środa, 24 lipca 2013

Rozdział 8

"Prawda"


Zaczął się listopad, a Hermiona wciąż nie mogła odwiedzić swoich rodziców. Jej tato wciąż leżał w szpitalu, tylko matka wróciła do domu. Hermiona napisała do niej list, a w odpowiedzi dostała tylko


Nie mogę ci zbyt wiele napisać - listy mogą być przechwytywane. Niedługo się spotkamy.
Kocham cię,
Mama

Hermiona była wściekła za te wszystkie tajemnice.Tak samo na Dumbledore'a, który nagle zrobił się bardziej tajemniczy i wyznał jedynie, że jej ojciec jest w złym stanie.
Co to w ogóle ma znaczyć ? Hermiona była wściekła i nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Jedyne co jak do tej pory poprawiło jej humor to spotkania z Revisem.
Ich pierwsza randka była całkiem zwyczajna - spotkali się o omówionej porze pod Wielką Salą, a potem wyszli przespacerować się po błoniach, aż pod jezioro.
Wpierw czuła się nieswojo w towarzystwie Ślizgona, potem jednak zmieniła o nim zdanie. Chłopak wydawał się być najprzyjaźniejszym i najmilszym Ślizgonem jakiego kiedykolwiek spotkała. Czuła, że naprawdę go lubi i trochę ją to przerażało. Cały czas jednak miała się na baczności -wychowankom Snape'a nigdy nie można ufać.
Kolejnym razem, spotkali się w bibliotece - Hermiona zaczęła opowiadać trochę więcej o sobie, z czego Revis był bardzo zadowolony.
-Spędzam tu mnóstwo czasu - powiedziała cicho i niepewnie.
-Lubisz czytać ? -zapytał z uśmiechem.
Ona zmarszczyła brwi i powiedziała :
-Uwielbiam. Uważam, że książki to niekończąca się skarbnica wiedzy.
-Skończyłaś już tamte swoje badania?
Dziewczynę zaskoczyło to, że pamiętał. Pokiwała tylko głową i pokazywała mu swoje ulubione książki. Chłopak siedział, patrzył na nią i uśmiechał się - jakby to był mechanizm jego bytu.
To dosyć nietypowe dla Gryfonki, ale pierwszy raz to ona bez przerwy mówiła. Nie przeszkadzało mu to- słuchał uważnie, w pełnym skupieniu. Hermiona nawet nie musiała go sprawdzać.
Dziewczyna wydawała się być całkiem szczęśliwa, Harry i Ron wpierw okazali swoje niezadowolenie z wyboru Gryfonki, ale kiedy im go przedstawiła zmienili zdanie. Co prawda, Harry wciąż był czujny i powiedział jej kiedyś:
-Uważaj na niego, Hermiono. Mam złe przeczucia...
Hermiona speszyła się - to, że ktoś jest dla niej miły, wprawiało go w... jak to ujął " złe przeczucia"
Nawet obchody z Malfoyem stały się całkiem znośne- czasami próbował jej dokuczać, ale zbyt zajęta była myślami nad  Revisem, żeby się tym przejmować. Ona szła w ciszy i Malfoy też.
Potem zaczęło się z nim coś dziać i nawet Hermiona musiała to zauważyć - zrobił się blady ( jeszcze bledszy niż ostatnio), a cienie pod oczami pogłębiły się i stawały się coraz bardziej widoczne. Czuła, że coś się dzieje, ale nie miała nawet pojęcia co. Wyczuwała jego niepokój, zdenerwowanie i zmęczenie.
Nie miała odwagi zapytać go o co chodzi i była pewna, że wykpiłby ją. Została skazana na domysły.
Po wyjątkowo ciężkim tygodniu  nauki i okropnych sprawdzianów, Hermiona postanowiła sobie odpocząć. Nawet przełożyła odrabianie lekcji na niedzielę, do czego nie była przyzwyczajona.
Kiedy w ów zimniejszy piątek listopada, siedziała przy kominku i patrzyła jak Harry przegląda książkę do Eliksirów Księcia Półkrwi, ktoś wszedł do Pokoju Wspólnego i podszedł pod nią.
-Hermiona Granger ?
Gryfonka podniosła wzrok i napotkała wysoką, ciemnowłosą dziewczynę, najprawdopodobniej z siódmej klasy.
-Tak…
-Jakiś chłopak na ciebie czeka pod portretem…
Hermiona zmarszczyła brwi, ale podniosła się tylko i wyszła przez dziurę za portretem.
-Cześć !- powiedział Revis z uśmiechem, gdy tylko ją zobaczył.
Miał na sobie ciemne dżinsy i wyjątkowo ładny bordowy sweter. Jego włosy leżały w totalnym nieładzie, aż Hermiona miała ochotę rzucić jakąś kąśliwą uwagę.
-Hej – odpowiedziała.
-Zastanawiałem się, czy nie masz ochoty na spacer.
-Jest bardzo zimno – mruknęła i przeszył ją dreszcz.
Widać było, że chłopak nie da za wygraną. Przeczesał włosy i podszedł bliżej:
-Myślałem o spacerze po zamku.
-Och…Jasne.
Tak więc Hermiona zostawiła marzenie o ciepłym kominku i miękkim fotelu, zamieniając je na Revisa.
Przez chwilę szli w ciszy. Widać było, że ma ochotę coś powiedzieć, więc Hermiona uśmiechnęła się zachęcająco.
-Jak się czujesz? No wiesz, z tym wszystkim?
Jego głos był miękki i ostrożny. Hermiona wbiła wzrok w dłonie, nie przestając iść. Rzuciła mu jedynie szybkie spojrzenie, lecz widząc powagę w jego oczach skupiła się na skubaniu swojego sweterka.
Po dłuższej chwili odpowiedziała:
-Boli mnie jedynie ta niewiedza.
Nie miała ochoty na rozczulanie się na swoimi uczuciami i strachem.  Coś powstrzymywało ją od wyznań dla Ślizgona. On dotknął jej ręki i Hermiona chcąc nie chcą musiała się zatrzymać.
-Wiesz, że jestem z tobą. Jeśli coś się stanie, zawsze możesz mi powiedzieć…
Hermiona unikała jego oczu jak ognia, w końcu jednak dotknął jej podbródka tak, że musiała w końcu na niego spojrzeć.
-Naprawdę bardzo cię lubię, Hermiono.
Jego wargi lekko musnęły jej usta. Kiedy zauważył, że się nie opiera, przysunął się jej bliżej i zatopił ręce w jej długich, rozpuszczonych włosach.
Co się ze mną dzieje ? – zapytała się w myślach dziewczyna.

Przez kolejny tydzień nikt nie mówił o niczym innym, jak o Hermionie i Revisie. Dziewczyna musiała przyznać rację Harry’emu – to okropne uczucie, kiedy wszyscy cię tak obgadują, patrzą na ciebie z ukosa i szepczą, kiedy ich miniesz.
Revis widawał się nie rozumieć zdenerwowania Hermiony, a wręcz był  zachwycony tą całą sytuacją.  Hermiona nie była wstanie odpowiedzieć sobie na pytanie czy to co robi jest dobre… Owszem była szczęśliwa i to bardzo- za każdym razem kiedy ją całował, przytulał lub patrzył „tym wzrokiem” Hermiona czuła miłe ciepło na sercu. Nie była jednak pewna czy to jest miłość. Nie czuła tego.
Kiedy rozpoczął się grudzień i o dziwo od razu zaczął sypać śnieg, ich spacery zrobiły się  coraz rzadsze. Chłopak był na nią trochę zły za to, że jak to mówił „olewa go”.
W niedzielę miał być wyczekiwane przez wszystkich wyjście do Hogsmeade. Hermiona umówiła się już z Revisem i jedyne co stało jej na drodze to ostatni w tym tygodniu patrol z Malfoyem.
Był zimny, sobotni wieczór, kiedy Hermiona wybiegła z Wieży na obchód. Zastanawiała się czy w drugim semestrze też będzie z Malfoyem w parze.
Idąc, zastanawiała się czy nie zmarznie – założyła lawendową koszulę, która była wykonana z wyjątkowo cienkiego materiału. Kiedy patrzyła jak śnieg pruszy za oknami, zadrżała z zimna i o mało co nie wróciła do Wieży, żeby się przebrać.
Kiedy w końcu doszła do miejsca spotkań, zobaczyła, że Malfoy już nia nią czeka. Stał jak zwykle oparty o jedną ze ścian, a jego wzrok wbity był tajemniczo w podłogę. Nie odezwał się ani słowem, kiedy pod niego podeszła. Po prostu odepchnął się i zaczął iść ich zwykłą drogą. Dogoniła go i szli ramię w ramię. Na początku było spokojnie, potem musiała zarekwirować jednemu pierwszakowi pudełko mini-fajerwerek, które na pewno kupił u Freda i George’a. Malfoy przystanął jedynie i patrzył jak Hermiona próbuje wytłumaczyć dzieciakowi dlaczego to jest niebezpieczne i niedozwolone.
Kiedy szli już po drugim piętrze, a dookoła było całkiem spokojnie, Hermiona odezwała się do Malfoya:
-Coś ty taki dzisiaj milczący. Żadnych wrednych uwag ? Skończyły się żarty o mugolach ?
Spojrzała na niego, ale jak zwykle nie mogła nic odczytać z jego twarzy.
-Moje życie nie kręci się wokół ciebie – odpowiedział tonem bez wyrazu.
Szli dalej i w pewnej chwili Gryfonka poczuła jego wzrok na sobie. Odwróciła się i wtedy on się zatrzymał.
-O co ci chodzi?
Lekko odchylił rąbek jej koszuli przy szyi i przyjrzał się jej.
-Co ty robisz?- próbowała go odepchnąć, ale złapał ją za nadgarstek.
-Biłaś się z kimś ?- zapytał całkiem poważnie.
Jego oczy przejechały uważnie po jej szyi. Hermiona wybuchnęła śmiechem .
-Słucham?
-Na szyi masz ślady. Ktoś próbował cię udusić ? A może „przegięliście” z Revisem ?
Hermiona odsunęła się od niego przerażona. Patrzył na nią beznamiętnie, a ona złapała się za szyję.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz – powiedziała zaciekle.
-A te ślady na nadgarstkach? – zapytał, a w jego oczach zobaczyła dziwny blask. – Masz na nich cienkie blizny po ranach ciętych.
Dziewczyna spojrzała w dół i ku jej zaskoczeniu było tak jak mówił.
-Wygląda na to, że masz jakiegoś wroga - i to nie jestem ja.
-Przestań ! - warknęła.
Chciała powiedzieć coś jeszcze - jakoś zaprzeczyć, ale nie była pewna swojego głosu.
Zaczęła się cofać, aż w końcu pobiegła do łazienki. Rzuciła się do lustra i odchyliła koszulę.
Na szyi miała ciemne siniaki i kilka jasnych blizn. Spojrzała jeszcze raz na swoje ręce i poczuła, że robi jej się ciemno przed oczami.
Co się dzieje ? Jak to możliwe, że wcześniej ich nie zobaczyła?
Poczuła, że drży. Objęła się rękami i wybiegła z łazienki. Malfoy stał oparty o ścianę. Kiedy ją zobaczył, rzucił jej krótkie, przelotne spojrzenie i powiedział:
-Czyli możemy uznać, że obchód jest zakończony?
Jego głos był lodowaty. Hermiona spojrzała na niego z nienawiścią i warknęła:
-Jasne, możesz już iść.
Sama poszła w drugą stronę. Musiała znaleźć Harry’ego… nie, on teraz jest u Dumbledore’a. To może Ron… ale on jest pewnie z Lavender. Odkąd zaczęli ze sobą chodzić, cały czas spotykają się gdzieś po kątach i całują.
Hermiona nagle zorientowała się, że nie ma nawet do kogo iść. Nie ma osoby, z którą mogłaby się podzielić swoimi problemami. Nie ma nikogo, kto mógłby jej pomóc…
W pewnym momencie na kogoś wpadła.
-Ginny! –pisnęła zaskoczona.
Pod wpływem impulsu przytuliła przyjaciółkę i szepnęła jej do ucha:
-Tak się cieszę, że jesteś !
-Hermiono, co się stało?
Gryfonka odsunęła się od Weasley i szepnęła:
-Nie wiem, Ginny. Nie wiem co się ze mną dzieje.

Siedzieli wszyscy razem przy kominku. Ron z tej okazji nawet pozbył się Lavender. Harry powstrzymał się od opowieści nad lekcjami u Dumbledore'a - jego przyjaciółka była ważniejsza.
Dziewczyna opowiedziała im o tym, jak na obchodzie Malfoy zauważył tajemnicze ślady na jej ciele. Wpierw Ron pienił się ze złości, że pozwoliła mu się dotknąć, ale potem powiedział:
-On ma rację. Spójrzcie na te siniki.
Ginny powiedziała, że po tym jak spotkała Hermionę na korytarzu, poszły do łazienki i odkryły, że na plecach ma również kilka siników, jakby ktoś uderzył ją czymś mocno.
-Wygląda to na poważną sprawę.
-Ale ja nie... nie robiłam nic niebezpiecznego... nikt mnie nie zaatakował. Nikt mnie nie dusił - Hermiona łkała, mając problemy z mówieniem.
Harry objął ją lekko, a dziewczyna zaszlochała głośniej.
-Może trzeba powiedzieć dla...- zaczęła Ginny.
-Nie, nikomu nie możecie powiedzieć. Zrozumieliście? Nikomu!- pisnęła Hermiona.
Wszyscy zastygli w ciszy. Hermiona ukryła twarz w dłoniach.
A w głowie miała tylko pytanie : jak... ?

***
Nie miała wielkiej ochoty na ten wypad do Hogsmeade, ale nie mogła wystawić Revisa. Spotkali się przed szkołą, gdzie profesor McGonagall zbierała pozwolenia od młodszych uczniów i prosiła by jeszcze poczekać na wyjście.
-Wyjdziemy wszyscy razem ! - próbowała przekrzyczeć harmider.
Revis złapał Hermionę za rękę i powiedział:
-Co jest, kotku?
Hermiona przyjrzała się jego szarym oczom. To w nich między innymi się zakochała. W jego szarych, głębokich tęczówkach.
-Nic...-mruknęła.
Nagle przypomniała sobie kogoś innego, kto ma również szare oczy. Musiała się przytrzymać Revisa, żeby nie upaść.
-Jak minął obchód? Myślałem o tobie... chciałem cię nawet odbić temu wstrętnemu Malfoyowi.
Hermiona przełknęła głośniej ślinę. Nie mówiła nic  Gerverowi o wczorajszych odkryciach. Złapał ją mocniej za rękę.
-Hermiono, wszystko w porządku?
Nagle wszyscy zaczęli iść i Hermiona z ulgą podążyła z tłumem do Hogsmeade. Revis czasami rzucał jej podejrzliwe spojrzenia, ale nieudolnie go ignorowała.
Kiedy w końcu doszli do Hogsmeade, każdy poleciał w inną stronę. Widziała jak Harry i Ron rzucają jej szybkie spojrzenia, a potem wchodzą do Zonka.
Wiatr zawiał silniej i Hermiona objęła się rękami. Revis obrócił ją ku sobie.
-Zimno ci? Może się ogrzejemy.
Hermiona spojrzała na jego twarz - młoda, pełna energii, ale nieco zaniepokojona.
-Ja...
Nagle ktoś go mocno potrącił.
-Ups!  - to był Zabini.
Widziała, że obok niego stał Malfoy, ale nawet nie zwrócił na nią uwagi. Zajęty był szeptaniem czegoś do ucha Pansy. Ta natomiast chichrała się jak idiotka i patrzyła na Granger z wyższością.
-Ooch, kogo my tu mamy! Nasze słodkie papużki - Zabini uśmiechnął się lekko i idąc potrącił również Hermionę.
-Chodź, nie mamy czasu na szlamowate towarzystwo - powiedział kpiąco Malfoy.
Wydawało jej się, że usłyszała słowo " szlama " jak przechodzili obok niej. Malfoy nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem.
Zakręciło jej się w głowie i znów przytrzymała się Revisa.
-Wstrętne typki, współczuje tym, którzy są z nimi w klasie.
Hermiona zamarła. Popatrzyła na chłopaka przerażona. On patrzył na nią jakoś inaczej - groźnie. Gryfonka powiedziała:
-Mówiłeś, że jesteś szóstoklasistą...
Nie mogła uwierzyć, że o tym zapomniała. Nie mogła uwierzyć, że była tak głupia i tak zamydlił jej oczy.
Jestem Revis Gerver... szóstoklasista.
Jak mogła nie zauważyć, że nie ma go nigdy wśród Ślizgonów z szóstej klasy... że nie ma go na wspólnych lekcjach. Jak oni wszyscy mogli nie zwrócić uwagi na to kim jest Revis. Nigdy nie mówili o Hogwarcie... o lekcjach też rzadko.
Hermiona mało co nie upadła, gdy zorientowała się o co w tym wszystkim chodzi. Jej mózg pracował na zwiększonych obrotach, a  Revis uśmiechnął się tylko i powiedział:
-Jesteś dobra- powiedziawszy to na wpół zaciągnął ją w jakiś pusty zaułek za sklepem.
Nie miała szansy krzyknąć - głos zamarł jej gardle. Próbowała się wyswobodzić z żelaznego uścisku, ale nie mogła.
W końcu przyparł ją do lodowatego muru i spojrzał na nią wzrokiem pełnym nienawiści. To nie był już ten chłopak, który mówił, że ją lubi... że podoba mu się jak czyta...chłopak, który trzymał ją za rękę, kiedy się czymś denerwowała. To był zupełnie ktoś inny.
-Chociaż myślałem, że zorientujesz się wcześniej. Dałaś mi, kotku kilka tygodni świetnej zabawy.
Hermiona zamarła. Przybliżył się jeszcze bardziej, co bardzo jej się nie podobało.
-Dlaczego to robisz? - wyszeptała.
-Chyba na złość. Na złość tobie, Potterowi, Malfoyowi... wszystkim. Byłaś taka łatwa... podatna na manipulacje.
Hermiona musiała sobie przypomnieć jak się oddycha, gdyż przez dłuższą chwilę wstrzymywała oddech.
-Potem ty zaczynałaś się stawiać, raz nawet uciekać. Domyśliłaś się skąd te siniaki ? Za każdym razem jak nie dawałaś mi się pocałować albo zaczynałaś coś podejrzewać... Ech, a potem musiałem po prostu wymazywać ci pamięć. Jestem zdziwiony, że tak późno się zorientowałaś.
Dziewczynie zakręciło się w głowie.
-Puść mnie ! - krzyknęła.
Zaśmiał się tylko.Jedna dłoń przytrzymywała ją, a druga z wolna wodziła po ciele.
-Tak ci się to podobało kiedyś, nieprawdaż ? - zaśmiał się ponownie, tym razem ciszej.
Hermiona poczuła, że rozpina jej kurtkę.
-Zostaw mnie albo pożałujesz.
Jej różdżka była w tylnej kieszeni... gdyby tylko udało jej się wyswobodzić dłoń...
Revis chyba zrozumiał co chce zrobić, bo uderzył ją mocno w twarz.
-Prędzej czy później bym z tobą zerwała. Byłeś beznadziejny - każde słowo cedziła z wyjątkową zawziętością.
-Nie pozwoliłbym ci ze mną zerwać.
Nagle poczuła jego dłoń pod swoją bluzką i z całych sił próbowała go odepchnąć. On jednak wciąż napierał. Po policzkach spłynęły jej łzy.
-Harry cię zabije - wiedziała, że tylko rozmowa jest w stanie ją wybawić.
-Potter? Próbujesz mnie przestraszyć? Jesteś naprawdę żałosna.
Nie mogła wytrzymać... jego dłonie... Chciała krzyknąć, zrobić cokolwiek.
Nagle usłyszała zimny głos. To nie był to zimno, do którego się przyzwyczaiła - to ton, który potrafił zabić. Lodawaty, wściekły...
-Zostaw ją, Gerver.
Revis odsunął się powoli od Hermiony. Zaskoczona zauważyła, że wciąż się uśmiecha.
-Przyszedłeś ratować damę w opałach, Malfoy? Co cię ona obchodzi ? To szlama.
Skąd on się tu wziął ? Jeszcze kilka minut temu widziała jak poszedł z Pansy i Zabinim w stronę Miodowego Królestwa.
-Ona mnie nic nie obchodzi, Gerver. Raczej denerwujesz mnie ty.
Hermiona oddychała szybko i przerażona patrzyła na Revisa. On jednak uśmiechnął się i odwrócił się ku Hermionie. Dotknął jej policzka, ale tym razem odepchnęła brutalnie jego rękę. Wciąż był pogodny, kiedy mówił:
-Nie skończyłem z tobą.
Odwrócił się i odszedł przypadkowo trącając Malfoya. On jednak nie popuścił tego, odwrócił się z różdżką w ręku. Co zaskakujące Revis także wyjął różdżkę i krzyknął:
-Dręt...
-Protego!
Malfoy najwidoczniej zdenerwował się, że Revis pierwszy zaatakował, bo wykrzyknął :
-Petrificus totalus !
Hermiona wydała z siebie głuchy okrzyk, kiedy Revis padł jak długi na ziemię. Nie wiedziała czy tylko jej się wydaje - ale Malfoy się uśmiechał.
W końcu odwrócił się w jej stronę i znów przybrał beznamiętny wyraz twarzy.
-Czy ty musisz być taką idiotką? - wycedził.
-S-słucham?- zapytała zaskoczona.
Potem przypomniała sobie, że stoi na ziąbie w rozpiętej kurtce. Zarumieniła się i zsunęła bluzkę na dół i zapięła kurtkę.
-Zawsze musisz się wpakowywać w kłopoty?
-To moja wina, że mi wymazywał pamięć, a teraz mnie zaatakował ? - zaperzyła się Hermiona.
Przewrócił oczami i złapał ją dość brutalnie za rękę i pociągnął za sobą.
-Puść mnie !
-Zamknij się ! Zaraz zleci się tu całe Hogsmeade !
-A co z nim? -zapytała, gdy mijali Revisa, leżącego na ziemi.
-Nie wiem, nic mnie to nie obchodzi.
Wyszli w końcu z zaułka, Malfoy ją puścił i spojrzał na nią.
Tak bardzo chciałabym wiedzieć co sobie teraz myśli - pomyślała.
-Ogarnij się, Granger. Następnym razem może ci się tak nie poszczęścić.
Powiedział to i odwrócił się, chcąc odejść.
-Draco...
Zamarł. Hermiona sama zdziwiła się, że nazwała go po imieniu. Powoli odwrócił się i popatrzył na nią jakoś... inaczej. Nie było w tym żadnej kpiny, złośliwości, zdenerwowania.
-Dziękuję.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 7

"Przebudzenie"

 

Cisza. Ciemność.
To co napotkała Hermiona, gdy tylko otworzyła oczy. Jedyne, czego mogła być pewna to to że znajduje się w Skrzydle Szpitalnym. Od razu poczuła ogromny ból głowy, który sprawił, że aż się skrzywiła.
Nagle powróciły wspomnienia z ostatnich zdarzeń, zaczęło jej się kręcić w głowie tak, że musiała zamknąć oczy.
Malfoy... rzucił na nią Drętwotę. Gryfonka pamiętała tylko jak pada na wilgotną trawę i odlatuje. Ostatnie co pamięta to czyjś dotyk...
Otworzyła oczy i powoli podniosła się do pozycji siedzącej. Na początku myślała, że na sali nie ma nikogo. Kiedy jednak przyjrzała się dokładniej przeciwległej ścianie, zobaczyła, że ktoś się o nią opiera. Z przerażeniem szeroko otworzyła oczy, gdy zobaczyła, że to Malfoy.
Stał tak sobie i patrzył na nią tak, że Hermionę przeszył dreszcz.
-Wstała nasza Śpiąca Królewna - zakpił.
Hermiona spojrzała na niego z niedowierzaniem.
Nie dość, że to on powalił ją na ziemię zaklęciem, to ma czelność jeszcze tu przychodzić i się z niej naśmiewać.
Hermiona prychnęła i podciągnęła wyżej kołdrę, widząc że jest tylko w podkoszulku i majtkach. Chłopak jednak nie ruszył się ze swojego miejsca.
-Co z moimi rodzicami? -spytała w końcu.
Malfoy wzruszył ramionami i odrzekł:
-Nasz bohater ich uratował, przebywają chyba teraz w jakimś mugolskim szpitalu.
-Ale...
-Aurorzy ich pilnują.
Hermionie zamknęły się usta w zdziwieniu.
-Wiadomo kto ich porwał? Widziałam Notta, to on mnie zaatakował i mówił że... -przełknęła głośno ślinę- spuścił krew z moich rodziców.
Malfoy przez chwilę patrzył na nią w dziwnej powadzę i wręcz skupieniu. Dziewczyna wytrzymała jego wzrok, a on odpowiedział niby od niechcenia.
-Nie ma jednego winnego. Zrobili to Śmierciożercy, ale Nott im przewodniczył.
-Złapali go?
-Nie, uciekł.
Hermiona pokręciła tylko głową z niedowierzaniem. Obezwładniła go, jak mógł uciec? W głowie kłębiło jej się tyle pytań, a obecność Malfoya wcale nie pomagała. Zaraz... co on tu w ogóle robił?
-A ty jesteś tu, bo... -zaczęła.
Nie odpowiedział.
-Powaliłeś mnie Drętwotą. Nie wiem w ogóle jak śmiesz tu do mnie przychodzić ?
-Niestety większość z twoich... jak to się mówi?...przyjaciół jest teraz zajęta, więc Snape pomyślał, żeby wysłać mnie do Skrzydła. - powiedział beznamiętnie, po czym dodał jakby do siebie- to chyba jakaś kara. Tylko nie wiem za co.
-Wciąż nie wyjaśniłeś mi dlaczego mi to zrobiłeś?Co ty tam w ogóle robiłeś? Akurat w tamtej chwili ! Akurat tam !
Draco uśmiechnął się lekko, a Hermiona pomyślała, że nie wytrzyma z tym człowiekiem. Te jego słabe uśmieszki - była na niego tak okropnie wścieła, że mało co nie wstała z łóżka. Pohamowało ją jedynie to, że jest rozebrana.
-Gdybym ci powiedział, musiałbym cię zabić.
Hermiona przez chwilę myślała, że to żart, ale chłopak wydawał się bardzo poważny. Zmarszczyła tylko brwi i odpowiedziała :
-Nie jest tak łatwo mnie zabić.
On zaśmiał się - po prostu wybuchnął śmiechem, a Hermiona patrzyła na niego spokojnie, starając się sprawiać wrażenie nieczułej na to wszystko.
-Wydaje mi się, że po raz pierwszy w naszej rozmowie, muszę przyznać ci rację.
Hermiona pokręciła tylko głową i opadła na łóżko, wpatrując się w sufit.
-Natomiast ty jesteś szalony. Nie rozumiem cię, nie potrafię cię rozgryźć.
-Lepiej nie próbuj - jego ton był ostry i chłodny.
-Dlaczego?
-Rzuciłem na ciebie Drętwotę bo wiedziałem co chcesz zrobić i po prostu nie mogłem ci na to pozwolić - rzucił, zmieniając temat.
Hermiona przez chwilę się nie odzywała, wpatrzona w nierówności na suficie. W końcu jednak podniosła się, chcąc na niego spojrzeć, ale go już nie było. Odszedł.

Kolejnego dnia, a był to dokładnie dwudziesty piąty października, Hermiona wyszła ze Skrzydła Szpitalnego. W drzwiach od razu pojawili się Harry z Ronem i rzucili się jej na szyję.
-Hermiono, tak bardzo się o ciebie martwiliśmy !
Hermiona odetchnęła z ulgą, widząc ich całych i zdrowych. Uśmiechnęła się radośnie, a potem poważnym tonem zażyczyła sobie:
-Opowiadajcie !
Harry przewrócił oczami, ale zaczął mówić. Wszyscy szli do Wielkiej Sali, gdzie powinno zaczynać się śniadanie.
-Kiedy tylko przeczytałem liścik, poleciałem do Rona i razem opowiedzieliśmy wszystko Dumbledorowi. On wytrzasnął świstoklika, ale musieliśmy jeszcze poczekać.Ron w tym czasie poszedł do Snape'a...
-Był jeszcze okropniejszy niż zwykle ! Nawrzeszczał na mnie, że niby zakłócam mu spokój, a jak wytłumaczyłem mu o co chodzi powiedział tylko " zawsze w centrum uwagi, prawda?". Powiedziałem " jasne, zawsze pozwalamy na porwania rodziców, żeby móc zabłysnąć". Gryffindor stracił chyba z trzydzieści punktów.
Hermiona uniosła znacząco brwi, ale nie przerwała opowieści.
-Nagle Ron oznajmił, że wie gdzie są twoi rodzice. Dumbledore i ja przenieśliśmy się do ciebie, a on został ze Snapem. Kiedy już polecieliśmy pod London-Eye, zobaczyliśmy, że w łódce leżą twoi rodzice. Wtem znikąd pojawili się Śmierciożercy, ale Dumbledore przegonił ich ogniem. To było istne piekło - gorąco, płomienie były dosłownie wszędzie... Mugole tłumaczą to chyba wybuchem w pobliskiej kawiarence. Tak czy inaczej, dopadliśmy łódkę, aurorzy nam pomogli i wyciągnęliśmy twoich rodziców. Dumbledore zarządził, żeby przetransportować ich do jednego z mugolskich szpitali... Mówię ci, to wyglądało jakby nagle cały Londyn się zatrzymał. Bardzo późno wróciliśmy do zamku i Dumbledore powiedział mi, że jesteś bezpieczna w Skrzydle Szpitalnym i żeby cię na razie nie niepokoić. Nie wiedziałem jednak, dlaczego jesteś w Skrzydle...
Hermiona zamarła i zawahała się. Nie była pewna, czy wyznać im prawdę czy to przemilczeć. W końcu jednak opowiedziała im okrojoną wersję przygody z Malfoyem. Chłopcy wydawali się być zszokowani, a Ron wciąż klną na Malfoya.
-A to szczur... Jak on mógł ? Nie byłaś nawet przygotowana, nie... Jeszcze popamięta !
-Ron! Spokojnie! - pisnęła dziewczyna.
Wiedziała, że jeżeli Ron będzie chciał walczyć z Malfoyem to może to się dla niego bardzo źle skończyć.
Ron jednak nie dawał za wygraną i kiedy napotkali na korytarzu Zabiniego i Malfoya, Hermiona jęknęła głośno. Ron już ku nim szedł.
-Harry ! Zrób coś - powstrzymaj go !
Harry odwrócił się do niej i tylko skrzywił lekko.
-Hermiono, to Malfoy. Zasługuje na to by...
-Na co, Harry ? Przecież wiesz, że Ron nie ma szans.
Tymczasem między Weasleyem a Malfoyem doszło do groźnej wymiany zdań. Gryfonka zauważyła, że Ron wyciągnął różdżkę i grozi Ślizgonowi.
O nie... o nie-nie-nie-nie !
Podeszła pod nich i pociągnęła Rona za rękaw.
-Ron, odpuść...
Przyjaciel jednak nie dawał za wygraną.
-Słuchaj swojej dziewczyny, Weasley. Boję się, że jak ja podniosę różdżkę to coś ci się jeszcze stanie...
Zabini patrzył na Gryfonkę zaciekawiony, ale także zniesmaczony. Jakby był wściekły, że w ogóle żyła. Dziewczyna obrzuciła go wyzywającym spojrzeniem- nie wiedziała skąd bierze tą odwagę. Miała świadomość, że Ślizgon jest groźny - pamiętała ostatnią ich konfrontację.
-Co Granger, znalazłaś sobie obrońce? - uśmiechnął się, a dziewczyna oblała się rumieńcem.
Wściekła odwróciła się i obrzuciła Harry'ego zniesmaczonym spojrzeniem. Pobiegła prosto na siódme piętro. Kiedy stanęła przed gargulcem nagle ogarnął ją strach. Czy Dumbledore jej wysłucha? Czy będzie chciał jej to jakoś wyjaśnić? Czy zgodzi się na odwiedziny ?
Poczuła, że ogarniają ją niezrozumiałe wątpliwości i wycofała się. Miała zamiar jak najszybciej stamtąd uciec, kiedy nagle zza rogu, spokojnym krokiem wyszedł Dumbledore.
 -O, panno Granger. Jak miło panią widzieć całą i zdrową.
Dziewczyna zamarła, niepewna co ma powiedzieć.
-Eee... wszystko dobrze, dziękuję. Profesorze ja...
-Chciałabyś porozmawiać o swoich rodzicach - powiedział pewnie.
Gryfonka przyjrzała mu się zaskoczona - miał na sobie długie szare szaty, lekko ubrudzone przy stopach a na nosie jak zwykle miał swoje okulary-połówki, z pod których przeszywał dziewczynę zaciekawionym wzrokiem.
Hermiona poddała się i pokiwała lekko głową.
-Zapraszam... - powiedział dyrektor i w tym momencie gargulec ustąpił im drogi.
Hermiona podążała za Dumbledorem w zupełnej ciszy i kiedy usiadła na przeciwko jego biurka, pomyślała, że to wszystko nie był dobry pomysł.
Dyrektor jednak uśmiechał się delikatnie, jakby czytając jej w myślach i powiedział dość przyjaźnie:
-Nie ma powodów do obaw, panno Granger. Śmiało - proszę pytać.
Gryfonka wzięła głęboki oddech i zaczęła:
-W jakim stanie są moi rodzice ? Czy wyjdą z tego ? Będę mogła ich odwiedzić? Kto i dlaczego im to zrobił? Dlaczego chcieli nas zabić? Skąd wiedzieliście, że moi rodzice są na River Thames?
Dyrektor uśmiechnął się jeszcze szerzej, jakby tylko czekał by jej to wszystko wyjaśnić.
-Dosyć sporo pytań. Postaram się na wszystkie odpowiedzieć... Od czego zaczęłaś? Od stanu twoich rodziców... No cóż... - w tym momencie trochę się zawahał, lecz potem kontynuował - stracili bardzo dużo krwi, Śmierciożercy wynaleźli nowy sposób na torturowanie ofiar i muszę przyznać, że jest on wyjątkowo brutalny. Nie będę się wdawać w szczegóły. Tak czy inaczej, mają wiele ran ciętych - twój tato został także trwale okaleczony na twarzy. Wzięlibyśmy go do Munga, ale niestety ostatnimi czasy Ministerstwo zaczęło kontrolować szpital, a chcielibyśmy zachować te zdarzenie w tajemnicy, więc... Twoi rodzice są pod stałą opieką lekarzy, z tego co wiem dr. Evan Gyth powiedział, że w ciągu dwóch tygodni powinni wyjść ze szpitala, więc nie ma powodów do obaw. Niestety nie mogę pozwolić na odwiedziny w zaistniałej sytuacji...
-Ale dlaczego? - przerwała mu Hermiona. - To są moi rodzice, omal ich nie straciłam. Ja...
-Rozumiem, panno Granger. Niemniej musi pani na razie uważać - oni tylko czekają aż pojawisz się, na jak to się mówi "otwartym terenie", a wtedy po prostu zaatakują.
Hermiona była zła i nie obchodziło jej to, że dyrektor to widzi. Gniew bił od niej całej, rósł w siłę i czekał na moment, żeby go wyładować.
Dziewczyna zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy czuję coś takiego - niewyobrażalny gniew, ale też i lęk.
-Powiem ci szczerze, droga Hermiono - Gryfonka patrzyła zbita z tropu na Dumbledore'a. - Nie wiem dlaczego z pośród tylu mugoli wybrali akurat twoją rodzinę. Ale mogę ci obiecać, że na pewno się tym zajmiemy.
-Czyli...właściwie nie wiemy nic?
Dyrektor uśmiechnął się tylko, a Hermiona pokręciła z niedowierzaniem głową.
-Nie spocznę, dopóki nie dowiem się o co chodzi.
-Zdaje sobie z tego sprawę, panno Granger. Co do tego skąd wiedzieliśmy o tym gdzie ukryli twoich rodziców - Ron nam powiedział. Dość tajemnicza sprawa, można się ze mną założyć o pięć torebek cytrynowych dropsów, że ktoś wyczyścił mu pamięć.
Hermiona drgnęła i spojrzała zaskoczona na Dumbledore'a. Ktoś jej pomógł i chciał pozostać anonimowy.

***

-Cześć Luna ! - powiedział Harry, widząc przechodzącą obok dziewczynę.
-Cześć Harry! - i nie mówiąc nic więcej usiadła obok nich przy stole.
Ron rzucił przyjacielowi znaczące spojrzenie, ale nie skomentował nowej towarzyszki. 
-Gdzie jest ta Hermiona? Niby dlaczego się tak wkurzyła? I tak do niczego nie doszło! - denerwował się.
Spojrzał za siebie i wbił wzrok w siedzących niewiele dalej Ślizgonów. W duszy obwiniał ich za to wszystko - w szczególności jednego  osobnika o blond włosach.
-Wiesz, Ron, może po prostu się o ciebie bała. W końcu to Malfoy...
Ron poczerwieniał trochę ze złości, a trochę ze wstydu. Luna spojrzała na niego dziwacznie i wróciła do "Żonglera". 
-Wciąż mnie to męczy... Pamiętasz u Burkesa? Jestem pewny, że Malfoy ma na swoim ramieniu znak...
-Cicho ! Może z łaski swojej będziesz rzucał swoje szalone oskarżenia trochę ciszej?
-Malfoy? Śmierciożercą? Nie sądzę...- powiedziała Luna rzeczowym tonem.- Słyszałam, że rodzina Malfoyów jest zbyt zajęta hodowlą specjalnych pawi w Tanzanii, żeby przejmować się Sami-Wiecie-Kim.
-Pawi? W Tanzanii? Przecież to w Afryce i ... -zaczął wściekły Ron, ale Harry rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie i przyjaciel ucichł. - Właściwie może masz rację. On - i tu wskazał za siebie- też pewnie jeździ tam na wakacje. Razem z rodzicami spędzają czas na farmie i...
Luna zaśmiała się tylko.
-Na farmie? Ty to masz pomysły, Ron. Ha-ha-ha.
Ron tylko pokręcił głową i zajął się swoją owsianką. Harry mimowolnie uśmiechnął się i był wdzięczny Lunie, że zawsze jest w stanie poprawić mu humor. Nagle ktoś szturchnął go za ramię i powiedział:
-To dla ciebie, Potter.
Harry zobaczył małą białą kopertę przed sobą. Po piśmie wiedział, od kogo to. Wyczuwał jakąś imprezę u Slughorna. 
-Dlaczego on jest w to wszystko zamieszany, Harry? 
Potter chciał otworzyć liścik, ale zawahał się i spojrzał zdziwiony na przyjaciela.
-Mówisz o Malfoyu?
Luna nagle odłożyła "Żonglera" i przyjrzała się Ronowi. Chłopak uciekł od niej wzrokiem, ale ona przysunęła się do niego i powiedziała.
-Może on nie jest taki zły. Widziałam jak niósł ją w nocy do Skrzydła Szpitalnego.
Ron upuścił łyżkę na talerz tak, że owsianka rozbryzgała się po jego szacie. Spiorunował Lunę wzrokiem i zapytał:
-Malfoy niósł Hermionę do Skrzydła? 
Zaśmiał się, uznając, że to żart.
-Możesz się śmiać, ale akurat tej nocy lunatykowałam. Kiedy się obudziłam, zorientowałam się, że muszę być gdzieś pod Skrzydłem. Nagle usłyszałam kroki, więc schowałam się za jedną ze starych zbroi. Wtedy zza ściany wyszedł Malfoy z Hermioną na rękach. Zapukał, a wtedy otworzyła mu pani Pomfrey. Chyba coś jej powiedział, ale nie dosłyszałam.
Harry był pewny, że Luna mówi prawdę - nie miała powodów, żeby kłamać, a ktoś w końcu musiał Hermionę sprowadzić do zamku. Nie mógł jednak rozgryźć dlaczego dziewczyna im tego nie powiedziała? Czemu pominęła ten fakt, w tej swojej zawiłej historii.

***

Hermiona biegła przez korytarze- było bardzo późno i McGonagall pewnie już zaczęła. Z roztargnienia wypadły jej książki z rąk. Zaklęła i zaczęła pośpiesznie je zbierać.
Nagle zobaczyła czyjąś parę rok, która również zajęła się podnoszeniem starych ksiąg.
-Ciekawe czemu zawsze wszystko wypada ci z rąk, kiedy się spotykamy?
Gryfonka podniosła wzrok i zobaczyła Ślizgona, którego poznała na widokówce.
-Revis, tak ? 
Wstała i przyjrzała się mu uważnie. Dopiero teraz zwróciła uwagi na jego ciemne cienkie brwi, niewielkie szare oczy i ciepły, niewinny uśmiech. Nawet szatę szkolną miał założoną w jakiś specjalny, niby luzacki sposob.
-Pamiętasz mnie! -uśmiechnął się szerzej.
Hermiona również się uśmiechnęła - pierwszy raz od tak dawna. Chłopak powiedział ciepło:
-Co teraz masz?
-Transmutacja- odpowiedział krótko.
Dopiero się zorientowała, jak bardzo jest spóźniona. Spojrzała przepraszająco na chłopaka i mruknęła:
-Muszę już iść, jestem spóźniona.
Powiedziawszy to minęła go i pośpieszyła ku klasie.
-Co z tą randką? 
Zaskoczona, że wciąż o tym pamięta, odwróciła się i zapytała:
-Co proponujesz?
-Spacer? Dzisiaj o dziewiętnastej ! Będę czekać przy Wielkiej Sali. 
Hermiona mogła tylko kiwnąć głową i pobiec na Transmutację. Była taka zaskoczona i zdziwiona tym, że się jednak zgodziła, że nawet nie wzięła sobie do serca narzekań McGonagall i po prostu usiadła w ławce. Harry chyba chciał coś do niej powiedzieć, ale srogie spojrzenie McGonagall go zniechęciło. 
Gryfonka doszła w końcu do wniosku, że nic złego się nie stanie jeśli raz umówi się z kimś poza jej domu. Zrobi przynajmniej na złość dla Rona. 
Z cichą satysfakcją otworzyła książkę do Transmutacji, kiedy poczuła mocny, piekący ból na ramieniu. Zacisnęła mocno zęby, żeby nie krzyknąć i podwinęła ramię.
Na bladej skórze zobaczyła stróżki bordowej krwi, a obok wcześniej wyrytego "S" zobaczyła tej samej wielkości literę "Z".

***

Dumbledore stał samotnie w dużej pustej sali. W końcu ktoś zapukał, więc dyrektor odwrócił się z ulgą do drzwi.
Stał tam Snape, w swojej długiej czarnej pelerynie. Wyglądał wyjątkowo przerażająco - blada skóra niesamowicie kontrastowała z ciemnymi szatami, pod oczami miał ciemne sińce, a na szyi cienkie zadrapania.
-Witaj, Severusie. Jak widzę, miałeś jakieś problemy...
-I to nie byle jakie. Przestają mi ufać... Udało mi się jednak trochę powęszyć - rozmawiałem z kilkoma aurorami i najprawdopodobniej za wszystkim stoi Nott. Działał na własną rękę, ale nie wiem do końca dlaczego... Pozostaje też niewyjaśnione dlaczego uwzięli się na rodzinę tej szlamy...
-Severusie - upomniał go Dumbledore.
Snape rzucił mu tylko krótkie zdenerwowane spojrzenie, więc dyrektor dał sobie spokój.
-A co z jej rodzicami?
-Wciąż żyją, ale ojciec jest w stanie krytycznym. Nie wiem czy przeżyje - musisz zabrać go do Munga.
-Wiesz, że to niebezpieczne. Zakon powiadomił mnie przecież o tym, że nowym Głównym Uzdrowicielem został Fineasz Ford, który jak mi wiadomo, jest poplecznikiem Voldermota. Podobno dosypuje różne paskudztwa dla ludzi, którzy " nie są Mu potrzebni". 
Dumbledore zamilkł, ale potem podszedł do Severusa.
-Ta dziewczyna będzie miała jeszcze więcej kłopotów - mówiłem ci o tych literach na jej ramieniu  Ktoś próbuje ją naznaczyć... SZLAMA - Te słowo wypłynęło z ust Dumbledore z pewną opornością.
-Czego ode mnie oczekujesz, Dumbledore? Że stanę się jej cieniem ? Stróżem?
-Nie, Severusie. O tym porozmawiamy kiedy indziej. Teraz mi powiedz... o sam wiesz kim.
-Chyba ma jakiś plan - powiedział cicho Snape. - Boję się tylko, że od niego umrze połowa zamku.



*************
Ten rozdział dedykuje dla Bunii, która zawsze była moją betą i sprawiała, że miałam ochotę pisać, mimo że brakowało mi pomysłów. Jesteś mą codzienną inspiracją ! :)
Dziękuję dla wszystkich, którzy czytają mój blog - mam nadzieję, że pod tym ( ale także innymi) rozdziałem zobaczę jakieś komentarze. Czekam na to niecierpliwie - każdy komentarz, jest dla mnie na wagę złota. Zachęcam do udostępniania mojego blogu ! :) 

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 6 " Pierwsze łzy"

"W sy­tuac­jach trud­niej­szych nie ocze­kujesz po­toku słów od blis­kich lecz ka­wałka dłoni i ciepłego spoj­rze­nia, które ukoją lęk. "
Czarownica


 Hermiona wylądowała przy Downing Street. Rozejrzała się dookoła i nastawiła uszy, mając nadzieję, że jej lot pozostał niezauważony. Ulice były jednak opustoszałe i dziwnie ciche. Wszędzie było  ciemno, tylko kilka latarni dawało słabe światło. Wszystko wydawało się być pogrążone w głębokim śnie.
Powietrze przesycone było intensywnym zapachem kwiatów pani Walker. Dziewczyna zachwiała się i poczuła falę mdłości. Wzięła głęboki wdech i wyjęła różdżkę.
Minęła dom Walkerów, potem jeden opuszczony, zawalający się budynek i w końcu zobaczyła swój dom.
Stał tak jak go zostawiła 1 września -  nieduży, o ciepłym kolorze, z dużymi i wyjątkowo ładnymi okiennicami. Hermiona poczuła ukłucie bólu w klatce piersiowej, więc pośpiesznie otworzyła starą, skrzypiącą furtkę i weszła na podwórko.
Było ciemno, więc dziewczyna musiała wyostrzyć wszystkie zmysły, żeby sprawdzić czy nikogo nie ma na dworze. Kiedy uznała, że jest pusto, weszła powoli na werandę i już miała otworzyć drzwi, ale się zawahała. Wytężyła słuch, ale odpowiedziała jej jedynie głucha cisza.
W korytarzu było bardzo ciemno, więc Hermiona walczyła z pokusą by zapalić różdżkę. W końcu szepnęła Lumos. Omiotła dom bladym światłem i rozejrzała się dokładnie po pokojach. Dom jednak zdawał się być zupełnie pusty.
Bała się ich zawołać, nawet jakby chciała, nie byłaby wstanie wydusić z siebie ani słowa. Przyłapała się na tym, że mocno zacisnęła palce na różdżce.
Gdy była zupełnie pewna, że nikogo tam nie ma, zdecydowała się wejść na górę. Powoli wspinała się po drewnianych schodach, ciesząc się w duchu, że nie wydają się z siebie żadnych odgłosów.
Od razu zajrzała do swojej sypialni - w pokoju nie zmieniło się zupełnie nic od jej wyjazdu. Nawet koc, który rzuciła na fotel przed wyjściem, leżał w tym samym miejscu.
Nagle usłyszała przerażający, wysoki dźwięk. Przeszył ją przejmujący dreszcz lecz wychyliła się z pokoju. Korytarz pozornie wydaje się taki sam jak przedtem. Hermiona bierze głęboki wdech, popycha lekko drzwi do sypialni rodziców i staje jak wryta.
Przez chwilę stoi tak w bezruchu, a potem kuli się, czując jak ogromna fala zimna uderza w jej klatkę piersiową.
Na ścianie widnieje napis... wykonany krwią.

Kolej na ciebie
szlamo


Hermiona z trudem przełyka ślinę, kiedy rozszyfrowuje słowa. Jej nogi same się pod nią uginają, więc podpiera się szafką. A w głowie tli się jedyna myśl - czy to krew jej rodziców?
Nagle odczuwa ogromny żal, że sama wyruszyła im na ratunek, zostawiając jedynie głupią kartkę dla Harry'ego. Jak mogła być tak głupia ? Co ona teraz zrobi? 
Chwiejnym krokiem podeszła pod ścianę - krew była jeszcze świeża, spływała po jasnej tapecie w lawendowe kwiaty.
Wtem Hermiona usłyszała ogromny huk i odwróciła się wystraszona. Przed nią stał mężczyzna, w ciemnych, długich szatach i równie ciemnej masce, o metalicznym blasku. 
Śmierciożerca.
Zatrzasnął za sobą drzwi i popatrzył na Hermionę długim, przeciągłym spojrzeniem. Potem zaczął się śmiać, a Hermiona zamarła w przerażeniu.
-Gdzie są moi rodzice? -wydukała.
-Ci z których spuściłem krew? - zapytał, wskazując ścianę.
Dziewczyna zachwiała się. Nic z tego nie rozumiała - czemu akurat jej rodzice ? Świat zaczął się rozpływać, wszystko zlewało się w jedno i przez krótką chwilę Gryfonka myślała że upadnie na chłodną posadzkę.
Znalazła w sobie jednak tyle siły, by wyciągnął przed siebie różdżkę i powiedzieć:
-Chce ich zobaczyć ! Mów gdzie są ! 
-Ty rozkazujesz...mi ?- zapytał z niedowierzaniem.
Wyciągnął różdżkę i krzyknął :
-Avada Ked...
Hermiona jednocześnie rzuciła zaklęcie obronne. Śmierciożerca wydawał się być niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Zaczął rzucać niewerbalne zaklęcia, a Hermiona z lekkim uczuciem porażki, starała się odeprzeć niewidzialne ataki. Nie miała z nim szans, ale wciąż się nie poddawała. W końcu Śmierciożerca zatoczył się po jednej z wymian zaklęć, a ona z wykrzyknęła:
-Drętwota ! 
Czerwony strumień uderzył w pierś nieprzygotowanego mężczyzny. Hermiona cieszyła się, że nie może widzieć wyrazu jego twarzy - jedynie oczy ukazywały zdziwienie połączone ze strachem. Dziewczyna podeszła pod Śmierciożercy i zdarła maskę z jego twarzy. Rozpoznała go od razu- to był Nott. Ojciec Teodora.
Wybiegła z domu i rozejrzała się dookoła. Cisza okropnie ją przytłaczała, kiedy ona miała ogromną ochotę krzyczeć.

***

Ron siedział rozłożony na jednym z czerwonych foteli w Pokoju Wspólnym, kiedy wbiegł Harry. Na twarzy Pottera widniał strach i zmartwienie. 
Weasley podniósł się z fotela i zapytał :
-Co jest, Harry?
-Hermiona... ona zostawiła mi list. 
Rzucił przyjacielowi kartkę, z pismem Hermiony. 
-Musimy zawiadomić Dumbledore'a ! - wykrzyknął Ron.
Od razu rzucili się ku  Portretowi i popędzili z całych sił na siódme piętro. Gdy byli już przed kamiennym gargulcem, Harry wyszeptał hasło i  posąg odskoczył w bok, dając im przejście. Ściana za nim odsunęła się, ukazując spiralne schody. Harry ruszył pierwszy, a Ron biegł tuż za nim. 
W końcu stanęli przed dużymi, błyszczącymi drzwiami, a Harry złapał za kołatkę i uderzył w nie kilka razy.
Po kilku chwilach w drzwiach pojawił się dyrektor.
-Profesorze, my... nie chcieliśmy pana budzić, ale tu chodzi o Hermionę.
Dyrektor spojrzał na nich srogo i obsunął swoje okulary połówki na czubek nosa. 
-Dostała list, w którym ktoś grozi, że zabije jej rodziców. Myślę, że poleciała na miotle do swojego domu.
Dumbledore zawahał się, a potem powiedział:
-Panie Weasley, proszę odnaleźć profesora Snape'a i powtórzyć mu to, co powiedzieliście mi, a potem przekazać, że ma koniecznie pojawić się w moim gabinecie i wezwać aurorów na Downing Street w Londynie.
Ron zrobił najpierw krzywą minę, ale potem kilka razy głową i odszedł.
-Natomiast ja muszę jak najszybciej tam się zjawić, każda chwila jest na miarę złota.
-Profesorze, ja muszę polecieć tam z panem! To moja przyjaciółka ! 
Dyrektor przystanął na chwilę, ale potem kiwnął głową i razem weszli do jego gabinetu. Ciemne drzwi z hukiem zamknęły się za nimi.

Tymczasem Ron biegł z całych sił do lochów. Wydawało mu się, że nigdy tam nie dotrze, wciąż pojawiał się kolejny zakręt, potem trzeba było zejść ze schodów... Hermiona mogła w tej chwili walczyć na śmierć i życie z jakimś Śmierciożerca... Ta myśl dodała Gryfonowi sił. Chłopak zszedł do lochów i już miał zapukać do drzwi Snape'a, kiedy zza rogu wyszedł Malfoy. Minę miał beznamiętną, ale o dziwo ręce zaciśnięte w pięści. 
Ron pomyślał, że chłopak będzie miał ochotę na jakieś kpiny, gadki lub walkę, więc od razu zaczął:
-Malfoy, akurat w tej chwili nie bardzo mnie interesuje co chcesz mi powiedzieć...
Kącik jego ust drgnął, zbliżył się do Weasleya i powiedział:
-Jej rodzice są przetrzymywani przy London Eye, macie czas do północy - potem ich zabiją. A teraz... - ze zdziwieniem Ron zauważył, że Malfoy wyciąga różdżkę. - Zapomnisz kto ci to powiedział... Obliviate!
Ron poczuł dziwną pustkę, a potem spojrzał na Malfoya z rozdziawionymi ustami.
-Ja... Co tu robisz Malfoy?
Ślizgon uśmiechnął się tylko i odszedł pośpiesznie, pozostawiając Rona w zupełnej rozsypce. 

 
***
Tajemnicze postaci w ciemnych pelerynach zjawiły się przed domem przy Olwey Street. Byli to dwaj młodzi mężczyźni, o bardzo przerażającym wyglądzie. Jeden z nich nasunął maskę na twarz, a drugi wyjął różdżkę z kieszeni i dotknął swoje ramienia, na którym był Mroczny Znak.
Wielka żelazna brama otworzyła się przed nimi, dając im wolną drogę. Bez pośpiechu przeszli przez nią i weszli do niewielkiego dworu. 
Po minięciu drzwi zauważyli, że w domu jest wyjątkowo cicho, chociaż z salonu dobiegał cichy szept. Jeden z mężczyzn popchnął swojego towarzysza i skinął w stronę salonu, dając mu znak, żeby szedł pierwszy. 
W salonie było bardzo ciemno, jedyne światło dawał niewielki kominek po lewej stronie. Przy nim stał duży fotel, odwrócony tyłem do przybyłych mężczyzn. 
Obok fotelu stał skulony Glizdogon i szeptał coś zawzięcia do swojego pana. Mężczyźni zawahali się, po czym jeden z nich odchrząknął.
-Panie... Przybyliśmy z nowymi wieściami.
-Tak ?- usłyszeli cichy, słaby szept.
-Nott postanowił działać na własną rękę. Porwał Grangerów i ukrył ich gdzieś nieopodal London-Eye. 
-Głupiec. Zabiją go.
Cisza, żaden z mężczyzn się nie odezwał.
-A dziewczyna?
-Pojawiła się przy Downing Street i szukała swoich rodziców, Nott się nią zajął.
-Zabił?
Mężczyźni spojrzeli po sobie.
-Nie...
-Widzieliście jak wychodził z domu ? 
-Nie.
-To skąd wiecie, że się nią zajął ? Skąd wiecie, że mu się udało?
Jeden z mężczyzn przełknął głośno ślinę. Drugi natomiast odpowiedział:
-To tylko uczennica, ona...
-JEST W STANIE GO ZABIĆ ! A wy zostawiliście go samego ! 
Voldemort wstał i podszedł pod nich.
-Moi słudzy są tacy bezużyteczni... Szkoda.
Zielone światło zapaliło się już niepierwszy raz w tym oknie.
 
***

Hermiona stała samotnie przed swoim domem. Na bezchmurnym niebie widać było jaśniejący księżyc. W innych okolicznościach Hermiona na pewno stwierdziłaby, że jest piękny. Lecz w tamtym momencie patrzyła na niego z niewyobrażalnym smutkiem i goryczą.
Nagle zupełnie znikąd pojawił się Harry z Dumbledorem. Dziewczyna pobiegła do chłopaka i przytuliła go z całych sił, starając się nie wybuchnąć płaczem.
-Harry, oni... moi rodzice...
-Wiemy gdzie są - wyszeptał Potter.
Hermiona podniosła zaskoczona wzrok i odsunęła się od przyjaciela.
-To co my tu robimy? Profesorze Dumbledore...
-Panno Granger, myślę, że najlepiej będzie jeśli pani tu zostanie i poczeka aż aurorzy po panią przyjdą. Poleci pani z nimi do zamku... Myślę, że wysłano nawet Nimfadorę...
-Ale ja nie mogę tutaj bezczynnie sterczeć, kiedy oni są gdzieś przetrzymywani... 
-Zajmiemy się tym, spokojnie - odpowiedział Dumbledore surowym i stanowczym głosem.
Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Spojrzała na Pottera.
-Harry...
-Nie, Hermiono. Zostań tutaj. Obiecuje, że nic im się nie stanie.
Powiedziawszy to, odwrócił się od Gryfonki i spojrzał znacząco na dyrektora. Ten podał mu swoje ramię. Chłopak przez chwilę się wahał, ale odwrócił się - rzucił Hermionie ostanie spojrzenie i złapał dyrektora za ramię. Oboje zniknęli tak szybko i niespodziewanie jak się pojawili.
Hermiona została sama. Zawiał zimny wiatr, rozrzucił jej włosy i rozchylił kurtkę, ale ona o to nie dbała. Mogła myśleć jedynie o swoich rodzicach. 
Nie miała nawet pojęcia dlaczego ktoś mógłby się na nią uwziąć... Ciężko było jej znaleźć odpowiedź na jakiekolwiek z pytań tłoczących się w jej głowie.
Miała nadzieję, że aurorzy zaraz się pojawią i będzie mogła stąd odlecieć. 
Odlecieć.
Czemu nie pomyślała o tym wcześniej ? Miała miotłę, aurorów jeszcze nie ma, a Harry z Dumbledorem są przy London-Eye. Mogłaby tam polecieć, uratować swoich rodziców, pomóc dyrektorowi. On nie ma prawa wykluczać jej z misji ratunkowej, która dotyczy jej rodziców. 
Pobiegła pod werandę i złapała za miotłę. Chciała na nią wsiąść, kiedy nagle usłyszała zimny głos dochodzący z ulicy.
-Gdzieś się wybierasz, Granger?

***

Wylądowali na Forum Magnum Square, skąd mieli doskonały widok na London-Eye. Mimo że było późno, na ulicach było bardzo tłoczno, a po chodniku wciąż przechodzili ludzie. Harry był zaskoczony, że nikt ich nie zobaczył.
-Żeby zobaczyć magię, trzeba wiedzieć gdzie spojrzeć...-powiedział zagadkowo dyrektor i zaczął iść w stronę London-Eye.
Harry pomyślał o słowach Stana Shunpike'a - "Mugole są ślepi" i nie potrafił się z nim nie zgodzić. 
Idąc tak, pomyślał o Hermionie - pierwszy raz w życiu widział ją taką przerażoną. Ona nigdy nie wiedziała, jak to jest kiedy ktoś porwał twoich bliskich. Kiedy Harry myślał, że porwali Syriusza, dziewczyna zachowała spokój i zdrowy rozsądek, radząc mu znaleźć jakieś inne wyjście, ale kiedy sama doczekała takiej sytuacji, nawet ich nie powiadomiła - od razu złapała za miotłę i wyruszyła do Londynu. 
Harry pomyślał przez chwilę, że zawsze uważał, że zna Hermionę, ale to jakim się jest, poznaje się dopiero w trudnych sytuacjach. Tak jak w tym momencie. 
Potter musiał otrząsnąć się z tych ponurych myśli, gdyż doszli pod Jubilee Gardens. Dyrektor wyjął różdżkę i wskazał na London Eye - przy samym młynie, na rzece pływała stara łódka, w której leżały dwa ciała. Harry pobiegł pod nią, ale na drodze pojawił się szereg Śmierciożerców.
-Drętwota ! - krzyknął Harry.
Jeden z nich padł, ale kolejni dołączyli do grupy. Dumbledore stanął obok Harry'ego i krzyknął :
-Incendio!
Ogień. Wszędzie ogień - pomyślał Harry.

***

-Co ty tu robisz? -zapytała piskliwie.
Wciąż stała przy werandzie i patrzyła na Ślizgona, który wszedł powoli na podwórko. Hermiona zauważyła, że wciąż ma na sobie tą czarną marynarkę, którą miał na obchodzie. Jego twarz jaśniała w ciemnej nocy i niesamowicie kontrastowała z jego ubraniami. 
Coraz bardziej zbliżał się do niej, a ona nie wiedziała co począć.
-Nie podchodź - powiedziała słabo.
Wciąż trzymała różdżkę w dłoni, gotową do ataku. Chłopak podchodził jednak bliżej i bliżej, a ona nie mogła oderwać się od jego wzroku.
Widziała w jego oczach coś innego... połączenie tego chłodu, do którego się przyzwyczaiła, z czymś w rodzaju smutku. 
Skarciła się w duchu, że choćby tak pomyślała, ale jego spojrzenie były niesamowicie głębokie. Patrzył na nią tak, jak na nikogo innego i Hermiona musiała przytrzymać się ściany, żeby nie upaść. Kiedy był już zupełnie blisko - tak, że dzieliły ich centymetry, Hermiona szepnęła:
-Nie odpowiedziałeś.
Była prawie pewna, że zauważyła jak lekko się uśmiecha. Nie wiedziała, czy to wzrok płata jej figle czy tak było naprawdę. 
-A jak myślisz, po co tu jestem, Granger? Myślałem, że po kim jak po kim, ale po tobie można spodziewać się trochę rozsądku.
-Chcesz mi...coś zrobić? -zapytała cicho.
Jego twarz zmieniła się tak szybko - Hermiona nie mogła jednak rozpoznać targających nim emocji, a potem znów patrzyła na beznamiętnego Malfoya.
-Powinnaś mi bardziej ufać, Granger - powoli przeciągał sylaby.
Hermionę przeszył dreszcz, kiedy to usłyszała. Mocniej zacisnęła palce na różdżce i nagle poczuła, że on dotyka jej dłoni. Powoli...delikatnie...dotknął jej palców, a potem jakimś cudownym sposobem sprawił, że rozluźniła uścisk i puściła różdżkę.
Poczuła, że po policzkach spływają jej łzy i nie wiedziała dlaczego. Dlaczego po tym wszystkim co się stało rozkleiła się dopiero przy nim? Było jej okropnie wstyd, kiedy przejechał wzrokiem od jej oczu, przez policzki, aż po brodę.
Nie miała siły nawet ich wytrzeć. Zauważyła coś w jego oczach... przebłysk...współczucia? Nie, to nie mogło być to...Nie odzywał się, chociaż widziała, że chce coś powiedzieć.
 Pierwszy raz płakała na jego oczach.
-Nie mam żadnych powodów, żeby ci ufać Mafloy. Nie potrafię. Nie tobie. 
On odsunął się od niej i przez chwilę można było zauważyć, że się waha. Potem jednak wyciągnął różdżkę i szepnął:
- Drętwota!
Nie miała szans, żeby się bronić. Ze zdziwieniem i strachem wypisanym na twarzy, padła na trawę.

************************
Rozdział zadedykowany dla kochanej Emmy Avis - ślęczałam nad komputerem kilka godzin, bo powiedziałaś mi " pisz szybko" :) 
Kocham cię ! Piszę między innymi dla ciebie !

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 5 " Prince "

Hermiona ślęczała nad pokaźnym stosem książek i po kolei przeglądała każdą, w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji o Księciu Półkrwi. Szło jej dość opornie, gdyż jej myśli wciąż zaprzątał ostatni atak Zabiniego. W głowie rodziło się mnóstwo pytań lecz o wiele mniej odpowiedzi.
Jego zachowanie było zupełnie nienormalne, jak i niespodziewane. Hermiona nie wiedziała nawet czym sobie zasłużyła na ów atak.
Każdego dnia, gdy mijała Zabiniego na korytarzu, on odwracał wzrok lub udawał, że jej nie widzi.
Nie można narzekać -pomyślała wpierw Hermiona.
W końcu przestał ją nękać i ma na razie spokój... ale na jak długo ? Bała się i była z tym zupełnie sama.
Właściwie sama do tego doprowadziła - zdecydowała się nie mówić Harry'emu i Ronowi. Przyspożyłaby im tylko więcej kłopotów i dodatkowego zmartwienia.
Harry chodził na tajemnicze lekcje do Dumbledore, na których dyrektor pokazywał mu różne swoje wspomnienia, a Ron... był zbyt zajęty Lavender i trenowaniem.
Hermiona paradoksalnie poczuła się samotna.
Dziewczyna znów zajęła się wertowaniem starych stronic ksiąg. Jej oczy jednak same się przymykały, więc dała sobie spokój. Postanowiła, że pójdzie dzisiaj wcześniej spać.
Idąc do Wieży Gryffindoru, zahaczyła o Balkon Widokowy. Było to bardzo specjalne i ważne miejsce dla Hermiony. Gdy tylko nie włóczyła się razem z Ronem i Harrym po zamku, spędzała dużo czasu właśnie tutaj. Uwielbiała stawać na balkonie i patrzeć na bezkresny las, promienie słoneczne odbijające się w płaskiej tafli jeziora i zielone błonie. Kochała przyglądać się, jak wiatr rozrzuca zeschnięte liście. Czuła wtedy, że może śmiało pofrunąć razem z nimi.
Ale bała się latać, odkąd leciała na niewidzialnym testralu do Ministerstwa... Na to wspomnienie odczuła ogromny bół w klatce piersiowej...
Hermiona doszła na Balkon, położyła pergamin ze swoimi notatkami na ziemi i oparła się o kamienną barierkę. Zimny jesienny wiatr zmierzwił jej włosy, a ona poczuła, że przechodzą przez nią dreszcze.
Znów wróciło jej wspomnienie Blaise'a, który krzyczy:
-Bierz ją !
Musiała sobie poustalać kilka faktów.
Po pierwsze na jej ramieniu wyryta była litera "S". Wiedziała co to oznacza. Ktoś na prawdę jej nie znosi i chce ją upokorzyć i zranić. Hermiona z całej siły nie dawała po sobie poznać, jak bardzo ją to dotknęło. Nie chodzi tu o ból fizyczny, którego doświadczyła przy tworzeniu się tej piekielnej litery. Chodzi o sam fakt, że jest w tej szkole lub poza nią osoba, która życzy jej źle. A nawet bardziej niż źle.
Niestety nie wiedziała kto to może być. Oczywiście, miała kilka typów. Ostatnio do tej listy dopisał się także Blaise Zabini, co rzeczywiście przysporzyło jej powodów do zmartwień.
Myślała także o Malfoyu. Miałby chyba mnóstwo powodów, żeby jej to robić.Jednak Gryfonka czuła, że to nie on. Gdyby Malfoy zrobił coś tak okrutnego, chciałby się tym przed wszystkimi pochwalić. Nie wystarczyłaby mu jedynie cicha satysfakcja, to nie w jego stylu. 
Zawsze wierzyła, że gdy ma się problem, trzeba go zgłosić do nauczycieli lub dyrektora, ale tym razem wiedziała, że musi to znieść sama.
Po drugie, Zabini z jakimś zbirem kręcą się wokół niej i coś kombinują. Hermiona miała złe przeczucia. Po Ślizgonach nie należy spodziewać się niczego dobrego.
Po trzecie, Harry ma mnóstwo problemów, a dziewczyna nie może go obarczać swoimi. Musi go wspierać i pomóc mu w walce z Voldemortem. Za wszelką cenę.
Po czwartę, Gryfonka koniecznie musi zapomnieć o Ronie. Nie może zachowywać się jak dziecko. Z uniesioną głową należy zaakceptować  fakt, iż nie jest już sam.
Po piąte Hermiona musi dość dyskretnie zająć się sprawą Malfoya. Tajemnicze wypady do Zakaznego Lasu, jakieś spotkania. Nagle dziewczyna złapała się na tym, że zaczęła zastanawiać się, czy aby na pewno Malfoy nie jest Śmierciożercą.
Nie jest 
Gryfonka siedziałaby tak jeszcze bardzo długo i rozmyślała nad swoim życiem, gdyby  ciemnowłosy, wysoki Ślizgon nie wpadł na Balkon.
Zobaczywszy Hermionę, wycofał się odrobinę i wyjąkął:
-Pierwszy raz kogoś tu widzę.
Gryfonka zmarszczyła brwi - przesiaduje tu przecież bardzo długo każdego dnia. Nie miała jednak ochoty na dyskusje z podopiecznym Snape'a.
Podniosła papiery z ziemi i spojrzała na chłopaka.
-Nie zrozum mnie źle, nie chciałem cię wyganiać.
-Nie ważne i tak miałam już iść do dormitorium.
Chłopak uśmiechnął się, a Hermionie wszystkie kartki powypadały z rąk. Schylił się i pomógł jej zbierać wszystkie notatki.
-Prowadzisz jakieś badania? -zapytał zerkając na kolumny nazwisk i mnóstwo cyfr.
-W pewnym sensie.
-Czekaj... Ty jesteś tą Granger?
-Super, znasz mnie. Ja natomiast zupełnie nie kojarze ciebie - odpowiedziała chłodno.
Oczywiście "tą Granger" jej się nie spodobało i czuła, że to Malfoy rozpowiada w lochach plotki  o niej.  A właśnie - Malfoy ! Nagle przypomniało jej się, że zaraz ma patrol. Ucieszyła się na fakt, iż będzie mogła uciec od tajemniczego chłopaka.
-Jestem Revis Gerver... szóstoklasista.
-Miło było cię poznać, ale zaraz zaczyna się mój patrol, więc powinnam już iść.
-Racja. Odprowadzę cię.
Hermiona jęknęła w duchy. Nie miała ochoty nawiązywać żadnych nowych znajomości, na dodatek ze Ślizgonem. Nie ufała mu, zastanawiała się kto go przysłał.
Szli w milczeniu, potem chłopak zaczął mówić o sobie. Hermiona przyjęła to z ulgą - rzadko kiedy o coś ją pytał, więc mogła zupełnie wyłączyć się z rozmowy.
Gdy dotarli do miejsca, gdzie Hermiona zaczynała swój obchód, chłopak powiedział:
-Może masz ochotę na spacer w piątek?
Dziewczyna zamarła zaskoczona. Chłopak ( na dodatek Ślizgon) zaprasza ją na randkę. To jest niepojęte.
W kilka sekund wymyśliła jakąś zgrabną wymówkę, na co chłopak się zesmucił. Miała ochotę jakoś go spławić, gdy zobaczyła Malfoya opartego o ścianę. Revis również podniósł wzrok i krytycznym spojrzeniem przyjżał się Malfoyowi.
Nie lubią się  
Hermionę dodatkowo denerwował rozbawiony wyraz jego twarzy. Coś na pograniczu niedowierzania z chłodnym politowaniem. Wiedziała, że zaraz zacznie kpić sobie z niej i z biednego Ślizgona... zaraz Ślizgoni nigdy nie są  " biedni".
-Wow, Malfoy. Przyszedłeś na obchód. Lepiej późno niż wcale - warknęła.
Draco wyprostował się i poprawił swoją ciemną marynarkę.
-Jeśli nie chcesz, Granger, równie dobrze mogę stąd pójść. Uwierz, spędzanie z tobą czasu, nie należy do najlepszych rozrywek.
Revis zignorował ich krótką wymianę zdań i ciepłym głosem powiedział:
-Następnym razem dasz się zaprosić.
-To pytanie?
-To stwierdzenie.
Powiedziawszy to, odszedł z uśmiechem.
-Jak słodko... Nie zaraz, nie lubię tych ckliwych, nastoletnich romansów. Możemy już iść ? Nie wiem jak ty, Granger, ale ja chce mieć już to za sobą.
Jasne. Hermiona przytaknęła tylko i idąc zaczęła przeglądać swoje notatki. Nagle z nikąd wyleciał Irytek.
Gryfonka pisnęła, wypuściła kartki i kolejny balon rozbryzgał się jej przy stopach, rozmazując tusz.
-Och, nie !- jęknęła i rzuciła się do zbierania.
Irytek natomiast zajął się atakowaniem Malfoya, z jednoczesnym wyśmiewaniem się z jego włosów.
-Freeeetka ! - zawył.
Malfoy wyciągnął różdżkę, ale ta zaraz wylądowała gdzieś za Hermioną. Ledwo się odwróciła, a kolejny balon uderzył w nią z ogromną siłą i rozbryzgał się na głowie. Całe włosy miała mokre, a po szyi spływała jej woda. Wściekła wyjęła różdżkę, ale zorientowała się, że nie zna żadnego zaklęcia, które powstrzymałoby Irytka. Poltergeist zamarł z zielonym balonem, napęczniałym od wody i spojrzał na nią złośliwie.
-Co chcesz zrobić, głupiutka Granger? 
Nagle znikąd pojawił się Krwawy Baron, szeleszcząc swoimi łańcuchami podleciał do winowajcy. 
-Irytku ! - zawył.
Poltergeist upuścił balon i rzucił się do ucieczki. Baron obejrzał się tylko na Malfoya, a potem poleciał za nim. Hermiona była cała przemoczona i jedyne o czym marzyła to ciepła kąpiel i łóżko.
Irytek trafił w Malfoya tylko raz, więc chłopak miał jedynie mokrą koszulę. Klną zdenerwowany na poltrgeista i zerknął na Hermionę. Jego usta wykrzywiły się nieznacznie.
-Woda dobrze ci zrobi...
-Och, przestań ! -przerwała mu wściekła Gryfonka, odwróciła się i odeszła.
Szybko ją jednak dogonił. No tak, miał przecież świetną okazję, żeby się z niej ponaśmiewać.
-Nie powinnaś się tak wychylać, Granger - powiedział całkiem poważnie.
Dziewczyna przystanęła zbita z tropu. 
-O czym ty mówisz?
Jego stalowe tęczówki ostrożnie badały jej twarz. Czuła, że krew napływa jej do policzków i miała cichą nadzieję, że nie zrobi się z niej burak.
-Krążysz po naszym terenie. Po moim terenie. Zabini, ech... No cóż, nie wiem dlaczego cię zaatakował, ale może powinnaś wziąć to za dobrą nauczkę i...
Gryfonka prychnęła.
- I? I co? Nikt mi nie będzie rozkazywał i mnie straszył. Nie boję się go.
Kąciki jego ust zadrgały.
-A boisz się mnie ?
Hermiona zamarła zaskoczona tym pytaniem. Chciała odpowiedzieć " nie", ale nie potrafiła tego z siebie wydobyć. Jego oczy zatrzymały się na jej i Gryfonce udało się odezwać:
-Nie.
Malfoy zbliżył się lekko i Hermiona wściekła musiała zauważyć, że żeby spojrzeć mu w oczy, musi zadzierać lekko głowę. Nie znosiła tego, że była przy nim taka mała. Zawsze patrzył na nią z góry, co mocno ją irytowało.
-Na twoim miejscu bym się bał.
Kolejny raz już tego wieczoru prychnęła głośno.
-Tak ? A co ty możesz mi zrobić? Jesteś...
-Tchórzem? - jego głos był lodowaty, aż Gryfonkę przeszły dreszcze.
Coraz bardziej napierał, aż poczuła że dotyka plecami o chłodną ścianę.
-Nie znasz mnie - wyszeptał.- Nic o mnie nie wiesz. Ale osądzasz. Bo uważasz, że jesteś najmądrzejsza i najsprytniejsza. Jesteś głupia, Granger i kiedyś jeszcze za to zapłacisz.
-Ty też mnie osądzasz, a twoje banalne spostrzeżenia wpływają na całą ocenę mojej osoby. 
Zaczerpnęła lekko powietrza. Stał o wiele za blisko, czuła jego  obezwładniający zapach, a spojrzenie jego stalowych oczu wprawiało ją o dreszcze. Mimo to, trzymała się dzielnie nie dając po sobie niczego poznać.
-Widzisz, Granger. Znam się na ludziach.
-Wygląda na to, że niezbyt dobrze.
-Zawsze musisz mieć ostatnie słowo?
-Zawsze.
Posłał jej jedno ze swoich kpiarskich uśmieszków i odszedł zostawiając ją sparaliżowaną w pustym korytarzu.

***
Było późno, nie mogła jednak zasnąć. W końcu wyciągnęła z szafki jedną z książek, które wypożyczyła z bibloteki i zaczęła szukać. Dookoła wszyscy już spali, Hermiona wsłuchiwała się czasami w ich spokojne oddechy i czytała dalej. 
W końcu znalazła wzmiankę o Eileen Prince. Drgnęła. Prince. Książe. TAK ! 
Czyżby to było rozwiązanie zagadki ? Czyżby tajemnicznym Księciem Półkrwi nie był chłopak a... dziewczyna ? 
Gryfonka miała ochotę od razu pobiec do Harry'ego i opowiedzieć mu o tym, co znalazła, ale opanowała się zobaczywszy, że na zegarku wybiła druga.
Położyła się na łóżku i mogła odczuć tą napływającą satysfakcję. To musi być ona ! Dziewczyna była pewna, że przyjciele jej nie uwierzą, ale nie dbała o to. Miała przeczucie co to tej Prince. Zapisała sobie w pamięci, że musi koniecznie poszukać czegoś więcej o tej Eileen Prince. 
Przymknęła powoli powieki i nagle przywołał jej się obraz Malfoya. To co dziś powiedział, utkiwło jej mocno w pamięci. 
Nigdy nie zwracała uwagi na jego zaczepki, a nawet jeśli to zawsze potrafiła się łatwo odgryźć. Tym razem, pewność w jego głosie zdradzała, że naprawdę tak myśli. Uważa, że jest głupia, a na dodatek skołnna do kłopotów. Zatruwała ją ta myśl, chociaż nie wiedziała dlaczego. Od kiedy tak przejmuje się zdaniem Malfoya ?
Z tych rozmyślan wyrwał ją cichy stukot o szybę. Wystraszona zerwała się z łóżka i podbiegła pośpiesznie do okna. Zobaczyła nieznajomą, czarną sowę i wpierw pomyślała, że to nie do niej. Otworzyła jednak okno, sowa z gracją wleciała i rzuciła jej list pod nogi. Hermiona podniosła jasną kopertę i rozerwała ją nerwowo.

Tej nocy poleje się brudna krew.
Ta sama, co płynie w twoich żyłach.

Hermiona przeczytała list trzy razy, po czym nogi odmówiły je posłuszeństwa i upadła na ziemię. Jej rodzicom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, a ona jest tak daleko. Nie zdąży ich uratować sama, musi działać, musi...
Po policzkach spłynęły jej łzy, nie potrafiła tego kontrolować. Wyciągnęła różdżkę i szepnęła :
-Lumos.
Oświetlając sobie drogę, wybiegła pośpiesznie z dormitorium.
Mam niewiele czasu - pomyślała.




______________________________________________________

Okej, jestem całkiem zadowolona z tego rozdziału, chociaż pisałam go póżno w nocy i nie mam nawet siły dokładnie go sprawdzać, więc przepraszam za ewentualne błędy. Dziękuje wszystkim tym, którzy obserwują mój blog i są stałymi czytelnikami. Piszę dla was ! :) 
Nie brak mi inspiracji, ale staram się być bardzo ostrożna w pisaniu. Bardzo bym chciała, żeby moje Dramione było jedyne w swoim rodzaju, więc wiele nad nim pracuje. 
Muszę też zaznaczyć, że 6 rok nauki w Hogwarcie, zaplanowałam dla naszej trójcy troszeczkę inaczej (stąd możecie zauważyć niewiekie zmiany ). Chciałabym pisać zgodnie z "Księciem Półkrwi" , ale jest to dosyć trudne, kiedy tworzy się właśną historię. W końcu stwierdziłam, że nie muszę się przecież tak bardzo trzymać książki - wiem, że nie uda mi się inaczej, po prostu muszę wiele rzeczy pozmieniać. Myślę, że nie będą was te zmiany bardzo razić. 
Mam nadzieję, że przy kolejnych rozdziałach będę miała już więcej komentarzy, bardzo mi zależy na waszej opini. 
Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy będzie następny rozdział - na pewno niedługo :)