Hermiona ślęczała nad pokaźnym stosem książek i po kolei przeglądała każdą, w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji o Księciu Półkrwi. Szło jej dość opornie, gdyż jej myśli wciąż zaprzątał ostatni atak Zabiniego. W głowie rodziło się mnóstwo pytań lecz o wiele mniej odpowiedzi.
Jego zachowanie było zupełnie nienormalne, jak i niespodziewane. Hermiona nie wiedziała nawet czym sobie zasłużyła na ów atak.
Każdego dnia, gdy mijała Zabiniego na korytarzu, on odwracał wzrok lub udawał, że jej nie widzi.
Nie można narzekać -pomyślała wpierw Hermiona.
W końcu przestał ją nękać i ma na razie spokój... ale na jak długo ? Bała się i była z tym zupełnie sama.
Właściwie sama do tego doprowadziła - zdecydowała się nie mówić Harry'emu i Ronowi. Przyspożyłaby im tylko więcej kłopotów i dodatkowego zmartwienia.
Harry chodził na tajemnicze lekcje do Dumbledore, na których dyrektor pokazywał mu różne swoje wspomnienia, a Ron... był zbyt zajęty Lavender i trenowaniem.
Hermiona paradoksalnie poczuła się samotna.
Dziewczyna znów zajęła się wertowaniem starych stronic ksiąg. Jej oczy jednak same się przymykały, więc dała sobie spokój. Postanowiła, że pójdzie dzisiaj wcześniej spać.
Idąc do Wieży Gryffindoru, zahaczyła o Balkon Widokowy. Było to bardzo specjalne i ważne miejsce dla Hermiony. Gdy tylko nie włóczyła się razem z Ronem i Harrym po zamku, spędzała dużo czasu właśnie tutaj. Uwielbiała stawać na balkonie i patrzeć na bezkresny las, promienie słoneczne odbijające się w płaskiej tafli jeziora i zielone błonie. Kochała przyglądać się, jak wiatr rozrzuca zeschnięte liście. Czuła wtedy, że może śmiało pofrunąć razem z nimi.
Ale bała się latać, odkąd leciała na niewidzialnym testralu do Ministerstwa... Na to wspomnienie odczuła ogromny bół w klatce piersiowej...
Hermiona doszła na Balkon, położyła pergamin ze swoimi notatkami na ziemi i oparła się o kamienną barierkę. Zimny jesienny wiatr zmierzwił jej włosy, a ona poczuła, że przechodzą przez nią dreszcze.
Znów wróciło jej wspomnienie Blaise'a, który krzyczy:
-Bierz ją !
Musiała sobie poustalać kilka faktów.
Po pierwsze na jej ramieniu wyryta była litera "S". Wiedziała co to oznacza. Ktoś na prawdę jej nie znosi i chce ją upokorzyć i zranić. Hermiona z całej siły nie dawała po sobie poznać, jak bardzo ją to dotknęło. Nie chodzi tu o ból fizyczny, którego doświadczyła przy tworzeniu się tej piekielnej litery. Chodzi o sam fakt, że jest w tej szkole lub poza nią osoba, która życzy jej źle. A nawet bardziej niż źle.
Niestety nie wiedziała kto to może być. Oczywiście, miała kilka typów. Ostatnio do tej listy dopisał się także Blaise Zabini, co rzeczywiście przysporzyło jej powodów do zmartwień.
Myślała także o Malfoyu. Miałby chyba mnóstwo powodów, żeby jej to robić.Jednak Gryfonka czuła, że to nie on. Gdyby Malfoy zrobił coś tak okrutnego, chciałby się tym przed wszystkimi pochwalić. Nie wystarczyłaby mu jedynie cicha satysfakcja, to nie w jego stylu.
Zawsze wierzyła, że gdy ma się problem, trzeba go zgłosić do nauczycieli lub dyrektora, ale tym razem wiedziała, że musi to znieść sama.
Po drugie, Zabini z jakimś zbirem kręcą się wokół niej i coś kombinują. Hermiona miała złe przeczucia. Po Ślizgonach nie należy spodziewać się niczego dobrego.
Po trzecie, Harry ma mnóstwo problemów, a dziewczyna nie może go obarczać swoimi. Musi go wspierać i pomóc mu w walce z Voldemortem. Za wszelką cenę.
Po czwartę, Gryfonka koniecznie musi zapomnieć o Ronie. Nie może zachowywać się jak dziecko. Z uniesioną głową należy zaakceptować fakt, iż nie jest już sam.
Po piąte Hermiona musi dość dyskretnie zająć się sprawą Malfoya. Tajemnicze wypady do Zakaznego Lasu, jakieś spotkania. Nagle dziewczyna złapała się na tym, że zaczęła zastanawiać się, czy aby na pewno Malfoy nie jest Śmierciożercą.
Nie jest
Gryfonka siedziałaby tak jeszcze bardzo długo i rozmyślała nad swoim życiem, gdyby ciemnowłosy, wysoki Ślizgon nie wpadł na Balkon.
Zobaczywszy Hermionę, wycofał się odrobinę i wyjąkął:
-Pierwszy raz kogoś tu widzę.
Gryfonka zmarszczyła brwi - przesiaduje tu przecież bardzo długo każdego dnia. Nie miała jednak ochoty na dyskusje z podopiecznym Snape'a.
Podniosła papiery z ziemi i spojrzała na chłopaka.
-Nie zrozum mnie źle, nie chciałem cię wyganiać.
-Nie ważne i tak miałam już iść do dormitorium.
Chłopak uśmiechnął się, a Hermionie wszystkie kartki powypadały z rąk. Schylił się i pomógł jej zbierać wszystkie notatki.
-Prowadzisz jakieś badania? -zapytał zerkając na kolumny nazwisk i mnóstwo cyfr.
-W pewnym sensie.
-Czekaj... Ty jesteś tą Granger?
-Super, znasz mnie. Ja natomiast zupełnie nie kojarze ciebie - odpowiedziała chłodno.
Oczywiście "tą Granger" jej się nie spodobało i czuła, że to Malfoy rozpowiada w lochach plotki o niej. A właśnie - Malfoy ! Nagle przypomniało jej się, że zaraz ma patrol. Ucieszyła się na fakt, iż będzie mogła uciec od tajemniczego chłopaka.
-Jestem Revis Gerver... szóstoklasista.
-Miło było cię poznać, ale zaraz zaczyna się mój patrol, więc powinnam już iść.
-Racja. Odprowadzę cię.
Hermiona jęknęła w duchy. Nie miała ochoty nawiązywać żadnych nowych znajomości, na dodatek ze Ślizgonem. Nie ufała mu, zastanawiała się kto go przysłał.
Szli w milczeniu, potem chłopak zaczął mówić o sobie. Hermiona przyjęła to z ulgą - rzadko kiedy o coś ją pytał, więc mogła zupełnie wyłączyć się z rozmowy.
Gdy dotarli do miejsca, gdzie Hermiona zaczynała swój obchód, chłopak powiedział:
-Może masz ochotę na spacer w piątek?
Dziewczyna zamarła zaskoczona. Chłopak ( na dodatek Ślizgon) zaprasza ją na randkę. To jest niepojęte.
W kilka sekund wymyśliła jakąś zgrabną wymówkę, na co chłopak się zesmucił. Miała ochotę jakoś go spławić, gdy zobaczyła Malfoya opartego o ścianę. Revis również podniósł wzrok i krytycznym spojrzeniem przyjżał się Malfoyowi.
Nie lubią się
Hermionę dodatkowo denerwował rozbawiony wyraz jego twarzy. Coś na pograniczu niedowierzania z chłodnym politowaniem. Wiedziała, że zaraz zacznie kpić sobie z niej i z biednego Ślizgona... zaraz Ślizgoni nigdy nie są " biedni".
-Wow, Malfoy. Przyszedłeś na obchód. Lepiej późno niż wcale - warknęła.
Draco wyprostował się i poprawił swoją ciemną marynarkę.
-Jeśli nie chcesz, Granger, równie dobrze mogę stąd pójść. Uwierz, spędzanie z tobą czasu, nie należy do najlepszych rozrywek.
Revis zignorował ich krótką wymianę zdań i ciepłym głosem powiedział:
-Następnym razem dasz się zaprosić.
-To pytanie?
-To stwierdzenie.
Powiedziawszy to, odszedł z uśmiechem.
-Jak słodko... Nie zaraz, nie lubię tych ckliwych, nastoletnich romansów. Możemy już iść ? Nie wiem jak ty, Granger, ale ja chce mieć już to za sobą.
Jasne. Hermiona przytaknęła tylko i idąc zaczęła przeglądać swoje notatki. Nagle z nikąd wyleciał Irytek.
Gryfonka pisnęła, wypuściła kartki i kolejny balon rozbryzgał się jej przy stopach, rozmazując tusz.
-Och, nie !- jęknęła i rzuciła się do zbierania.
Irytek natomiast zajął się atakowaniem Malfoya, z jednoczesnym wyśmiewaniem się z jego włosów.
-Freeeetka ! - zawył.
Malfoy wyciągnął różdżkę, ale ta zaraz wylądowała gdzieś za Hermioną. Ledwo się odwróciła, a kolejny balon uderzył w nią z ogromną siłą i rozbryzgał się na głowie. Całe włosy miała mokre, a po szyi spływała jej woda. Wściekła wyjęła różdżkę, ale zorientowała się, że nie zna żadnego zaklęcia, które powstrzymałoby Irytka. Poltergeist zamarł z zielonym balonem, napęczniałym od wody i spojrzał na nią złośliwie.
-Co chcesz zrobić, głupiutka Granger?
Nagle znikąd pojawił się Krwawy Baron, szeleszcząc swoimi łańcuchami podleciał do winowajcy.
-Irytku ! - zawył.
Poltergeist upuścił balon i rzucił się do ucieczki. Baron obejrzał się tylko na Malfoya, a potem poleciał za nim. Hermiona była cała przemoczona i jedyne o czym marzyła to ciepła kąpiel i łóżko.
Irytek trafił w Malfoya tylko raz, więc chłopak miał jedynie mokrą koszulę. Klną zdenerwowany na poltrgeista i zerknął na Hermionę. Jego usta wykrzywiły się nieznacznie.
-Woda dobrze ci zrobi...
-Och, przestań ! -przerwała mu wściekła Gryfonka, odwróciła się i odeszła.
Szybko ją jednak dogonił. No tak, miał przecież świetną okazję, żeby się z niej ponaśmiewać.
-Nie powinnaś się tak wychylać, Granger - powiedział całkiem poważnie.
Dziewczyna przystanęła zbita z tropu.
-O czym ty mówisz?
Jego stalowe tęczówki ostrożnie badały jej twarz. Czuła, że krew napływa jej do policzków i miała cichą nadzieję, że nie zrobi się z niej burak.
-Krążysz po naszym terenie. Po moim terenie. Zabini, ech... No cóż, nie wiem dlaczego cię zaatakował, ale może powinnaś wziąć to za dobrą nauczkę i...
Gryfonka prychnęła.
- I? I co? Nikt mi nie będzie rozkazywał i mnie straszył. Nie boję się go.
Kąciki jego ust zadrgały.
-A boisz się mnie ?
Hermiona zamarła zaskoczona tym pytaniem. Chciała odpowiedzieć " nie", ale nie potrafiła tego z siebie wydobyć. Jego oczy zatrzymały się na jej i Gryfonce udało się odezwać:
-Nie.
Malfoy zbliżył się lekko i Hermiona wściekła musiała zauważyć, że żeby spojrzeć mu w oczy, musi zadzierać lekko głowę. Nie znosiła tego, że była przy nim taka mała. Zawsze patrzył na nią z góry, co mocno ją irytowało.
-Na twoim miejscu bym się bał.
Kolejny raz już tego wieczoru prychnęła głośno.
-Tak ? A co ty możesz mi zrobić? Jesteś...
-Tchórzem? - jego głos był lodowaty, aż Gryfonkę przeszły dreszcze.
Coraz bardziej napierał, aż poczuła że dotyka plecami o chłodną ścianę.
-Nie znasz mnie - wyszeptał.- Nic o mnie nie wiesz. Ale osądzasz. Bo uważasz, że jesteś najmądrzejsza i najsprytniejsza. Jesteś głupia, Granger i kiedyś jeszcze za to zapłacisz.
-Ty też mnie osądzasz, a twoje banalne spostrzeżenia wpływają na całą ocenę mojej osoby.
Zaczerpnęła lekko powietrza. Stał o wiele za blisko, czuła jego obezwładniający zapach, a spojrzenie jego stalowych oczu wprawiało ją o dreszcze. Mimo to, trzymała się dzielnie nie dając po sobie niczego poznać.
-Widzisz, Granger. Znam się na ludziach.
-Wygląda na to, że niezbyt dobrze.
-Zawsze musisz mieć ostatnie słowo?
-Zawsze.
Posłał jej jedno ze swoich kpiarskich uśmieszków i odszedł zostawiając ją sparaliżowaną w pustym korytarzu.
***
Było późno, nie mogła jednak zasnąć. W końcu wyciągnęła z szafki jedną z książek, które wypożyczyła z bibloteki i zaczęła szukać. Dookoła wszyscy już spali, Hermiona wsłuchiwała się czasami w ich spokojne oddechy i czytała dalej.
W końcu znalazła wzmiankę o Eileen Prince. Drgnęła. Prince. Książe. TAK !
Czyżby to było rozwiązanie zagadki ? Czyżby tajemnicznym Księciem Półkrwi nie był chłopak a... dziewczyna ?
Gryfonka miała ochotę od razu pobiec do Harry'ego i opowiedzieć mu o tym, co znalazła, ale opanowała się zobaczywszy, że na zegarku wybiła druga.
Położyła się na łóżku i mogła odczuć tą napływającą satysfakcję. To musi być ona ! Dziewczyna była pewna, że przyjciele jej nie uwierzą, ale nie dbała o to. Miała przeczucie co to tej Prince. Zapisała sobie w pamięci, że musi koniecznie poszukać czegoś więcej o tej Eileen Prince.
Przymknęła powoli powieki i nagle przywołał jej się obraz Malfoya. To co dziś powiedział, utkiwło jej mocno w pamięci.
Nigdy nie zwracała uwagi na jego zaczepki, a nawet jeśli to zawsze potrafiła się łatwo odgryźć. Tym razem, pewność w jego głosie zdradzała, że naprawdę tak myśli. Uważa, że jest głupia, a na dodatek skołnna do kłopotów. Zatruwała ją ta myśl, chociaż nie wiedziała dlaczego. Od kiedy tak przejmuje się zdaniem Malfoya ?
Z tych rozmyślan wyrwał ją cichy stukot o szybę. Wystraszona zerwała się z łóżka i podbiegła pośpiesznie do okna. Zobaczyła nieznajomą, czarną sowę i wpierw pomyślała, że to nie do niej. Otworzyła jednak okno, sowa z gracją wleciała i rzuciła jej list pod nogi. Hermiona podniosła jasną kopertę i rozerwała ją nerwowo.
Tej nocy poleje się brudna krew.
Ta sama, co płynie w twoich żyłach.
Hermiona przeczytała list trzy razy, po czym nogi odmówiły je posłuszeństwa i upadła na ziemię. Jej rodzicom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, a ona jest tak daleko. Nie zdąży ich uratować sama, musi działać, musi...
Po policzkach spłynęły jej łzy, nie potrafiła tego kontrolować. Wyciągnęła różdżkę i szepnęła :
-Lumos.
Oświetlając sobie drogę, wybiegła pośpiesznie z dormitorium.
Mam niewiele czasu - pomyślała.
______________________________________________________
Okej, jestem całkiem zadowolona z tego rozdziału, chociaż pisałam go póżno w nocy i nie mam nawet siły dokładnie go sprawdzać, więc przepraszam za ewentualne błędy. Dziękuje wszystkim tym, którzy obserwują mój blog i są stałymi czytelnikami. Piszę dla was ! :)
Nie brak mi inspiracji, ale staram się być bardzo ostrożna w pisaniu. Bardzo bym chciała, żeby moje Dramione było jedyne w swoim rodzaju, więc wiele nad nim pracuje.
Muszę też zaznaczyć, że 6 rok nauki w Hogwarcie, zaplanowałam dla naszej trójcy troszeczkę inaczej (stąd możecie zauważyć niewiekie zmiany ). Chciałabym pisać zgodnie z "Księciem Półkrwi" , ale jest to dosyć trudne, kiedy tworzy się właśną historię. W końcu stwierdziłam, że nie muszę się przecież tak bardzo trzymać książki - wiem, że nie uda mi się inaczej, po prostu muszę wiele rzeczy pozmieniać. Myślę, że nie będą was te zmiany bardzo razić.
Mam nadzieję, że przy kolejnych rozdziałach będę miała już więcej komentarzy, bardzo mi zależy na waszej opini.
Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy będzie następny rozdział - na pewno niedługo :)
Dzisiaj wpadłam przypadkiem na Twojego bloga i od razu przeczytałam wszystkie rozdziały ;D Piszesz ciekawie i fajne jest to, że akcja Dramione rozwija się powoli.;) I ciekawa jestem kto stoi za tym 'S' wypalanym na ramieniu Hermiony i czy rzeczywiście ktoś chce zabić jej rodziców.;P
OdpowiedzUsuńMasz rację, nie pisz tak jak jest w 'Księciu Półkrwi' jak napiszesz inaczej to będzie ciekawiej ;)
Dziękuję za komentarz <3 Bardzo mi miło, że ktoś czyta moje wypociny ! Z całych sił staram się was zaciekawić.
OdpowiedzUsuńNominuję cię do Liebester Award, więcej informacji tutaj : http://jestes-miloscia-moja.blogspot.com/p/libster-award.html
OdpowiedzUsuńPrzeze wszystkim powinnaś sprawdzić jeszcze raz tekst. Literówki i gramatyczne błędy trochę rażą. Treść jest jednak coraz bardziej ciekawa. Hermiona postępuje trochę nierozsądnie. Ciekawe co z tego wyniknie.
OdpowiedzUsuńUważam, że rozdział jest świetny. Wciągnął mnie do tego stopnia, że przeczytałam na jednym wydechu- super!
OdpowiedzUsuń