piątek, 7 marca 2014

Rozdział 15




"Nowa skrytka cz.1"

Z uśmiechem na ustach, Hermiona odłożyła książkę „Magiczne Zwierzęta Leśne” i spojrzała w stronę okna. Już niedługo zamek wypełni gwar rozmów i ciepło przywitań. Mimo że kochała samotność, w te ferie wyjątkowo jej doskwierała.
Zrobiła już pracę domową z każdego przedmiotu – nawet ten piekielnie długi esej dla McGonagall, przeczytała jeszcze raz podręcznik do Transmutacji i poprzeglądała wszystkie notatki, które sporządzała na lekcjach Binsa. Grenger bez wątpienia była przygotowana do nauki i czuła przyjemną ekscytację na samą myśl o niej. W końcu będzie mogła wrócić do swojej rutyny – ta myśl napawała ją wielką radością.
Przez chwilę zastanowiła się, czy naprawdę wszystko wróci do normy. Bądź co bądź, wiele się ostatnio zdarzyło i była pewna, że na pewno będzie miało to wpływ na jej przyszłość.
Jej myśli wróciły szybko do Anielskiego Zegarka. Jej ręka odruchowo podążyła do szyi, lecz nie było go tam. Wciąż zapominała, że został przez nią schowany w bardzo nietypowym miejscu. Brakowało jej tego ciężaru magicznego przedmiotu. To śmieszne, ale w ciągu tak krótkiego czasu, zdążyła się przywiązać do Zegarka z taką siłą, że nie mogła przestać o nim myśleć. Bała się, że ktoś go znajdzie i zabierze dla siebie. Po nocach śnił jej się dziwny sen, który jak na razie opierał się na długiej gonitwie. Za każdym razem biegła przez las, kiedy za jej plecami słyszała rzężący głos goniącego ją mężczyznę.
Wyrwała się z tych ponurych myśli i spojrzała na wiszący na ścianie zegar : było już bardzo późno, uczniowie powinni już się zjawić. Poczuła jak mimowolnie się do siebie uśmiecha: w końcu Harry i Ron wrócą do Hogwartu, do domu, do niej. Ciężko sobie nawet wyobrazić jak bardzo za nimi tęskniła i ile ma im do opowiedzenia. Nagle coś ścisnęło jej serce : nie może im opowiedzieć wszystkiego. Tak bardzo chciałaby skończyć z tymi wszystkimi tajemnicami, ale miała świadomość, że jest Powiernikiem Tajemnicy i musi jej strzec, nawet jeśli oznaczałoby to okłamywanie przyjaciół. Przez to wszystko zrobiło jej się niedobrze, więc wstała i zaczęła spacerować od ściany do ściany.
Harry nigdy by cię nie okłamał.
Mówi ci wszystko.
Nawet jeśli nie może...
Już miała wyjść z Pokoju Wspólnego, kiedy coś rzuciło jej się w oczy. Zdziwiona Gryfonka podbiegła pod okno i nie wierzyła swoim oczom. Strach ogarnął całe jej ciało, w każdym milimetrze, a w jej głowie majaczyły różne sceny. 
Hermiona cofnęła się o kilka kroków i nagle zachłysnęła się powietrzem i upadła. Tak dobrze znała to uczucie. Nie chciała patrzeć na ramię i przecież wiedziała, czego się spodziewać.
Kolejnej litery.

Usłyszała dziwne głosy dochodzące gdzieś obok niej. Nie rozróżniała słów, ale miała tą dziwną pewność, że te słowa skierowane są właśnie do niej.
Hermionie zajęło jeszcze kilka dodatkowych minut, żeby otworzyć oczy, ale gdy to w końcu zrobiła, zobaczyła nachylającego się nad nią Rona. 
-Hej, Harry. Myślę, że ona się budzi! - krzyknął Weasley.
Potter usiadł gdzieś obok jej ramienia i również nachylił się, żeby sprawdzić co się dzieje. Zmrużyła oczy, gdy zobaczyła jego twarz. Włosy miał porozrzucane w nieładzie po całym czole, tak że zasłaniały prawie całą bliznę w kształcie pioruna. Jego zielone oczy uważnie ją lustrowały.
-Hermiono, co się stało? Zaraz zawołamy jakiegoś nauczyciela...
-Nie- ożywiła się nagle Gryfonka.
Próbowała wstać, więc chłopcy pomogli jej i usadzili na fotelu. W Pokoju Wspólnym nie było nikogo, oprócz tej trójki. Granger zaczęła przypominać sobie wszystkie zdarzenia sprzed omdlenia i skoczyła szybko do okna. 
Mroczny Znak wciąż widniał na niebie.
Gdy odwróciła się do Rona i Harry'ego, odpowiedzieli jej spojrzeniem, które oznaczało, że wiedzą o co chodzi. Z zachrypniętym gardłem, zapytała:
-Co się stało? Kto został… zabity? W Zakazanym Lesie?
Ron usiadł na fotelu obok kominka, więc poszli jego śladem. Harry przejechał ręką po włosach i lekko się skrzywił jakby coś go bolało. W końcu zaczął mówić spokojnym głosem:
-Wróciliśmy całkiem niedawno. Gdy wysiedliśmy z pociągu, Hagrid powiedział, że wszyscy muszą jak najszybciej znaleźć się w Hogwarcie. Revis został zabity i znaleziony w Zakazanym Lesie. Musiał to zrobić któryś ze Śmierciożerców, ale nikogo nie udało się znaleźć. Kiedy dotarliśmy do zamku, od razu zobaczyłem, że nie ma cię w Wielkiej Sali, więc razem z Ronem wymknęliśmy się, żeby sprawdzić co się dzieje. Znaleźliśmy cię leżącą pod oknem przed kilkoma minutami… Myślisz, że wszystko ok?
Z natłoku informacji zapomniałam o kolejnej literze na ramieniu. Nie chciałam o tym wspominać, więc tylko pokiwałam głową. 
Revis zabity. Wróg Malfoya zabity. Nie mógł zrobić tego Ślizgon. Poza tym, on nie jest Śmierciożercą. Przynajmniej tak twierdzi, a na jego ramieniu brak śladu. Tak więc kto...?
-Wszystkie drzwi pozamykane, jest jakiś stan wyjątkowy czy coś takiego. Przypomina mi to trochę czas, kiedy to Syriusz kręcił się wokół Hogwartu - powiedział Ron, po czym ugryzł się w język.
Harry uśmiechnął się - a może to był jakiś grymas? 
-Przepraszam stary - mruknął.
Zanim Harry coś odpowiedział, Hermiona zarzuciła ręce na szyje obu chłopaków i przytuliła ich do siebie.
-Tak się cieszę, że już wróciliście. Naprawdę mi was brakowało.
-Jesteś pewna, że wszystko w porządku ? - zapytał Harry, a dziewczyna pokiwała znów głową.
Razem zeszli do Wielkiej Sali i przez cały ten czas Potter nie spuszczał z niej oczu. Nie była do końca pewna, o co mu chodzi, ale starała się to za wszelką cenę ignorować.
Gdy tylko zobaczyła Ginny, na jej twarzy pojawił się radosny uśmiech i przytuliła się do przyjaciółki. Nie mogła nie zauważyć dziwnego spojrzenia, jakie posłała jej Weasleyówna.
Co się z nimi wszystkimi dzieje? Czyżby coś podejrzewali ? Definitywnie powinna powiedzieć o wszystkim Harry'emu i Ronowi, ale... bała się. Postanowiła, że gdy tylko spotka Malfoya, koniecznie porozmawia z nim na ten temat. Nagle poirytowała się jeszcze bardziej. „Jestem Hermiona Jane Granger-pomyślała-nie muszę pytać nikogo o zdanie. A zwłaszcza Malfoya.”
Od jakiegoś czasu zbyt wiele było go w jej życiu i nie mogła tego znieść. Cokolwiek by się nie stało, zaraz on pojawiał się znikąd i sprawiał, że wszystko mieszało jej się w głowie. Na myśl o ostatnim razie, gdy go widziała, poczuła, że na policzki wpełza jej wstydliwa czerwień. To naprawdę wyrwało jej się spod kontroli. Nie mogła zwalczyć tego uczucia, które podpowiadało jej, że tak naprawdę... w tamtej chwili była szczęśliwa. Ścisnęła mocniej widelec i gdy Ron spojrzał na nią zdziwiony, odłożyła go, zapewniając, że nie ma już ochoty na jedzenie.
Serce dudniło jej jak oszalałe.  Może to przez kolejną literę na jej ramieniu? To pewnie jakaś choroba. Na pewno jest chora. Czuła nawet, że zna nazwę tej choroby.  Nie chciała jej wymówić nawet w myślach. Powtarzała natomiast: "Głupia, głupia, głupia, głupia, głupia, głupia, głupia".
Podczas kolacji, starała się nie patrzeć w stronę stołu Ślizgonów, jakby to było nielegalne lub przynajmniej niepożądane, ale gdy wychodzili, rzuciła szybko okiem. Nigdzie nie było widać Malfoya. To nie wróży zbyt dobrze.
Słuchała więc, jak Ron opowiadał im o świętach w Norze, jak to bliźniacy dosypali mu czegoś do puddingu i potem biegał cały fioletowy po domu, a oni przyznali się do tego, twierdząc, że jedynie testowali nowy produkt.
-… I ja mówię im wtedy „ Tak? Jaki produkt na mnie testowaliście?” A oni, że „ Masz szczęście Ron. Ten cudowny proszek miał sprawić, że będziesz wymiotować przez czterdzieści osiem godzin bez przerwy. Na szczęście i nieszczęście nie zadziałał.”
Siedzieli razem tak do późnej nocy. W końcu jednak, Hermiona i jej głos rozsądku, namówiły wszystkich by poszli spać. Jutro czeka ich nowy, piękny dzień z mnóstwem nowych przygód i nauki !
To ostatnie nie bardzo spodobało się Ronowi i Harry’emu, ale dziewczyna zignorowała ich jęki.
Hermiona nie poszła od razu spać. Razem z Ginny siedziały obok łóżek i rozmawiały przyciszonymi głosami do trzeciej w nocy. W końcu Weasley porzuciła temat świąt i stwierdziła:
-Coś jest nie tak.
Hermiona spojrzała na nią zaskoczona, a jej brwi uniosły się wysoko. Ruda odwróciła wzrok – zawsze była taka nieśmiała…
-Co masz na myśli?
Ginny przez dłuższy czas nie odpowiadała. W końcu zdobyła się na ciche prychnięcie i wstała.
-Na początku udawałam, że mi to nie przeszkadza, ale... kurczę, naprawdę mi to przeszkadza. Nie tylko dlatego, że jest kim jest, ale dlatego, że jestem pewna, że cię skrzywdzi. Jestem twoją przyjaciółką i powinnam cię chronić!
-Nie bardzo wiem, o co ci chodzi - zaperzyła się Granger.
Weasley przystanęła i obrzuciła przyjaciółkę dziwnym spojrzeniem, a na jej policzkach pojawił się rumieniec.
-Hermiona jaką znam jest mądra i nie daje się wciągnąć w jakieś dziwne układy. - Granger chciała już coś wtrącić, ale ta machnęła na nią ręką.-Ty natomiast kręcisz z Malfoyem.
-Bzdura - odparła od razu dziewczyna.
-Nie waż się mnie okłamywać, Hermiono ! - ostrzegła Ginny.
Granger nie bardzo wiedziała jak na to zareagować, więc prychnęła tylko głośno i powiedziała:
-Nie wiesz co się teraz dzieje, a ja nie zamierzam się zwierzać. Wiedz jednak, że nie kręcę z Malfoyem.
-Bardzo mi przykro, że znowu mnie okłamujesz.
-Ginny...
 Zanim jednak zdążyła coś powiedzieć, Weasley wyszła. Hermiona siedziała jeszcze przez jakiś czas na podłodze, oniemiała od słów, które przed chwilą usłyszała. Nagle wezbrała w nie taka złość,  a w głowie przelatywały myśli: "nienawidzę go ! ".
Taka była prawda? Kogo tu oszukiwać. Nic, co poczuła… tamtego razu w Pokoju Wspólnym nie było prawdziwe. To tylko złudzenie, głupie, dziewczyńskie hormony. Jak mogła w jednej chwili być przy nim szczęśliwa, a w drugiej nienawidzić go z całego serca, tak jak teraz.
Następnego dnia wszystko wróciło do normy. Wszystko tylko nie Ginny. Przyjaciółka wciąż miała za złe Hermionie ich ostatnią kłótnie i tylko łypała na nią wściekle.
Najgorsza okazała się przerwa przed eliksirami. Razem z Harrym schodzili właśnie do lochów, gdy nagle zobaczyła go. Stał pod parapetem wielkiej okiennicy z Astorią, której twarz znajdowała się kilka centymetrów od niego. Nie dosłyszała co mówili, ale potem zobaczyła jak Malfoy się uśmiecha i całuje dziewczynę w czoło tak czule, że Hermionie zachciało się wymiotować.
-Coś się stało ? -zapytał Harry.
-Nic, zupełnie nic - odparła, po czym poszli dalej.
Dziewczyna miała nadzieję, że jej nie zauważył. A może - niech ją zauważy i patrzy jak obojętnie obok niego przeszła.
Zaraz, co się ze mną dzieje - pomyślała.
Na eliksirach było wiele pracy i Hermiona przyjęła to z ulgą. Mogła w końcu zająć się czymś, co może nie wychodzi jej zbyt dobrze, ale na pewno odciąga myślami od innych spraw.
Kiedy miała podejść do stolika ze swoim wywarem, stało się coś niesamowitego. Gdzieś za sobą usłyszała, jak ktoś ją woła i wykonała gwałtowny obrót w prawo. Tym samym wpadła z całym impetem na Pansy, której wywar oblał całą jej szatę.
W jednym momencie cała klasa spojrzała na nią i zaczęła się śmiać. To nie był wypadek. Nie musiała nawet pytać, kto to wymyślić. Kątem oka zauważyła, że wszyscy Ślizgoni aż trzęsą się ze śmiechu, a on patrzy na to ze stoickim spokojem.
Jej szata cuchnęła paskudnie i... o zgrozo, wywar zaczął wyżerać materiał ! To na pewno nie był eliksir na Małomówność.
Slughorn podbiegł do niej i spojrzał na szatę zdziwiony.
-Panno Granger...
-Czy mogę pójść się przebrać? - powiedziała Hermiona z godnością.
-A-ależ oczywiście...
Zobaczyła, że Harry posyła jej współczujące spojrzenie, więc uśmiechnęła się lekko. Nic nie obchodzą ją te głupie żarty. To dziecinada. 
 Jestem Hermiona Granger, nie robię z siebie pośmiewiska.
Było już bardzo późno w nocy, kiedy w końcu postanowiła pójść spać. Uczyła się. Nie to, żeby specjalnie musiała, ale nie miała pojęcia co ze sobą zrobić. A w takich momentach to był najlepszy sposób na zwalczenie nadmiaru czasu i bezsenności.
Nagle zrozumiała dlaczego nie chce iść spać : to Zegarek. Nie zdawała sobie z tego sprawy, ale ciągle o nim myślała.
Postanowiła więc, że pójdzie sprawdzić, czy na pewno jest bezpieczny w swojej kryjówce. Najciszej jak tylko potrafiła, nałożyła spodnie i cienki sweterek, po czym na palcach wyszła z dormitorium.
Na dole nie było nikogo, więc trochę pewniej przeszła przez dziurę pod portretem. Jej oczy przyzwyczaiły się do panującej wszędzie ciemności, więc ruszyła w drogę. 
Serce dudniło jej głośno i zastanawiała się, czy przypadkiem to jej nie wyda. Wiedziała, że Filch poszedł dzisiaj szybko spać, gdyż był bardzo zmęczony sprzątaniem po pierwszoroczniakach, którzy postanowili przetestować w szkole nowe produkty bliźniaków. Z uśmiechem przypomniała sobie, jak Filch chodził po korytarzu, zamiatając podłogę i mrucząc:
-Weasley. Weasley. Wpędzą mnie ci rudzielce do grobu.
Istniała też możliwość, że wpadnie na szaloną Kotkę Filcha, ale miała to dziwne przeczucie, że dzisiaj nikt nie wejdzie jej w drogę.
Jakże się myliła.
Stał przed Tym Miejscem, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się na jej widok.
-No, Granger… Spodziewałem się ciebie wcześniej, ale lepiej późno niż wcale.
Stała wpatrzona w niego i nie miała pojęcia co odpowiedzieć. Skąd znał jej skrytkę? Złość kipiała z niej na wszystkie strony, ale spokojnie odparła:
-To chyba mój życiowy cel – rujnowanie oczekiwań.
Zignorował tą uwagę.
-Musimy przenieść Anielski Zegarek. Nie jest już bezpieczny w Hogwarcie. Nawet w twojej całkiem sprytnie wymyślonej kryjówce.
-Nie jest bezpieczny? Dlaczego?
Podszedł do niej o krok i zmierzył ją wzrokiem. Światło księżyca odbijało się w jego oczach i dziewczyna poczuła, że dostała gęsiej skórki.
-Zadajesz stanowczo za dużo pytań. Tylko ty możesz wyjąć Anielski Zegarek, więc zrób to. A potem albo mi go dasz, albo sam sobie go wezmę. Muszę go przenieść w inne miejsce i to szybko, Granger, więc nie utrudniaj mi tego.
-A co jak spróbuje?
Zaśmiał się – jego białe zęby wręcz jarzyły w ciemnościach.
-Poznasz wtedy niemiłe konsekwencje swoich czynów.
Przez dłuższą chwilę mierzyli się spojrzeniami. Nie miała ochoty mu go dać – nie dlatego, że bała się o los Zegarka, ale … po prostu nie chciała dać mu tej satysfakcji. W końcu westchnęła cicho i minęła go bez słowa.
Przed nią w mroku stał rząd takich samych zbroi – wszystkie były identyczne, nie różniły się nawet szczegółem. Gdy zbliżyła się o drobinę bardziej, nagle zbroje powstały i wyciągnęły przed siebie swoje miecze. Bardzo dobrze znała to zaklęcie – było dość proste, ale jakże skuteczne.
Podeszła jeszcze bliżej i wyszeptała:
- Neverisco!
Zbroje schowały swoje miecze i dwie z nich rozsunęły się, ukazując Hermionie drogę. Jeśli podeszłaby do nich inna osoba niż Hermiona, zbroje zapewne nadziałyby intruza na swoje miecze, broniąc skrytki.
Podeszła do ściany i trzy razy stuknęła w zapamiętane cegły. Szybko odskoczyły i zawisły w powietrzu gdzieś obok jej głowy. Z kolejnym cichym westchnieniem wyciągnęła Anielski Zegarek i ściskając go w dłoni, pozwoliła cegłom i zbrojom ustawić się w odpowiednie miejsce. Odwróciła się i zirytowana rzuciła wzrokiem na Malfoya.
Tym razem na jego twarzy zawitała śmiertelna powaga. Dziewczyna zlękła się nieznacznie.
-Gdzie chcesz go przenieść? – zapytała wręcz szeptem.
Wyciągnął bladą dłoń w jej stronę. Przez chwilę wahała się – dlaczego miałaby mu zaufać? Targało nią tyle wątpliwości…
Cofnęła się kilka kroków.
-Chcę iść z tobą.
-Nie ma mowy – odparł szybko, lodowatym tonem.
-Jestem Powiernikiem Tajemnicy, Malfoy. Muszę go pilnować.
Granger widziała jak mocno zaciska pięść, ale nie skomentowała tego. Widać było, że się wścieka, choć nie potrafiła zrozumieć dlaczego.
-Dobrze, ale ustalmy kilka reguł – wycedził po chwili, zbliżając się niebezpiecznie blisko. - Masz  być cicho, masz się mnie pilnować i z całą pewnością masz zapomnieć o miejscu, do którego cię zaprowadzę. Rozumiesz, Granger?
-Tak.

Nie wiedziała, że idą na dwór, więc bardzo ją zdziwiło, gdy Malfoy zaprowadził ją pod jedno z ukrytych przejść. Nie powiedziała jednak nic - szła tylko za nim, krok w krok. 
On również nie wypowiedział ani jednego słowa, ale widać było, że jest zły. Hermiona nie wiedziała, co takiego mu zrobiła, ale nie miała wtedy czasu na roztrząsanie tych głupot. 
Dotknęła Anielskiego Zegarka, który idealnie pasował do zgłębienia w jej szyi. Poczuła wibrującą moc przechodzącą przez jej palce i uświadomiła sobie, jak wielką moc ma teraz przy sobie.
-Malfoy?
-Hmm? - mruknął.
-Dlaczego zabieramy Anielski Zegarek poza zamek? W końcu Hogwart to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi...
-Znam lepsze i to całkiem blisko.
-W Zakazanym Lesie?
Widziała jak przewraca oczami. 
-Nie do końca. 
-Co masz na myśli?
-Czy tobie nie zamykają się usta?
Rozgniewała go, ale nic jej to nie obchodziło.
-Powiesz mi w końcu gdzie idziemy?
-Zaraz zobaczysz.
Nagle przed nimi pojawiły się schody i Hermiona poczuła dreszczyk napięcia. W jakim dokładnie miejscu się znajdą, gdy wyjdą na powierzchnie ? Czy to będzie gdzieś za lasem albo...?
Malfoy wyciągnął różdżkę w pogotowiu i poszedł pierwszy. Podniósł klapę i szybkim ruchem wydostał się na zewnątrz. Hermiona miała trochę więcej trudności, ale w końcu również pojawiły się na górze.
-Jezioro ? Poważnie?
Granger odwróciła się i spojrzała na zamek skąpany w mgle. Zadrżała od podmuchu wiatru. 
-No i co teraz? 
-Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam zanurkować.
Hermiona zaśmiała się głośno. Ze zdumieniem zauważyła, że Mafoy rozpina koszulę, a na jego twarzy również pojawia się uśmieszek.
-Żartujesz, Malfoy. Powiedz, że żartujesz!  
Podniósł na nią wzrok i w jego oczach dostrzegła coś dziwnego - jakby wyzwanie. Problem polegał na tym, że jej zdolności pływackie są dość... słabe. Kiedyś chodziła razem z tatą na mugolski basen i szło jej całkiem dobrze, ale kiedy to było ! Nie pływała już od bardzo dawna.
-Ty zostaniesz tutaj - powiedział krótko i stanowczo.
-I co? Zamierzasz po prostu rzucić Anielski Zegarek na dno ?
Jego koszulka wylądowała na trawie obok niego, a on mimo zimna rozpinał spodnie.
-No, nie spodziewałem się, że dojdzie tego, że będę się przed tobą rozbierał... - zaśmiał się cicho.- Zawarłem pakt z trytonami. 
-I ufasz im ? 
Jego spodnie wylądowały obok koszulki.
-Nie, nie ufam im. Ale na szczęście muszą za wszelką cenę chronić Anielski Zegarek. Taka była umowa.
-Jaka umowa? 
Skarpetki poleciały gdzieś obok spodni. 
-To nie jest teraz ważne. 
Patrzyła przez chwilę jak stoi przed nią i nagle zrozumiała, że jest półnagi. Odwróciła wzrok, a on zaśmiał się z niej :
-Granger, zawstydziłaś się?
-Nie będę odpowiadać na głupie zaczepki - warknęła.
-No dobra, daj mi zegarek. 
Spojrzała mu w oczy. Była w nich jakaś dziwna determinacja, ale też i spokój. Jakby wiedział, że wszystko pójdzie dobrze. 
-Będziesz stała na czatach. Jakby coś się działo, wystrzelisz smugę czerwonego światła w wodę. Będę wiedział o co chodzi.
Wciąż mu go nie dała. Pokręcił głową z niedowierzaniem i uśmiechnął się krzywo.
-To ja tu stoję, praktycznie nagi, a ty nagle rozpoczynasz walkę z samą sobą : chcę mu dać zegarek czy nie chcę ? 
Cisza. 
-GRANGER! 
-Dobrze, już. Nie krzycz na mnie. 
Hermiona powoli zdjęła z szyi urządzenie i podała mu. Jego  dłoń była lodowata i nagle  dziewczyna wyobraziła sobie jak bardzo zimna jest woda. Jak bardzo jest niebezpieczna...
Chłopak zacisnął rękę na zegarku. W jego postawie widziała pewność siebie. Tą jego typową pewność siebie. 
Nagle zrozumiała, że to nie o zegarek tak bardzo się bała, ale o niego. O durnego Malfoya! Jeszcze kilka godzin temu, sama wepchnęłaby go do wody, modląc się by z niej nie wypłynął. 
Wymienili krótkie spojrzenia, po czym Granger mruknęła:
-Uważaj na siebie. 

***
Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział pisałam go sporo czasu i włożyłam wiele pracy.
Ale tak jak zwykle, czuję że mogłabym napisać go lepiej... :) Tak czy inaczej, chętnie poczytam wasze opinie! 
Druga część jest już napisana, muszę ją jedynie poprawić, więc obserwujcie blog przez kilka dni - na pewno niedługo ją opublikuję Jak myślicie : co się wydarzy? Piszcie swoje przypuszczenia w 
komentarzach, zobaczymy czy ktoś zgadnie !  
Pozdrawiam serdecznie 

8 komentarzy:

  1. Mój mózg ledwo rejestrował tekst ale przeczytalam do konca i po przeczytaniu stwierdzam że rodział jest genialny :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaaaaaaa!
    Tego mi właśnie było trzeba. Strasznie jestem ciekawa, co się teraz stanie.
    Cudo po prostu <3
    Pozdrawiam, em.

    OdpowiedzUsuń
  3. Całę opowiadanie przeczytałam w jedno popołudnie, no i to jest to czego szukałam! Szukając opowiadań o tym parring'u wszystkie były takie zbyt przewidywalne, oddalone od wcześniejszych zdarzeń z życia czarodziei. Ty jednak piszesz inaczej, podziwiam, bo świetne jest to co robisz. Nie męczę sie przy czytaniu, wprawia mnie w zachwyt każda scena i emocja jaką przekazujesz. jedynym mankamentem jest trochę za jasny kolor liter, bardzo męczą się oczy po dłuższej chwili czytania. Mam nadzieje, że rozdział pojawi się niedługo, będę niecierpliwie czekać. Ciekawią mnie kolejne losy Hermiony i Draco, myślę, że tym razem to on będzie mieć kłopoty i dziewczyna będzie musiała zanurkować w czarną toń by ratować zegarek i życie Malfoy'a. Jestem pewna, że rozdział będzie świetny! Pozdrawiam
    xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Ha! - jednak jestem trochę przewidywalna, muszę przyznać, że zgadłaś co do przyszłego rozdziału. Tak czy inaczej, zapraszam niedługo ! :)

      Usuń
  4. Charlotte Lauderdale14 marca 2014 19:33

    Nareszcie ! :D Dobry rozdział i już nie mogę się doczekać następnego C:

    OdpowiedzUsuń
  5. Super ^^ bardzo mi się podoba :d fajnie się u ciebie wszystko rozkręca. Powoli i ciekawie :) bardzo mi się podoba i z niecierpliwością wyczekuje kolejnego rozdziału :))
    Pozdrawiam
    Nicole Fallen :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Yyy nie komentowałam poprzednich ale tak miło mi się czytało że nie mogłam :) To opowiadanie rzeczywiście jest nieprzywidywalne i takie... niespotykane :) Czekam na nn
    Pozdrawiam,
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyszedł Ci bardzo dobrze :) wreszcie pojawiają się wyraźne oznaki uczuć ze strony Hermiony, to dobrze. Draco jest słodki z tym swoim zaangażowaniem.

    OdpowiedzUsuń