Przepraszam, ale chłopak z którym przyszłam na pewno na mnie czeka - powiedziała do Leo. 
Krukon pochylił się i pocałował delikatnie jej dłoń, mówiąc:
-W takim razie dziękuję za taniec, Hermiono.
Granger zrobiło się gorąco. Posłała Leo lekko zdenerwowany uśmiech i uciekła. Ron stał przy ścianie i rozmawiał z Harrym. Gryfonka podeszła pod nich i poczuła, jak Ginny łapie ją za rękę. 
-Chodź na chwilę - wyszeptała Hermionie do ucha i pociągnęła ją w stronę napojów. 
Gdy znalazły się w odpowiedniej odległości od chłopców, Weasley zapytała :
-Kto to był?
-Leonard Drew.
Ginny zagwizdała cicho i obie wybuchły śmiechem. 
-No, no Hermiono. Nieźle ! 
Usłyszały, że zespół znów zaczął grać. Hermiona mimowolnie rozejrzała się za Leo.
-Myślisz, że znów cię poprosi?
Granger westchnęła cicho i wzięła kieliszek z jakimś różowym sokiem.
-Nie mam pojęcia. Może z kimś przyszedł? Poza tym, ja też powinnam zająć się swoją parą.
-Twoja "para" bardziej zajęta jest jedzeniem i obgadywaniem Slughorna.
Obie zaśmiały się cicho i wypiły swoje napoje. 
Już miały odejść, gdy nagle przed nimi wyrósł on. Granger aż zaparło dech w piersiach. Wyglądał nieskazitelnie i Hermiona skarciła się, za to, iż tak pomyślała. Ale to była prawda. Wszystko, począwszy od idealnie dopasowanego, ciemnego stroju, aż po całą nonszalancką postawę, sprawiało, że Gryfonka zrobiła się czerwona na policzkach.
-Mógłbym prosić cię do tańca ? - zapytał swoim cichym, lecz stanowczym głosem.
Usłyszała, jak Ginny głośno nabiera powietrza. On nie zwrócił jednak na nią uwagi. Patrzył Hermionie w oczy, z taką powagą, że serce zabiło dziewczynie jeszcze mocniej. 
Chciała odpowiedzieć nie. Tak bardzo chciała go odrzucić. Ale gdy wyciągnął ku niej dłoń, po prostu ją przyjęła.
Głupia gęś - pomyślała o sobie. Coś musiało być w tym drinku, bo nigdy, przenigdy nie postąpiłaby tak jak teraz. Nie po tym co jej zrobił.
Zaprowadził ją na parkiet. Muzyka zwolniła. Czuła na sobie spojrzenia nie tylko zszokowanej Ginny, ale także wielu zgromadzonych gości.  Delikatnie objął ją w tali, a drugą dłonią objął jej dłoń. Patrzył na nią z góry. Nie odrywał od niej wzroku. Zaczęli powoli się poruszać, nie była nawet świadoma tego co się dzieje. Po prostu ją prowadził i było to zupełnie naturalne. 
Nie potrafiła oderwać wzroku od jego oczu. Próbowała odczytać z jego stalowych tęczówek cokolwiek. Chciała by dał jej jakiś znak. Co to miało w ogóle znaczyć.
-Masz piękne oczy - wyszeptał. - Takie duże, takie niebieskie, takie piękne.
Zaskoczona nie potrafiła wypowiedzieć ani jednego słowa. A on delikatnie prowadził ją wśród tańczących par, nie odrywając od niej wzroku.
-Nie wiem czemu to robisz - wyszeptała.
Ich twarze były tak blisko siebie, że bez problemu mogłaby policzyć jego rzęsy.
-Malfoy - westchnęła cicho. - Nie potrafię tak.
Zmarszczył brwi, ale nie odpowiedział.
-Raz mnie całujesz, potem udajemy, że nic się nie stało. Następnie mówisz mi prawdę, ranisz i twierdzisz, że nie powinniśmy się do siebie zbliżać. A potem się zbliżasz. - poczuła jego dłoń delikatnie dotykała jej plecy. - Aż za bardzo. Nie rozumiesz? To jest złe. My jesteśmy źli, dla siebie. I choćbym nie wiem jak się starała, nie potrafię ci wybaczyć tego co zrobiłeś.
-Nie chcę twojego wybaczenia.
Poczuła, że łza spływa jej po policzku.
-Nie płacz - powiedział rozgniewany.
-To mnie do tego nie zmuszaj - powiedziała i wyrwała się z jego ramion.
Przepychała się przez tłum zgromadzonych gości. Ktoś ją wołał, jeszcze ktoś inny próbował ją złapać za rękę, ale nie przestała biec. Musiała się wydostać z tego miejsca. Jak najszybciej. Nie mogła przestać płakać. Nie mogła oddychać. Nie widziała nawet, czy chce.
 

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 19

Przez pierwsze kilka minut po przebudzeniu Hermiona starała się ustalić co robi w Skrzydle Szpitalnym. Było ciemno, a przez wielkie okiennice wpadało światło księżyca.
Wszystkie łóżka były puste, co dodatkowo zmartwiło dziewczynę. Na dodatek nigdzie nie widziała pani Pomfrey. Patrzyła w sufit i próbowała poukładać sobie wszystko w głowie. Wspomnienia wróciły i Hermiona odruchowo dotknęła głowy. Miała na niej bandaż, ale to nie było chyba nic poważnego, skoro zdecydowali się zostawić ją w Hogwarcie.
Syknęła z bólu, próbując wstać. Najwyraźniej potrzebuje więcej eliksiru uśmierzającego ból. Nie chciała jednak wzywać pani Pomfrey. Dam radę - pomyślała i trzymała się tej myśli.
Zastanawiała się, co się stało po jej omdleniu.
Zaraz.
"Nie zostawiaj mnie"- usłyszała głośno, jakby ktoś wypowiedział je tuż obok jej łóżka. Znała te słowa. Słyszała je. Ale...od kogo? Czyżby to...?
Nie. To niemożliwe.
Przetarła ręką twarz i skupiła się na tych słowach. Zobaczyła przed sobą twarz Malfoya, pochylonego nad nią, podtrzymującego jej głowę. Na jego twarzy widoczny był strach, w jego oczach widziała wręcz przerażenie.
Wspomnienia wróciły ze wzmożoną siłą. Co się stało z nieznajomym? Czy wciąż są w niebezpieczeństwie? Jak Malfoy wytłumaczył tą całą sytuację dla innych? 
Ból głowy powrócił. Położyła się na łóżku i zamknęła oczy. Musiała sobie to wszystko poukładać, ale nie mogła znaleźć na to siły. Leżała tak jeszcze przez dłuższy czas, gdy sen niezauważalnie porwał ją w swoje ramiona i delikatnie zabrał ją całą.
- Kochanieńka ! 
Hermiona poczuła, jak ktoś lekko potrząsa jej ramieniem. Gwałtownie otworzyła oczy, przestraszona. Gdy zobaczyła pielęgniarkę, pochylającą się nad nią, odetchnęła z ulgą.
-Panno Granger czas wstawać i zażyć lekarstw. Ma pani też gości. Próbowałam im wyjaśnić, że to nie najlepszy czas na odwiedziny, ale pan Potter i pan Weasley uparli się, że nie wyjdą dopóki panienki nie zobaczą. Też mi !
Gryfonka wstała jak na zawołanie i od razu zobaczyła swoich przyjaciół, stojących przy jej łóżku. Po lewej na krześle siedziała Ginny i uśmiechnęła się promiennie, widząc jak Hermiona próbuje wstać z łóżka. Pani Pomfrey podała jej wyjątkowo paskudny napój i zaszczebiotała : 
-Do dna ! 
Gdy Granger wypiła wszystko, Pani Pomfrey zdjęła jej bandaże z głowy i z uśmiechem powiedziała:
-Głowa wygląda już dobrze, ale poleżysz jeszcze do jutra.
Zabrała tacę z pustą buteleczką lekarstwa i bandażami i odeszła. Granger rozejrzała się po sali - wciąż była jedyną pacjentką, co było w tej sytuacji wielkim udogodnieniem. Spojrzała na Ginny, a ruda uśmiechnęła się i od razu rzuciły się sobie w ramiona. Hermiona szepnęła cicho:
-Co wiedzą?
-Wszystko.
Odsunęły się od siebie. Harry usiadł na brzegu jej łóżka i nie spuszczał z niej wzroku. Ron wydawał się być nieco zdystansowany. Oczywiście, Granger widziała, że cieszy się z jej powrotu do zdrowia, ale był bardzo zły z powodu Malfoya i tych wszystkich kłamstw. Nagle poczucie winy wróciło ze zdwojoną siłą i Hermiona poczuła, że łzy napływają jej do oczu.
-Nie uwierzycie, jak bardzo się cieszę, że was widzę i ... przepraszam. Przepraszam za wszystkie kłamstwa, za to że tak wiele przed wami ukrywałam. Skończę z tym, obiecuję.
Ron spojrzał na nią niepewnie, wręcz nieufnie. Gryfonka spojrzała na stojącego obok Pottera. Chłopak miał poważną minę, ale wydawał się bardziej pogodny niż Weasley. To było dla niej jeszcze bardziej szokujące, gdyż Harry był największym zwolennikiem teorii Malfoya jako Śmierciożercy.
-Cieszymy się, że nic ci nie jest Miona - powiedział Potter.
-Gdyby nie Malfoy... - zaczęła Ginny, ale Ron nagle przerwał jej ostro, mówiąc:
-Gdyby nie Malfoy, to w ogóle jej by tu nie było.
Powiedziawszy to, obrzucił ją wściekłym spojrzeniem i wyszedł.
-Ron ! - krzyknęła Hermiona, ale nawet się nie odwrócił.
Roztrzęsiona zakryła twarz dłońmi. Ginny usiadła obok niej i przytuliła ją delikatnie. Mówiła coś do Miony, ale ta zdawała się nic nie słyszeć. W końcu przyjaciółka poddała się i głaskała jedynie Granger po głowie.
-Jak długo tu jestem ? - zapytała dziewczyna, przerywając ciszę.
-Malfoy przyniósł cię tu przedwczoraj w nocy - powiedziała szybko Ginny.
Hermionę zaskoczyło, że była nieprzytomna przez tak długi czas. Weasley rzuciła Harry'emu ukradkowe spojrzenie i powiedziała cicho:
-Malfoy był nieźle wystraszony i gdy go przycisnęłam zaczął gadać. Co prawda reszta zamku zna inną wersję tego zdarzenia - Parvati nawet mówiła coś o wilkołakach. Tak czy inaczej, to wciąż pozostaje tajemnicą. Także nauczyciele nic nie wiedzą. Malfoy nie jest aż tak głupi. Co prawda, jest wściekły, że my wiemy, ale...
-A może to czas powiedzieć komuś innemu ? - przerwała jej Hermiona.
Harry odpowiedział po chwili wahania:
-Nie wiemy dokładnie z czym mamy do czynienia, ale jedno jest pewne : powinno być jak najlepiej chronione i to w tajemnicy.
Granger ze zwątpieniem spojrzała na chłopaka. Kiedyś też tak myślała, ale czy nie słusznie byłoby powiedzieć Dumbledorowi lub McGonagall ?
-Zakon mógłby się tym zająć - szepnęła.
-Decyzja należy do ciebie. W końcu jesteś Powiernikiem Tajemnicy.
-Do tej pory jej strzegłam i patrzcie jak na tym skończyłam.
Przyjaciele nie powiedzieli już nic. Razem z Ginny, dziewczyna zajęła się rozpakowywaniem różnych słodyczy, które przynieśli ze sobą. Chciała się czymś zająć, a fasolki wszystkich smaków były idealnym pomysłem na odpędzenie smutków.
Harry opowiadał Hermionie co ją minęło, co mieli na lekcjach i jak bardzo denerwuje ich Snape. Wszystkie te opowieści i plotki, sprawiły, że Granger jeszcze bardziej chciała wrócić na lekcje. Nie marzyła o niczym innym, jak o powrocie do książek, które tak bardzo kochała.
Gdy pani Pomfrey przyniosła kolejny eliksir do wypicia, dziewczyna zapytała pielęgniarkę, czy byłaby szansa, aby wyszła ze Skrzydła Szpitalnego jeszcze dzisiaj, ale pani Pomfrey była nieugięta.
Nie chciała w ogóle słyszeć o tym słyszeć.
W końcu, Harry i Ginny powiedzieli, że muszą już iść, ale na pewno wpadną później. Zasmuciło to Gryfonkę - nie chciała zostać na sali sama, ale nie powiedziała im tego. Nie może w końcu wymagać, by siedzieli z nią bez przerwy - mają lekcje i masę roboty.
Harry zostawił jej na szafce Historię Hogwartu, mówiąc:
-Szukałem czegoś, czego nie czytałaś, ale stwierdziłem, że chyba nie ma takiej książki, więc przyniosłem ci Historię Hogwartu.
Hermiona uśmiechnęła się jedynie i od razu zajęła się ponownym czytaniem książki. Nie mogła jednak się skupić. Cały czas myślała o Zegarku i ... Malfoyu. Zastanawiała się, czy chłopak przyjdzie ją odwiedzić i jeśli tak, to co jej powie? I co ona ma mu powiedzieć?
Nikt nie przychodził do wieczora i Miona straciła nadzieję, na to że przyjdzie, ale w końcu pomyślała, że Malfoy na pewno nie przyszedł by w dzień. Ktoś przecież mógłby go zobaczyć.
Malfoy nie może sobie pozwolić, by ktokolwiek zauważył, że idzie odwiedzić szlamę, pomyślała gorzko Hermiona.
Pozostało jej tylko czekać i sama się dowie o wszystkim. Mijały godziny, robiło się ciemno, aż pani Pomfrey zapytała czy wszystko w porządku i zniknęła w swoich komnatach.
Gdy dochodziła druga, Hermiona była już pewna, że chłopak nie przyjdzie. Poczuła bardzo nieprzyjemne ukłucie w sercu, jakby żal, ale szybko go wyparła.
Mijały kolejne minuty, aż w końcu Hermiona zapadła w niespokojny sen.

Otworzyła oczy.
Stał przy jej łóżku, ubrany w ciemny garnitur. Jego usta wykrzywiły się w małym uśmiechu, widząc jak przeciera oczy. Ona natomiast nie mogła uwierzyć w to co widzi i przez krótką chwilę brała pod uwagę halucynację lub po prostu sen. 
-Co ty tu robisz tak późno? - zapytała cicho.
-Przyszedłem cię zobaczyć. - jego głos był aksamitny.
Nie chciała tego, ale  poczuła jak zalewa ją fala ciepła. Myślała, że już nigdy nie usłyszy tego głosu. A jednak.
Nie pozwoliła jednak działać emocjom i chłodno odpowiedziała:
-Ale duma Malfoya nie pozwala tego zrobić w dzień. Musisz się wkradać po ciemku, żeby nikt inny cię nie zobaczył ?
Wywrócił oczami.
-Też miło mi cię widzieć, Granger - powiedział kąśliwie. 
Miała zaciętą minę. Usiadła na łóżku i spojrzała na niego zła. Westchnął po chwili i wyrzucił z siebie:
-Rzeczy o których chcę porozmawiać nie nadają się na pogawędkę wśród towarzystwa innych ludzi. Są poufne.
Zmarszczyła brwi.
-Co z...- zaczęła.
-Udało mu się uciec. Nie udało mu się jednak ukraść Zegarka, ani nas zabić, więc powiedzmy, że jesteśmy na wygranej pozycji. Niestety twoi przyjaciele dowiedzieli się o wszystkim, z czego wcale nie jestem dumny. To wielkie ryzyko. I jeśli któreś z nich się wygada to...
-To co ? Nawet nie próbuj nam grozić.
-Ja nie grożę. Ostrzegam.
Hermiona dotknęła czoła, odczuwając ból. Zagryzła wargi i odwróciła wzrok. 
-Boli cię? Mam zawołać...? 
-Nie.
Nastała krótka cisza, nawet on nie wiedział co ma powiedzieć. Nie było jednak niezręcznie - tak tego nie można nazwać. Po prostu przez chwilę, żadne z nich nie wiedziało jak zacząć ten temat. Hermiona podciągnęła kołdrę pod szyję i spojrzała na chłopaka.
-Dziękuję. Uratowałeś mi życie.
Draco nie odpowiedział nic, jego wzrok wbity był w podłogę. Dziewczyna zauważyła, że mocno zaciska pięści. Nie wiedziała, co się dzieje. Odgarnęła kołdrę, chcąc wstać i wtedy to zobaczyła.
Napis na jej ramieniu został dokończony, pojawiła się ostatnia litera. 
SZLAMA
Dotknęła blizny i syknęła cicho. Nie miała pojęcia, kiedy to się stało. Ale pewne jest, że osoba, która chciała ją upokorzyć, dokonała tego. Jest teraz naznaczona.
Wzięła głęboki oddech i zakryła napis rękawem. Podniosła wzrok na Malfoya, który stał się absolutnie poważny. Zmartwiło ją to. Wręcz przestraszyło.
-Co jest?
Wciąż unikał jej oczu, jakby bojąc się w nie spojrzeć. W końcu usiadł obok niej, bardzo blisko, tak że cała się w sobie skuliła, zaskoczona tą bliskością. Podniósł wzrok i szepnął:
-Muszę coś ci powiedzieć, Granger.
Bała się  i to bardzo.
-Malfoy, nie strasz mnie.
Zaśmiał się, ale był to bardzo gorzki śmiech. Nie było w nim zupełnie nic pozytywnego. Pokręcił głową i nie odrywał od niej wzroku.
-Mają mnie za bohatera. Uratowałem ci życie, Granger. Zamek o tym wie. I wszyscy szaleją z plotkami. Każdy myśli, że w końcu zrobiłem coś dobrego. Jak bardzo się mylą.
Hermiona zacisnęła zęby. Nie chciała tego słuchać. Myślała tylko o tym, by zamilkł, by nie mówił ani słowa.
Patrzył przez chwilę w ciszy, jakby rejestrując jak reaguje.
-Nie jestem dobrym człowiekiem, Granger. Bo widzisz, ja ranię wszystkich, którzy wejdą mi w drogę. To dziwne, że o mnie nie pomyślałaś, ale to właśnie ja zrobiłem ci ten napis na ramieniu.
Ułamek sekundy - uderzyła go z całej siły w twarz. Łzy pojawiły się w oczach, choć tak bardzo ich nie chciała.
Malfoy dotknął swojego policzka i spojrzał na nią. Nie był wcale wściekły, zły czy choćby smutny. Jak zwykle, był obojętny na wszystko.
Och, jak bardzo to bolało.
-Nie powinnaś się do mnie zbliżać, Granger. Już nigdy.
-Nawet nie zamierzam - szepnęła, gdyż nie miała siły mówić tego na głos.- Wynoś się.
Malfoy przez chwilę  siedział tak jeszcze i patrzył na nią.
-WYNOŚ SIĘ. Nienawidzę cię, rozumiesz?
Chłopak wstał i obrzucił ją długim spojrzeniem. Powiedział cicho:
-Tak będzie lepiej.
Hermiona zakryła twarz dłońmi i załkała. Gdy przestała, jego już nie było.

Wszyscy otworzyli podręczniki, a profesor McGonagall obrzuciła niektórych swoim słynnym, złowrogim spojrzeniem. Hermiona była gotowa do pracy. Wchodzili w bardzo trudny etap transmutacji, który profesor McGonagall nazwała "zaawansowanym". Nie było to jednak nic, czego Hermiona nie byłaby w stanie opanować.
Dokładnie słuchała nauczycielki i dzięki swojej wiedzy, udało jej się zdobyć dziesięć punktów dla Gryffindoru. Zdawało jej się nawet, że ktoś powiedział "Wróciła", ale nie była pewna, czy to o niej.
Na obiedzie, Harry i Ginny usiedli po obu stronach Granger, a Ron spojrzał na nią wyniośle i usiadł obok Seamusa po drugiej stronie stołu. Hermiona poczuła się dotknięta, ale starała się tego nie ukazywać. W końcu Weasley miał rację- nie można ufać Malfoyowi, a już ona nie powinna tego robić w zupełności. Zajęła się swoim jedzeniem, słuchając jak Ginny opowiada o ciężkich treningach i okropnej pogodzie, która będzie towarzyszyć nadchodzącym meczom.
Po obiedzie, Hermiona postanowiła pójść do biblioteki i ani Harry ani Ginny nie wykazywali chęci, by do niej dołączyć.
Dziewczyna miała do napisania bardzo długi esej dla Snape'a, więc  cały jej wieczór zamierzała spędzić wśród książek.
Wchodząc do biblioteki, przywitała się z panią Pince.
-Dzień dobry, pani Pince. Jak się pani miewa?
Bibliotekarka ucieszyła się z widoku Gryfonki. Wstała, poprawiła swoje okulary i podeszła do Hermiony, mówiąc:
-Wyśmienicie. Dobrze cię tu widzieć, Hermiono.
Granger uśmiechnęła się i zajęła jeden ze stolików. Bibliotekarka lubiła tylko ją, gdyż dziewczyna od zawsze spędzała tutaj mnóstwo czasu i pokochała bibliotekę i wszystkie jej książki, dokładnie tak jak pani Pince.
Wyciągnęła pióro, pergamin i położyła na stole. Musiała jednak wcześniej znaleźć odpowiednie książki - teorię OPCM znała wręcz na pamięć, ale jeśli chciała dostać dobrą ocenę u Snape'a musiała być bardzo dokładna, ponieważ był bardzo krytyczny co do prac Gryfonów.
Wstała i nagle zobaczyła Malfoya. Stał przy jednym regale, szukając czegoś. Odwrócił się w jej stronę i Hermiona poczuła, jak jego zimny wzrok przejeżdża po jej twarzy. Złapała za torbę i szybkim krokiem wyszła z biblioteki.

Siedziała przy kominku, pisząc esej dla Snape'a. Nie wychodziło jej to. Wciąż była roztrzęsiona po spotkaniu Malfoya. W tym momencie ogarniała ją nienawiść do Ślizgona i dziewczyna nie miała zamiaru nic z tym zrobić.
Tak bardzo chciała byś silna i pokazać, że nie ma na nią żadnego wpływu. Dlaczego jej to nie wychodzi? 
Miała ciężką noc - nie dość, że jej policzki wciąż były mokre, to nie mogła zasnąć aż do świtu. Była taka zła, rozgoryczona i wściekła - przede wszystkim na siebie, że była taka naiwna. Gdy szła dziś na lekcje chciała pokazać mu i wszystkim innym, że potrafi poradzić sobie ze wszystkim. Ale widząc go w bibliotece poczuła, jak ogarnia ją ból. Na samo wspomnienie drgnęła zdenerwowana i zrobiła okropny kleks na pergaminie. Usunęła go szybko różdżką, ale postanowiła, że na razie odłoży pracę.
Nagle poczuła, jak ktoś siada obok niej. Podniosła wzrok i zobaczyła Harry'ego.
-Coś się stało? - zapytał.
-To tak widać? - szepnęła.
Potter skrzywił się nieznacznie, ale nie odpowiedział.
-Nic o co musiałbyś się martwić - odrzekła.- Harry, mogę cię o coś zapytać? 
-Oczywiście.
-Co sprawiło, że zmieniłeś zdanie o Malfoyu?
Potter pokręcił lekko głową i powiedział:
-Wcale nie zmieniłem o nim zdania, Miona. Wciąż myślę, że jest Śmierciożercą i coś knuje. 
-Ale... 
-Gdy zobaczyłem jak niesie cię do Skrzydła Szpitalnego... Byłem wściekły i obwiniałem go za wszystko. W pewnym momencie zobaczyłem jednak wyraz jego twarzy i ciężko mi to stwierdzić, ale on naprawdę był przerażony. I choć zabrzmi to szalenie, bał się o ciebie. 
Siedzieli tak przez chwilę wpatrzeni w ogień. 
-Myślę, że bał się jedynie o siebie - wyszeptała ze smutkiem Hermiona i poszła do dormitorium.

***
Kochani ! 
Przepraszam, że tak dawno nic nie dodawałam - wiem, jestem okropna. Kilka dni temu weszłam na bloga i zobaczyłam, że są nowe komentarze i tak mi się miło zrobiło... Pomyślałam, że kurczę jak ja mogłam kazać wam tyle czekać na nowy rozdział. I wzięłam się do roboty.
Rozdział, jak rozdział, ale cieszę się, że udało mi się go tak szybko skończyć i jest w miarę okay.
Mam nadzieję, że wam się spodoba - koniecznie piszcie w komentarzach co myślicie.
Ach, i co do piosenki - koniecznie ją sobie włączcie. Nie bardzo pasuje do momentu, ale pisałam właściwie cały rozdział, słuchając jej bez przerwy. Jest naprawdę świetna.
Dziękuję, że jesteście !

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 18

 "Ciemność"



Niewielkie płomienie delikatnie zajmowały drewno w kominku. Wszyscy zajęci byli żywymi rozmowami i wygłupami, ale nie pewna Gryfonka. Ta zaciekle pisała po jasnym pergaminie, nie zważając ani na rozbawionych przyjaciół, ani na fakt, iż jest piątkowy wieczór i mogłaby odpuścić z nauką. Dla Rona i Harry'ego to było normalne, ale tym razem Granger nie zajmowała się pracą domową tak po prostu. Musiała przestać myśleć o zbliżającym ją zadaniu. O zegarku. O planie, którego jeszcze nie miała. I o Malfoyu, oczywiście. Wszystko wyszło spod kontroli i jak się okazuje, nie tylko w jej przypadku. 
Kiedy wróciła po spotkaniu ze Ślizgonem do dormitorium, rzuciła się na łóżko i miała zamiar pójść spać. Ale nie mogła i najdziwniejsze jest to, że nie miała pojęcia dlaczego. Była rozbudzona, jakby dopiero co obiegła Hogwart dookoła. Wtedy właśnie po raz pierwszy przez głowę przeszła jej ta cudownie idiotyczna, ekstremalnie niedorzeczna myśl, która nie pozwoliła jej zasnąć do późna. 
A jeśli... on coś do mnie czuje?
Głupia, idiotka, kretynka - przecież to Malfoy. Ten Ślizgon. On nie czuje nic, zupełnie nic. Chyba, że nienawiść do Harry'ego, Weasleyów i właśnie Hermiony. 
Ale dlaczego, kiedy ją pocałował, poczuła, że wcale nie chodzi tu o alkohol? Tak, czuła go i to wyraźnie, ale czy to właśnie dlatego zrobił to co zrobił? 
Przycisnęła mocniej pióro i zrobiła dziurę w pergaminie. 
-Hermiono, nie tak ostro ! - krzyknął Dean, który roześmiany przechodził akurat obok.
-Wiemy, że Eliksiry to lipa, ale nie musisz się wyżywać na biednym pergaminie - dodał Seamus.
Dziewczyna wystawiła im język.
Postanowiła, że skoro ma jeszcze czas, może go spożytkować w inny sposób. Pobiegła do dormitorium, zostawiła tam swoje rzeczy i poszła się przejść po zamku. Pomyślała, że nie uspokoi się, dopóki nie znajdzie się gdzieś sama.
Było zimno, ale starała się nie zwracać na to uwagi. Idąc przez ciemne korytarze, rozświetlone jedynie słabym płomieniem ze świec, wpadła na kogoś.
Kiedy się odsunęła, zauważyła, że to Luna.
-Luna! - krzyknęła zaskoczona.- To znaczy... cześć.
Lovegood spojrzała na nią rozkojarzona i kiwnęła głową.
-Hej.
Gryfonka nie wiedziała, co ma powiedzieć, więc zobaczywszy Żonglera w rękach dziewczyny, zapytała:
-To nowy egzemplarz?
-Tak, rano go dostałam - powiedziała z nieukrywaną dumą.- Może chcesz? Mam ich jeszcze mnóstwo w dormitorium...
-Och, ee... dziękuję - bąknęła Hermiona, przyjmując od Luny gazetę.
Każdy wiedział, że wypełniona jest samymi wymyślonymi artykułami i Hermionę aż skręcało, żeby jakoś je skomentować. Postanowiła jednak, że nie będzie się odzywać, jakoś nie miała ochoty na kolejną bezsensowną sprzeczkę.
Luna spojrzała przez okno i powiedziała rozmarzonym głosem:
-Oooch, dziś północ - spojrzała na Granger i dodała - to czas, kiedy wszystkie magiczne stworzenia- od tych najstraszniejszych, do całkiem niegroźnych, wychodzą na powierzchnię.
Powiedziawszy to, uśmiechnęła się lekko i odeszła. Dziewczyna nie wiedziała dlaczego, ale słowa Luny zmartwiły ją jeszcze bardziej. Miała złe przeczucia i bardzo chciała się z kimś tym podzielić. Pomyślała, że mogłaby porozmawiać z Ginny, ale nie chciała ją martwić. Już i tak mało co nie dostała zawału, gdy dowiedziała się wszystkiego o zegarku.
Zdenerwowana zagryzła wargi i wyjrzała przez okno. Robi się późno - pomyślała.

***
Pokój Wspólny Ślizgonów wypełniony był uczniami ze wszystkich roczników. Co dziwne, nawet małolaty plątały się pod nogami. Ktoś załatwił Ognistą, a w tle cicho leciała muzyka. Piątek.
Draco siedział z Zabinim, Crabbem i Goylem oraz Pansy najbliżej jednego z kominków. Wszyscy obgadywali akurat Pottera, do czego bardzo chętnie dołączył. 
Parkinson usiadła blisko niego i co raz rzucała mu zalotne, trochę podpite spojrzenie, na co nie reagował. Już dawno dał jej do zrozumienia, że nie ma ochoty na jakiekolwiek bliższe kontakty, ale dziewczyna nie ustępowała.
Nagle zachichotała i powiedziała:
-A widzieliście tą Granger na Eliksirach? Pierwszy raz coś nie poszło po myśli Panny Doskonałej?
Wszyscy zaczęli naśladować reakcję Gryfonki na wybuch jej eliksiru. Tylko Malfoy się nie odzywał- jakoś nie miał ochoty na żarty dotyczące akurat jej... Nie wiedział jednak dlaczego. Wyśmiewanie Pottera, Weasleyów i Granger było kiedyś jego ulubionym zajęciem. Mieszanie ich z błotem należało do jego codziennej rozrywki. Wiele się jednak pozmieniało.
-Co ona wczoraj od ciebie chciała, Draco? - zapytała zaciekawiona Parkinson.
Zauważył, że Zabini i inni przestają się śmiać i patrzą na Dracona uważnie.
-Nie twój interes- warknął nieprzyjemnie, aż dziewczyna się od niego odsunęła.
-Spokojnie, my tylko jesteśmy ciekawi, dlaczego od jakiegoś czasu tak się wokół ciebie kręci - powiedział chłodno Zabini. 
Malfoy zmierzył go wzrokiem.
-Nie pozwalam, by szlamy się wokół mnie kręciły, powinieneś to wiedzieć.
-A dzisiaj?
-Dzień dobroci- powiedział lodowato, co zakończyło temat.
Ktoś podsunął mu butelkę, ale nie miał ochoty pić. Wstał, nie patrząc nawet na resztę i poszedł do dormitorium. Zabrał spod łóżka Pelerynę Niewidkę, schował ją pod ubraniem i wyszedł z Lochów.
Gdy doszedł już do głównego wyjścia, usłyszał za sobą.
-Malfoy !

***

Stała przy jeziorze, w cieniu wielkiego drzewa. Było już całkiem późno, ale on się nie pojawiał. Tak jest, jak polegasz na Ślizgonie. Ostatni raz, pomyślała.
Mijały minuty, a go wciąż nie było. Jeśli się nie pojawi za dziesięć minut, będę musiała sama się tym zająć - pomyślała. Nagle ze strony lasu usłyszała wycie wilka. Drgnęła wystraszona. 
Spojrzała na zamek skąpany w ciemności, ale nigdzie go nie widziała. Pomyślała, że jeśli z tego wyjdzie cało, to powie swoim przyjaciołom o wszystkim. Harry i Ron nie zasługują na takie traktowanie. Oni zawsze są szczerzy i uczciwi, a ona ? Jak może się tak zachowywać? Może to przez zegarek, a może przez Malfoya, ale miała wrażenie, że traci siebie. Z każdą chwilą, każdym dniem, miesiącem dziewczyna zmieniła się coraz bardziej i bardziej. Nie podobało jej się w jakim kierunku to wszystko dążyło.
Ale z drugiej strony poczuła dziwne ukłucie serca na myśl, że mogłaby zerwać jakiekolwiek kontakty z...nim. To było dziwne i przerażało ją jak bardzo się od niego uzależniła.
To bezsensu, przecież rozmawiają ze sobą tylko ze względu na zegarek. W innych okolicznościach nawet by na niego nie spojrzała. A jeśli już to z obrzydzeniem. Pamiętała wszystkie złe rzeczy, które jej zrobił. Fakt, iż on jako pierwszy nazwał ją szlamą. I fakt jak bardzo ją to zabolało.
Przed oczami pojawiło jej się wspomnienie wczorajszego wieczoru. To jak zbliżył się do niej i pocałował, jakby miał wszystko gdzieś. Jakby nic innego nie miało w tym momencie znaczenia. Tylko ona. Miała nadzieję, że to tylko alkohol - och, jak bardzo byłaby za to wdzięczna. Mogłaby łatwo wytłumaczyć jego zachowanie zbyt dużą ilością Ognistej. Dlaczego jednak nie była przekonana?
Spojrzała ponownie na zamek i błonie. Stała samotnie, a z oddali nie widać było nikogo. Zdenerwowana nie mogła przestać myśleć o tym, że czas ucieka. Nie miała pojęcia co robić.
-Czemu mi to robisz? - szepnęła cicho.
-Bo nie mam wyjścia - usłyszała gdzieś za sobą i nagle wszystko co widziała to ciemność.

***
-Czego chcesz Potter? - zapytał lodowato.
Harry wyprostował się i zmierzył Malfoya wściekłym spojrzeniem. 
-Gdzie jest Hermiona? - zapytał napastliwie Gryfon.
Malfoy zdobył się na nonszalancką pozę.
-Skąd JA mam to wiedzieć, Potter ? 
Gryfon wyciągnął różdżkę, ale nie podniósł jej do góry. Na twarzy widać było determinację.
-Nie udawaj. Wiem, że...
-Wiesz co ? -zapytał ostro.
Peleryna ciążyła mu pod szatą, a  gdzieś tam czekała na niego Hermiona. Musi się pośpieszyć, każda chwila jest na wagę złota. Harry zmieszał się, ale powiedział :
-Wiem, że coś się między wami dzieje. I nie pozwolę na to - ona jest moją przyjaciółką.
Malfoy z lekkim podenerwowaniem podszedł bliżej Pottera.
-Słuchaj. Nie wiem o co ci chodzi. Mam gdzieś ciebie i twoją przyjaciółkę. A teraz musisz mi wybaczyć... 
Ślizgon skorzystał z momentu i wyciągnął różdżkę. Miał szczęście, bo Harry się tego nie spodziewał. 
-Petrificus Totalus ! - krzyknął Malfoy.
Wybraniec runął na ziemię i leżał nieruchomo. Malfoy odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł z zamku.

***

Otworzyła oczy - nie była pewna, gdzie jest ani co się stało. Jedyne co pamiętała, to czekanie na Malfoya. Było jej zimno - spojrzała na swoje sine ręce i zadrżała. Przeszukała swoje kieszenie, ale nie mogła znaleźć różdżki. Sytuacja robiła się coraz bardziej beznadziejna.
-Na kogo czekałaś?! - usłyszała ostry i niski głos.
Rozejrzała się dookoła, ale nie mogła nikogo dostrzec. Chciała wstać, ale ból głowy jej to uniemożliwił.
-Nie każ mi powtarzać pytania, szlamo.
-Na nikogo - powiedziała cicho.
Kolejna próba wstania - udało jej się podnieść do pozycji siedzącej. Wpatrywała się w ciemność, ale nie potrafiła dostrzec nawet zarysu człowieka.
-Nie kłam. Wiem, że na kogoś czekałaś. A radziłem ci, żebyś nie próbowała mnie przechytrzyć.
Nie było sensu próbować uciekać, skoro ta osoba miała jej różdżkę.
-Gdzie jest zegarek ? - usłyszała.
W tym momencie Malfoy miał zajść go od tyłu i obezwładnić. Ale Malfoya tu nie było i Hermiona wiedziała, że w tej sytuacji sama nie wiele zdziała. A zawsze była samowystarczalna ! Potrafiła przewidzieć każdą sytuację, a w tych najbardziej ekstremalnych przypadkach miała plan na rozwiązanie sytuacji. Co się zmieniło?
-Nie mam go - powiedziała niepewnie.
On zaśmiał się głośno:
-Och, wiem, że go nie masz. Pytam się gdzie on jest !?
Nie odpowiedziała. Nagle on zbliżył się do niej tak, że mogła zobaczyć jego twarz. Wyglądał jakby był w jej wieku, może trochę starszy. Rysy miał groźne, a oczy świeciły się niebezpiecznie.
Powoli, ostrożnie podniosła się z ziemi i spojrzała w twarz nieznajomego. Co on zamierzał?
-Jeśli nie zaprowadzisz mnie do zegarka w tej chwili, zginiesz.
Gwałtownie nabrała powietrza.
-Decyzja należy do ciebie.
Uniósł różdżkę i wycelował w jej serce. Poczuła, jak strach ogarnia ją całą i paraliżuję jej ciało.
-Nie zabijesz mnie - powiedziała, próbując zrobić wrażenie pewnej siebie.- Jeśli to zrobisz, nigdy nie odnajdziesz tego, na czym tak bardzo ci zależy.
-Przekonamy się?
Jego usta wykrzywił grymas, a oczy były pełne gniewu i złości. Hermiona zamknęła oczy, myśląc o tym co się zaraz stanie, gdy nagle poczuła jakiś ruch. Otworzyła oczy i zobaczyła, że Malfoy stoi przed nią i zasłania ją własnym ciałem.
-Nie radziłbym - powiedział spokojnym, wręcz znudzonym głosem.
Jak to się stało? Skąd on się tu wziął? Dziewczyna wszczepiła się w jego marynarkę i ze zdenerwowania nie puszczała. Nieznajomy uśmiechnął się tylko i powiedział:
-Malfoy.
Po czym nastąpił wybuch i otoczył ich ciemny dym. Z załzawionymi oczami, Hermiona na oślep próbowała znaleźć drogę wyjścia. Poczuła, że Malfoy łapie ją za rękę i próbuje wyprowadzić z kłębu dymu. Nagle przed nią wyrósł on i próbował ją oderwać od Malfoya. Mimo że Malfoy trzymał ją mocno, nie dała rady i puściła jego rękę. Z impetem upadła na ziemię i poczuła ostry ból. Gdzieś obok niej, z ciemnej otchłani usłyszała jak rzucają na siebie zaklęcia. Próbowała wstać, ale zakręciło jej się głowie. Poczuła okropny ból i sięgnęła ręką do głowy. Czy to... ? Zdziwiona patrzyła na czerwoną dłoń i czuła, że odpływa. Słyszała coraz mniej, a obraz powoli jej się rozmywał. Czuła jak po policzku spływa jej krew. Myślała jedynie o tym, by ten ból ustąpił. By odpuścił.
Nagle ktoś ukląkł nad nią i pochylił się. Malfoy.
Ostatnie co pamiętała to jego przerażona, biała twarz i słowa:
-Wszystko będzie w porządku, nie zamykaj oczu... Proszę...nie zostawiaj mnie...