niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 17

  "Nieznajomy"


Hermiona siedziała w bibliotece i od kilku godzin przygotowywała esej na Transmutację. Robiło się późno, a co z tym idzie, wszyscy zaczęli zbierać się do dormitoriów. 
Dziewczyna poczuła, że obraz rozmazuje jej się przed oczami i nagle pomyślała, że chyba nigdy nie była tak zmęczona. Narobiła sobie piekielnych zaległości i od pewnego czasu nie miała ani chwili by położyć się i odpocząć.
Po kilku chwilach zorientowała się, że wciąż wpatruje się w jedną stronę. Westchnęła głośno i zamknęła z hukiem książką. Nie lubiła przerywać swojej pracy - jeśli zaczynała pisać, nie mogła wyjść zanim jej esej nie był  skończony. Tym razem było inaczej i poczuła się bardzo sfrustrowana.
Idąc pustymi korytarzami, myślała jedynie o tym, by położyć się spać i nie zastanawiać się nad niczym - a w szczególności nad Malfoyem i Revisem. 
Chciała go zapytać, ale jednocześnie bała się, że padnie twierdząca odpowiedź. Jakaś część niej mówiła, że to niemożliwe i zupełnie niedorzeczne, ale ta druga przedstawiała logiczne i całkiem prawdopodobne możliwości.
Nie wiedziała, dlaczego tak bardzo chce to wiedzieć.
Nie wiedziała, dlaczego tak bardzo jej zależy.
Czy miała się bać? Nie samego Malfoya, ale tego, że stał się jakąś częścią jej życia. Na samą myśl przeszedł ją dreszcz. Tak - musi się od niego uwolnić, od tych wszystkich szalonych eskapad, niebezpiecznych spotkań i ciągłych zmartwień. Nie będzie się do niego odzywać, chyba że będzie to konieczne.
Nagle poczuła, że każdy jej krok zrobił się cięższy. Wszystko przed nią rozmyło się i zanim się zorientowała, upadła na zimną posadzkę i zemdlała.
Kiedy próbowała otworzyć oczy, poczuła ogarniający ją chłód i niezwykle intensywny ból mięśni. Przez głowę przeszło jej, że upadając musiała mocno uderzyć się w głowę, bo poczuła dziwne mrowienie.
Tylko dlaczego upadłam? - pomyślała.
Gdy w końcu udało jej się otworzyć oczy zobaczyła, że jest w składziku na miotły. To sprawiło, że poczuła się jeszcze bardziej niepewnie - ostatnia rzecz jaką pamiętała, było wracanie jednym z korytarzy do Wieży Gryffindoru, a teraz jest tu, w ciemnościach, bez żadnych wyjaśnień.
Już chciała wstać, kiedy usłyszała zimny głos gdzieś przed sobą:
-Ani się waż.
Przestraszona zamarła. Nie potrafiła rozpoznać tajemniczego głosu, a w mroku nie widziała jego twarzy, mogła jedynie przyznać, że jest to chłopak - może starszy?
-Czego chcesz?- zapytała ostrożnie, obmyślając plan.
Sięgnęła do kieszeni i z cichą satysfakcją stwierdziła, że nie rozbroił jej. Teraz musi tylko poczekać na właściwy moment i....
-Dokładnie wiesz czego. - usłyszała.- Oboje wiemy. I dostarczysz mi to. W ten piątek o północy pod Wrzeszczącą Chatą. A jeśli nie... zginiesz ty i wszyscy którzy są tobie bliscy.
Wyciągnęła różdżkę i krzyknęła Lumos, ale chłopaka już nie było. Poderwała się i wybiegła na korytarz. Niestety nigdzie  nie było śladu po tajemniczym oprawcy. Podbiegła w stronę biblioteki i rozejrzała się, ale chłopak zniknął. Zrezygnowana odwróciła się i niechcący przeszła przez  Prawie Bezgłowego Nicka.
-Och, przepraszam Nick.
-Nic nie szkodzi, panienko Granger. Jeśli mogę zapytać, co panienka tu robi o tak później godzinie ?
-Hm, a która właściwie jest godzina?
Nick zrobił zdziwioną minę, ale odrzekł:
-Wydaje mi się, że już po północy.
Hermiona drgnęła. Tak późno ?
-Musiałam się zagapić - zbyła go Gryfonka. - Dobranoc, Prawie Bezgłowy Nicku.
-Dobranoc.
Dziewczyna przyśpieszyła kroku. Musi się jak najszybciej znaleźć w dormitorium. Jeszcze tego by brakowały, żeby natknęła się na Filcha i zarobiła jakąś paskudną karę.

***
-Masz okropne wory pod oczami - zauważył Ron.
Szli na Eliksir i każdy dookoła niej zdawał się tryskać energią. W końcu był marzec, a co za tym idzie nadchodziła wytęskniona wiosna. Słońce delikatnie przechodziło przez wielkie i stare okiennice , i rozjaśniało cały zamek. Każdy wydawał się być w dobrym humorze. Nawet Flitwick postanowił zrobić luźniejszą lekcję.
Wszyscy wydawali się być w świetnym humorze, oprócz pewnej Gryfonki, która była zmęczona, zła i podenerwowana tym co musi zrobić w niedalekiej przyszłości.  Nie chciała rozmawiać z Malfoyem.
Ba ! Nie chciała nawet na niego patrzeć. Nie wiedziała co myśleć o wczorajszym zdarzeniu, a jeśli to on postanowił sobie zrobić jej żart... Co prawda, nie byłoby to zbyt logiczne skoro niedawno postanowił Zegarek schować w lodowatym i całkowicie niebezpiecznym jeziorze, ale nie mogła mu do końca zaufać. Nie był Śmierciożercą i nie raz uratował ją z opresji, ale to nie zmienia faktu, że przez ostatnie kilka lat zachowywał się co najmniej okropnie w stosunku do niej, jak i jej przyjaciół. Jak na zawołanie przypomniała sobie wszystkie wyzwiska, które padły w stronę jej lub Weasleyów.
Szlama - to zabolało najbardziej. Co dziwne, nagle poczuła pieczenie w okolicy napisu na ramieniu. Trochę ją to zdziwiło, ale nagle zrozumiała jak musi się czuć Harry ze swoją blizną. Właśnie - gdzie on był?
-Co się dzieje z Harrym ?- zapytała Rona, który szedł obok i właśnie grzebał w swojej torbie.
-Źle się czuje. Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale zaprowadziłem go do Skrzydła Szpitalnego.
-Czemu wcześniej mi nic nie powiedziałeś? Myślałam po prostu, że zaspał...- powiedziała nieźle wkurzona Gryfonka.
Ron wzruszył ramionami. Niechcący Granger wpadła na jakiegoś chłopca, który wydawał się być nieźle wystraszony. Zaraz potem zobaczyła Malfoya w eskorcie Crabbe'a, Goyle'a, Astorii, Parkinson i Zabiniego. Lepiej być nie mogło. Przez krótką chwilę chciała go zignorować i spróbować kiedy indziej, ale cichy głos powiedział jej, że nie czas teraz na głupie gierki.
Ku zdziwieniu Rona, dziewczyna stanęła przed całą grupką i unosząc dzielnie głowę do góry, powiedziała:
-Malfoy. Musimy pogadać.
-Draco, co to ma być ? - zapytał głupio Crabbe.
-Czy mi się wydaje, że ona do nas mówi ? Do nas ? - zakpił Zabini.
Malfoy stał wyprostowany, z rękami w kieszeniach i patrzył się na nią z krzywym uśmieszkiem.
 -Czego chcesz Granger?
Cholerny dupek ! Nienawidziła go z całego serca, choć nie wiedziała dokładnie dlaczego w tym momencie odczuła to tak mocno.
-Pogadać. Idziesz? Czy może się boisz ?-powiedziała, unosząc brwi w oczekiwaniu.
Zrzedła mu mina, ale jego wzrok stał się jeszcze bardziej przenikliwy. Próbował odgadnąć o co jej chodzi. Ona natomiast zagryzła wargę w oczekiwaniu. Czuła palące spojrzenie Rona  na plecach i wiedziała, że później będzie musiała się z tego nieźle tłumaczyć, ale w tej właśnie chwili nie dbała o to.
Po kilku niezmiernie długich sekundach Malfoy kiwnął głową. Ostatnia rzecz jaką udało jej się zobaczyć to zdezorientowana mina Zabiniego.
-Stary, co ty... ?
-Idźcie beze mnie - powiedział krótko i stanowczo.
Ku zdumieniu Gryfonki tak też zrobili. On natomiast poprowadził ją do pustej klasy. Przez głowę przeszło jej, żeby się obrócić i zobaczyć reakcję Rona, ale rozmyśliła się. To mógłby być zbyt wielki szok.
Zamknęła za sobą drzwi, a Malfoy stanął kilka stóp przed nią.
-Mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie tego przedstawienia na korytarzu?
-Przymknij się i słuchaj -warknęła. - Jeśli to twoja sprawka, bądź pewny, że to nie było śmieszne...
Malfoy zmarszczył brwi i podszedł do niej bliżej.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz, Granger.
-Wczoraj ktoś musiał dosypać mi czegoś do picia, bo wracając z biblioteki zemdlałam. Gdy się obudziłam... przede mną stał jakiś chłopak. Powiedział jedynie, że mam mu dostarczyć 'to' w piątek o północy. A jeśli tego nie zrobię... Hm, powiedzmy, że zagroził śmiercią mi i moim bliskim.
Malfoy uniósł brodę i mruknął:
-A ty myślałaś, że to ja.
-To była tylko hipoteza. Która nie ma sensu, jak zdążyłam się zorientować. Nie wiem kto to był, a jutro jest piątek i - tu odwróciła wzrok - trochę się boję, że ten nieznajomy spełni swoje obietnice.
-Nie możemy mu dać Zegarka. To wykluczone - wycedził.- Nie zdajesz sobie sprawy jaka to niebezpieczna broń?
-Malfoy ! Musimy coś wymyślić. Nie pozwolę innym umierać za kawałek zaczarowanego metalu.
Dał kilka kroków do przodu i z wściekłością odrzekł:
-Gdybyś była bardziej uważna, może nikt by się o nim nie dowiedział.
-Mówisz, że to moja wina ?! - krzyknęła.- Nie powiedziałam nikomu o... Sam-Wiesz-Czym, nawet nie miałabym kiedy !
Ślizgon kipiał złością.
-Czyli co ? Będziemy musieli się z nim spotkać.
-Tak i co potem? Przecież go nie zabijesz...- warknęła Hermiona.
Chłopak cały czas nie spuszczał z niej wzroku.
-O czym ty myślisz?
Chłopak zmrużył oczy, a na jego czole pojawiła się cienka zmarszczka. Miała nadzieje, że jego plan jest dobry, bo nie miała zamiaru narażać bliskich na niebezpieczeństwo.
-Będziemy musieli się z nim spotkać - powiedział stanowczo. 
-Masz na myśli : ja będę musiała. I co potem? 
-Zajdę go od tyłu i dowiemy się kto to. Wydaje mi się, że żaden uczeń z Hogwartu nie podejrzewałby nas o współpracę...
Hermiona przejechała ręką po włosach, zdenerwowana. Robienie jakichkolwiek planów ze Ślizgonem to bardzo zły pomysł.
-A co, jeśli to nie jest uczeń?
Zobaczyła dziwny błysk w jego oczach.
-Co sugerujesz?
-Nie wiem, Malfoy, nie wiem. Ale nie jestem pewna, czy dasz sobie z nim radę.
-Miej trochę wiary w moje możliwości.

Nie uważała na Eliksirach i niechcący spowodowała wybuch, przez który Slughorn mało nie dostał zawału. Kiedy wszyscy wychodzili, czuła na sobie wzrok Rona, który był więcej niż wściekły.
Cholera, nie pomyślała nad tym co mu powie. A widać było po jego minie, że oczekuje wyjaśnień.
-Chciałabyś mi coś powiedzieć?- powiedział, a jego uszy poczerwieniały.
-Tak ! Malfoy powiedział coś bardzo niemiłego o... mojej rodzinie i musiałam mu nawrzucać - to było słabe kłamstwo, szczególnie, że Hermiona zwykle ignorowała wszelkie komentarze Malfoya co do pochodzenia.
Ron zmarszczył czoło i nie wydawał się w to wierzyć, ale nic nie odpowiedział, bo rozbrzmiał dzwonek na następną lekcje.
A wszystko o czym myślała Hermiona to był jutrzejszy dzień. Tylko na Transmutacji udało jej się skupić - prawda była taka, że McGonagall bardzo dobrze ją znała i od razu zorientowałaby się, że coś jest nie tak. A Hermiona nie mogła sobie na to pozwolić.
Swoimi odpowiedziami zyskała dla Gryffindoru dwadzieścia punktów, co poprawiło trochę humor dla Rona. Na szczęście nie wygadał się też Harry'emu, przez co Hermiona na razie miała spokój. Na razie.
Było już po kolacji, wszyscy siedzieli w Pokoju Wspólnym, rozmawiający przy kominku. Hermiona nie mogła jednak się skupić na tym co mówią jej przyjaciele.
-Jak się czujesz Harry ? - zapytała, odciągając się od ponurych myśli.
-Lepiej. Myślę, że to była blizna. Ale od dawna nie miałem tak silnego bólu.
Nikt tego nie skomentował i nagle zapadła cisza. Hermiona patrzyła jak jej przyjaciele obserwują jasne płomienie w kominku. Naciągnęła na siebie sweter i wtedy  zauważyła, że Ginny bacznie się jej przygląda. Ona wiedziała, że coś jest nie tak.
-Hej, Miona możemy pogadać?
Harry i Ron  jak na zawołanie spojrzeli na Hermionę, a po minie Rona zrozumiała, że musiał wygadać Ginny. Choć właściwie cała szkoła pewnie o niej gadała.
-Jasne.
Razem wspięły się na górę do dormitorium. Kiedy Weasley zamknęła za sobą drzwi, Hermiona usiadła na swoim łóżku i spojrzała na Ginny w oczekiwaniu.
-Muszę o coś się zapytać i proszę o szczerość - powiedziała poważnie Ginny.
Granger pokiwała tylko głową.
-Czy między tobą a Malfoy jest coś więcej?
Hermiona wybuchła śmiechem i pokręciła głową.
-Nie jestem z nim jeśli o to ci chodzi. I co to w ogóle za pomysł?
-Ja nie pytam czy teraz jesteś z nim. Tylko co do niego czujesz.
-Nic do niego nie czuję. Może jedynie złość, ale to normalka. Dlaczego wciąż myślisz, że ja i Malfoy...
-Bo nawet kiedy mówisz jego nazwisko, twój głos się zmienia. Coś musi być na rzeczy...
-Wiesz co ? Nie mam ochoty o tym gadać. - powiedziawszy to, rzuciła się do drzwi i już chciała je otworzyć i wybiec z dormitorium, gdy zobaczyła nieduży napis : "Nie próbuj mnie oszukać" wymalowany atramentem.
Ginny podbiegła bliżej i zobaczywszy drzwi zdziwiona dała kilka kroków w tył. Potem spojrzała na przyjaciółkę skołowana.
-Hermiona o co chodzi?
Granger wiedziała dokładnie o co chodzi, ale bała się powiedzieć tego na głos. I nie wiedziała jakie kłamstwo ma sprzedać Ginny, żeby nie wydała się prawda o Zegarku.
Jakaś część niej wiedziała, że tu nie tylko chodzi o Zegarek, ale też o wszystko to co do tej pory przeżyła z Malfoyem.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech i opadła na swoje łóżko. Kłamstwo nie jest rozwiązaniem - pomyślała.
-Już dłużej tak nie mogę... - westchnęła Granger. - Opowiem ci całą historię.

Było całkiem ciemno, a Gryfonka siedziała na parapecie. Spojrzała na ręce i stwierdziła, że dostała gęsiej skórki. Schowała ręce do kieszeni sweterka i czekała.
Mijały minuty, a go wciąż nie było. Robiła się jeszcze bardziej wściekła. Wiedziała, że na nim raczej nie można polegać, ale że aż do tego stopnia?
Po kilku sekundach usłyszała odgłosy kroków. Wpatrywała się w ciemność i w końcu zobaczyła wyłaniającą się postać Ślizgona.
Zauważyła, że jednak coś dziwnego jest w chłopaku. Nie mogła jednak sprecyzować co.
-Nie myśl sobie, że jestem na każde twoje zawołanie, Granger.
Nie wstała, ani nie odezwała się. Malfoy uniósł brwi i ponaglił zdenerwowany:
-Chciałaś coś?
Hermiona wstała i dała kilka kroków do przodu, tak że ich twarze prawie się stykały. Malfoy stał nie wzruszony, a jego oczy biły chłodem. Wtedy zrozumiała.
-Ty piłeś?
Zaśmiał się cicho i pokręcił głową. Jego spojrzenie było przesączone złością.
-Nie wyglądasz na moją matkę - powiedział, zbliżając się do tego stopnie, że czuła jego oddech na swojej twarzy.
-Racja - wyszeptała zakłopotana.
Odwróciła się i zabrała z parapetu Pelerynę Niewidkę.
-Pożyczyłam ją od Harry'ego i czuję się bardzo źle z tym, że skłamałam, dlaczego jej potrzebuję. Wykorzystaj ją jutro dobrze. I masz mi ją zwrócić całą, bez żadnych uszkodzeń - mówiąc to, nie mogła powstrzymać złości.
Malfoy wziął ją od niej ostrożnie, a jego oczy powróciły na jej twarz.Wyprostował się. Z jego postawy zniknęła cała nonszalancja.
-Idę już. Skoro i tak jesteś nawalony i nie będziesz pamiętał połowy z tego co teraz powiedziałam.
Już miała odejść kiedy złapał ją za nadgarstek i obrócił w swoją stronę.
-Skoro i tak nie będę pamiętał...
Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Bez pośpiechu. Tak, że poczuła jak przechodzi przez nią dreszcz. Wszystko co czuła to był on. I alkohol.
W końcu jednak zdrowy rozsądek powrócił, bo odepchnęła go od siebie i warknęła:
-Nie jestem twoją zabawką. Co to, to nie ! I jeśli chcesz wiedzieć, powiedziałam o Zegarku dla Ginny.
Malfoy odsunął się i z niedowierzaniem wycedził:
-Co zrobiłaś !? 

 

  ********************* 

Jest tu ktoś jeszcze? Mam nadzieję, że ta baaardzo długa przerwa was nie zniechęciła ! 
Wracam z nowym rozdziałem i przyznam się, że kończyłam go po nocy i od tego wszystkiego rozmywają mi się literki na ekranie, więc nie mam nawet siły go sprawdzać. Może narobiłam mnóstwo błędów. Kto wie? Nie mi dzisiaj to oceniać.
Tak czy inaczej, mam nadzieję, że nowy rozdział przypadł wam do gustu, niedługo będzie następny, w którym będzie się dużo działo (wiecie, falki z olejem), więc pozostaje tylko czekać.
Kocham! 

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 16

"Nowa skrytka cz.2"


Hermionie było zimno, ale ta myśl przeszła przez jej głowę tak szybko, że równie prędko zdążyła o tym zapomnieć. To było w tamtej chwili najmniej ważna sprawa.
Najbardziej martwił ją Malfoy. Nawet nie wiedziała, czy umie dobrze pływać. Poza tym jezioro to, poza Zakazanym Lasem, było jednym z najniebezpieczniejszych miejsc w pobliżu Hogwartu.
Jak na złość przypomniały jej się wszystkie stworzenia, które żyją w wodzie i poczuła dziwny skurcz. Spojrzała w ciemną toń i zorientowała się, że cała drży. Ze strachu czy z zimna? Nie wiadomo.
Mijały kolejne minuty. Przeciągały się dłużej i dłużej. Hermiona stała na brzegu i rozsądnie czekała na jakiś znak. Ale jeśli się nie pojawi? Jeśli on po prostu nie może dać jej sygnału? Odwróciła się i spojrzała na Hogwart, skąpany nocy i otulony błogim snem.To straszne, ale tuż obok dzieją się tak okropne rzeczy ! Nagle w jej głowie zrodziło się mnóstwo scenariuszy i wszystko co mogła zrobić to stać i czekać aż Malfoy wypłynie.
Minuty wydawały się trwać wieczność, ale kiedy w końcu zorientowała się, że nie ma go już ponad godzinę, postanowiła coś zrobić.
To była jedna z najbardziej nierozsądnych rzeczy jakie kiedykolwiek zrobiła, ale na niej też spoczywała odpowiedzialność. W końcu Malfoy udał się na spotkanie z trytonami, to nie przelewka. 
Wiedziała, że musiał wymyślić jakiś sposób, by oddychać pod wodą, ale ona nie od razu potrafiła sobie przypomnieć co można zrobić. W końcu udało jej się wyczarować błonę okrywającą jej twarz i nos, która pozwalała jej oddychać. Gdyby nie Turniej Trójmagiczny, pewnie nie wiedziałaby jak się do tego zabrać. Jak chyba z resztą po raz pierwszy w życiu.
Weszła do jeziora jedynie w koszulce i majtkach i poczuła jak jej ciało dziwnie reaguje na lodowatą wodę. Przez jedną, krótką chwilę pomyślała, że to co robi jest głupie, ale przegoniła tą myśl.
"Pakt z trytonami, genialny pomysł ! "- pomyślała. "Dlaczego go nie powstrzymałam? Nie powiedziałam, że to głupie !?Przecież to jest głupie ! Z resztą, to co teraz robię, też ! "
Hermiona była słabym pływakiem i kiedy znalazła się pod wodą, zrozumiała że to był błąd. Nie dość, że jej ruchy były niemrawe to jeszcze widoczność była bardzo słaba. Trzymając różdżkę w dłoni, płynęła w dół, a jej serce biło coraz szybciej.
Jeśli na początku było jej zimno, to w tej chwili w ogóle o tym zapomniała. Woda musiała być lodowata, ale ta myśl, nie sprawiała na niej wrażenia. Była zajęta wypatrywaniem Malfoya, no i... przeżyciem. W myślach klęła na siebie, że nigdy nie nauczyła się dobrze pływać. Takie rzeczy zawsze się przydają !
Uważnie przyglądała się wszystkiemu dookoła. W pewnej chwili coś oślizgłego dotknęło jej nogi. Zaskoczona poderwała się o drobinę do góry, ale nie mogła nic dostrzec.
Płynęła więc dalej, w strachu, lecz z dziwną stanowczością. Musi go znaleźć. Jeśli tylko przeżyje, na pewno, ale to na pewno, go zamorduje. To dodało jej trochę energii, więc płynęła w dół w o wiele lepszym humorze.
W pewnym momencie zobaczyła Malfoya, który walczy zaciekle z jakąś ciemną i niewyraźną postacią. Musiała coś zrobić !
Pośpiesznie wyciągnęła przed siebie różdżkę i na tyle ile mogła wypowiedziała :
-Conjunctivitis !
Nie zdążyła zobaczyć, czy zaklęcie zadziałało, gdy nagle poczuła, że śliskie i ciężkie macki owijają się wokół jej szyi. Zaskoczona, złapała za nie, próbując je oderwać, ale uścisk był za mocny. Z całych sił walczyła ze stworzeniem, ale nie dawało za wygraną. Coś oplotło ją za nogi i poczuła, że wokół niej pojawia się coraz więcej tych stworzeń. Nie mogła nawet dostrzec co to było.
Kiedy to pierwsze próbowało ją zadusić, resztkami sił próbowała wymówić zaklęcie. Każda z prób wyswobodzenia się oślizgłych macek kończyła na niczym. Zrobiło jej się ciemno przed oczami i przez moment, pomyślała, że to koniec.
 Hermiona Granger. Spotykała na swojej drodze wiele niebezpieczeństw, od wilkołaków, bazyliszków, po samego Voldemorta, a umrze w mackach jakiegoś wodnego potwora. Bezsilna. 
Bezradna.
Nagle wszędzie dookoła  pojawiło się ostre, oślepiające światło i przeokropne macki puściły ją. Poczuła, że bańka na jej twarzy pęka i wystraszona, próbowała wypłynąć na powierzchnię, ale jej nogi były bardzo słabe. Zaczęła mocno wymachiwać rękami, ale czym bardziej próbowała, tym szybciej opadała w dół. 
Moment później ktoś złapał ją pod ramię i zaczął ciągnąć w górę. Malfoy.
Coś jej podpowiadało, że jest na granicy sił i brak jej powietrza, więc wszczepiła się mocniej w jego ramię. 
"Co ze mnie za ratownik, kiedy to mnie trzeba ratować" - pomyślała głupio. 
ODDECH.
To była chyba jedna z najlepszych chwil w jej życiu, kiedy to mogła zaczerpnąć ów głęboki, aż sprawiający ból oddech. Malfoy przyciągnął ją do siebie, żeby znów nie utonęła. Złapała go szybko za szyję i próbowała uspokoić oddech, jak i galopujące serce.
Kiedy lekko się uspokoiła cofnęła głowę i spojrzeli na siebie. Jedno, krótkie spojrzenie, mówiące wszytko. 
Dziękuję.
Malfoy zaczął płynąć do brzegu. Kiedy w końcu wyszli z wody, Hermiona zaczęła się telepać z zimna. Chłopak przyglądał jej się przez chwilę z dziwnym błyskiem w oczach, tak że Hermiona poczuła się nieswojo.
-Wszystko w porządku? - jego głos był zachrypnięty i on też czuł się nieswojo z nagłym przypływem powietrza.
-Tak- odpowiedziała niepewnie.
Była cała mokra, lodowata i obolała, ale udało jej się przeżyć, więc - tak, wszystko jest w porządku.
-U-u-u-dało ci się?
Malfoy rzucił jej ubrania i sam zaczął wciągać koszulkę.
-Tak, Granger. Ale to co ty zrobiłaś, było bardzo głupie. - spojrzał na nią.
Zmarszczył czoło, a w jego oczach było coś dziwnego :zaskoczenie i... zaduma? To wyglądało jakby się nad czymś usilnie zastanawiał. W normalnych okolicznościach pewnie ciekawiłoby ją o czym myśli, ale w tym momencie nie miało to dla niej większego znaczenia. Ważne było jedynie powodzenie misji.
Hermiona zatrzęsła się od nagłe podmuchu wiatru. 
-Wiem. Ale nie mogłam stać bezczynnie...-odparła.
Malfoy westchnął przeciągle i pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Powiesz mi w końcu ? - powiedziała, szczękając zębami.
Chłopak zaczął iść w stronę zamku. Zdenerwowana Hermiona, pobiegła do niego i stanęła przed nim.
-No więc?
Był siny, a na szyi miał kilka okropnych śladów po walce z wodnymi potworami. Zastanawiała się, czy ona także ma coś takiego.
-Tak, udało się. Niestety trytony nie mogły zagwarantować, że wszystkie wodne stworzenia będą się godzić na moją obecność w jeziorze. Niektóre z nich zaatakowały mnie, gdy już wypływałem na górę. Wtedy pojawiłaś się ty i wiemy co się zdarzyło dalej.
Hermiona pokiwała głową. Sama chciała wymazać to z pamięci. Dopiero teraz doszło do niej, że go uratowała i że on uratował ją. Dotarło do niej, że gdyby nie on, pewnie leżałaby gdzieś na dnie, razem z trytonami i tym przeklętym Zegarkiem.
Odgoniła tą potworną myśl i zapytała:
-Czyli jest bezpieczny?
Malfoy wzruszył ramionami i poszedł dalej . Kiedy znaleźli się w zamku, przyciszonym głosem powiedziała:
-Nie mów, że to cię nie obchodzi, bo w to nie uwierzę.
-Tak jest bezpieczny - znów westchnął. - Idź spać, Granger. I zajmij się tym - tutaj delikatnie zbliżył rękę do jej szyi. 
Odwrócił się od niej i odszedł w stronę lochów. Hermiona stała jeszcze przez chwilę, cała przemoczona i zmarznięta, nie mogąc pojąć co właśnie się stało.
Wróciła do dormitorium bardzo późno i świtało, gdy położyła się spać. Siniaki i zadrapania udało się ukryć, ale bałagan w jej myślach pozostał jeszcze przez kilka kolejnych dni.

-Panno Granger, proszę zająć się tekstem ! - krzyknęła pani Babbling.
Hermiona zerwała się i spojrzała zaskoczona na nauczycielkę. Jak to możliwe? Musiała przysnąć. 
Poczuła, że cała płonie, więc wbiła wzrok w runy i zajęła się pracą. Usłyszała kilka szeptów za plecami, ale je zignorowała. Nic nie wytrąci ją z równowagi - a już na pewno nie głupie gadanie. 
Kiedy pani Babbling zebrała ich prace, oznajmiła, że od razu je oceni. Hermionę zżerała niepewność i nagle przypomniała sobie, że źle odczytała jedną linijkę. Rozejrzała się po klasie - co dziwne, inni mieli dość pewne miny. 
W końcu nauczycielka rozdała sprawdzone prace i Granger przeciągle jęknęła. Miała 6 punktów na 10.
-Biedna Granger nie ma maksa- zakpiła jakaś Krukonka. 
Pani Babbling uciszyła chichoty reszty klasy, ale Hermiona odwróciła się i powiedziała :
-Może nie mam maksa, ale przynajmniej mój wynik nie jest równy zeru.
Dziewczyna zamknęła usta i Granger ze złością spakowała książki do torby i wyszła dwie minuty przed dzwonkiem z klasy.
Po głowie wciąż krążyło jej pytanie : co się ze mną dzieje? Co się ze mną dzieje?
Na lanchu usiadła obok Harry'ego, który właśnie czytał Proroka. Widząc to, prychnęła głośno, więc chłopak spojrzał na nią.
-Piszą coś ciekawego?
Harry uśmiechnął się do siebie, nie odrywając wzroku od artykułu. 
-Same ciekawe rzeczy. Jedno jest pewne : czarodzieje szaleją z paniki.
Granger nagle posmutniała. Złapała za jabłko i mruknęła:
-Ludzie myśleli, że to już koniec... Po tylu latach, dowiadują się, że On znów wrócił - to musi być straszne. 
Harry zerknął na drugą stronę sali, w kierunku stołu Ślizgonów. Hermiona podążyła z nim wzrokiem i spojrzała na Malfoya. Siedział wpatrzony w podłogę i zupełnie nie zwracał uwagi na nic dookoła niego.
-On coś knuje...
Gryfonka odwróciła wzrok i wyciągnęła gazetę z rąk Pottera.
-Harry, to niedorzeczne...
-Hermiono, posłuchaj...
-On jest podły. Wszyscy to wiemy. Ale on nie jest Śmierciożercą.
Harry chciał coś powiedzieć, lecz nagle obok nich pojawił się Ron. Uśmiechnięty wepchał się obok Hermiony i zapytał:
-Co tam?
-Harry gada o Malfoyu - mruknęła dziewczyna.
-Parszywy typ... - wycedził Weasley.
-Cześć! - przerwał im cichy i słodki głosik.
Wszyscy odwrócili się i zobaczyli Lunę. Uśmiechała się wesoło i bawiła się swoim dziwacznym naszyjnikiem.
-Cześć, Luna! Co u ciebie słychać? 
-W porządku. Może "Żonglera"? 
Harry wziął jeden egzemplarz i położył na stole. Dziewczyna odeszła i zaraz usłyszeli, że proponuje gazetę jakiemuś Krukonowi.
-Po co to bierzesz? Przecież to bzdety! - prychnęła Granger.
-Wziąłem to tylko ze względu na Lunę, przecież wiesz... - mruknął Harry i zajął się jedzeniem.
Przy stole nauczycielskim był komplet, co w tych czasach było rzadkością. Nauczyciele rozmawiali ze sobą, popijali kawę... Granger spojrzała na McGonagall, która szeptała coś zaciekle do dyrektora. W tym właśnie momencie, oboje odwrócili się i spojrzeli na Gryfonkę. Nie mogła się pomylić. Patrzyli właśnie na nią. To było tak przeciągłe, zaciekawione i wręcz zszokowane spojrzenia, że Hermiona odwróciła wzrok i spróbowała zagadać Rona, pytając go o jakąś błahostkę. Jej serce dudnił jej ze strachu i poczuła ukłucie winy. Rozmawiali o niej, więc może wiedzieli, że w nocy razem z Malfoyem wskoczyła do tego piekielnego jeziora. Tylko skąd? Może zobaczył ich Filch lub któryś z uczniów widział, jak wychodzą z zamku...
Ron opowiadał coś o Fredzie i Georgu, ale ona nie potrafiła się skupić. To nie wpadło jej wcześniej do głowy, a gdy już to zrozumiała, poczuła ogarniający ją strach. Powoli odwróciła się i zerknęła w stronę stołu nauczycielskiego.
Severus Snape nie odrywał od niej wzroku. Udała, że coś jej spadło i schyliła się pod stół. W uszach słyszała bicie własnego serca i przez myśl przeszło jej jedynie : on wie. 
Ron chyba zaczął coś zauważać, bo zaczął:
-Hermiono...
-Piszą coś o Revisie? - powiedziała szybko dziewczyna i wlepiła wzrok w Harry'ego.
-Tak, strona dwunasta. Krótka wzmianka.
Uspokój się - powtarzała sobie w myśli. Otworzyła gazetę i odnalazła stronę dwunastą. Harry mówił prawdę, to były zaledwie dwa zdania, a informacje były bardzo uogólnione. To dziwne, że Ministerstwo tego nie rozgłosiło...
Przypomniało jej się, co Malfoy mówił na temat Revisa. Odnalazła go przy stole Ślizgonów i przyjrzała mu się. Czy byłby do tego zdolny.
Nie...
Nie.
Nie?

***

Rozdział miał być już dawno - przepraszam. Dziękuję za waszą cierpliwość i jak zwykle mam nadzieję, że się spodoba. Czekam na wasze komentarze - dajcie znać co wam się nie podobało, a co wam się podobało. Macie jakieś podejrzenia co do Malfoya- zabił czy nie zabił?
Tak czy inaczej, nie znam daty opublikowania nowego rozdziału, więc będziecie musieli po prostu zaglądać co jakiś czas na bloga. Każdy, kto chciałby mnie o coś zapytać, może to śmiało zrobić pod postem lub na asku - link.
 Jeszcze raz : dziękuję, że jesteście ! Kocham pisać, a dla takich świetnych ludzi to już szczególnie.

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 15




"Nowa skrytka cz.1"

Z uśmiechem na ustach, Hermiona odłożyła książkę „Magiczne Zwierzęta Leśne” i spojrzała w stronę okna. Już niedługo zamek wypełni gwar rozmów i ciepło przywitań. Mimo że kochała samotność, w te ferie wyjątkowo jej doskwierała.
Zrobiła już pracę domową z każdego przedmiotu – nawet ten piekielnie długi esej dla McGonagall, przeczytała jeszcze raz podręcznik do Transmutacji i poprzeglądała wszystkie notatki, które sporządzała na lekcjach Binsa. Grenger bez wątpienia była przygotowana do nauki i czuła przyjemną ekscytację na samą myśl o niej. W końcu będzie mogła wrócić do swojej rutyny – ta myśl napawała ją wielką radością.
Przez chwilę zastanowiła się, czy naprawdę wszystko wróci do normy. Bądź co bądź, wiele się ostatnio zdarzyło i była pewna, że na pewno będzie miało to wpływ na jej przyszłość.
Jej myśli wróciły szybko do Anielskiego Zegarka. Jej ręka odruchowo podążyła do szyi, lecz nie było go tam. Wciąż zapominała, że został przez nią schowany w bardzo nietypowym miejscu. Brakowało jej tego ciężaru magicznego przedmiotu. To śmieszne, ale w ciągu tak krótkiego czasu, zdążyła się przywiązać do Zegarka z taką siłą, że nie mogła przestać o nim myśleć. Bała się, że ktoś go znajdzie i zabierze dla siebie. Po nocach śnił jej się dziwny sen, który jak na razie opierał się na długiej gonitwie. Za każdym razem biegła przez las, kiedy za jej plecami słyszała rzężący głos goniącego ją mężczyznę.
Wyrwała się z tych ponurych myśli i spojrzała na wiszący na ścianie zegar : było już bardzo późno, uczniowie powinni już się zjawić. Poczuła jak mimowolnie się do siebie uśmiecha: w końcu Harry i Ron wrócą do Hogwartu, do domu, do niej. Ciężko sobie nawet wyobrazić jak bardzo za nimi tęskniła i ile ma im do opowiedzenia. Nagle coś ścisnęło jej serce : nie może im opowiedzieć wszystkiego. Tak bardzo chciałaby skończyć z tymi wszystkimi tajemnicami, ale miała świadomość, że jest Powiernikiem Tajemnicy i musi jej strzec, nawet jeśli oznaczałoby to okłamywanie przyjaciół. Przez to wszystko zrobiło jej się niedobrze, więc wstała i zaczęła spacerować od ściany do ściany.
Harry nigdy by cię nie okłamał.
Mówi ci wszystko.
Nawet jeśli nie może...
Już miała wyjść z Pokoju Wspólnego, kiedy coś rzuciło jej się w oczy. Zdziwiona Gryfonka podbiegła pod okno i nie wierzyła swoim oczom. Strach ogarnął całe jej ciało, w każdym milimetrze, a w jej głowie majaczyły różne sceny. 
Hermiona cofnęła się o kilka kroków i nagle zachłysnęła się powietrzem i upadła. Tak dobrze znała to uczucie. Nie chciała patrzeć na ramię i przecież wiedziała, czego się spodziewać.
Kolejnej litery.

Usłyszała dziwne głosy dochodzące gdzieś obok niej. Nie rozróżniała słów, ale miała tą dziwną pewność, że te słowa skierowane są właśnie do niej.
Hermionie zajęło jeszcze kilka dodatkowych minut, żeby otworzyć oczy, ale gdy to w końcu zrobiła, zobaczyła nachylającego się nad nią Rona. 
-Hej, Harry. Myślę, że ona się budzi! - krzyknął Weasley.
Potter usiadł gdzieś obok jej ramienia i również nachylił się, żeby sprawdzić co się dzieje. Zmrużyła oczy, gdy zobaczyła jego twarz. Włosy miał porozrzucane w nieładzie po całym czole, tak że zasłaniały prawie całą bliznę w kształcie pioruna. Jego zielone oczy uważnie ją lustrowały.
-Hermiono, co się stało? Zaraz zawołamy jakiegoś nauczyciela...
-Nie- ożywiła się nagle Gryfonka.
Próbowała wstać, więc chłopcy pomogli jej i usadzili na fotelu. W Pokoju Wspólnym nie było nikogo, oprócz tej trójki. Granger zaczęła przypominać sobie wszystkie zdarzenia sprzed omdlenia i skoczyła szybko do okna. 
Mroczny Znak wciąż widniał na niebie.
Gdy odwróciła się do Rona i Harry'ego, odpowiedzieli jej spojrzeniem, które oznaczało, że wiedzą o co chodzi. Z zachrypniętym gardłem, zapytała:
-Co się stało? Kto został… zabity? W Zakazanym Lesie?
Ron usiadł na fotelu obok kominka, więc poszli jego śladem. Harry przejechał ręką po włosach i lekko się skrzywił jakby coś go bolało. W końcu zaczął mówić spokojnym głosem:
-Wróciliśmy całkiem niedawno. Gdy wysiedliśmy z pociągu, Hagrid powiedział, że wszyscy muszą jak najszybciej znaleźć się w Hogwarcie. Revis został zabity i znaleziony w Zakazanym Lesie. Musiał to zrobić któryś ze Śmierciożerców, ale nikogo nie udało się znaleźć. Kiedy dotarliśmy do zamku, od razu zobaczyłem, że nie ma cię w Wielkiej Sali, więc razem z Ronem wymknęliśmy się, żeby sprawdzić co się dzieje. Znaleźliśmy cię leżącą pod oknem przed kilkoma minutami… Myślisz, że wszystko ok?
Z natłoku informacji zapomniałam o kolejnej literze na ramieniu. Nie chciałam o tym wspominać, więc tylko pokiwałam głową. 
Revis zabity. Wróg Malfoya zabity. Nie mógł zrobić tego Ślizgon. Poza tym, on nie jest Śmierciożercą. Przynajmniej tak twierdzi, a na jego ramieniu brak śladu. Tak więc kto...?
-Wszystkie drzwi pozamykane, jest jakiś stan wyjątkowy czy coś takiego. Przypomina mi to trochę czas, kiedy to Syriusz kręcił się wokół Hogwartu - powiedział Ron, po czym ugryzł się w język.
Harry uśmiechnął się - a może to był jakiś grymas? 
-Przepraszam stary - mruknął.
Zanim Harry coś odpowiedział, Hermiona zarzuciła ręce na szyje obu chłopaków i przytuliła ich do siebie.
-Tak się cieszę, że już wróciliście. Naprawdę mi was brakowało.
-Jesteś pewna, że wszystko w porządku ? - zapytał Harry, a dziewczyna pokiwała znów głową.
Razem zeszli do Wielkiej Sali i przez cały ten czas Potter nie spuszczał z niej oczu. Nie była do końca pewna, o co mu chodzi, ale starała się to za wszelką cenę ignorować.
Gdy tylko zobaczyła Ginny, na jej twarzy pojawił się radosny uśmiech i przytuliła się do przyjaciółki. Nie mogła nie zauważyć dziwnego spojrzenia, jakie posłała jej Weasleyówna.
Co się z nimi wszystkimi dzieje? Czyżby coś podejrzewali ? Definitywnie powinna powiedzieć o wszystkim Harry'emu i Ronowi, ale... bała się. Postanowiła, że gdy tylko spotka Malfoya, koniecznie porozmawia z nim na ten temat. Nagle poirytowała się jeszcze bardziej. „Jestem Hermiona Jane Granger-pomyślała-nie muszę pytać nikogo o zdanie. A zwłaszcza Malfoya.”
Od jakiegoś czasu zbyt wiele było go w jej życiu i nie mogła tego znieść. Cokolwiek by się nie stało, zaraz on pojawiał się znikąd i sprawiał, że wszystko mieszało jej się w głowie. Na myśl o ostatnim razie, gdy go widziała, poczuła, że na policzki wpełza jej wstydliwa czerwień. To naprawdę wyrwało jej się spod kontroli. Nie mogła zwalczyć tego uczucia, które podpowiadało jej, że tak naprawdę... w tamtej chwili była szczęśliwa. Ścisnęła mocniej widelec i gdy Ron spojrzał na nią zdziwiony, odłożyła go, zapewniając, że nie ma już ochoty na jedzenie.
Serce dudniło jej jak oszalałe.  Może to przez kolejną literę na jej ramieniu? To pewnie jakaś choroba. Na pewno jest chora. Czuła nawet, że zna nazwę tej choroby.  Nie chciała jej wymówić nawet w myślach. Powtarzała natomiast: "Głupia, głupia, głupia, głupia, głupia, głupia, głupia".
Podczas kolacji, starała się nie patrzeć w stronę stołu Ślizgonów, jakby to było nielegalne lub przynajmniej niepożądane, ale gdy wychodzili, rzuciła szybko okiem. Nigdzie nie było widać Malfoya. To nie wróży zbyt dobrze.
Słuchała więc, jak Ron opowiadał im o świętach w Norze, jak to bliźniacy dosypali mu czegoś do puddingu i potem biegał cały fioletowy po domu, a oni przyznali się do tego, twierdząc, że jedynie testowali nowy produkt.
-… I ja mówię im wtedy „ Tak? Jaki produkt na mnie testowaliście?” A oni, że „ Masz szczęście Ron. Ten cudowny proszek miał sprawić, że będziesz wymiotować przez czterdzieści osiem godzin bez przerwy. Na szczęście i nieszczęście nie zadziałał.”
Siedzieli razem tak do późnej nocy. W końcu jednak, Hermiona i jej głos rozsądku, namówiły wszystkich by poszli spać. Jutro czeka ich nowy, piękny dzień z mnóstwem nowych przygód i nauki !
To ostatnie nie bardzo spodobało się Ronowi i Harry’emu, ale dziewczyna zignorowała ich jęki.
Hermiona nie poszła od razu spać. Razem z Ginny siedziały obok łóżek i rozmawiały przyciszonymi głosami do trzeciej w nocy. W końcu Weasley porzuciła temat świąt i stwierdziła:
-Coś jest nie tak.
Hermiona spojrzała na nią zaskoczona, a jej brwi uniosły się wysoko. Ruda odwróciła wzrok – zawsze była taka nieśmiała…
-Co masz na myśli?
Ginny przez dłuższy czas nie odpowiadała. W końcu zdobyła się na ciche prychnięcie i wstała.
-Na początku udawałam, że mi to nie przeszkadza, ale... kurczę, naprawdę mi to przeszkadza. Nie tylko dlatego, że jest kim jest, ale dlatego, że jestem pewna, że cię skrzywdzi. Jestem twoją przyjaciółką i powinnam cię chronić!
-Nie bardzo wiem, o co ci chodzi - zaperzyła się Granger.
Weasley przystanęła i obrzuciła przyjaciółkę dziwnym spojrzeniem, a na jej policzkach pojawił się rumieniec.
-Hermiona jaką znam jest mądra i nie daje się wciągnąć w jakieś dziwne układy. - Granger chciała już coś wtrącić, ale ta machnęła na nią ręką.-Ty natomiast kręcisz z Malfoyem.
-Bzdura - odparła od razu dziewczyna.
-Nie waż się mnie okłamywać, Hermiono ! - ostrzegła Ginny.
Granger nie bardzo wiedziała jak na to zareagować, więc prychnęła tylko głośno i powiedziała:
-Nie wiesz co się teraz dzieje, a ja nie zamierzam się zwierzać. Wiedz jednak, że nie kręcę z Malfoyem.
-Bardzo mi przykro, że znowu mnie okłamujesz.
-Ginny...
 Zanim jednak zdążyła coś powiedzieć, Weasley wyszła. Hermiona siedziała jeszcze przez jakiś czas na podłodze, oniemiała od słów, które przed chwilą usłyszała. Nagle wezbrała w nie taka złość,  a w głowie przelatywały myśli: "nienawidzę go ! ".
Taka była prawda? Kogo tu oszukiwać. Nic, co poczuła… tamtego razu w Pokoju Wspólnym nie było prawdziwe. To tylko złudzenie, głupie, dziewczyńskie hormony. Jak mogła w jednej chwili być przy nim szczęśliwa, a w drugiej nienawidzić go z całego serca, tak jak teraz.
Następnego dnia wszystko wróciło do normy. Wszystko tylko nie Ginny. Przyjaciółka wciąż miała za złe Hermionie ich ostatnią kłótnie i tylko łypała na nią wściekle.
Najgorsza okazała się przerwa przed eliksirami. Razem z Harrym schodzili właśnie do lochów, gdy nagle zobaczyła go. Stał pod parapetem wielkiej okiennicy z Astorią, której twarz znajdowała się kilka centymetrów od niego. Nie dosłyszała co mówili, ale potem zobaczyła jak Malfoy się uśmiecha i całuje dziewczynę w czoło tak czule, że Hermionie zachciało się wymiotować.
-Coś się stało ? -zapytał Harry.
-Nic, zupełnie nic - odparła, po czym poszli dalej.
Dziewczyna miała nadzieję, że jej nie zauważył. A może - niech ją zauważy i patrzy jak obojętnie obok niego przeszła.
Zaraz, co się ze mną dzieje - pomyślała.
Na eliksirach było wiele pracy i Hermiona przyjęła to z ulgą. Mogła w końcu zająć się czymś, co może nie wychodzi jej zbyt dobrze, ale na pewno odciąga myślami od innych spraw.
Kiedy miała podejść do stolika ze swoim wywarem, stało się coś niesamowitego. Gdzieś za sobą usłyszała, jak ktoś ją woła i wykonała gwałtowny obrót w prawo. Tym samym wpadła z całym impetem na Pansy, której wywar oblał całą jej szatę.
W jednym momencie cała klasa spojrzała na nią i zaczęła się śmiać. To nie był wypadek. Nie musiała nawet pytać, kto to wymyślić. Kątem oka zauważyła, że wszyscy Ślizgoni aż trzęsą się ze śmiechu, a on patrzy na to ze stoickim spokojem.
Jej szata cuchnęła paskudnie i... o zgrozo, wywar zaczął wyżerać materiał ! To na pewno nie był eliksir na Małomówność.
Slughorn podbiegł do niej i spojrzał na szatę zdziwiony.
-Panno Granger...
-Czy mogę pójść się przebrać? - powiedziała Hermiona z godnością.
-A-ależ oczywiście...
Zobaczyła, że Harry posyła jej współczujące spojrzenie, więc uśmiechnęła się lekko. Nic nie obchodzą ją te głupie żarty. To dziecinada. 
 Jestem Hermiona Granger, nie robię z siebie pośmiewiska.
Było już bardzo późno w nocy, kiedy w końcu postanowiła pójść spać. Uczyła się. Nie to, żeby specjalnie musiała, ale nie miała pojęcia co ze sobą zrobić. A w takich momentach to był najlepszy sposób na zwalczenie nadmiaru czasu i bezsenności.
Nagle zrozumiała dlaczego nie chce iść spać : to Zegarek. Nie zdawała sobie z tego sprawy, ale ciągle o nim myślała.
Postanowiła więc, że pójdzie sprawdzić, czy na pewno jest bezpieczny w swojej kryjówce. Najciszej jak tylko potrafiła, nałożyła spodnie i cienki sweterek, po czym na palcach wyszła z dormitorium.
Na dole nie było nikogo, więc trochę pewniej przeszła przez dziurę pod portretem. Jej oczy przyzwyczaiły się do panującej wszędzie ciemności, więc ruszyła w drogę. 
Serce dudniło jej głośno i zastanawiała się, czy przypadkiem to jej nie wyda. Wiedziała, że Filch poszedł dzisiaj szybko spać, gdyż był bardzo zmęczony sprzątaniem po pierwszoroczniakach, którzy postanowili przetestować w szkole nowe produkty bliźniaków. Z uśmiechem przypomniała sobie, jak Filch chodził po korytarzu, zamiatając podłogę i mrucząc:
-Weasley. Weasley. Wpędzą mnie ci rudzielce do grobu.
Istniała też możliwość, że wpadnie na szaloną Kotkę Filcha, ale miała to dziwne przeczucie, że dzisiaj nikt nie wejdzie jej w drogę.
Jakże się myliła.
Stał przed Tym Miejscem, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się na jej widok.
-No, Granger… Spodziewałem się ciebie wcześniej, ale lepiej późno niż wcale.
Stała wpatrzona w niego i nie miała pojęcia co odpowiedzieć. Skąd znał jej skrytkę? Złość kipiała z niej na wszystkie strony, ale spokojnie odparła:
-To chyba mój życiowy cel – rujnowanie oczekiwań.
Zignorował tą uwagę.
-Musimy przenieść Anielski Zegarek. Nie jest już bezpieczny w Hogwarcie. Nawet w twojej całkiem sprytnie wymyślonej kryjówce.
-Nie jest bezpieczny? Dlaczego?
Podszedł do niej o krok i zmierzył ją wzrokiem. Światło księżyca odbijało się w jego oczach i dziewczyna poczuła, że dostała gęsiej skórki.
-Zadajesz stanowczo za dużo pytań. Tylko ty możesz wyjąć Anielski Zegarek, więc zrób to. A potem albo mi go dasz, albo sam sobie go wezmę. Muszę go przenieść w inne miejsce i to szybko, Granger, więc nie utrudniaj mi tego.
-A co jak spróbuje?
Zaśmiał się – jego białe zęby wręcz jarzyły w ciemnościach.
-Poznasz wtedy niemiłe konsekwencje swoich czynów.
Przez dłuższą chwilę mierzyli się spojrzeniami. Nie miała ochoty mu go dać – nie dlatego, że bała się o los Zegarka, ale … po prostu nie chciała dać mu tej satysfakcji. W końcu westchnęła cicho i minęła go bez słowa.
Przed nią w mroku stał rząd takich samych zbroi – wszystkie były identyczne, nie różniły się nawet szczegółem. Gdy zbliżyła się o drobinę bardziej, nagle zbroje powstały i wyciągnęły przed siebie swoje miecze. Bardzo dobrze znała to zaklęcie – było dość proste, ale jakże skuteczne.
Podeszła jeszcze bliżej i wyszeptała:
- Neverisco!
Zbroje schowały swoje miecze i dwie z nich rozsunęły się, ukazując Hermionie drogę. Jeśli podeszłaby do nich inna osoba niż Hermiona, zbroje zapewne nadziałyby intruza na swoje miecze, broniąc skrytki.
Podeszła do ściany i trzy razy stuknęła w zapamiętane cegły. Szybko odskoczyły i zawisły w powietrzu gdzieś obok jej głowy. Z kolejnym cichym westchnieniem wyciągnęła Anielski Zegarek i ściskając go w dłoni, pozwoliła cegłom i zbrojom ustawić się w odpowiednie miejsce. Odwróciła się i zirytowana rzuciła wzrokiem na Malfoya.
Tym razem na jego twarzy zawitała śmiertelna powaga. Dziewczyna zlękła się nieznacznie.
-Gdzie chcesz go przenieść? – zapytała wręcz szeptem.
Wyciągnął bladą dłoń w jej stronę. Przez chwilę wahała się – dlaczego miałaby mu zaufać? Targało nią tyle wątpliwości…
Cofnęła się kilka kroków.
-Chcę iść z tobą.
-Nie ma mowy – odparł szybko, lodowatym tonem.
-Jestem Powiernikiem Tajemnicy, Malfoy. Muszę go pilnować.
Granger widziała jak mocno zaciska pięść, ale nie skomentowała tego. Widać było, że się wścieka, choć nie potrafiła zrozumieć dlaczego.
-Dobrze, ale ustalmy kilka reguł – wycedził po chwili, zbliżając się niebezpiecznie blisko. - Masz  być cicho, masz się mnie pilnować i z całą pewnością masz zapomnieć o miejscu, do którego cię zaprowadzę. Rozumiesz, Granger?
-Tak.

Nie wiedziała, że idą na dwór, więc bardzo ją zdziwiło, gdy Malfoy zaprowadził ją pod jedno z ukrytych przejść. Nie powiedziała jednak nic - szła tylko za nim, krok w krok. 
On również nie wypowiedział ani jednego słowa, ale widać było, że jest zły. Hermiona nie wiedziała, co takiego mu zrobiła, ale nie miała wtedy czasu na roztrząsanie tych głupot. 
Dotknęła Anielskiego Zegarka, który idealnie pasował do zgłębienia w jej szyi. Poczuła wibrującą moc przechodzącą przez jej palce i uświadomiła sobie, jak wielką moc ma teraz przy sobie.
-Malfoy?
-Hmm? - mruknął.
-Dlaczego zabieramy Anielski Zegarek poza zamek? W końcu Hogwart to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi...
-Znam lepsze i to całkiem blisko.
-W Zakazanym Lesie?
Widziała jak przewraca oczami. 
-Nie do końca. 
-Co masz na myśli?
-Czy tobie nie zamykają się usta?
Rozgniewała go, ale nic jej to nie obchodziło.
-Powiesz mi w końcu gdzie idziemy?
-Zaraz zobaczysz.
Nagle przed nimi pojawiły się schody i Hermiona poczuła dreszczyk napięcia. W jakim dokładnie miejscu się znajdą, gdy wyjdą na powierzchnie ? Czy to będzie gdzieś za lasem albo...?
Malfoy wyciągnął różdżkę w pogotowiu i poszedł pierwszy. Podniósł klapę i szybkim ruchem wydostał się na zewnątrz. Hermiona miała trochę więcej trudności, ale w końcu również pojawiły się na górze.
-Jezioro ? Poważnie?
Granger odwróciła się i spojrzała na zamek skąpany w mgle. Zadrżała od podmuchu wiatru. 
-No i co teraz? 
-Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam zanurkować.
Hermiona zaśmiała się głośno. Ze zdumieniem zauważyła, że Mafoy rozpina koszulę, a na jego twarzy również pojawia się uśmieszek.
-Żartujesz, Malfoy. Powiedz, że żartujesz!  
Podniósł na nią wzrok i w jego oczach dostrzegła coś dziwnego - jakby wyzwanie. Problem polegał na tym, że jej zdolności pływackie są dość... słabe. Kiedyś chodziła razem z tatą na mugolski basen i szło jej całkiem dobrze, ale kiedy to było ! Nie pływała już od bardzo dawna.
-Ty zostaniesz tutaj - powiedział krótko i stanowczo.
-I co? Zamierzasz po prostu rzucić Anielski Zegarek na dno ?
Jego koszulka wylądowała na trawie obok niego, a on mimo zimna rozpinał spodnie.
-No, nie spodziewałem się, że dojdzie tego, że będę się przed tobą rozbierał... - zaśmiał się cicho.- Zawarłem pakt z trytonami. 
-I ufasz im ? 
Jego spodnie wylądowały obok koszulki.
-Nie, nie ufam im. Ale na szczęście muszą za wszelką cenę chronić Anielski Zegarek. Taka była umowa.
-Jaka umowa? 
Skarpetki poleciały gdzieś obok spodni. 
-To nie jest teraz ważne. 
Patrzyła przez chwilę jak stoi przed nią i nagle zrozumiała, że jest półnagi. Odwróciła wzrok, a on zaśmiał się z niej :
-Granger, zawstydziłaś się?
-Nie będę odpowiadać na głupie zaczepki - warknęła.
-No dobra, daj mi zegarek. 
Spojrzała mu w oczy. Była w nich jakaś dziwna determinacja, ale też i spokój. Jakby wiedział, że wszystko pójdzie dobrze. 
-Będziesz stała na czatach. Jakby coś się działo, wystrzelisz smugę czerwonego światła w wodę. Będę wiedział o co chodzi.
Wciąż mu go nie dała. Pokręcił głową z niedowierzaniem i uśmiechnął się krzywo.
-To ja tu stoję, praktycznie nagi, a ty nagle rozpoczynasz walkę z samą sobą : chcę mu dać zegarek czy nie chcę ? 
Cisza. 
-GRANGER! 
-Dobrze, już. Nie krzycz na mnie. 
Hermiona powoli zdjęła z szyi urządzenie i podała mu. Jego  dłoń była lodowata i nagle  dziewczyna wyobraziła sobie jak bardzo zimna jest woda. Jak bardzo jest niebezpieczna...
Chłopak zacisnął rękę na zegarku. W jego postawie widziała pewność siebie. Tą jego typową pewność siebie. 
Nagle zrozumiała, że to nie o zegarek tak bardzo się bała, ale o niego. O durnego Malfoya! Jeszcze kilka godzin temu, sama wepchnęłaby go do wody, modląc się by z niej nie wypłynął. 
Wymienili krótkie spojrzenia, po czym Granger mruknęła:
-Uważaj na siebie. 

***
Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział pisałam go sporo czasu i włożyłam wiele pracy.
Ale tak jak zwykle, czuję że mogłabym napisać go lepiej... :) Tak czy inaczej, chętnie poczytam wasze opinie! 
Druga część jest już napisana, muszę ją jedynie poprawić, więc obserwujcie blog przez kilka dni - na pewno niedługo ją opublikuję Jak myślicie : co się wydarzy? Piszcie swoje przypuszczenia w 
komentarzach, zobaczymy czy ktoś zgadnie !  
Pozdrawiam serdecznie