"Nowa skrytka cz.1"
Z uśmiechem
na ustach, Hermiona odłożyła książkę „Magiczne Zwierzęta Leśne” i spojrzała w
stronę okna. Już niedługo zamek wypełni gwar rozmów i ciepło przywitań. Mimo że
kochała samotność, w te ferie wyjątkowo jej doskwierała.
Zrobiła już pracę domową z każdego przedmiotu – nawet ten piekielnie długi esej dla McGonagall, przeczytała jeszcze raz podręcznik do Transmutacji i poprzeglądała wszystkie notatki, które sporządzała na lekcjach Binsa. Grenger bez wątpienia była przygotowana do nauki i czuła przyjemną ekscytację na samą myśl o niej. W końcu będzie mogła wrócić do swojej rutyny – ta myśl napawała ją wielką radością.
Zrobiła już pracę domową z każdego przedmiotu – nawet ten piekielnie długi esej dla McGonagall, przeczytała jeszcze raz podręcznik do Transmutacji i poprzeglądała wszystkie notatki, które sporządzała na lekcjach Binsa. Grenger bez wątpienia była przygotowana do nauki i czuła przyjemną ekscytację na samą myśl o niej. W końcu będzie mogła wrócić do swojej rutyny – ta myśl napawała ją wielką radością.
Przez chwilę
zastanowiła się, czy naprawdę wszystko wróci do normy. Bądź co bądź, wiele się
ostatnio zdarzyło i była pewna, że na pewno będzie miało to wpływ na jej przyszłość.
Jej myśli
wróciły szybko do Anielskiego Zegarka. Jej ręka odruchowo podążyła do szyi,
lecz nie było go tam. Wciąż zapominała, że został przez nią schowany w bardzo
nietypowym miejscu. Brakowało jej tego ciężaru magicznego przedmiotu. To
śmieszne, ale w ciągu tak krótkiego czasu, zdążyła się przywiązać do Zegarka z
taką siłą, że nie mogła przestać o nim myśleć. Bała się, że ktoś go znajdzie i
zabierze dla siebie. Po nocach śnił jej się dziwny sen, który jak na razie
opierał się na długiej gonitwie. Za każdym razem biegła przez las, kiedy za jej
plecami słyszała rzężący głos goniącego ją mężczyznę.
Wyrwała się
z tych ponurych myśli i spojrzała na wiszący na ścianie zegar : było już bardzo
późno, uczniowie powinni już się zjawić. Poczuła jak mimowolnie się do siebie uśmiecha:
w końcu Harry i Ron wrócą do Hogwartu, do domu, do niej. Ciężko sobie nawet
wyobrazić jak bardzo za nimi tęskniła i ile ma im do opowiedzenia. Nagle coś
ścisnęło jej serce : nie może im opowiedzieć wszystkiego. Tak bardzo
chciałaby skończyć z tymi wszystkimi tajemnicami, ale miała świadomość, że jest
Powiernikiem Tajemnicy i musi jej strzec, nawet jeśli oznaczałoby to
okłamywanie przyjaciół. Przez to wszystko zrobiło jej się niedobrze, więc
wstała i zaczęła spacerować od ściany do ściany.
Harry nigdy
by cię nie okłamał.
Mówi ci
wszystko.
Nawet jeśli
nie może...
Już miała
wyjść z Pokoju Wspólnego, kiedy coś rzuciło jej się w oczy. Zdziwiona Gryfonka podbiegła
pod okno i nie wierzyła swoim oczom. Strach ogarnął całe jej ciało, w każdym
milimetrze, a w jej głowie majaczyły różne sceny.
Hermiona cofnęła
się o kilka kroków i nagle zachłysnęła się powietrzem i upadła. Tak dobrze
znała to uczucie. Nie chciała patrzeć na ramię i przecież wiedziała, czego się
spodziewać.
Kolejnej
litery.
Usłyszała
dziwne głosy dochodzące gdzieś obok niej. Nie rozróżniała słów, ale miała tą
dziwną pewność, że te słowa skierowane są właśnie do niej.
Hermionie
zajęło jeszcze kilka dodatkowych minut, żeby otworzyć oczy, ale gdy to w końcu
zrobiła, zobaczyła nachylającego się nad nią Rona.
-Hej, Harry.
Myślę, że ona się budzi! - krzyknął Weasley.
Potter
usiadł gdzieś obok jej ramienia i również nachylił się, żeby sprawdzić co się
dzieje. Zmrużyła oczy, gdy zobaczyła jego twarz. Włosy miał porozrzucane w
nieładzie po całym czole, tak że zasłaniały prawie całą bliznę w kształcie
pioruna. Jego zielone oczy uważnie ją lustrowały.
-Hermiono,
co się stało? Zaraz zawołamy jakiegoś nauczyciela...
-Nie-
ożywiła się nagle Gryfonka.
Próbowała
wstać, więc chłopcy pomogli jej i usadzili na fotelu. W Pokoju Wspólnym nie
było nikogo, oprócz tej trójki. Granger zaczęła przypominać sobie wszystkie
zdarzenia sprzed omdlenia i skoczyła szybko do okna.
Mroczny Znak
wciąż widniał na niebie.
Gdy
odwróciła się do Rona i Harry'ego, odpowiedzieli jej spojrzeniem, które
oznaczało, że wiedzą o co chodzi. Z zachrypniętym gardłem, zapytała:
-Co się
stało? Kto został… zabity? W Zakazanym Lesie?
Ron usiadł
na fotelu obok kominka, więc poszli jego śladem. Harry przejechał ręką po
włosach i lekko się skrzywił jakby coś go bolało. W końcu zaczął mówić
spokojnym głosem:
-Wróciliśmy całkiem
niedawno. Gdy wysiedliśmy z pociągu, Hagrid powiedział, że wszyscy muszą jak
najszybciej znaleźć się w Hogwarcie. Revis został zabity i znaleziony w
Zakazanym Lesie. Musiał to zrobić któryś ze Śmierciożerców, ale nikogo nie
udało się znaleźć. Kiedy dotarliśmy do zamku, od razu zobaczyłem, że nie ma cię
w Wielkiej Sali, więc razem z Ronem wymknęliśmy się, żeby sprawdzić co się
dzieje. Znaleźliśmy cię leżącą pod oknem przed kilkoma minutami… Myślisz, że
wszystko ok?
Z natłoku
informacji zapomniałam o kolejnej literze na ramieniu. Nie chciałam o tym
wspominać, więc tylko pokiwałam głową.
Revis zabity. Wróg Malfoya zabity. Nie mógł
zrobić tego Ślizgon. Poza tym, on nie jest Śmierciożercą. Przynajmniej tak
twierdzi, a na jego ramieniu brak śladu. Tak więc kto...?
-Wszystkie
drzwi pozamykane, jest jakiś stan wyjątkowy czy coś takiego. Przypomina mi to
trochę czas, kiedy to Syriusz kręcił się wokół Hogwartu - powiedział Ron, po
czym ugryzł się w język.
Harry
uśmiechnął się - a może to był jakiś grymas?
-Przepraszam
stary - mruknął.
Zanim Harry
coś odpowiedział, Hermiona zarzuciła ręce na szyje obu chłopaków i przytuliła
ich do siebie.
-Tak się
cieszę, że już wróciliście. Naprawdę mi was brakowało.
-Jesteś
pewna, że wszystko w porządku ? - zapytał Harry, a dziewczyna pokiwała znów
głową.
Razem zeszli
do Wielkiej Sali i przez cały ten czas Potter nie spuszczał z niej oczu. Nie
była do końca pewna, o co mu chodzi, ale starała się to za wszelką cenę
ignorować.
Gdy tylko
zobaczyła Ginny, na jej twarzy pojawił się radosny uśmiech i przytuliła się do
przyjaciółki. Nie mogła nie zauważyć dziwnego spojrzenia, jakie posłała jej
Weasleyówna.
Co się z
nimi wszystkimi dzieje? Czyżby coś podejrzewali ? Definitywnie powinna
powiedzieć o wszystkim Harry'emu i Ronowi, ale... bała się. Postanowiła, że gdy
tylko spotka Malfoya, koniecznie porozmawia z nim na ten temat. Nagle
poirytowała się jeszcze bardziej. „Jestem Hermiona Jane Granger-pomyślała-nie
muszę pytać nikogo o zdanie. A zwłaszcza Malfoya.”
Od jakiegoś
czasu zbyt wiele było go w jej życiu i nie mogła tego znieść.
Cokolwiek by się nie stało, zaraz on pojawiał się znikąd i sprawiał, że
wszystko mieszało jej się w głowie. Na myśl o ostatnim razie, gdy go widziała,
poczuła, że na policzki wpełza jej wstydliwa czerwień. To naprawdę wyrwało jej
się spod kontroli. Nie mogła zwalczyć tego uczucia, które podpowiadało jej, że
tak naprawdę... w tamtej chwili była szczęśliwa. Ścisnęła mocniej widelec i gdy
Ron spojrzał na nią zdziwiony, odłożyła go, zapewniając, że nie ma już ochoty
na jedzenie.
Serce
dudniło jej jak oszalałe. Może to przez kolejną literę na jej ramieniu?
To pewnie jakaś choroba. Na pewno jest chora. Czuła nawet, że zna nazwę tej
choroby. Nie chciała jej wymówić nawet w myślach. Powtarzała natomiast:
"Głupia, głupia, głupia, głupia, głupia, głupia, głupia".
Podczas
kolacji, starała się nie patrzeć w stronę stołu Ślizgonów, jakby to było
nielegalne lub przynajmniej niepożądane, ale gdy wychodzili, rzuciła szybko
okiem. Nigdzie nie było widać Malfoya. To nie wróży zbyt dobrze.
Słuchała
więc, jak Ron opowiadał im o świętach w Norze, jak to bliźniacy dosypali mu czegoś
do puddingu i potem biegał cały fioletowy po domu, a oni przyznali się do tego,
twierdząc, że jedynie testowali nowy produkt.
-… I ja
mówię im wtedy „ Tak? Jaki produkt na mnie testowaliście?” A oni, że „ Masz
szczęście Ron. Ten cudowny proszek miał sprawić, że będziesz wymiotować przez
czterdzieści osiem godzin bez przerwy. Na szczęście i nieszczęście nie
zadziałał.”
Siedzieli
razem tak do późnej nocy. W końcu jednak, Hermiona i jej głos rozsądku,
namówiły wszystkich by poszli spać. Jutro czeka ich nowy, piękny dzień z
mnóstwem nowych przygód i nauki !
To ostatnie
nie bardzo spodobało się Ronowi i Harry’emu, ale dziewczyna zignorowała ich
jęki.
Hermiona nie
poszła od razu spać. Razem z Ginny siedziały obok łóżek i rozmawiały
przyciszonymi głosami do trzeciej w nocy. W końcu Weasley porzuciła temat świąt
i stwierdziła:
-Coś jest
nie tak.
Hermiona
spojrzała na nią zaskoczona, a jej brwi uniosły się wysoko. Ruda odwróciła
wzrok – zawsze była taka nieśmiała…
-Co masz na
myśli?
Ginny przez
dłuższy czas nie odpowiadała. W końcu zdobyła się na ciche prychnięcie i
wstała.
-Na początku
udawałam, że mi to nie przeszkadza, ale... kurczę, naprawdę mi to przeszkadza.
Nie tylko dlatego, że jest kim jest, ale dlatego, że jestem pewna, że cię
skrzywdzi. Jestem twoją przyjaciółką i powinnam cię chronić!
-Nie bardzo
wiem, o co ci chodzi - zaperzyła się Granger.
Weasley przystanęła
i obrzuciła przyjaciółkę dziwnym spojrzeniem, a na jej policzkach pojawił się
rumieniec.
-Hermiona
jaką znam jest mądra i nie daje się wciągnąć w jakieś dziwne układy. - Granger
chciała już coś wtrącić, ale ta machnęła na nią ręką.-Ty natomiast kręcisz z
Malfoyem.
-Bzdura -
odparła od razu dziewczyna.
-Nie waż się
mnie okłamywać, Hermiono ! - ostrzegła Ginny.
Granger nie
bardzo wiedziała jak na to zareagować, więc prychnęła tylko głośno i
powiedziała:
-Nie wiesz
co się teraz dzieje, a ja nie zamierzam się zwierzać. Wiedz jednak, że nie
kręcę z Malfoyem.
-Bardzo mi
przykro, że znowu mnie okłamujesz.
-Ginny...
Zanim
jednak zdążyła coś powiedzieć, Weasley wyszła. Hermiona siedziała jeszcze przez
jakiś czas na podłodze, oniemiała od słów, które przed chwilą usłyszała. Nagle
wezbrała w nie taka złość, a w głowie przelatywały myśli:
"nienawidzę go ! ".
Taka była
prawda? Kogo tu oszukiwać. Nic, co poczuła… tamtego razu w Pokoju Wspólnym nie
było prawdziwe. To tylko złudzenie, głupie, dziewczyńskie hormony. Jak mogła w
jednej chwili być przy nim szczęśliwa, a w drugiej nienawidzić go z całego
serca, tak jak teraz.
Następnego
dnia wszystko wróciło do normy. Wszystko tylko nie Ginny. Przyjaciółka wciąż
miała za złe Hermionie ich ostatnią kłótnie i tylko łypała na nią wściekle.
Najgorsza
okazała się przerwa przed eliksirami. Razem z Harrym schodzili właśnie do
lochów, gdy nagle zobaczyła go. Stał pod parapetem wielkiej okiennicy z
Astorią, której twarz znajdowała się kilka centymetrów od niego. Nie dosłyszała
co mówili, ale potem zobaczyła jak Malfoy się uśmiecha i całuje dziewczynę w
czoło tak czule, że Hermionie zachciało się wymiotować.
-Coś się
stało ? -zapytał Harry.
-Nic,
zupełnie nic - odparła, po czym poszli dalej.
Dziewczyna
miała nadzieję, że jej nie zauważył. A może - niech ją zauważy i patrzy jak
obojętnie obok niego przeszła.
Zaraz, co
się ze mną dzieje - pomyślała.
Na
eliksirach było wiele pracy i Hermiona przyjęła to z ulgą. Mogła w końcu zająć
się czymś, co może nie wychodzi jej zbyt dobrze, ale na pewno odciąga myślami
od innych spraw.
Kiedy miała
podejść do stolika ze swoim wywarem, stało się coś niesamowitego. Gdzieś za
sobą usłyszała, jak ktoś ją woła i wykonała gwałtowny obrót w prawo. Tym samym
wpadła z całym impetem na Pansy, której wywar oblał całą jej szatę.
W jednym
momencie cała klasa spojrzała na nią i zaczęła się śmiać. To nie był wypadek.
Nie musiała nawet pytać, kto to wymyślić. Kątem oka zauważyła, że wszyscy
Ślizgoni aż trzęsą się ze śmiechu, a on patrzy na to ze stoickim spokojem.
Jej szata
cuchnęła paskudnie i... o zgrozo, wywar zaczął wyżerać materiał ! To na pewno
nie był eliksir na Małomówność.
Slughorn
podbiegł do niej i spojrzał na szatę zdziwiony.
-Panno
Granger...
-Czy mogę
pójść się przebrać? - powiedziała Hermiona z godnością.
-A-ależ
oczywiście...
Zobaczyła,
że Harry posyła jej współczujące spojrzenie, więc uśmiechnęła się lekko. Nic
nie obchodzą ją te głupie żarty. To dziecinada.
Jestem Hermiona Granger, nie robię z siebie
pośmiewiska.
Było już
bardzo późno w nocy, kiedy w końcu postanowiła pójść spać. Uczyła się. Nie to,
żeby specjalnie musiała, ale nie miała pojęcia co ze sobą zrobić. A w takich
momentach to był najlepszy sposób na zwalczenie nadmiaru czasu i bezsenności.
Nagle
zrozumiała dlaczego nie chce iść spać : to Zegarek. Nie zdawała sobie z tego
sprawy, ale ciągle o nim myślała.
Postanowiła
więc, że pójdzie sprawdzić, czy na pewno jest bezpieczny w swojej kryjówce.
Najciszej jak tylko potrafiła, nałożyła spodnie i cienki sweterek, po czym na
palcach wyszła z dormitorium.
Na dole nie
było nikogo, więc trochę pewniej przeszła przez dziurę pod portretem. Jej oczy
przyzwyczaiły się do panującej wszędzie ciemności, więc ruszyła w drogę.
Serce
dudniło jej głośno i zastanawiała się, czy przypadkiem to jej nie wyda.
Wiedziała, że Filch poszedł dzisiaj szybko spać, gdyż był bardzo zmęczony sprzątaniem
po pierwszoroczniakach, którzy postanowili przetestować w szkole nowe produkty
bliźniaków. Z uśmiechem przypomniała sobie, jak Filch chodził po korytarzu,
zamiatając podłogę i mrucząc:
-Weasley.
Weasley. Wpędzą mnie ci rudzielce do grobu.
Istniała też
możliwość, że wpadnie na szaloną Kotkę Filcha, ale miała to dziwne przeczucie,
że dzisiaj nikt nie wejdzie jej w drogę.
Jakże się
myliła.
Stał przed
Tym Miejscem, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się na jej widok.
-No, Granger…
Spodziewałem się ciebie wcześniej, ale lepiej późno niż wcale.
Stała wpatrzona
w niego i nie miała pojęcia co odpowiedzieć. Skąd znał jej skrytkę? Złość
kipiała z niej na wszystkie strony, ale spokojnie odparła:
-To chyba
mój życiowy cel – rujnowanie oczekiwań.
Zignorował
tą uwagę.
-Musimy
przenieść Anielski Zegarek. Nie jest już bezpieczny w Hogwarcie. Nawet w twojej
całkiem sprytnie wymyślonej kryjówce.
-Nie jest
bezpieczny? Dlaczego?
Podszedł do
niej o krok i zmierzył ją wzrokiem. Światło księżyca odbijało się w jego oczach
i dziewczyna poczuła, że dostała gęsiej skórki.
-Zadajesz
stanowczo za dużo pytań. Tylko ty możesz wyjąć Anielski Zegarek, więc zrób to.
A potem albo mi go dasz, albo sam sobie go wezmę. Muszę go przenieść w inne
miejsce i to szybko, Granger, więc nie utrudniaj mi tego.
-A co jak
spróbuje?
Zaśmiał się –
jego białe zęby wręcz jarzyły w ciemnościach.
-Poznasz
wtedy niemiłe konsekwencje swoich czynów.
Przez
dłuższą chwilę mierzyli się spojrzeniami. Nie miała ochoty mu go dać – nie dlatego,
że bała się o los Zegarka, ale … po prostu nie chciała dać mu tej satysfakcji.
W końcu westchnęła cicho i minęła go bez słowa.
Przed nią w
mroku stał rząd takich samych zbroi – wszystkie były identyczne, nie różniły
się nawet szczegółem. Gdy zbliżyła się o drobinę bardziej, nagle zbroje
powstały i wyciągnęły przed siebie swoje miecze. Bardzo dobrze znała to
zaklęcie – było dość proste, ale jakże skuteczne.
Podeszła
jeszcze bliżej i wyszeptała:
- Neverisco!
Zbroje
schowały swoje miecze i dwie z nich rozsunęły się, ukazując Hermionie drogę.
Jeśli podeszłaby do nich inna osoba niż Hermiona, zbroje zapewne nadziałyby
intruza na swoje miecze, broniąc skrytki.
Podeszła do
ściany i trzy razy stuknęła w zapamiętane cegły. Szybko odskoczyły i zawisły w
powietrzu gdzieś obok jej głowy. Z kolejnym cichym westchnieniem wyciągnęła Anielski
Zegarek i ściskając go w dłoni, pozwoliła cegłom i zbrojom ustawić się w
odpowiednie miejsce. Odwróciła się i zirytowana rzuciła wzrokiem na Malfoya.
Tym razem na
jego twarzy zawitała śmiertelna powaga. Dziewczyna zlękła się nieznacznie.
-Gdzie
chcesz go przenieść? – zapytała wręcz szeptem.
Wyciągnął bladą
dłoń w jej stronę. Przez chwilę wahała się – dlaczego miałaby mu zaufać?
Targało nią tyle wątpliwości…
Cofnęła się
kilka kroków.
-Chcę iść z
tobą.
-Nie ma mowy
– odparł szybko, lodowatym tonem.
-Jestem
Powiernikiem Tajemnicy, Malfoy. Muszę go pilnować.
Granger
widziała jak mocno zaciska pięść, ale nie skomentowała tego. Widać było, że się
wścieka, choć nie potrafiła zrozumieć dlaczego.
-Dobrze, ale
ustalmy kilka reguł – wycedził po chwili, zbliżając się niebezpiecznie blisko. -
Masz być cicho, masz się mnie pilnować i
z całą pewnością masz zapomnieć o miejscu, do którego cię zaprowadzę.
Rozumiesz, Granger?
-Tak.
Nie wiedziała, że idą na dwór, więc bardzo ją zdziwiło, gdy Malfoy zaprowadził ją pod jedno z ukrytych przejść. Nie powiedziała jednak nic - szła tylko za nim, krok w krok.
On również nie wypowiedział ani jednego słowa, ale widać było, że jest zły. Hermiona nie wiedziała, co takiego mu zrobiła, ale nie miała wtedy czasu na roztrząsanie tych głupot.
Dotknęła Anielskiego Zegarka, który idealnie pasował do zgłębienia w jej szyi. Poczuła wibrującą moc przechodzącą przez jej palce i uświadomiła sobie, jak wielką moc ma teraz przy sobie.
-Malfoy?
-Hmm? - mruknął.
-Dlaczego zabieramy Anielski Zegarek poza zamek? W końcu Hogwart to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi...
-Znam lepsze i to całkiem blisko.
-W Zakazanym Lesie?
Widziała jak przewraca oczami.
-Nie do końca.
-Co masz na myśli?
-Czy tobie nie zamykają się usta?
Rozgniewała go, ale nic jej to nie obchodziło.
-Powiesz mi w końcu gdzie idziemy?
-Zaraz zobaczysz.
Nagle przed nimi pojawiły się schody i Hermiona poczuła dreszczyk napięcia. W jakim dokładnie miejscu się znajdą, gdy wyjdą na powierzchnie ? Czy to będzie gdzieś za lasem albo...?
Malfoy wyciągnął różdżkę w pogotowiu i poszedł pierwszy. Podniósł klapę i szybkim ruchem wydostał się na zewnątrz. Hermiona miała trochę więcej trudności, ale w końcu również pojawiły się na górze.
-Jezioro ? Poważnie?
Granger odwróciła się i spojrzała na zamek skąpany w mgle. Zadrżała od podmuchu wiatru.
-No i co teraz?
-Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam zanurkować.
Hermiona zaśmiała się głośno. Ze zdumieniem zauważyła, że Mafoy rozpina koszulę, a na jego twarzy również pojawia się uśmieszek.
-Żartujesz, Malfoy. Powiedz, że żartujesz!
Podniósł na nią wzrok i w jego oczach dostrzegła coś dziwnego - jakby wyzwanie. Problem polegał na tym, że jej zdolności pływackie są dość... słabe. Kiedyś chodziła razem z tatą na mugolski basen i szło jej całkiem dobrze, ale kiedy to było ! Nie pływała już od bardzo dawna.
-Ty zostaniesz tutaj - powiedział krótko i stanowczo.
-I co? Zamierzasz po prostu rzucić Anielski Zegarek na dno ?
Jego koszulka wylądowała na trawie obok niego, a on mimo zimna rozpinał spodnie.
-No, nie spodziewałem się, że dojdzie tego, że będę się przed tobą rozbierał... - zaśmiał się cicho.- Zawarłem pakt z trytonami.
-I ufasz im ?
Jego spodnie wylądowały obok koszulki.
-Nie, nie ufam im. Ale na szczęście muszą za wszelką cenę chronić Anielski Zegarek. Taka była umowa.
-Jaka umowa?
Skarpetki poleciały gdzieś obok spodni.
-To nie jest teraz ważne.
Patrzyła przez chwilę jak stoi przed nią i nagle zrozumiała, że jest półnagi. Odwróciła wzrok, a on zaśmiał się z niej :
-Granger, zawstydziłaś się?
-Nie będę odpowiadać na głupie zaczepki - warknęła.
-No dobra, daj mi zegarek.
Spojrzała mu w oczy. Była w nich jakaś dziwna determinacja, ale też i spokój. Jakby wiedział, że wszystko pójdzie dobrze.
-Będziesz stała na czatach. Jakby coś się działo, wystrzelisz smugę czerwonego światła w wodę. Będę wiedział o co chodzi.
Wciąż mu go nie dała. Pokręcił głową z niedowierzaniem i uśmiechnął się krzywo.
-To ja tu stoję, praktycznie nagi, a ty nagle rozpoczynasz walkę z samą sobą : chcę mu dać zegarek czy nie chcę ?
Cisza.
-GRANGER!
-Dobrze, już. Nie krzycz na mnie.
Hermiona powoli zdjęła z szyi urządzenie i podała mu. Jego dłoń była lodowata i nagle dziewczyna wyobraziła sobie jak bardzo zimna jest woda. Jak bardzo jest niebezpieczna...
Chłopak zacisnął rękę na zegarku. W jego postawie widziała pewność siebie. Tą jego typową pewność siebie.
Nagle zrozumiała, że to nie o zegarek tak bardzo się bała, ale o niego. O durnego Malfoya! Jeszcze kilka godzin temu, sama wepchnęłaby go do wody, modląc się by z niej nie wypłynął.
Wymienili krótkie spojrzenia, po czym Granger mruknęła:
-Uważaj na siebie.
***
Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział pisałam go sporo czasu i włożyłam wiele pracy.
Ale tak jak zwykle, czuję że mogłabym napisać go lepiej... :) Tak czy inaczej, chętnie poczytam wasze opinie!
Druga część jest już napisana, muszę ją jedynie poprawić, więc obserwujcie blog przez kilka dni - na pewno niedługo ją opublikuję Jak myślicie : co się wydarzy? Piszcie swoje przypuszczenia w
komentarzach, zobaczymy czy ktoś zgadnie !
Pozdrawiam serdecznie
Mój mózg ledwo rejestrował tekst ale przeczytalam do konca i po przeczytaniu stwierdzam że rodział jest genialny :-)
OdpowiedzUsuńAaaaaaaaaa!
OdpowiedzUsuńTego mi właśnie było trzeba. Strasznie jestem ciekawa, co się teraz stanie.
Cudo po prostu <3
Pozdrawiam, em.
Całę opowiadanie przeczytałam w jedno popołudnie, no i to jest to czego szukałam! Szukając opowiadań o tym parring'u wszystkie były takie zbyt przewidywalne, oddalone od wcześniejszych zdarzeń z życia czarodziei. Ty jednak piszesz inaczej, podziwiam, bo świetne jest to co robisz. Nie męczę sie przy czytaniu, wprawia mnie w zachwyt każda scena i emocja jaką przekazujesz. jedynym mankamentem jest trochę za jasny kolor liter, bardzo męczą się oczy po dłuższej chwili czytania. Mam nadzieje, że rozdział pojawi się niedługo, będę niecierpliwie czekać. Ciekawią mnie kolejne losy Hermiony i Draco, myślę, że tym razem to on będzie mieć kłopoty i dziewczyna będzie musiała zanurkować w czarną toń by ratować zegarek i życie Malfoy'a. Jestem pewna, że rozdział będzie świetny! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńxx
Bardzo dziękuję :) Ha! - jednak jestem trochę przewidywalna, muszę przyznać, że zgadłaś co do przyszłego rozdziału. Tak czy inaczej, zapraszam niedługo ! :)
UsuńNareszcie ! :D Dobry rozdział i już nie mogę się doczekać następnego C:
OdpowiedzUsuńSuper ^^ bardzo mi się podoba :d fajnie się u ciebie wszystko rozkręca. Powoli i ciekawie :) bardzo mi się podoba i z niecierpliwością wyczekuje kolejnego rozdziału :))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Nicole Fallen :)
Yyy nie komentowałam poprzednich ale tak miło mi się czytało że nie mogłam :) To opowiadanie rzeczywiście jest nieprzywidywalne i takie... niespotykane :) Czekam na nn
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Alice
Wyszedł Ci bardzo dobrze :) wreszcie pojawiają się wyraźne oznaki uczuć ze strony Hermiony, to dobrze. Draco jest słodki z tym swoim zaangażowaniem.
OdpowiedzUsuń