"Przebudzenie"
Cisza. Ciemność.
To co napotkała Hermiona, gdy tylko otworzyła oczy. Jedyne, czego mogła być pewna to to że znajduje się w Skrzydle Szpitalnym. Od razu poczuła ogromny ból głowy, który sprawił, że aż się skrzywiła.
Nagle powróciły wspomnienia z ostatnich zdarzeń, zaczęło jej się kręcić w głowie tak, że musiała zamknąć oczy.
Malfoy... rzucił na nią Drętwotę. Gryfonka pamiętała tylko jak pada na wilgotną trawę i odlatuje. Ostatnie co pamięta to czyjś dotyk...
Otworzyła oczy i powoli podniosła się do pozycji siedzącej. Na początku myślała, że na sali nie ma nikogo. Kiedy jednak przyjrzała się dokładniej przeciwległej ścianie, zobaczyła, że ktoś się o nią opiera. Z przerażeniem szeroko otworzyła oczy, gdy zobaczyła, że to Malfoy.
Stał tak sobie i patrzył na nią tak, że Hermionę przeszył dreszcz.
-Wstała nasza Śpiąca Królewna - zakpił.
Hermiona spojrzała na niego z niedowierzaniem.
Nie dość, że to on powalił ją na ziemię zaklęciem, to ma czelność jeszcze tu przychodzić i się z niej naśmiewać.
Hermiona prychnęła i podciągnęła wyżej kołdrę, widząc że jest tylko w podkoszulku i majtkach. Chłopak jednak nie ruszył się ze swojego miejsca.
-Co z moimi rodzicami? -spytała w końcu.
Malfoy wzruszył ramionami i odrzekł:
-Nasz bohater ich uratował, przebywają chyba teraz w jakimś mugolskim szpitalu.
-Ale...
-Aurorzy ich pilnują.
Hermionie zamknęły się usta w zdziwieniu.
-Wiadomo kto ich porwał? Widziałam Notta, to on mnie zaatakował i mówił że... -przełknęła głośno ślinę- spuścił krew z moich rodziców.
Malfoy przez chwilę patrzył na nią w dziwnej powadzę i wręcz skupieniu. Dziewczyna wytrzymała jego wzrok, a on odpowiedział niby od niechcenia.
-Nie ma jednego winnego. Zrobili to Śmierciożercy, ale Nott im przewodniczył.
-Złapali go?
-Nie, uciekł.
Hermiona pokręciła tylko głową z niedowierzaniem. Obezwładniła go, jak mógł uciec? W głowie kłębiło jej się tyle pytań, a obecność Malfoya wcale nie pomagała. Zaraz... co on tu w ogóle robił?
-A ty jesteś tu, bo... -zaczęła.
Nie odpowiedział.
-Powaliłeś mnie Drętwotą. Nie wiem w ogóle jak śmiesz tu do mnie przychodzić ?
-Niestety większość z twoich... jak to się mówi?...przyjaciół jest teraz zajęta, więc Snape pomyślał, żeby wysłać mnie do Skrzydła. - powiedział beznamiętnie, po czym dodał jakby do siebie- to chyba jakaś kara. Tylko nie wiem za co.
-Wciąż nie wyjaśniłeś mi dlaczego mi to zrobiłeś?Co ty tam w ogóle robiłeś? Akurat w tamtej chwili ! Akurat tam !
Draco uśmiechnął się lekko, a Hermiona pomyślała, że nie wytrzyma z tym człowiekiem. Te jego słabe uśmieszki - była na niego tak okropnie wścieła, że mało co nie wstała z łóżka. Pohamowało ją jedynie to, że jest rozebrana.
-Gdybym ci powiedział, musiałbym cię zabić.
Hermiona przez chwilę myślała, że to żart, ale chłopak wydawał się bardzo poważny. Zmarszczyła tylko brwi i odpowiedziała :
-Nie jest tak łatwo mnie zabić.
On zaśmiał się - po prostu wybuchnął śmiechem, a Hermiona patrzyła na niego spokojnie, starając się sprawiać wrażenie nieczułej na to wszystko.
-Wydaje mi się, że po raz pierwszy w naszej rozmowie, muszę przyznać ci rację.
Hermiona pokręciła tylko głową i opadła na łóżko, wpatrując się w sufit.
-Natomiast ty jesteś szalony. Nie rozumiem cię, nie potrafię cię rozgryźć.
-Lepiej nie próbuj - jego ton był ostry i chłodny.
-Dlaczego?
-Rzuciłem na ciebie Drętwotę bo wiedziałem co chcesz zrobić i po prostu nie mogłem ci na to pozwolić - rzucił, zmieniając temat.
Hermiona przez chwilę się nie odzywała, wpatrzona w nierówności na suficie. W końcu jednak podniosła się, chcąc na niego spojrzeć, ale go już nie było. Odszedł.
Kolejnego dnia, a był to dokładnie dwudziesty piąty października, Hermiona wyszła ze Skrzydła Szpitalnego. W drzwiach od razu pojawili się Harry z Ronem i rzucili się jej na szyję.
-Hermiono, tak bardzo się o ciebie martwiliśmy !
Hermiona odetchnęła z ulgą, widząc ich całych i zdrowych. Uśmiechnęła się radośnie, a potem poważnym tonem zażyczyła sobie:
-Opowiadajcie !
Harry przewrócił oczami, ale zaczął mówić. Wszyscy szli do Wielkiej Sali, gdzie powinno zaczynać się śniadanie.
-Kiedy tylko przeczytałem liścik, poleciałem do Rona i razem opowiedzieliśmy wszystko Dumbledorowi. On wytrzasnął świstoklika, ale musieliśmy jeszcze poczekać.Ron w tym czasie poszedł do Snape'a...
-Był jeszcze okropniejszy niż zwykle ! Nawrzeszczał na mnie, że niby zakłócam mu spokój, a jak wytłumaczyłem mu o co chodzi powiedział tylko " zawsze w centrum uwagi, prawda?". Powiedziałem " jasne, zawsze pozwalamy na porwania rodziców, żeby móc zabłysnąć". Gryffindor stracił chyba z trzydzieści punktów.
Hermiona uniosła znacząco brwi, ale nie przerwała opowieści.
-Nagle Ron oznajmił, że wie gdzie są twoi rodzice. Dumbledore i ja przenieśliśmy się do ciebie, a on został ze Snapem. Kiedy już polecieliśmy pod London-Eye, zobaczyliśmy, że w łódce leżą twoi rodzice. Wtem znikąd pojawili się Śmierciożercy, ale Dumbledore przegonił ich ogniem. To było istne piekło - gorąco, płomienie były dosłownie wszędzie... Mugole tłumaczą to chyba wybuchem w pobliskiej kawiarence. Tak czy inaczej, dopadliśmy łódkę, aurorzy nam pomogli i wyciągnęliśmy twoich rodziców. Dumbledore zarządził, żeby przetransportować ich do jednego z mugolskich szpitali... Mówię ci, to wyglądało jakby nagle cały Londyn się zatrzymał. Bardzo późno wróciliśmy do zamku i Dumbledore powiedział mi, że jesteś bezpieczna w Skrzydle Szpitalnym i żeby cię na razie nie niepokoić. Nie wiedziałem jednak, dlaczego jesteś w Skrzydle...
Hermiona zamarła i zawahała się. Nie była pewna, czy wyznać im prawdę czy to przemilczeć. W końcu jednak opowiedziała im okrojoną wersję przygody z Malfoyem. Chłopcy wydawali się być zszokowani, a Ron wciąż klną na Malfoya.
-A to szczur... Jak on mógł ? Nie byłaś nawet przygotowana, nie... Jeszcze popamięta !
-Ron! Spokojnie! - pisnęła dziewczyna.
Wiedziała, że jeżeli Ron będzie chciał walczyć z Malfoyem to może to się dla niego bardzo źle skończyć.
Ron jednak nie dawał za wygraną i kiedy napotkali na korytarzu Zabiniego i Malfoya, Hermiona jęknęła głośno. Ron już ku nim szedł.
-Harry ! Zrób coś - powstrzymaj go !
Harry odwrócił się do niej i tylko skrzywił lekko.
-Hermiono, to Malfoy. Zasługuje na to by...
-Na co, Harry ? Przecież wiesz, że Ron nie ma szans.
Tymczasem między Weasleyem a Malfoyem doszło do groźnej wymiany zdań. Gryfonka zauważyła, że Ron wyciągnął różdżkę i grozi Ślizgonowi.
O nie... o nie-nie-nie-nie !
Podeszła pod nich i pociągnęła Rona za rękaw.
-Ron, odpuść...
Przyjaciel jednak nie dawał za wygraną.
-Słuchaj swojej dziewczyny, Weasley. Boję się, że jak ja podniosę różdżkę to coś ci się jeszcze stanie...
Zabini patrzył na Gryfonkę zaciekawiony, ale także zniesmaczony. Jakby był wściekły, że w ogóle żyła. Dziewczyna obrzuciła go wyzywającym spojrzeniem- nie wiedziała skąd bierze tą odwagę. Miała świadomość, że Ślizgon jest groźny - pamiętała ostatnią ich konfrontację.
-Co Granger, znalazłaś sobie obrońce? - uśmiechnął się, a dziewczyna oblała się rumieńcem.
Wściekła odwróciła się i obrzuciła Harry'ego zniesmaczonym spojrzeniem. Pobiegła prosto na siódme piętro. Kiedy stanęła przed gargulcem nagle ogarnął ją strach. Czy Dumbledore jej wysłucha? Czy będzie chciał jej to jakoś wyjaśnić? Czy zgodzi się na odwiedziny ?
Poczuła, że ogarniają ją niezrozumiałe wątpliwości i wycofała się. Miała zamiar jak najszybciej stamtąd uciec, kiedy nagle zza rogu, spokojnym krokiem wyszedł Dumbledore.
-O, panno Granger. Jak miło panią widzieć całą i zdrową.
Dziewczyna zamarła, niepewna co ma powiedzieć.
-Eee... wszystko dobrze, dziękuję. Profesorze ja...
-Chciałabyś porozmawiać o swoich rodzicach - powiedział pewnie.
Gryfonka przyjrzała mu się zaskoczona - miał na sobie długie szare szaty, lekko ubrudzone przy stopach a na nosie jak zwykle miał swoje okulary-połówki, z pod których przeszywał dziewczynę zaciekawionym wzrokiem.
Hermiona poddała się i pokiwała lekko głową.
-Zapraszam... - powiedział dyrektor i w tym momencie gargulec ustąpił im drogi.
Hermiona podążała za Dumbledorem w zupełnej ciszy i kiedy usiadła na przeciwko jego biurka, pomyślała, że to wszystko nie był dobry pomysł.
Dyrektor jednak uśmiechał się delikatnie, jakby czytając jej w myślach i powiedział dość przyjaźnie:
-Nie ma powodów do obaw, panno Granger. Śmiało - proszę pytać.
Gryfonka wzięła głęboki oddech i zaczęła:
-W jakim stanie są moi rodzice ? Czy wyjdą z tego ? Będę mogła ich odwiedzić? Kto i dlaczego im to zrobił? Dlaczego chcieli nas zabić? Skąd wiedzieliście, że moi rodzice są na River Thames?
Dyrektor uśmiechnął się jeszcze szerzej, jakby tylko czekał by jej to wszystko wyjaśnić.
-Dosyć sporo pytań. Postaram się na wszystkie odpowiedzieć... Od czego zaczęłaś? Od stanu twoich rodziców... No cóż... - w tym momencie trochę się zawahał, lecz potem kontynuował - stracili bardzo dużo krwi, Śmierciożercy wynaleźli nowy sposób na torturowanie ofiar i muszę przyznać, że jest on wyjątkowo brutalny. Nie będę się wdawać w szczegóły. Tak czy inaczej, mają wiele ran ciętych - twój tato został także trwale okaleczony na twarzy. Wzięlibyśmy go do Munga, ale niestety ostatnimi czasy Ministerstwo zaczęło kontrolować szpital, a chcielibyśmy zachować te zdarzenie w tajemnicy, więc... Twoi rodzice są pod stałą opieką lekarzy, z tego co wiem dr. Evan Gyth powiedział, że w ciągu dwóch tygodni powinni wyjść ze szpitala, więc nie ma powodów do obaw. Niestety nie mogę pozwolić na odwiedziny w zaistniałej sytuacji...
-Ale dlaczego? - przerwała mu Hermiona. - To są moi rodzice, omal ich nie straciłam. Ja...
-Rozumiem, panno Granger. Niemniej musi pani na razie uważać - oni tylko czekają aż pojawisz się, na jak to się mówi "otwartym terenie", a wtedy po prostu zaatakują.
Hermiona była zła i nie obchodziło jej to, że dyrektor to widzi. Gniew bił od niej całej, rósł w siłę i czekał na moment, żeby go wyładować.
Dziewczyna zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy czuję coś takiego - niewyobrażalny gniew, ale też i lęk.
-Powiem ci szczerze, droga Hermiono - Gryfonka patrzyła zbita z tropu na Dumbledore'a. - Nie wiem dlaczego z pośród tylu mugoli wybrali akurat twoją rodzinę. Ale mogę ci obiecać, że na pewno się tym zajmiemy.
-Czyli...właściwie nie wiemy nic?
Dyrektor uśmiechnął się tylko, a Hermiona pokręciła z niedowierzaniem głową.
-Nie spocznę, dopóki nie dowiem się o co chodzi.
-Zdaje sobie z tego sprawę, panno Granger. Co do tego skąd wiedzieliśmy o tym gdzie ukryli twoich rodziców - Ron nam powiedział. Dość tajemnicza sprawa, można się ze mną założyć o pięć torebek cytrynowych dropsów, że ktoś wyczyścił mu pamięć.
Hermiona drgnęła i spojrzała zaskoczona na Dumbledore'a. Ktoś jej pomógł i chciał pozostać anonimowy.
***
-Cześć Luna ! - powiedział Harry, widząc przechodzącą obok dziewczynę.
-Cześć Harry! - i nie mówiąc nic więcej usiadła obok nich przy stole.
Ron rzucił przyjacielowi znaczące spojrzenie, ale nie skomentował nowej towarzyszki.
-Gdzie jest ta Hermiona? Niby dlaczego się tak wkurzyła? I tak do niczego nie doszło! - denerwował się.
Spojrzał za siebie i wbił wzrok w siedzących niewiele dalej Ślizgonów. W duszy obwiniał ich za to wszystko - w szczególności jednego osobnika o blond włosach.
-Wiesz, Ron, może po prostu się o ciebie bała. W końcu to Malfoy...
Ron poczerwieniał trochę ze złości, a trochę ze wstydu. Luna spojrzała na niego dziwacznie i wróciła do "Żonglera".
-Wciąż mnie to męczy... Pamiętasz u Burkesa? Jestem pewny, że Malfoy ma na swoim ramieniu znak...
-Cicho ! Może z łaski swojej będziesz rzucał swoje szalone oskarżenia trochę ciszej?
-Malfoy? Śmierciożercą? Nie sądzę...- powiedziała Luna rzeczowym tonem.- Słyszałam, że rodzina Malfoyów jest zbyt zajęta hodowlą specjalnych pawi w Tanzanii, żeby przejmować się Sami-Wiecie-Kim.
-Pawi? W Tanzanii? Przecież to w Afryce i ... -zaczął wściekły Ron, ale Harry rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie i przyjaciel ucichł. - Właściwie może masz rację. On - i tu wskazał za siebie- też pewnie jeździ tam na wakacje. Razem z rodzicami spędzają czas na farmie i...
Luna zaśmiała się tylko.
-Na farmie? Ty to masz pomysły, Ron. Ha-ha-ha.
Ron tylko pokręcił głową i zajął się swoją owsianką. Harry mimowolnie uśmiechnął się i był wdzięczny Lunie, że zawsze jest w stanie poprawić mu humor. Nagle ktoś szturchnął go za ramię i powiedział:
-To dla ciebie, Potter.
Harry zobaczył małą białą kopertę przed sobą. Po piśmie wiedział, od kogo to. Wyczuwał jakąś imprezę u Slughorna.
-Dlaczego on jest w to wszystko zamieszany, Harry?
Potter chciał otworzyć liścik, ale zawahał się i spojrzał zdziwiony na przyjaciela.
-Mówisz o Malfoyu?
Luna nagle odłożyła "Żonglera" i przyjrzała się Ronowi. Chłopak uciekł od niej wzrokiem, ale ona przysunęła się do niego i powiedziała.
-Może on nie jest taki zły. Widziałam jak niósł ją w nocy do Skrzydła Szpitalnego.
Ron upuścił łyżkę na talerz tak, że owsianka rozbryzgała się po jego szacie. Spiorunował Lunę wzrokiem i zapytał:
-Malfoy niósł Hermionę do Skrzydła?
Zaśmiał się, uznając, że to żart.
-Możesz się śmiać, ale akurat tej nocy lunatykowałam. Kiedy się obudziłam, zorientowałam się, że muszę być gdzieś pod Skrzydłem. Nagle usłyszałam kroki, więc schowałam się za jedną ze starych zbroi. Wtedy zza ściany wyszedł Malfoy z Hermioną na rękach. Zapukał, a wtedy otworzyła mu pani Pomfrey. Chyba coś jej powiedział, ale nie dosłyszałam.
Harry był pewny, że Luna mówi prawdę - nie miała powodów, żeby kłamać, a ktoś w końcu musiał Hermionę sprowadzić do zamku. Nie mógł jednak rozgryźć dlaczego dziewczyna im tego nie powiedziała? Czemu pominęła ten fakt, w tej swojej zawiłej historii.
***
Hermiona biegła przez korytarze- było bardzo późno i McGonagall pewnie już zaczęła. Z roztargnienia wypadły jej książki z rąk. Zaklęła i zaczęła pośpiesznie je zbierać.
Nagle zobaczyła czyjąś parę rok, która również zajęła się podnoszeniem starych ksiąg.
-Ciekawe czemu zawsze wszystko wypada ci z rąk, kiedy się spotykamy?
Gryfonka podniosła wzrok i zobaczyła Ślizgona, którego poznała na widokówce.
-Revis, tak ?
Wstała i przyjrzała się mu uważnie. Dopiero teraz zwróciła uwagi na jego ciemne cienkie brwi, niewielkie szare oczy i ciepły, niewinny uśmiech. Nawet szatę szkolną miał założoną w jakiś specjalny, niby luzacki sposob.
-Pamiętasz mnie! -uśmiechnął się szerzej.
Hermiona również się uśmiechnęła - pierwszy raz od tak dawna. Chłopak powiedział ciepło:
-Co teraz masz?
-Transmutacja- odpowiedział krótko.
Dopiero się zorientowała, jak bardzo jest spóźniona. Spojrzała przepraszająco na chłopaka i mruknęła:
-Muszę już iść, jestem spóźniona.
Powiedziawszy to minęła go i pośpieszyła ku klasie.
-Co z tą randką?
Zaskoczona, że wciąż o tym pamięta, odwróciła się i zapytała:
-Co proponujesz?
-Spacer? Dzisiaj o dziewiętnastej ! Będę czekać przy Wielkiej Sali.
Hermiona mogła tylko kiwnąć głową i pobiec na Transmutację. Była taka zaskoczona i zdziwiona tym, że się jednak zgodziła, że nawet nie wzięła sobie do serca narzekań McGonagall i po prostu usiadła w ławce. Harry chyba chciał coś do niej powiedzieć, ale srogie spojrzenie McGonagall go zniechęciło.
Gryfonka doszła w końcu do wniosku, że nic złego się nie stanie jeśli raz umówi się z kimś poza jej domu. Zrobi przynajmniej na złość dla Rona.
Z cichą satysfakcją otworzyła książkę do Transmutacji, kiedy poczuła mocny, piekący ból na ramieniu. Zacisnęła mocno zęby, żeby nie krzyknąć i podwinęła ramię.
Na bladej skórze zobaczyła stróżki bordowej krwi, a obok wcześniej wyrytego "S" zobaczyła tej samej wielkości literę "Z".
***
Dumbledore stał samotnie w dużej pustej sali. W końcu ktoś zapukał, więc dyrektor odwrócił się z ulgą do drzwi.
Stał tam Snape, w swojej długiej czarnej pelerynie. Wyglądał wyjątkowo przerażająco - blada skóra niesamowicie kontrastowała z ciemnymi szatami, pod oczami miał ciemne sińce, a na szyi cienkie zadrapania.
-Witaj, Severusie. Jak widzę, miałeś jakieś problemy...
-I to nie byle jakie. Przestają mi ufać... Udało mi się jednak trochę powęszyć - rozmawiałem z kilkoma aurorami i najprawdopodobniej za wszystkim stoi Nott. Działał na własną rękę, ale nie wiem do końca dlaczego... Pozostaje też niewyjaśnione dlaczego uwzięli się na rodzinę tej szlamy...
-Severusie - upomniał go Dumbledore.
Snape rzucił mu tylko krótkie zdenerwowane spojrzenie, więc dyrektor dał sobie spokój.
-A co z jej rodzicami?
-Wciąż żyją, ale ojciec jest w stanie krytycznym. Nie wiem czy przeżyje - musisz zabrać go do Munga.
-Wiesz, że to niebezpieczne. Zakon powiadomił mnie przecież o tym, że nowym Głównym Uzdrowicielem został Fineasz Ford, który jak mi wiadomo, jest poplecznikiem Voldermota. Podobno dosypuje różne paskudztwa dla ludzi, którzy " nie są Mu potrzebni".
Dumbledore zamilkł, ale potem podszedł do Severusa.
-Ta dziewczyna będzie miała jeszcze więcej kłopotów - mówiłem ci o tych literach na jej ramieniu Ktoś próbuje ją naznaczyć... SZLAMA - Te słowo wypłynęło z ust Dumbledore z pewną opornością.
-Czego ode mnie oczekujesz, Dumbledore? Że stanę się jej cieniem ? Stróżem?
-Nie, Severusie. O tym porozmawiamy kiedy indziej. Teraz mi powiedz... o sam wiesz kim.
-Chyba ma jakiś plan - powiedział cicho Snape. - Boję się tylko, że od niego umrze połowa zamku.
*************
Ten rozdział dedykuje dla Bunii, która zawsze była moją betą i sprawiała, że miałam ochotę pisać, mimo że brakowało mi pomysłów. Jesteś mą codzienną inspiracją ! :)
Dziękuję dla wszystkich, którzy czytają mój blog - mam nadzieję, że pod tym ( ale także innymi) rozdziałem zobaczę jakieś komentarze. Czekam na to niecierpliwie - każdy komentarz, jest dla mnie na wagę złota. Zachęcam do udostępniania mojego blogu ! :)
Wspaniały rozdział, a co najważniejsze jest baardzo długi :D
OdpowiedzUsuńDobrze, że rodzicom Hermiony nic nie jest, chociaż... Mam nadzieję, że jej ojciec przeżyję.
Jedyne co mnie rozśmieszyło najbardziej w tym rozdziale to to :
" "zawsze w centrum uwagi, prawda?". Powiedziałem " jasne, zawsze pozwalamy na porwania rodziców, żeby móc zabłysnąć"."
Hah to było dobre, ta riposta Rona :D
Hm... a skoro mowa o chłopakach, to Revis... Tajemniczy Ślizgon, który jest miły dla Herm... Hm... ciekawe :D
Może w dalszych rozdziałach dowiemy się o nim... Oby :D
Czekam ze zniecierpliwieniem na następny ;3
Powodzenia w dalszym pisaniu u życzę duużo weny !
Pozdrawiam !
A no prawie bym zapomniała : pierwsza ! xD :D :-*
~ Pure - Blood Princess
dracohermione-love-can-be-magical.blogspot.com
Jesteś cudowna!!
OdpowiedzUsuńSpecial for me, taaaki super rozdział? Naprawdę sobie zasłużyłam?!
Przepraszam, że dopiero teraz komentuje...
Kocham Cię!! <3 :*
Twoja ~Bunia :*
Też cię kocham :) Dzięki, piszę dla was !
OdpowiedzUsuńTwòj blog jest zajebisty, kocham go ! Bardzo mi sie podoba że Malfoy sie do niej zbliżył, dotykał ją, zaniósł ją do skrzydła i jeszcze z nią tam siedział.<3 Najbardziej lubie jak Malfoy w ten tajemniczy sposób na nią patrzy. Takim zimnym, martwym i mrocznym spojrzeniem. Zakochałam sie <3 <3 <3 / Anabeth
OdpowiedzUsuńKolejna litera? Nieźle i to w dodatku zaraz po spotkaniu Revisa.. Zastanawiam się czy jest to tylko zwykły przypadek. Podoba mi się :)
OdpowiedzUsuń