"Ciemność"
Niewielkie płomienie delikatnie zajmowały drewno w kominku. Wszyscy zajęci byli żywymi rozmowami i wygłupami, ale nie pewna Gryfonka. Ta zaciekle pisała po jasnym pergaminie, nie zważając ani na rozbawionych przyjaciół, ani na fakt, iż jest piątkowy wieczór i mogłaby odpuścić z nauką. Dla Rona i Harry'ego to było normalne, ale tym razem Granger nie zajmowała się pracą domową tak po prostu. Musiała przestać myśleć o zbliżającym ją zadaniu. O zegarku. O planie, którego jeszcze nie miała. I o Malfoyu, oczywiście. Wszystko wyszło spod kontroli i jak się okazuje, nie tylko w jej przypadku.
Kiedy wróciła po spotkaniu ze Ślizgonem do dormitorium, rzuciła się na łóżko i miała zamiar pójść spać. Ale nie mogła i najdziwniejsze jest to, że nie miała pojęcia dlaczego. Była rozbudzona, jakby dopiero co obiegła Hogwart dookoła. Wtedy właśnie po raz pierwszy przez głowę przeszła jej ta cudownie idiotyczna, ekstremalnie niedorzeczna myśl, która nie pozwoliła jej zasnąć do późna.
A jeśli... on coś do mnie czuje?
Głupia, idiotka, kretynka - przecież to Malfoy. Ten Ślizgon. On nie czuje nic, zupełnie nic. Chyba, że nienawiść do Harry'ego, Weasleyów i właśnie Hermiony.
Ale dlaczego, kiedy ją pocałował, poczuła, że wcale nie chodzi tu o alkohol? Tak, czuła go i to wyraźnie, ale czy to właśnie dlatego zrobił to co zrobił?
Przycisnęła mocniej pióro i zrobiła dziurę w pergaminie.
-Hermiono, nie tak ostro ! - krzyknął Dean, który roześmiany przechodził akurat obok.
-Wiemy, że Eliksiry to lipa, ale nie musisz się wyżywać na biednym pergaminie - dodał Seamus.
Dziewczyna wystawiła im język.
Postanowiła, że skoro ma jeszcze czas, może go spożytkować w inny sposób. Pobiegła do dormitorium, zostawiła tam swoje rzeczy i poszła się przejść po zamku. Pomyślała, że nie uspokoi się, dopóki nie znajdzie się gdzieś sama.
Było zimno, ale starała się nie zwracać na to uwagi. Idąc przez ciemne korytarze, rozświetlone jedynie słabym płomieniem ze świec, wpadła na kogoś.
Kiedy się odsunęła, zauważyła, że to Luna.
-Luna! - krzyknęła zaskoczona.- To znaczy... cześć.
Lovegood spojrzała na nią rozkojarzona i kiwnęła głową.
-Hej.
Gryfonka nie wiedziała, co ma powiedzieć, więc zobaczywszy Żonglera w rękach dziewczyny, zapytała:
-To nowy egzemplarz?
-Tak, rano go dostałam - powiedziała z nieukrywaną dumą.- Może chcesz? Mam ich jeszcze mnóstwo w dormitorium...
-Och, ee... dziękuję - bąknęła Hermiona, przyjmując od Luny gazetę.
Każdy wiedział, że wypełniona jest samymi wymyślonymi artykułami i Hermionę aż skręcało, żeby jakoś je skomentować. Postanowiła jednak, że nie będzie się odzywać, jakoś nie miała ochoty na kolejną bezsensowną sprzeczkę.
Luna spojrzała przez okno i powiedziała rozmarzonym głosem:
-Oooch, dziś północ - spojrzała na Granger i dodała - to czas, kiedy wszystkie magiczne stworzenia- od tych najstraszniejszych, do całkiem niegroźnych, wychodzą na powierzchnię.
Powiedziawszy to, uśmiechnęła się lekko i odeszła. Dziewczyna nie wiedziała dlaczego, ale słowa Luny zmartwiły ją jeszcze bardziej. Miała złe przeczucia i bardzo chciała się z kimś tym podzielić. Pomyślała, że mogłaby porozmawiać z Ginny, ale nie chciała ją martwić. Już i tak mało co nie dostała zawału, gdy dowiedziała się wszystkiego o zegarku.
Zdenerwowana zagryzła wargi i wyjrzała przez okno. Robi się późno - pomyślała.
Postanowiła, że skoro ma jeszcze czas, może go spożytkować w inny sposób. Pobiegła do dormitorium, zostawiła tam swoje rzeczy i poszła się przejść po zamku. Pomyślała, że nie uspokoi się, dopóki nie znajdzie się gdzieś sama.
Było zimno, ale starała się nie zwracać na to uwagi. Idąc przez ciemne korytarze, rozświetlone jedynie słabym płomieniem ze świec, wpadła na kogoś.
Kiedy się odsunęła, zauważyła, że to Luna.
-Luna! - krzyknęła zaskoczona.- To znaczy... cześć.
Lovegood spojrzała na nią rozkojarzona i kiwnęła głową.
-Hej.
Gryfonka nie wiedziała, co ma powiedzieć, więc zobaczywszy Żonglera w rękach dziewczyny, zapytała:
-To nowy egzemplarz?
-Tak, rano go dostałam - powiedziała z nieukrywaną dumą.- Może chcesz? Mam ich jeszcze mnóstwo w dormitorium...
-Och, ee... dziękuję - bąknęła Hermiona, przyjmując od Luny gazetę.
Każdy wiedział, że wypełniona jest samymi wymyślonymi artykułami i Hermionę aż skręcało, żeby jakoś je skomentować. Postanowiła jednak, że nie będzie się odzywać, jakoś nie miała ochoty na kolejną bezsensowną sprzeczkę.
Luna spojrzała przez okno i powiedziała rozmarzonym głosem:
-Oooch, dziś północ - spojrzała na Granger i dodała - to czas, kiedy wszystkie magiczne stworzenia- od tych najstraszniejszych, do całkiem niegroźnych, wychodzą na powierzchnię.
Powiedziawszy to, uśmiechnęła się lekko i odeszła. Dziewczyna nie wiedziała dlaczego, ale słowa Luny zmartwiły ją jeszcze bardziej. Miała złe przeczucia i bardzo chciała się z kimś tym podzielić. Pomyślała, że mogłaby porozmawiać z Ginny, ale nie chciała ją martwić. Już i tak mało co nie dostała zawału, gdy dowiedziała się wszystkiego o zegarku.
Zdenerwowana zagryzła wargi i wyjrzała przez okno. Robi się późno - pomyślała.
***
Pokój Wspólny Ślizgonów wypełniony był uczniami ze wszystkich roczników. Co dziwne, nawet małolaty plątały się pod nogami. Ktoś załatwił Ognistą, a w tle cicho leciała muzyka. Piątek.
Draco siedział z Zabinim, Crabbem i Goylem oraz Pansy najbliżej jednego z kominków. Wszyscy obgadywali akurat Pottera, do czego bardzo chętnie dołączył.
Parkinson usiadła blisko niego i co raz rzucała mu zalotne, trochę podpite spojrzenie, na co nie reagował. Już dawno dał jej do zrozumienia, że nie ma ochoty na jakiekolwiek bliższe kontakty, ale dziewczyna nie ustępowała.
Nagle zachichotała i powiedziała:
-A widzieliście tą Granger na Eliksirach? Pierwszy raz coś nie poszło po myśli Panny Doskonałej?
Wszyscy zaczęli naśladować reakcję Gryfonki na wybuch jej eliksiru. Tylko Malfoy się nie odzywał- jakoś nie miał ochoty na żarty dotyczące akurat jej... Nie wiedział jednak dlaczego. Wyśmiewanie Pottera, Weasleyów i Granger było kiedyś jego ulubionym zajęciem. Mieszanie ich z błotem należało do jego codziennej rozrywki. Wiele się jednak pozmieniało.
-Co ona wczoraj od ciebie chciała, Draco? - zapytała zaciekawiona Parkinson.
Zauważył, że Zabini i inni przestają się śmiać i patrzą na Dracona uważnie.
-Nie twój interes- warknął nieprzyjemnie, aż dziewczyna się od niego odsunęła.
-Spokojnie, my tylko jesteśmy ciekawi, dlaczego od jakiegoś czasu tak się wokół ciebie kręci - powiedział chłodno Zabini.
Malfoy zmierzył go wzrokiem.
-Nie pozwalam, by szlamy się wokół mnie kręciły, powinieneś to wiedzieć.
-A dzisiaj?
-Dzień dobroci- powiedział lodowato, co zakończyło temat.
Ktoś podsunął mu butelkę, ale nie miał ochoty pić. Wstał, nie patrząc nawet na resztę i poszedł do dormitorium. Zabrał spod łóżka Pelerynę Niewidkę, schował ją pod ubraniem i wyszedł z Lochów.
Gdy doszedł już do głównego wyjścia, usłyszał za sobą.
-Malfoy !
Stała przy jeziorze, w cieniu wielkiego drzewa. Było już całkiem późno, ale on się nie pojawiał. Tak jest, jak polegasz na Ślizgonie. Ostatni raz, pomyślała.
Gdy doszedł już do głównego wyjścia, usłyszał za sobą.
-Malfoy !
***
Stała przy jeziorze, w cieniu wielkiego drzewa. Było już całkiem późno, ale on się nie pojawiał. Tak jest, jak polegasz na Ślizgonie. Ostatni raz, pomyślała.
Mijały minuty, a go wciąż nie było. Jeśli się nie pojawi za dziesięć minut, będę musiała sama się tym zająć - pomyślała. Nagle ze strony lasu usłyszała wycie wilka. Drgnęła wystraszona.
Spojrzała na zamek skąpany w ciemności, ale nigdzie go nie widziała. Pomyślała, że jeśli z tego wyjdzie cało, to powie swoim przyjaciołom o wszystkim. Harry i Ron nie zasługują na takie traktowanie. Oni zawsze są szczerzy i uczciwi, a ona ? Jak może się tak zachowywać? Może to przez zegarek, a może przez Malfoya, ale miała wrażenie, że traci siebie. Z każdą chwilą, każdym dniem, miesiącem dziewczyna zmieniła się coraz bardziej i bardziej. Nie podobało jej się w jakim kierunku to wszystko dążyło.
Ale z drugiej strony poczuła dziwne ukłucie serca na myśl, że mogłaby zerwać jakiekolwiek kontakty z...nim. To było dziwne i przerażało ją jak bardzo się od niego uzależniła.
To bezsensu, przecież rozmawiają ze sobą tylko ze względu na zegarek. W innych okolicznościach nawet by na niego nie spojrzała. A jeśli już to z obrzydzeniem. Pamiętała wszystkie złe rzeczy, które jej zrobił. Fakt, iż on jako pierwszy nazwał ją szlamą. I fakt jak bardzo ją to zabolało.
Przed oczami pojawiło jej się wspomnienie wczorajszego wieczoru. To jak zbliżył się do niej i pocałował, jakby miał wszystko gdzieś. Jakby nic innego nie miało w tym momencie znaczenia. Tylko ona. Miała nadzieję, że to tylko alkohol - och, jak bardzo byłaby za to wdzięczna. Mogłaby łatwo wytłumaczyć jego zachowanie zbyt dużą ilością Ognistej. Dlaczego jednak nie była przekonana?
Spojrzała ponownie na zamek i błonie. Stała samotnie, a z oddali nie widać było nikogo. Zdenerwowana nie mogła przestać myśleć o tym, że czas ucieka. Nie miała pojęcia co robić.
Ale z drugiej strony poczuła dziwne ukłucie serca na myśl, że mogłaby zerwać jakiekolwiek kontakty z...nim. To było dziwne i przerażało ją jak bardzo się od niego uzależniła.
To bezsensu, przecież rozmawiają ze sobą tylko ze względu na zegarek. W innych okolicznościach nawet by na niego nie spojrzała. A jeśli już to z obrzydzeniem. Pamiętała wszystkie złe rzeczy, które jej zrobił. Fakt, iż on jako pierwszy nazwał ją szlamą. I fakt jak bardzo ją to zabolało.
Przed oczami pojawiło jej się wspomnienie wczorajszego wieczoru. To jak zbliżył się do niej i pocałował, jakby miał wszystko gdzieś. Jakby nic innego nie miało w tym momencie znaczenia. Tylko ona. Miała nadzieję, że to tylko alkohol - och, jak bardzo byłaby za to wdzięczna. Mogłaby łatwo wytłumaczyć jego zachowanie zbyt dużą ilością Ognistej. Dlaczego jednak nie była przekonana?
Spojrzała ponownie na zamek i błonie. Stała samotnie, a z oddali nie widać było nikogo. Zdenerwowana nie mogła przestać myśleć o tym, że czas ucieka. Nie miała pojęcia co robić.
-Czemu mi to robisz? - szepnęła cicho.
-Bo nie mam wyjścia - usłyszała gdzieś za sobą i nagle wszystko co widziała to ciemność.
***
-Czego chcesz Potter? - zapytał lodowato.
Harry wyprostował się i zmierzył Malfoya wściekłym spojrzeniem.
Harry wyprostował się i zmierzył Malfoya wściekłym spojrzeniem.
-Gdzie jest Hermiona? - zapytał napastliwie Gryfon.
Malfoy zdobył się na nonszalancką pozę.
-Skąd JA mam to wiedzieć, Potter ?
Gryfon wyciągnął różdżkę, ale nie podniósł jej do góry. Na twarzy widać było determinację.
-Nie udawaj. Wiem, że...
-Wiesz co ? -zapytał ostro.
Peleryna ciążyła mu pod szatą, a gdzieś tam czekała na niego Hermiona. Musi się pośpieszyć, każda chwila jest na wagę złota. Harry zmieszał się, ale powiedział :
-Wiem, że coś się między wami dzieje. I nie pozwolę na to - ona jest moją przyjaciółką.
Malfoy z lekkim podenerwowaniem podszedł bliżej Pottera.
-Słuchaj. Nie wiem o co ci chodzi. Mam gdzieś ciebie i twoją przyjaciółkę. A teraz musisz mi wybaczyć...
Ślizgon skorzystał z momentu i wyciągnął różdżkę. Miał szczęście, bo Harry się tego nie spodziewał.
-Petrificus Totalus ! - krzyknął Malfoy.
Wybraniec runął na ziemię i leżał nieruchomo. Malfoy odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł z zamku.
***
Otworzyła oczy - nie była pewna, gdzie jest ani co się stało. Jedyne co pamiętała, to czekanie na Malfoya. Było jej zimno - spojrzała na swoje sine ręce i zadrżała. Przeszukała swoje kieszenie, ale nie mogła znaleźć różdżki. Sytuacja robiła się coraz bardziej beznadziejna.
-Na kogo czekałaś?! - usłyszała ostry i niski głos.
Rozejrzała się dookoła, ale nie mogła nikogo dostrzec. Chciała wstać, ale ból głowy jej to uniemożliwił.
-Nie każ mi powtarzać pytania, szlamo.
-Na nikogo - powiedziała cicho.
Kolejna próba wstania - udało jej się podnieść do pozycji siedzącej. Wpatrywała się w ciemność, ale nie potrafiła dostrzec nawet zarysu człowieka.
-Nie kłam. Wiem, że na kogoś czekałaś. A radziłem ci, żebyś nie próbowała mnie przechytrzyć.
Nie było sensu próbować uciekać, skoro ta osoba miała jej różdżkę.
-Gdzie jest zegarek ? - usłyszała.
W tym momencie Malfoy miał zajść go od tyłu i obezwładnić. Ale Malfoya tu nie było i Hermiona wiedziała, że w tej sytuacji sama nie wiele zdziała. A zawsze była samowystarczalna ! Potrafiła przewidzieć każdą sytuację, a w tych najbardziej ekstremalnych przypadkach miała plan na rozwiązanie sytuacji. Co się zmieniło?
-Nie mam go - powiedziała niepewnie.
On zaśmiał się głośno:
-Och, wiem, że go nie masz. Pytam się gdzie on jest !?
Nie odpowiedziała. Nagle on zbliżył się do niej tak, że mogła zobaczyć jego twarz. Wyglądał jakby był w jej wieku, może trochę starszy. Rysy miał groźne, a oczy świeciły się niebezpiecznie.
Powoli, ostrożnie podniosła się z ziemi i spojrzała w twarz nieznajomego. Co on zamierzał?
-Jeśli nie zaprowadzisz mnie do zegarka w tej chwili, zginiesz.
Gwałtownie nabrała powietrza.
-Decyzja należy do ciebie.
Uniósł różdżkę i wycelował w jej serce. Poczuła, jak strach ogarnia ją całą i paraliżuję jej ciało.
-Nie zabijesz mnie - powiedziała, próbując zrobić wrażenie pewnej siebie.- Jeśli to zrobisz, nigdy nie odnajdziesz tego, na czym tak bardzo ci zależy.
-Przekonamy się?
Jego usta wykrzywił grymas, a oczy były pełne gniewu i złości. Hermiona zamknęła oczy, myśląc o tym co się zaraz stanie, gdy nagle poczuła jakiś ruch. Otworzyła oczy i zobaczyła, że Malfoy stoi przed nią i zasłania ją własnym ciałem.
-Nie radziłbym - powiedział spokojnym, wręcz znudzonym głosem.
Jak to się stało? Skąd on się tu wziął? Dziewczyna wszczepiła się w jego marynarkę i ze zdenerwowania nie puszczała. Nieznajomy uśmiechnął się tylko i powiedział:
-Malfoy.
Po czym nastąpił wybuch i otoczył ich ciemny dym. Z załzawionymi oczami, Hermiona na oślep próbowała znaleźć drogę wyjścia. Poczuła, że Malfoy łapie ją za rękę i próbuje wyprowadzić z kłębu dymu. Nagle przed nią wyrósł on i próbował ją oderwać od Malfoya. Mimo że Malfoy trzymał ją mocno, nie dała rady i puściła jego rękę. Z impetem upadła na ziemię i poczuła ostry ból. Gdzieś obok niej, z ciemnej otchłani usłyszała jak rzucają na siebie zaklęcia. Próbowała wstać, ale zakręciło jej się głowie. Poczuła okropny ból i sięgnęła ręką do głowy. Czy to... ? Zdziwiona patrzyła na czerwoną dłoń i czuła, że odpływa. Słyszała coraz mniej, a obraz powoli jej się rozmywał. Czuła jak po policzku spływa jej krew. Myślała jedynie o tym, by ten ból ustąpił. By odpuścił.
Nagle ktoś ukląkł nad nią i pochylił się. Malfoy.
Ostatnie co pamiętała to jego przerażona, biała twarz i słowa:
-Wszystko będzie w porządku, nie zamykaj oczu... Proszę...nie zostawiaj mnie...
-Nie każ mi powtarzać pytania, szlamo.
-Na nikogo - powiedziała cicho.
Kolejna próba wstania - udało jej się podnieść do pozycji siedzącej. Wpatrywała się w ciemność, ale nie potrafiła dostrzec nawet zarysu człowieka.
-Nie kłam. Wiem, że na kogoś czekałaś. A radziłem ci, żebyś nie próbowała mnie przechytrzyć.
Nie było sensu próbować uciekać, skoro ta osoba miała jej różdżkę.
-Gdzie jest zegarek ? - usłyszała.
W tym momencie Malfoy miał zajść go od tyłu i obezwładnić. Ale Malfoya tu nie było i Hermiona wiedziała, że w tej sytuacji sama nie wiele zdziała. A zawsze była samowystarczalna ! Potrafiła przewidzieć każdą sytuację, a w tych najbardziej ekstremalnych przypadkach miała plan na rozwiązanie sytuacji. Co się zmieniło?
-Nie mam go - powiedziała niepewnie.
On zaśmiał się głośno:
-Och, wiem, że go nie masz. Pytam się gdzie on jest !?
Nie odpowiedziała. Nagle on zbliżył się do niej tak, że mogła zobaczyć jego twarz. Wyglądał jakby był w jej wieku, może trochę starszy. Rysy miał groźne, a oczy świeciły się niebezpiecznie.
Powoli, ostrożnie podniosła się z ziemi i spojrzała w twarz nieznajomego. Co on zamierzał?
-Jeśli nie zaprowadzisz mnie do zegarka w tej chwili, zginiesz.
Gwałtownie nabrała powietrza.
-Decyzja należy do ciebie.
Uniósł różdżkę i wycelował w jej serce. Poczuła, jak strach ogarnia ją całą i paraliżuję jej ciało.
-Nie zabijesz mnie - powiedziała, próbując zrobić wrażenie pewnej siebie.- Jeśli to zrobisz, nigdy nie odnajdziesz tego, na czym tak bardzo ci zależy.
-Przekonamy się?
Jego usta wykrzywił grymas, a oczy były pełne gniewu i złości. Hermiona zamknęła oczy, myśląc o tym co się zaraz stanie, gdy nagle poczuła jakiś ruch. Otworzyła oczy i zobaczyła, że Malfoy stoi przed nią i zasłania ją własnym ciałem.
-Nie radziłbym - powiedział spokojnym, wręcz znudzonym głosem.
Jak to się stało? Skąd on się tu wziął? Dziewczyna wszczepiła się w jego marynarkę i ze zdenerwowania nie puszczała. Nieznajomy uśmiechnął się tylko i powiedział:
-Malfoy.
Po czym nastąpił wybuch i otoczył ich ciemny dym. Z załzawionymi oczami, Hermiona na oślep próbowała znaleźć drogę wyjścia. Poczuła, że Malfoy łapie ją za rękę i próbuje wyprowadzić z kłębu dymu. Nagle przed nią wyrósł on i próbował ją oderwać od Malfoya. Mimo że Malfoy trzymał ją mocno, nie dała rady i puściła jego rękę. Z impetem upadła na ziemię i poczuła ostry ból. Gdzieś obok niej, z ciemnej otchłani usłyszała jak rzucają na siebie zaklęcia. Próbowała wstać, ale zakręciło jej się głowie. Poczuła okropny ból i sięgnęła ręką do głowy. Czy to... ? Zdziwiona patrzyła na czerwoną dłoń i czuła, że odpływa. Słyszała coraz mniej, a obraz powoli jej się rozmywał. Czuła jak po policzku spływa jej krew. Myślała jedynie o tym, by ten ból ustąpił. By odpuścił.
Nagle ktoś ukląkł nad nią i pochylił się. Malfoy.
Ostatnie co pamiętała to jego przerażona, biała twarz i słowa:
-Wszystko będzie w porządku, nie zamykaj oczu... Proszę...nie zostawiaj mnie...
Wspaniały rozdział! Mam nadzieje, że będą bardziej regularnie wstawiane, bo strasznie uwielbiam tego bloga. Pozdrawiam xoxo
OdpowiedzUsuńDziękuję <3 Przepraszam, że dodaję w tak ogromnych odstępach czasu - sama nie wiem czemu.
UsuńNowa notka soon.
Take care !
O rany!
OdpowiedzUsuńCudne jak zawsze. I to zakończenie! Asdfghjkl fangirling tak bardzo xd
Czekam na nn z niecierpliwością ^^
Pozdrawiam i życzę weny!
Wpadłam na Twojego bloga niespodziewanie i muszę przyznać, że nadrobiłam wszystkie notki w ciągu jednej nocy, tak mnie wciągnęło *-* czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział <3
OdpowiedzUsuń~NeveahDramione ;)
Inspirujesz mnie straszliwie. Mam ochotę obgryźć wszystkie paznokcie w tym oczekiwaniu ( wydaje mi się obrzydliwe i niedorzeczne, ponieważ obgryzanie paznokci to nie mój nawyk) Czekam na następną notkę i słucham sobie świetnej playlisty, którą tu zamieściłaś. Dzięki niej mogę odpłynąć bardzo daleko. Bardzo za to dziękuje i nie karz czekać tak długo! Postaram się jakoś wytrzymać do następnego. Liczę na Ciebie xx
OdpowiedzUsuń