"Nic już nie będzie jak dawniej"
Był czwartkowy wieczór. Spędzali kolejną godzinę w bibliotece na nauce. Tak
naprawdę tylko Hermiona zajmowała się książkami. Ron testował swoje nowe
szachy, które dostał od Harry'ego na urodziny. Chłopcy nie grali w nie od
pierwszej klasy i miło było spojrzeć jak ponownie główkują nad grą. Z drugiej
jednak strony przywoływało to całkiem niemiłe wspomnienia. Granger wciąż
pamiętała, jak była przerażona, gdy Ron oznajmił, że muszą być pionkami w
rozgrywce podczas ich pierwszego roku szkolnego.
-Gdzie jest Ginny ? - zapytał nagle Ron.
-Nie wiem - mruknął Harry pod nosem.
Hermiona podniosła wzrok znad książki do Historii Magii i przyjrzała się
przyjacielowi uważnie.
-Kłócicie się?
-Nie, dlaczego? - zapytał Harry dość nerwowo.
Granger pokręciła głową i uśmiechnęła się.
-Tak pytam, bez powodu.
Kątem oka zauważyła Deana Thomasa,
który podnosił książkę z ziemi. Zastanawiała się, czy przypadkiem nie
podsłuchiwał ich rozmowy. Może wciąż liczył że wróci do Ginny? Hermiona lubiła
chłopaka, ale kibicowała Harry’emu. Wiedziała, że uczucie które połączyło go i
Weasley jest o wiele silniejsze niż to co oferował Dean.
Ron skupiony wpatrywał się w szachownicę przez dłuższy czas, aż Harry zaczął
ziewać. Niespodziewanie Weasley powiedział triumfująco:
-Szach mat !
Dziewczyna podniosła wzrok i spojrzała na roześmianego Rona i
zdezorientowanego Pottera. Weasley był pewny siebie - szachy nigdy nie sprawiały
mu trudności, więc mógł się pochwalić swoimi umiejętnościami przed każdym, kto
tylko się napatoczył. Oczywiście tylko Harry dawał się wciągnąć w te rozgrywki
i jedynie dlatego, że Ron był jego przyjacielem.
-Gramy jeszcze raz?
-A może zajęlibyście nauką? - wtrąciła Hermiona. - Wciąż tylko gracie w te
szachy albo śpicie. Czas wziąć się do książek. Ron, jak z twoją Obroną Przed
Czarną Magią? Powinieneś się przygotować, bo Snape na pewno będzie pytał...
-Nawet mi o nim nie przypominaj ! - powiedział Ron podniesionym głosem.
Zza regału wychyliła się pani Pince. Zmierzyła ich wszystkich groźnym
wzrokiem i syknęła, by byli cicho. Hermiona poczerwieniała lekko na policzkach
i westchnęła, gdy bibliotekarka zniknęła za regałami.
-Jak sobie chcecie ! - powiedziała Granger.
Zabrała swoje rzeczy i przeniosła się na stolik obok. Poszła do działu z
książkami o Zielarstwie i zaczęła szukać podręcznika Eloise Bridgett
"Lecznice zioła i ich zastosowanie". Dziewczyna poważnie myślała o
przyszłej karierze uzdrowicielki. Miała oczywiście świadomość, że nie będzie to
najłatwiejsza praca, o ile w ogóle dostanie się na nauki. Dobrze radziła sobie
w szkole, ale Hogwart to jedno a prawdziwe życie to co innego. Z drugiej jednak
strony, czy to życie nie jest wystarczająco "prawdziwe" ?
Dziewczyna usiadła na chwilę przy stole i wbiła wzrok w książki. Nauka i
dążenie do celu wymaga wiele determinacji, a kto jak kto, ale Granger ją ma.
Potrafi być uparta i dążyć do celu, a wiedza łatwo wchodziła jej do głowy. Bała
się jednak praktyk. Nawet jeśli zda wszystkie egzaminy, może zawieść będąc
lekarką. Może nie być wystarczająco dobra i co najgorsze może nie umieć pomagać
czarodziejom, a przecież o to jej chodziło. Chciała ratować życia, być zawsze
pomocną ! Nie mogła już o tym myśleć - znalazła potrzebny jej podręcznik i
zaczęła wertować strony. Nie potrafiła się jednak skupić- westchnęła, odwróciła
się i odnalazła spojrzeniem chłopców. W tym momencie byli całkowicie
rozluźnieni i nie martwili się o nic. Nie tracili czasu na rozmyślanie o szkole,
nauczycielach, przyszłej pracy a już z całą pewnością nie myśleli o
Voldemorcie. To było coś nowego i dziewczyna cieszyła się, że mogą choć na
chwilę zapomnieć.
W tej chwili nie byli wybrańcami, bohaterami lecz zwykłymi uczniami, którzy
spędzają swój wolny czas w bibliotece. Bardzo chciałaby, żeby już tak zostało -
żeby na zawsze pozostali zwykłymi szesnastolatkami, bez zmartwień, problemów i
świata do ocalenia.
Nagle jej rozmyślania przerwał głośny śmiech. Rozejrzała się i zobaczyła, że
przy przeciwległej ścianie stoi Draco Malfoy i pochyla się nad Astorią,
szepcząc jej coś do ucha. Dziewczyna zrobiła się czerwona jak piwonia i zaczęła
się śmiać. Hermiona poczuła gniew, złość i smutek jednocześnie. Widziała, jak
Astoria bawi się krawatem chłopaka i przyciąga go do siebie, drocząc się. Taki
Malfoy był dla Hermiony kimś innym. Znała go tylko jako ponurego chłopaka,
który nienawidzi szkoły, nauczycieli i wszystkich uczniów. Teraz najwidoczniej
znalazł kogoś, kogo tak bardzo nie nienawidzi. Mimo że powinna się cieszyć, nie
mogła.
Przyjrzała się jego twarzy, nie myśląc wcale o tym, co się stanie jak ją na
tym przyłapie. Miał nieobecny wyraz twarzy, trochę zamyślony. Słuchał jak
Astoria szczebiocze mu coś do ucha, ale Hermiona nie odnalazła na jego twarzy
ani cienia szczęścia ani zainteresowania. Kiedy skończyła coś do niego mówić,
na chwilę między nimi zapadła cisza. Hermiona schowała się za książkami, bojąc
się, że ją dostrzegli, ale gdy znowu podniosła wzrok, oni pochłonięci byli sobą
i to bardzo.
Po chwili Malfoy złapał ją za rękę i pociągnął za sobą za regał na książki,
gdzie kontynuowali całowanie. Hermiona odwróciła wzrok. Po tym, jak potraktował
ją ostatnio na imprezie, nie chciała by znów ją wyprowadził z równowagi. Ale
najwidoczniej wciąż to robił, nawet nieświadomie. Chciała go tylko nienawidzić,
za to wszystko co jej zrobił, a on wciąż dawał jej więcej powodów do
nienawiści.
Schowała książkę do torby i podeszła pod stół chłopaków, oznajmiając, że
musi już iść. Byli zbyt pochłonięci grą, żeby coś jej odpowiedzieć, więc tylko
skinęli głowami.
Granger wyparowała z biblioteki i szła szybko w kierunku Pokoju Życzeń. Nie
chciała tego przyznać, ale była zła. To słowo nie oddawało odpowiednio jej
stanu w tamtej chwili. Ona nie była zła, tylko wściekła.
Tylko dlaczego ? Przecież ona go tak nie znosi ! Po ostatnim spotkaniu nie
potrafiła myśleć o nim pozytywnie, a teraz poczuła, że będzie gorzej. Czemu
jest taką głupią gęsią i się nim zamartwia? W końcu to Malfoy. Zawsze miał
dziewczyny i to normalne, że ma kolejną. Nie powinna o tym myśleć, w końcu on
jest przeklętym dupkiem, który jedyne co potrafi, to ranić ludzi dookoła.
Dziewczyna szła szybko. Nagle zobaczyła przed sobą Lavender, która od
jakiegoś czasu bardzo chciała z nią porozmawiać. Hermiona nie miała ochoty na
pogawędkę, szczególnie teraz, więc szybko schowała się za starą zbroją i
przeczekała tam kilka dłuższych chwil.
-Hermiono!- usłyszała, że ktoś woła ją z oddali.
Hermiona wystraszona obróciła się, lecz niefortunnie zaczepiła o zbroję.
Wszystko poleciało na ziemię i narobiło okropnego hałasu. Uczniowie odwrócili
się i patrzyli na Gryfonkę ze śmiechem. Na dodatek zbroja była w nieciekawym
stanie. Usłyszała szelest czyjeś szaty i nagle przed nią wyrósł Snape. Jęknęła
cicho, jeszcze go tu brakowało !
Zmierzył ją surowym wzrokiem i uśmiechnął się jadowicie.
-Widzę, że niszczysz mienie szkoły, Granger. Minus piętnaście punktów dla
Gryffindoru i tydzień szlabanu za tak haniebne zachowanie. Zgłoś się do Filcha,
dzisiaj ! - syknął cicho i uśmiechnął się jeszcze raz.
Wyciągnął różdżkę i zaklęciami niewerbalnymi poskładał zbroję i ustawił ją
znowu w odpowiednim miejscu.
Dziewczyna odwróciła się, chcąc pójść do Wieży Gryffindoru i zobaczyła Leo.
Trzymał w dłoni kilka książek, pewnie również wracał z biblioteki.
-Hej. Przepraszam, to wszystko przeze mnie. Chciałem mu... - zaczął
zdyszany.
-Nie ma sprawy, to moja wina- odpowiedziała pośpiesznie, zastanawiając się
co mogłaby wymyślić, aby jak najszybciej odejść.
-Co ty robiłaś z tą zbroją?
Hermiona była zła i nie miała ochoty odpowiadać na jego pytania. Widząc
jednak jego minę, odrzekła:
-Chowałam się przed kimś. A teraz przepraszam, ale muszę iść.
On jednak ją zatrzymał. Zauważyła, że miał roztrzepaną fryzurę. Właściwie
cały jego ubiór był bardzo luźny - koszula wystawała mu spod swetra, krawat
wisiał mu luźno na szyi a spodnie były nieźle pogniecione.
-Widziałem cię w bibliotece. Dlaczego wyszłaś tak nagle ? Śpieszysz się
gdzieś?
Granger spojrzała chłopakowi w oczy, zastanawiając się co może mu
powiedzieć.
-Coś mnie bardzo zdenerwowało - powiedziała po chwili.
Chłopak wyprostował się i lekko zmarszczył brwi.
-Mogę wiedzieć co ?
Hermiona westchnęła cicho. Tak bardzo chciałaby powiedzieć mu wszystko - o
Malfoyu, o całym zegarku i frustracji jaka nią targa, ale wiedziała, że nie
może. Niestety życie nauczyło ją, że nie można ufać ludziom.
-Chyba zostanie to moją tajemnicą.
-Nie ma sprawy - uśmiechnął się.
Chciała odejść, kiedy on złapał ją za dłoń i powiedział :
-Wszystko będzie dobrze, wiesz o tym? - kiwnęła głową zmieszana.- Chciałbym
ci coś pokazać...
Dziewczyna spojrzała Leo w oczy - czy ten chłopak miał złe zamiary? Patrząc
na niego i ten szczery błysk w oku nie mogłaby nic takiego pomyśleć. Chciała
jednak uważać, w końcu pamiętała jak zakończyła się ostatnia znajomość.
-Nie jestem pewna...
Chłopak pociągnął ją i zaśmiał się :
-Chodź Hermiono, nie zjem cię, obiecuję.
Zastanawiała się gdzie ją prowadzi i trochę się bała. Prawdopodobnie Leo miał
dobre chęci, ale wszystko to co przeżyła przez ostatnie kilka miesięcy,
zostawiły pewną bliznę, która nigdy się nie zagoi.
Szli po schodach, które akurat nie sprawiały żadnych problemów. W końcu
dotarli na trzecie piętro. Dziewczyna uniosła brwi zaskoczona, ale chłopak
uśmiechnął się jedynie i nic nie powiedział, tylko pociągnął ją dalej.
-Leo, gdzie my idziemy ?
-To niespodzianka ! - wyszeptał.
Hermiona zauważyła, że wciąż trzymał ją za rękę i wcale nie miał zamiaru jej
puścić. Było jej miło, choć tak naprawdę nie poczuła nic. Pustka. Wiedziała, że
kiedy chłopak bierze dziewczynę za rękę, ona po prostu szaleje z nadmiaru
emocji, ale Hermiona nie poczuła nic.
W końcu chłopak stanął przed dużymi ciemnymi drzwiami i zawołał:
-Oto drzwi do raju ! Alohomora!
Zaciekawiona Gryfonka zajrzała do pokoju i buzia sama otworzyła jej się z
zaskoczenia. Przed oczami miała niewielki przytulny pokój zastawiony regałami z
książkami. Przez duże okiennice wpadało światło słoneczne, które sprawiało, że
pokój wydawał się być cieplejszy. W powietrzu roznosił się zapach książek i
kurzu.
-Co to za książki ? - zapytała podniecona podchodząc pod regały i wyciągając
jedną.
-Okazuje się, że Hogwart ma ich nadmiar. Z jakiegoś powodu, wszystkie te
dzieła zostały schowane w tej komnacie i zamknięte na klucz.
-Spójrz ! - zawołała podekscytowana. - To "Dziennik Czarodziei "
Donny Blythe. To jedna z najbardziej poszukiwanych ksiąg na świecie !
Dziewczyna nagle zapomniała o chłopaku i spoglądała na kolejne tytuły. Było
tego tak dużo. Niektórzy autorzy nie mówili jej nic, a niektórzy sprawiali, że
miała ochotę od razu zająć się czytaniem.
-Jak myślisz dlaczego te wszystkie książki nie są w bibliotece?
-Myślę, że to może być prywatna kolekcja któregoś z nauczycieli lub
Dumbledore'a - powiedział.
Hermiona podniosła wzrok na chłopaka. Oparł się o regał i patrzył z
uśmiechem na dziewczynę.
-Możliwe... Tak więc nie powinno nas tu być. - Westchnęła. - Jeśli to
Dumbledore'a... och, albo Snape'a ! Tylko pomyśl co by zrobił, gdyby
zorientował się, że ktoś tu grzebał.
-Spokojnie, przychodzę tu od początku roku szkolnego. Nikt tu nie zagląda.
Zdaję się, że ta osoba nie bardzo dba o swoje książki.
-Dość dziwne... - mruknęła, patrząc na stosik, który ułożyła już sobie przy
nogach. - Przecież to wspaniałe dzieła !
Hermiona rozejrzała się dookoła zdumiona. Leo podszedł bliżej i oparł się o
regał. Na jego twarzy igrał słaby uśmiech zadowolenia. Nie spuszczał Gryfonki
ze wzroku.
-Wiedziałem, że ci się tu spodoba - powiedział Leo po chwili.
Dziewczyna podeszła bliżej i przyjrzała mu się. Czemu ją tu przyprowadził?
To na pewno było dla niego ryzykowne. Ale jednak z jakiegoś powodu wybrał
akurat ją i pokazał dziewczynie ten sekretny pokój. Musiało to coś znaczyć,
Granger nie chciała jednak, żeby było to prawdą.
-Leo, dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś. To niesamowite miejsce,
naprawdę. Chciałabym, żebyś wiedział, że ja... - zawahała się.
Nie wiedziała co powiedzieć dalej. Speszona odwróciła wzrok, ale Leo
stanął bliżej i odrzekł:
-Możesz tu przychodzić, kiedy będziesz miała na to ochotę. Nie chcę nic w
zamian i rozumiem co masz na myśli. Nie będę się narzucać.
-To nie tak ! Po prostu lepiej żebyśmy zostali przyjaciółmi.
Leo uśmiechnął się krzywo, ale pokiwał głową.
-Jasne, brzmi świetnie.
W dormitorium nie było nikogo. Hermiona leżała na łóżku i nie wiedziała co
ze sobą zrobić. Chciała napisać list do rodziny, ale nie potrafiła skleić
zdania, więc rzuciła pióro i się poddała.
Leżała tak, słuchając wesołych rozmów uczniów z Pokoju Wspólnego. Nie miała
ochoty schodzić na dół.
Nagle do dormitorium wpadła Ginny. Policzki miała zaróżowione, a oczy pełne
łez. Zaskoczona Granger od razu wstała i podbiegła do przyjaciółki.
-Coś się stało ? - zapytała, ale Weasley wyrwała się i rzuciła na łóżko.
-Zostaw mnie w spokoju ! - chlipnęła Ginny.
Zrobiło się cicho, Hermiona poczekała chwilę, aż jej przyjaciółka uspokoi
się, a później podeszła pod jej łóżko i usiadła obok. Patrzyły na siebie przez
chwilę. W oczach Ginny widać było smutek pomieszany z wściekłością i żalem. W
pewnym momencie, Hermiona poczuła, jakby to ona była czemuś winna. Ten niby
zarzut Weasley bardzo ją zaniepokoił.
-Ginny, porozmawiaj ze mną - powiedziała cicho i łagodnie.
-Wydaje mi się, że obie zakochałyśmy się nieszczęśliwie. No wiesz, w
chłopakach, którzy mają w życiu jakieś wielkie cele, a nas uważają za
nic.
Granger spojrzała na Weasley zdezorientowana. O czym ona mówiła ?
-Harry cię kocha. Wiem to - powiedziała stanowczo. - Nawet jeśli się
pokłóciliście to nic nie znaczy, bo dla niego zawsze będziesz ważna.
Ginny pokręciła głową.
-Nie. Dla niego jest wszystko ważne, tylko nie ja. O niczym mi nie mówi,
ciągle traktuje mnie jak dziecko... Mam tego dość. Wiem, że uważa się za
bohatera, ale...ale...- zaczęła płakać jeszcze bardziej.
Hermiona przytuliła ją i głaskała jej głosy, próbując ją uspokoić.
-Tak Hermiono. Możesz udawać tak jak ja przez te wszystkie lata. Ale tak jak
ty wiedziałaś, że czuję coś do Harry'ego, tak ja teraz wiem, że czujesz coś do
Malfoya. Niestety obie bardzo źle trafiłyśmy.
Granger odsunęła się od niej na chwilę. Poczuła napływającą złość. Wstała i
zaczęła nerwowo chodzić po pokoju.
- Harry cię kocha ! Nie porównuj go do Malfoya. Nawet się nie waż ! - jej
głos podnosił się.- Harry o ciebie dba, myśli o tobie, martwi się o ciebie.
Kocha cię i nie wstydzi się tego przyznać. Jak możesz porównywać go do Malfoya?
On nigdy… - poczuła, że zaraz się rozpłacze, ale z całej siły starała się
odgonić niechciane łzy. - On nigdy nie traktował mnie tak jak Harry ciebie.
Wręcz przeciwnie. Naśmiewał się ze mnie, groził mi, nazywał szlamą… A teraz
obściskuje się z tą Astorią ! Myślisz, że dla mnie to takie łatwe? Kiedy
ty coś do kogoś czujesz, a ta osoba traktuje cię jakbyś była najgorszym
koszmarem? Nie, to cholernie trudne. Ale jakoś z tym żyje. Ciesz się, że masz Harry’ego,
bo możesz być pewna, że cię kocha. A nawet jeśli nie mówi ci o wszystkim, to
tylko dlatego, że chce cię chronić.
Ginny patrzyła na nią zupełnie inaczej. Właśnie Hermiona wyznała, że czuje
coś do Malfoya. Przyznała to, nie tylko przed Weasley, ale przed samą sobą.
Zrozumiała, co każdego dnia przechodzi Granger i poczuła ukłucie bólu.
-Miona, przykro mi… Ja nie chciałam. - chlipnęła Ginny.
-Nieważne - odpowiedziała cicho Hermiona i wybiegła z dormitorium.
Miała w sobie tyle złości… goryczy… Nie była w stanie tego opanować.
Wiedziała jedno - musi znaleźć się daleko od ludzi, jak najdalej. Wbiegła pod
Pokój Życzeń. Starała się skupić na swoich myślach. Nie wiedziała jednak, o co
prosić. Chciała schronienia, tylko tego.
Próbowała uspokoić oddech, ale nie potrafiła. Dlaczego tak łatwo dała się
wyprowadzić z równowagi? Na dodatek powiedziała słowa, których nie powinna.
Była to jednak gorzka prawda. Czuła coś do niego i sprawiało to niewyobrażalny
ból. Coś, czego chciałaby się pozbyć, bo nigdy nie poczuje się dzięki niemu
szczęśliwa. On zawsze będzie sprawiał jej ból i ona jemu. Oboje są
toksyczni. Niezdolni do bycia razem.
Nagle usłyszała kroki za sobą. Odwróciła się i zobaczyła Malfoya. Był
zaskoczony jej widokiem, nawet lekko zmartwiony. Szybko jednak powróciła jego
kamienna twarz. Włożył ręce do kieszeni i dał kilka kroków do przodu.
-Coś się stało?
Jego głos był równie beznamiętny. Wręcz znudzony. Hermiona westchnęła i
odgarnęła ręką włosy, które opadały jej na twarz. Próbowała wymyśleć jakąś
wiarygodną wymówkę, coś co sprawi, że się od niej odczepi.
-Nie, po prostu... Za dużo się ostatnio dzieje.
Zabrzmiało to słabo, nawet jak dla niej.
Wywrócił oczami i oparł się o ścianę, tak że byli dokładnie na przeciwko
siebie.
-Tak uważasz? - zapytał z kpiną.
-Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej - warknęła. - To i tak większość twoja
wina, Malfoy.
Nie odpowiedział. Spojrzała na niego ukradkiem - patrzył na swoje ręce i
wzrok Hermiony od razu spoczął na dwóch bladych dłoniach, smukłych, pięknych,
ale też poranionych. Nie pytała skąd te rany, wiedziała, że jej nie odpowie.
Nawet nie wiedziała czy chce wiedzieć.
-Idź sobie, Malfoy. Nie mam ochoty na pogaduszki z tobą. Ani teraz ani
nigdy.
-Spokojnie…
-Jestem spokojna ! - podniosła nieznacznie głos.
Rozejrzała się wystraszona, bojąc się, że ktoś mógłby ją usłyszeć. Nie miała
zamiaru dostać kolejnego szlabanu i to przez tego parszywego typka.
-Filch na pewno cię nie usłyszy.
-Skąd ta pewność? - zapytała podejrzliwie.
Na chwilę ich spojrzenia się spotkały, ale oboje nie potrafili patrzeć sobie
w oczy. Nie po tym wszystkim co się stało.
-Wiem to, bo złapał mnie gdy tu szedłem i całkiem prawdopodobne, że
wepchałem go do składzika na miotły i rzuciłem zaklęcie, które zamknęło drzwi.
-Zdajesz sobie sprawę, że będziesz miał kłopoty ?
-Coś tam napominał o dożywotnim szlabanie...- powiedział z krzywym
uśmiechem.- Ale nie dbam o to.
Jak zwykle. Malfoy o nic nie dba, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Nic
się dla niego nie liczy - rodzina, znajomi, szkoła... To wszystko nie ma większego
znaczenia, zdaje się, że jest ponad to. Jakby Hogwart był tylko smutną koniecznością,
którą trzeba przetrwać, a potem dopiero zacznie się jego życie.
To była kluczowa różnica między nim a Hermioną- dla niej liczyło się to co
tu i teraz. Harry, Ron, Ginny, Hagrid... Ludzie którzy ją otaczali, lekcje,
testy, eseje, nowe zaklęcia, wiedza. Czerpała radość z każdej chwili spędzonej
w Hogwarcie, bo jej życie poza nim nie wyglądało tak pięknie. W końcu była
mugolką - gdyby nie Hogwart, jej życie byłoby nudne, szare, bez smaku. I także
bez tak wielu niebezpieczeństw, co trzeba przyznać.
-Dlaczego tu jesteś ? - zapytał.
-Nie twój interes, Malfoy. Pytanie, co ty tu jeszcze robisz?
Chłopak posłał jej słaby uśmiech i wyciągnął coś zza marynarki. W dłoni
trzymał prawie pełną butelkę Ognistej Whisky.
-Chciałem się po prostu napić, a Pokój Życzeń to idealne miejsce do małego pijaństwa.
Tak, to było idealne miejsce do ucieczki, do robienia wszystkiego na co się
ma się ochotę. Nie lubiła alkoholu i raził ją, nie tylko dlatego że była
Prefektem, ale dlatego że miała takie zasady. W tym jednak momencie pragnęła
poczuć gorzki smak Ognistej - poczuć falę żaru, która rozerwie jej gardło i
namiesza w głowie.
Patrzyła jak Malfoy odkręca butelkę i bierze łyka. Zauważył, iż mu się przygląda
i cicho się zaśmiał. Jego śmiech był melodyjny i niewymuszony. Hermiona chciała
usłyszeć go jeszcze raz, choć było to prawie niemożliwe.
-Zaproponowałbym ci, ale nie chcę mieć na ciebie złego wpływu.
Zaśmiała się trochę głośniej niż powinna. Uciszyła się, ale mimo wszystko
powiedziała z rozbawieniem:
-I tak masz na mnie zły wpływ. Nie powinnam tu nawet być, gdyby złapano
mnie, Hermionę Granger, Prefekta o tej porze na korytarzu w środku nocy... to
byłoby nieodpowiednie.
-To dlaczego stąd nie pójdziesz?
Zmrużyła groźnie oczy i wycelowała w niego palcem.
-O nie ! To ja byłam tu pierwsza. Ty dopiero co się pojawiłeś ! Jeśli ktoś
miałby teraz odejść to właśnie ty.
Malfoy pociągnął kolejny łyk i odparł z uśmiechem:
-Nigdzie się nie wybieram.
-Wspaniale! Ja tym bardziej !
Ta scenka była co najmniej komiczna - dwójka najgorszych wrogów, siedzących
naprzeciwko siebie. Jedno miało na sobie krawat z barwami Gryffindoru, drugie
miało znaki Slytherinu.
Pochodzili z dwóch różnych domów, z dwóch różnych światów. Nie można było ich poróżnić jeszcze bardziej,
a mimo to siedzieli tak, w nocy na szkolnym korytarzu, gdzie ktoś z łatwością mógłby ich nakryć i nic sobie z
tego nie robili.
-Widziałem, że kręcisz się z tym Drew. Chodzisz z nim ?
Zmarszczyła brwi i posłała mu zdziwione spojrzenie.
-Nie. Widziałam cię w bardzo bliskim kontakcie z Astorią. Chodzisz z nią? -
odwdzięczyła się.
Usłyszała jego cichy śmiech, ale bała się na niego spojrzeć. Z drugiej
strony cieszyła się na obrót rozmowy, tak bardzo dość miała kłócenia się.
-Czyżbyś była zazdrosna?
Prychnęła cicho, na co on zaśmiał się głośniej.
-Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele i pamiętaj kto zaczął.
Nie odpowiedział. Zastanawiała się, czy przypadkiem to nie koniec ich
rozmowy. Może po prostu powinna już pójść ? Coś jednak sprawiało, że nie
potrafiła podnieść się z miejsca. A może nie chciała ?
Malfoy najwidoczniej działał na nią jak magnes. Sprawiał jednak, że im
bliżej jego się znajdowała, tym gorsze rzeczy się działy.
-Nie jestem z Astorią - powiedział cicho po dłuższej chwili.
Nie chciała by się jej tłumaczył. Bała się kłamstw.
-Byliście bardzo sobie bliscy w bibliotece - odrzekła.
-Ona pomaga mi zapomnieć.
Hermiona poczuła jak jej serce zaczyna szybciej bić. Podkuliła kola i objęła
je rękami. Między nimi pojawiło się pewne napięcie.
-O czym?
Zmusiła się by na niego spojrzeć. Patrzył przed siebie, lecz po chwili
odwrócił wzrok na nią.
-O tobie.
Przełknęła ślinę. Draco miał kamienny wyraz twarzy, ale najwidoczniej
sprawdzał jej reakcję. Był ciekawy tego, co odpowie, ale Hermiona zaniemówiła.
To oczekiwanie sprawiło, że serce jeszcze bardziej przyśpieszyło jej tempa.
Odgarnęła włosy z twarzy i odwróciła wzrok.
-I to działa ? -zapytała po chwili.
Kątem oka zauważyła, że również przestał na nią patrzeć, ale uśmiechnął się
lekko.
-Nie bardzo. Wciąż nie dajesz mi spokoju.
-Mam wrażenie, że to ty mnie ciągle męczysz- odparła.
-Najwidoczniej tak na siebie działamy - mruknął.
Usiadł obok niej. Jej ciało znieruchomiało i przez chwilę przestała
oddychać. Bała się popsuć moment, odzywając się. Bo co niby miała by
powiedzieć?
Poczuła jak Malfoy delikatnie dotyka jej ramienia. Zamarła, kiedy jego
smukłe palce odnalazły jej blizny. Przejechał powoli po każdej z literek, a
kiedy skończył Hermiona wzięła głęboki oddech. Chciała w tej chwili wstać i
odejść, ale nie była w stanie się poruszyć.
Spojrzała na niego, ale on znów patrzył przed siebie. Wściekła odwróciła
wzrok.
-Muszę iść... - zaczęła cicho.
Złapał ją za rękę i wtedy spojrzał prosto w oczy. Zaskoczona zamarła.
-Powiedziałem, że nie chcę twojego wybaczenia i to prawda. Chciałbym żebyś
mnie nienawidziła - powiedział poważnie.
-Jedyne co nienawidzę, to fakt, iż nie potrafię cię nienawidzić ! -
powiedziała zła.
-Czyli oboje jesteśmy w beznadziejnej sytuacji - szepnął.
-Najwidoczniej - warknęła.
Nie mówił nic przez chwilę, jakby nad czymś rozmyślając. Zastanawiała się,
czy coś jeszcze powie, czy zaraz zniknie jak zwykle.
-Przepraszam cię, Granger. Za ten napis. To było na początku roku, ja byłem
wściekły na ciebie i ... Tłumaczenie się nie zmieni faktu, że zrobiłem okropną
rzecz. Chciałem ją odwrócić, ale było już za późno, jak to bywa z czarną magią.
Hermiona zadrżała. Zabrała swoją dłoń i objęła się, nie wiedząc, czy to z
zimna czy z powodu jego słów, ale poczuła jak ogarnia ją niewyobrażalny chłód.
-Wiem, że myślisz, że jestem okropnym człowiekiem i nie zaprzeczę...
-Nie jesteś okropny. Tylko zagubiony. - szepnęła cicho.
Jego oczy spotkały jej. Gdyby tylko mogła pochwycić ten moment, zatrzymać go
na dłużej. Spojrzenie jego oczu, po raz pierwszy wyrażały tak wiele uczuć w tym
nawet... słabość.
Już miała coś powiedzieć, kiedy nagle usłyszała stukot obcasów. Była pewna,
że to McGonagall. Tylko co ona tu robiła? Już chciała dać nogę, kiedy Malfoy
szybko przeszedł obok ściany coś mamrocząc. Przestraszona nasłuchiwała.
-Szybciej ! - pisnęła.
Malfoy rzucił jej wściekłe spojrzenie, ale w tym momencie obok nich pojawiły
się drzwi. Malfoy złapał za klamkę i szybko wepchał Hermionę do środka. Sam
również wszedł za nią i zatrzasnął drzwi. Zdyszani padli na ziemię i
nasłuchiwali. McGonagall przeszła obok drzwi i zatrzymała się na chwilę.
Przerażona Gryfonka spojrzała na Malfoya i chciała coś powiedzieć, ale zakrył
jej ręką usta. W jego oczach widziała nakaz : bądź cicho.
Nauczycielka przeszła się raz obok ściany i Hermiona zastanawiała się, czy
jest w stanie się tam dostać. Nastała cisza, oboje w ciszy czekali. Po chwili McGonagall
jakby dając za wygraną, poszła dalej. Oboje odetchnęli z ulgą. Malfoy zabrał
rękę i odsunął się od dziewczyny.
-Musimy poczekać. To zbyt niebezpieczne, żeby teraz wyjść. Możliwe, że na to
właśnie czeka.
Granger nie potrafiła sobie wyobrazić McGonagall czyhającej na nich pod
drzwiami Pokoju przez pół nocy, ale z drugiej strony zawsze istniała możliwość,
że nie była to McGonagall.
Hermiona nagle zorientowała się gdzie są- wstała i rozejrzała się dookoła.
Pokój Życzeń zmienił się w dość ponurą komnatę, z piękną czarną tapetą na
ścianach, ciemnymi meblami i wielkim łożem z mahoniu. Było to na pierwszy rzut
oka najbardziej ponure miejsce, jakie kiedykolwiek widziała, lecz coś sprawiło,
że pomyślała jedynie o tym, jakie jest piękne.
Rzuciła mi pytające spojrzenie, a chłopak podszedł pod ciemną, skórzaną
kanapę i usiadł na niej i powiedział cicho:
-To jest odwzorowanie mojego pokoju.
Granger ponownie się rozejrzała - tak, to było bardzo w stylu Malfoya.
Wszystko wyglądało… drogo i surowo.
-Przytulnie. - powiedziała, udając lekki ton.
Malfoy zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
-To było jedyne miejsce, jakie mogłem wymyśleć…
Zastanawiała się, czy nie było to przypadkiem jedyne miejsce, w którym czuł
się bezpieczny lub z którym łączyły się jakieś wspomnienia. Z całą pewnością
nie było to przytulne, ciepłe miejsce, o którym można miło myśleć. Ale z
drugiej strony nie potrafiła sobie wyobrazić ciepła rodzinnego u Malfoyów.
Przymknął oczy, udając wielce zmęczonego jej mówieniem. Hermiona usiadła na
fotelu naprzeciwko i podkuliła kolana pod brodę. Czuła, że robi jej się zimno.
Hermiona zerknęła na nieduże świeczki i blade światło, jakie padało na nich.
Z całą pewnością był to jeden z powodów, dlaczego nie czuła się tu dobrze.
-Oj, Granger. Gdybyś tylko wiedziała jak zły byłem, gdy zobaczyłem cię
dzisiaj z tym Drew. Po raz kolejny !
Dziewczyna wyprostowała się i patrzyła na Ślizgona. Wyciągnął Ognistą i upił
kolejny duży łyk, po czym spojrzał na nią. W jego oczach był ogień - jakaś
złość, pasja… Zaskoczona drgnęła.
-Wiem, idiota ze mnie. Sam całowałem dziś Astorię, ale nie mogłem przestać
myśleć o tym, że wolałbym całować ciebie.
Hermiona wstała i on też. To była
chwila, moment i już zderzyli się trochę nieporadnie, ale z uczuciem.
Jego usta odnalazły jej i pocałował ją tak, że przytrzymała go mocniej za
ramię, żeby nie upaść. Dotknął jej policzka, a drugą dłoń wplótł w jej włosy,
zbliżając ją jeszcze bliżej do siebie.
Uwielbiała jego zapach, to jak ją dotykał - delikatnie, ale jednocześnie
stanowczo. Ta delikatność, którą w sobie odnajdywał specjalnie dla niej,
sprawiała, że każdy jego dotyk był dla niej czymś niesamowitym. Nie mogła tego
znieść.
Kiedy musnął palcami jej szyję i obojczyk, oderwała się od niego. Oddychali
łapczywie, ich twarze dzieliło kilka centymetrów. Patrzyli sobie w oczy, ale żadne z nich nie
dało rady nic powiedzieć.
Musnął jej policzek i odgarnął kilka niesfornych
kosmyków włosów, które najwidoczniej mu
przeszkadzały.
-Przepraszam cię, okay? Za znaki, za… wszystko.
Nie zdawała sobie sprawy, ale do oczu napłynęły jej łzy. Gdy to zobaczył
cały zesztywniał, jakby nie wiedząc co zrobić.
-Dlaczego płaczesz, Granger ? Proszę cię… - uciekła spojrzeniem, próbując
ukryć łzy, ale złapał ją za podbródek.- Spójrz na mnie.
Chciała mu się wyrwać, ale złapał ją za ręce i zmusił by przestała.
-Dlaczego płaczesz Granger? -jego głos był surowy, co sprawiło, że Hermiona
popłakała się jeszcze bardziej.
Westchnął cicho i przytulił ją, szepcząc do ucha by się uspokoiła.
-Znów to zrobisz, tak? Znikniesz, staniesz się dla mnie okropny… Wyjdziemy
stąd i znów będzie jak dawniej.
Odsunął ją od siebie i powiedział z powagą:
-Nic już nie będzie jak dawniej.
***
Tak, to racja. Nic już nie będzie jak dawniej.
Mam nadzieję, że spodoba się wam rozdział i nie mogę się doczekać komentarzy.
Dajcie znać, że tu jesteście ! Jeśli jeszcze ktokolwiek jest na tyle cierpliwy i czeka na moje rozdziały, które
nie dość, że nie wychodzą regularnie to między nimi są całkiem spore odstępy. Przepraszam, mam nadzieję, że zrozumiecie, ale czasami mam małe kryzysy.
Nie mam pojęcia, kiedy będzie następny, ale mam już na niego pomysł. A jak się ma pomysł, to trzeba jedynie znaleźć czas na realizację.
Anyway do wszystkich czytelników, stałych i nowych: dziękuję, że jesteście !
Jesteś moim Bogiem Dramione! Świetnie łączysz to wszystko. Chciałabym powiedzieć tyle pięknych słów ale zaniemówiłam. Całą twoją playliste pokochałam ale nie tylko to. Wszystko w tym opowiadaniu jest niesamowicie fascynujące i pochłaniające. Aż zapiszczałam, gdy ujrzałam kolejny rozdział. Czekam na więcej i dziękuję, że jesteś!
OdpowiedzUsuńCudooooownie :}
OdpowiedzUsuń