środa, 22 maja 2013

Rozdział 2

"Pierwszy patrol"


Hermiona nie mogła długo zasnąć tej nocy. Po głowie wciąż krążyły jej słowa Malfoya. Próbowała je odgonić, myśleć o czymś innym, ale i tak powracały.
Sposób w jaki wypowiadał jej nazwisko... Granger. Przeciągał „r” i w niesamowicie złośliwy sposób, sprawił, że zabrzmiało to niemal jak obraza.
Co z nim było nie tak ? -myślała zasypiając.
Następnego dnia wstała bardzo wcześnie i usiadła na parapecie. Zaczęła przyglądać się pięknemu słońcu, które rzucało pierwsze promienie na błonie.
Hogwart.
Była taka szczęśliwa, że w końcu tu wróciła. Rozpromieniona złapała za szaty i pobiegła się przebrać.
Była jedną z pierwszych osób w Wielkiej Sali. Wzięła do ręki notes i zaczęła bazgrać jakieś notatki, czytając „Przez wieki z czarownicami”.
Nagle poczuła, że ktoś jej się przygląda. Powoli uniosła wzrok i rozejrzała się dookoła. Przy stole Ślizgonów, siedział ciemnowłosy chłopak. Miał bardzo wyraziste zielone oczy i uwydatnione kości policzkowe.
Na policzku miał cienką, bladą bliznę, która wzbudziła w niej dreszcze. Wróciła wzrokiem do książki i zaczęła wertować strony. Sięgnęła ręką do szklanki, w której była woda i już miała upić łyk, kiedy ktoś wybił jej szklankę, a ta upadła na ziemię i pobiła się. Zaskoczona odskoczyła od chłopaka, gdyż zauważyła, że to ten sam Ślizgon, który jej się przed chwilą przyglądał.
-Co ty wyprawiasz? - zapytała nieco niegrzecznie.
Chłopak jednak uśmiechnął się krzywo i powiedział powoli :
-Przepraszam.
Obrócił się na pięcie i odszedł. Hermiona zamarła ze zdziwienia. W końcu ocknęła się i wyciągnęła różdżkę.
-Reparo ! - szepnęła w stronę odłamków szkła.

Kiedy w końcu do Wielkiej Sali przyszli Harry z Ronem, Hermiona stwierdziła, że musi koniecznie odwiedzić bibliotekę. Zostawiła lekko zdezorientowanych przyjaciół przy stole i sama wybiegła z sali. Na korytarzu złapała ją jednak profesor McGonagall.
-Panno Granger ! Mam do pani sprawę.
Hermiona przystanęła zaciekawiona i spojrzała na srogą nauczycielkę.
-Wiem, że to dopiero pierwszy dzień, ale muszę ci przypomnieć o obowiązkach prefekta. Zostałaś w tym roku przydzielona do obchodów na drugim piętrze. Będziesz miała towarzystwo – wydaje mi się, że również tam została przydzielona panna Parkinson.
-Świetnie -mruknęła ledwo dosłyszalnie Hermiona.
McGonagall spojrzała na nią karcąco, ale dziewczyna pokiwała głową i powiedziała:
-Oczywiście, profesor McGonagall.
-O 20 na drugim piętrze. Proszę plan, panno Granger.
Hermiona przyjęła plan lekcji i odeszła od nauczycielki.
Świetnie. O niczym innym nie marzyła jak o patrolowaniu korytarzy z Pansy Parkinson. Drugą, po Malfoyu, najgorszą osobą w tym zamku.
Na chwilę zajrzała do biblioteki, a potem podbiegła do dormitorium, żeby zabrać potrzebne książki. Dzisiaj miała dwie lekcje eliksirów, historię, OPCM i zielarstwo. Była szczerze zaciekawiona faktem, iż w końcu Snape objął stanowisko nauczyciela OPCM.
Wiedziała jednak, że dzięki temu, jej oceny jeszcze bardziej się pogorszą. Snape jej nienawidził – może nie tak bardzo jak Harry'ego, ale również zawsze robił jej na złość.
-Zgadnij kto to – usłyszała czyjś głos.
Ktoś zasłonił jej oczy. Poczuła charakterystyczny truskawkowy zapach, a przed oczami mignęły jej rude włosy.
-Hmm... Crabbe?
-SŁUCHAM ? -krzyknęła.
Oczywiście wiedziałam, że to Ginny. Przyjaciółka zabrała ręce i pociągnęła mnie za sobą.
-Wiesz, że masz minutę, żeby dotrzeć do klasy Binsa? - zapytała.
-Skąd wiesz, że mam teraz Historię?
Ginny prychnęła.
-Widziałam Rona.
Weasley podprowadziła Hermionę pod klasę i mruknęła.
-Uuu, uważaj bo na tego typa z przodu.
Granger odwróciła się i zrozumiała o co chodzi przyjaciółce. Gdzieś w kącie siedział Malfoy i pisał coś na jakiejś kartce. Kiedy zauważył, że mu się przyglądają wstał i podszedł do nich.
-Jakiś problem?
Ginny zmierzyła go krytycznym spojrzeniem.
-Z tobą ? Zawsze.
Malfoy uśmiechnął się kpiarsko i schował kartkę do torby.
-Jakaś ty się Weasley pyskata zrobiła. Kto by pomyślał? Może powinnaś uważać na to co mówisz... Szczególnie, gdy twój ojciec może wylecieć z Ministerstwa.
-Nie słuchaj go- powiedziała Hermiona i chciała odejść.
-Nie wierzysz w to, Granger? Czy może chcesz oszczędzić temu rudzielcowi przykrości? W obu przypadkach robisz źle... bo wiedz, że nie odpuszczę tego co zrobiliście mojemu ojcu - warknął.
Iskry z jego oczu, atakowały Hermionę.
-Szlamy nie powinny skakać do ludzi...
-Lepiej urodzonych? - przerwała mu Hermiona. - Bo chyba nie miałeś zamiaru powiedzieć „lepszych”? Jesteś nikim, Malfoy i nie masz prawa nam grozić.
Wyminęła go i weszła do klasy. Profesor Bins spojrzał na nią zaskoczony i zapytał:
-O której zaczyna się lekcja, panno Greger ?
-Granger. Wiem, profesorze. Przepraszam. Mogę usiąść?
Duch wydawał się być zbity z tropu, ale pokiwał głową i wrócił do swoich notatek. Harry spojrzał na przyjaciółkę i szepnął:
-Gdzie byłaś ? Nigdy się nie spóźniasz...
Hermiona ociągała się z odpowiedzią.
-Spotkałam Ginny i jakoś tak wyszło...
W pewnym sensie była to prawda, ale Gryfonka i tak czuła się okropnie, że nie wyjawia wszystkiego Harry'emu. Ron siedział nieopodal i z otwartą buzią patrzył na Lavender Brown. Hermiona poczuła się lekko dotknięta, że nawet nie zauważył jej przybycia, więc z cichym prychnięciem, odwróciła się i udawała, że słucha profesora Binsa.
Lekcje minęły w miarę bezproblemowo. McGonagall jak zwykle straszyła ich egzaminami i ostrzegała, że w tym roku będzie dużo trudnego materiału. Hermiona przez wakacje zdążyła zapoznać się z książkami do szóstej klasy, więc wiedziała czego się spodziewać.
Na lekcji profesora Slughorna było dużo pracy, gdyż ważyli niezwykle trudne eliksiry. Zaskakujące było to, jak dobrze poradził sobie Harry. Hermiona oczywiście cieszyła się, że wygrał ich mały konkurs, ale i tak poczuła, że coś jest w tym nie tak.
Wieczorem wyruszyła na umówione miejsce, gdzie razem z Pansy miała patrolować korytarze. Gdy doszła na drugie piętro, rozejrzała się dokoła. Pansy nigdzie nie było, natomiast o jedną ze ścian przy jakiś drzwiach, opierał się Draco Malfoy.
Hermiona zmierzyła go nienawistnym spojrzeniem i dumnie unosząc brodę, zapytała:
-Co ty tu robisz, Malfoy?
-Stoję.
Hermiona prychnęła:
-Jesteś nadzwyczaj błyskotliwy.
-To chyba nazywa się „cechą Malfoyów”.
-Gdzie Parkinson ?
Malfoy wzruszył ramionami i powiedział:
-Snape przydzielił ją gdzieś indziej. Chyba na złość McGonagall... Więc jesteś skazana na mnie.
-Co ? - zapytała głupio.
Malfoy uśmiechnął się szelmowsko i mruknął:
-Wiem, Granger. Będą kupować mi kwiaty z wyrazem współczucia.
-Niby czemu?
-Nawet patrol korytarzy z tobą musi byś cholernie beznadziejny.
Hermiona poczerwieniała ze złości, ale w głowie powtarzała sobie, żeby nie dać się sprowokować.
-Uwierz, dla mnie też nie będzie to miła część dnia.
Malfoy ziewnął, udając znudzonego.
-O nie, już zaczęłaś przynudzać. Skończymy to ? Chciałbym jak najszybciej sobie stąd iść.
Hermiona miała się odciąć, ale zrezygnowała i kiwnęła głową. Szli razem korytarzem i nie odzywali się do siebie. Dziewczyna zerknęła przelotnie na Ślizgona.
Miał na sobie białą koszulę, lekko poluzowany krawat i ciemne spodnie. Ale wszystko to świetnie ze sobą wyglądało. Był cały blady i miał sińce pod oczami. Wyglądał na chorego, chociaż tak się nie zachowywał.
Mieli przejść przez całe drugie piętro 4 razy, sprawdzić czy klasy są pozamykane i czy wszystko jest w najlepszym porządku. Widać było, że Hermionie zależy na jak najszybszym zakończeniu patrolu. Chciała uciec od znienawidzonego Ślizgona.
Nagle zauważyła, że ktoś szybko biegnie w ich stronę. Byli to Dean i Seamus i trzymali coś w rękach. Krzyczeli coś głośno, ale dziewczyna nie mogła zrozumieć o co im chodzi. W końcu wypuścili coś z rąk i uciekli pośpiesznie. Hermiona zdołała tylko spojrzeć na małe zawiniątko, kiedy eksplodowało małymi fajerwerkami. Pudełko zaczęło mocno wybuchać- coś poszło nie tak. Nagle dziewczynę odrzuciło do tyłu i uderzyła głową o podłogę. Nie wiedziała co się dzieje, a przed oczami widziała tylko czarne plamy.
Usłyszała głośny huk, poczuła zapach dymu i zdezorientowana starała się podnieść. W końcu fajerwerki ucichły i Hermiona otworzyła oczy. Leżała na ziemi, a nad nią stał Malfoy.
-Co ty wyprawiasz, Granger ? Wstawaj, nie mam czasu, żeby czekać, aż sobie poleżysz na ziemi.
Dziewczyna jęknęła. Już wolała oglądać czarne plamy niż buźkę Malfoya.
-Uderzyłam się w głowę przez ten wybuch, debilu. - mruknęła.
-Tak? A myślałem, że ty tak zawsze padasz na ziemię i leżysz w bezruchu przez kilka minut.
Przymknęła oczy, wsparła się na łokciach i wstała. Za szybko – przed oczami znów zrobiło jej się ciemno. Już miała upaść, kiedy poczuła, jego rękę oplatającą jej nadgarstek. Przytrzymał ją z taką łatwością, jakby nic nie ważyła.
Wyostrzył jej się obraz i zobaczyła, że stoją zbyt blisko siebie. Speszona, odsunęła się i szepnęła:
-Dzięki.
-Wow, Granger mi dziękuje.
-Nie przyzwyczajaj się.
-Nie zamierzam.
Hermiona pokręciła tylko głową i odeszła do Wieży Gryffindoru. Starczy tych patroli i Malfoya na dzisiaj. Ma ważniejsze sprawy na głowie ! W szczególności guza.
Gdy weszła do Pokoju Wspólnego, wszyscy zajęci byli rozmowami lub odrabianiem pracy domowej. Hermiona poczuła ulgę, że swoją ma już za sobą. Nagle podbiegł do niej Ron.
-Hej, Hermiono... -zaczął słodkim tonem.
-Czego chcesz ? - mruknęła z udawaną złością.
-Bins... wypracowanie...daj spojrzeć - mówił urywkami.
Hermiona była zbyt zmęczona, żeby się opierać, więc po prostu się zgodziła. Marzyła, żeby się położyć, odpocząć i oddać się swoim myślom. 
Weszła do dormitorium. Było pusto, żadna z dziewczyn nie zdecydowała się pójść spać. Hermiona odsunęła kotary z łóżka i wystraszona zauważyła, że na jej pościeli została wypalona litera S.  Przerażona zbiegła na dół i złapała Harry'ego za rękę.
Powiedziała mu, co zobaczyła na łóżku. Potter zrobił zmartwioną minę.
-Może ktoś stroi sobie z ciebie żarty ? Co to w ogóle ma znaczyć, to "S " ? 
Hermiona przyjrzała się jego oczom, schowanym za owalnymi okularami.
-A jak myślisz, Harry? S jak "szlama".
Ron siedział przy kominku i czytał pracę Hermiony. Nie zawołali go, żeby mu o tym powiedzieć. 
-Ale kto mógłby to zrobić? To sypialnia dziewcząt, chłopaki nie mają do niej wstępu.
-Musi to być któraś z Gryfonek...
Hermiona zrobiła sceptyczną minę. Znała dziewczyny dosyć dobrze. Która z nich chciała by dopiec dziewczynie? Nie miała zbyt wielu wrogów wśród Gryfonów. Przynajmniej tak myślała.
-Muszę pójść z tym do McGonagall.
Harry skrzywił się - wiedziała, że nie lubił, kiedy latała ze wszystkim do nauczycieli.
-Harry ! Nie mogę tego odpuścić ! 
Potter nie odezwał się, więc Hermiona wybiegła z Wieży i znalazła McGonagall w swoim gabinecie. Opowiedziała jej co znalazła w dormitorium i po chwili, wraz z opiekunką domu, szły obejrzeć jej łóżko. W Pokoju Wspólnym zrobiło się tłoczno, każdy dowiedział się już co zdarzyło się Gryfonce. 
-Natychmiast spać! - krzyknęła McGonagall.
Wspięły się po schodach do sypialni dziewcząt i podeszły do łóżka Hermiony. Dziewczyna wskazała na pościel i krzyknęła głośno, gdy zobaczyła białą, czystą kołdrę, bez żadnych znaków. Zaczęła przewracać ją na wszystkie strony, ale "S" zniknęło. Spojrzała przepraszająco na McGonagall, ale nauczycielka pokiwała tylko zdziwiona głową i wyszła.
Hermiona opadła bezradna na łóżko -teraz każdy będzie myślał, że zmyśla. Do oczy napłynęły jej łzy, ale je powstrzymała.
"Jestem za silna na łzy " - pomyślała.

wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 1

„ Szlama”


Nie kochaj mocno, bo przyjdzie nienawiść, nie nienawidź mocno, bo przyjdzie miłość.
Molier

Hermiona stanęła przed barierką oddzielającą peron 9 i 10. Odwróciła się i spojrzała na rodziców. Jej mama uśmiechała się ze łzami w oczach, a tato wyglądał na poruszonego. Rzadko odprowadzali ją aż pod sam peron, najczęściej rozstawała się z nimi w domu. Teraz jednak było inaczej. Nawet jej rodzice wiedzieli, że dzieje się coś złego.
Oczywiście nie raz opowiadała im o Voldemorcie, o Harrym i o tym jak planują przeciwstawić się Śmierciożercom, ale zawsze ograniczała te informacje do minimum. Nie chciała ich martwić ani narażać na większe niebezpieczeństwo. Lepiej, żeby żyli w niewiedzy...
Teraz kiedy Hermiona patrzyła jak mama uśmiecha się przez łzy, zrozumiała, że naprawdę się o nią boi. Podbiegła do niej i przytuliła ją, a potem Patricka.
-Będę tęsknić – zawołała Hermiona odchodząc.
Przebiegła przez barierkę i znalazła się na peronie, gdzie było mnóstwo ludzi, a na torach stała ogromna lokomotywa, gotowa do drogi.
Nagle w tłumie uczniów zobaczyła bardzo charakterystyczne okulary i bliznę.
-Harry ! - krzyczała.
Nie słyszał jej. Obok niej stał też Ron i Ginny. Wszyscy rozmawiali o czymś, śmiejąc się głośno.
Rozradowana Hermiona pobiegła w ich stronę.
-Hermiono, gdzieś ty się podziewała? - zawołała Ginny, udając głos matki.- Jest bardzo późno !
Usłyszeli, że ktoś krzyczy „wsiadać!”. W ostatniej chwili wskoczyli do pociągu i pociągnęli kufry przez korytarz, szukając wolnego przedziału. Ale wszędzie było zajęte.
W końcu znaleźli przedział, w którym na szczęście było pusto. Hermiona już chciała siadać, kiedy krzyknęła do Rona :
-Powinniśmy iść na obchód !
Jak mogła o tym zapomnieć? Szybko wyskoczyli z przedziału i poszli na pierwszy w tym roku obchód.
-Myślisz, że to co Harry mówi jest prawdą? - zapytał Ron.
Hermiona zwolniła trochę.
-Co masz na myśli?
Ron odchrząknął.
-No...wiesz. Malfoy u Borgina i Burkesa...
-Nie ośmieszaj mnie ! Naprawdę myślisz, że jest Śmierciożercą ? - prychnęła.
-Ciiiiszej...
Hermiona przyłożyła sobie rękę do buzi i kiwnęła głową.
Jakiś pierwszoroczniak biegł przez korytarz, płacząc. Zaskoczona Hermiona zatrzymała go i ukucnęła.
-Hej, jestem prefektem. Coś się stało?
Chłopczyk próbował jej się wyrwać. Rozzłoszczona spojrzała na Rona.
-Hej, kurduplu !
-RON !
-Mów co się stało ! - rozkazał.
Hermiona z niedowierzaniem spojrzała na chłopaka i posłała mu oburzone spojrzenie. On tylko wzruszył ramionami. Pierwszoroczniak przestał się wyrywać, ale wciąż płakał.
-A nie powiesz nikomu ? -zapytał.
Hermiona zapewniła, że nie powie. Chłopczyk nachylił się, jakby chciał jej coś powiedzieć do ucha, a ona zamarła czekając. Wykorzystał to, że go puściła, minął Rona i popędził dalej.
-No proszę, proszę... - usłyszeli nagle czyjś jadowity głos. - Co Granger, nawet z dzieciakiem nie potrafisz sobie poradzić ?
Hermiona wstała i dumnie uniosła brodę.
-Nie twój interes, Malfoy.
Stał niedaleko wraz z Zabinim. Każdy mógł powiedzieć, że wygląda normalnie, ale Hermiona swoim czujnym okiem zauważyła, że miał sińce pod oczami i wyglądał na zmęczonego. Miał na sobie czarną marynarkę i ciemną koszulę. Właściwie to cały ubrany był na czarno, co ciekawie kontrastowało z jego jasną cerą. Jego jasne włosy opadały mu niesfornie na wszystkie strony, a on nie zwracał na to uwagi. Opierał się nonszalancko o drzwi i uśmiechał się kpiarsko.
-Przepraszam, czy ja obraziłem panią prefekt ?
Ron wysunął się zza dziewczyny i powiedział:
-Jeśli masz jakiś problem, Malfoy, może od razu powiesz o co ci chodzi ?
-Ktoś cię pytał o zdanie, rudzielcu ? Idź zajmij się swoimi problemami. Może ojcem ? Słyszałem, że miał ostatnio wiele kłopotów w Ministerstwie...
Ron zaczął iść w jego stronę, ale Hermiona powstrzymała go ręką.
-Przestań, nie jest tego wart.
Malfoy podszedł bliżej Gryfonów i spojrzał w oczy dla Hermiony.
-Wiesz czego ty nie jesteś warta, Granger? Mojego czasu... Nie tracę go na pogawędki z wstrętnymi szlamami.
Powiedziawszy uśmiechnął jadowicie i wyminął ich. Ron wyciągał już różdżkę, ale Hermiona powiedziała słabym głosem:
-Daj spokój, Ron. Przyzwyczaiłam się...
Ron wydawała się być zszokowany.
-Przyzwyczaiłaś się ? Hermiono ! Nie można przyzwyczajać się do takich obelg! Z tym trzeba walczyć.
-Walczyć z Malfoyem ? - Hermiona uśmiechnęła się blado.- Jeszcze byśmy mu coś zrobili...



Hogwart jak zwykle wydawał się dla Hermiony bardzo piękny. Może dlatego, że tak dawno go nie widziała ?
Jechali powozami przez ciemne ścieżki, aż w końcu dojechali do celu. Hermiona niemal wyskoczyła z powozu i spojrzała na majestatyczną budowlę. Nie mogła się doczekać szkoły, nauki, przyjaciół. Spojrzała na Harry'ego – ledwo dostrzegalnie się uśmiechał, ale Hermiona była pewna, że również cieszy się z powrotu do domu...
Pierwsze co zauważyła, po wejściu do zamku, to fakt iż wszędzie mnóstwo było aurorów. Myślała, że przeszukiwanie ich bagaży przed wejściem to wszystko, okazało się jednak, że Hogwart bardziej przygotował się na odparcie wszelkich ataków.
Od razu można było wyczuć inną atmosferę... Zamek pogrążony był w cieniu, który sprawiał, że wydawał się jeszcze bardziej tajemniczy.
Z gęsią skórką, Hermiona usiadła przy stole Gryffindoru i oglądała w zamyśleniu Ceremonię Przydziału.
Nagle jej wzrok spoczął na pewnym Ślizgonie, który siedział na drugim końcu Wielkiej Sali. Wpatrzony był w stół i sprawiał wrażenie zupełnie zajętego swoimi myślami.
Czy to prawda?
Nie to nie może być prawda – pomyślała dziewczyna. Malfoy nie może być Śmierciożercą... chyba.
Ceremonia szybko się skończyła i potem wszyscy zajęli się jedzeniem. Hermiona straciła jednak apetyt.
-Co się stało? - zapytał cicho Harry.
Pokręciła tylko głową, unikając odpowiedzi. Nie uwierzyłby w „ nic takiego”, więc po co go okłamywać?
-Dumbledore ma rację... to się już zaczęło- mruknął Ron. - Zauważyliście ilu osób nie wróciło na ten rok do Hogwartu? Wszyscy panikują...
-A dziwisz się ? - zapytała Hermiona.
-Muszę dowiedzieć się jak go pokonać- mruknął Harry.- Musi być sposób.
Hermiona spojrzała na niego badawczo – Harry zawsze był dla niej przyjacielem, chłopakiem, któremu zawsze mogła wszystko powiedzieć, który zawsze ją rozumiał, ale kiedy patrzyła na niego teraz, nie widziała zwykłego szesnastolatka, ale silnego i odważnego bohatera, który zrobi wszystko, żeby wygrać ze złem.
To odczucie było na tyle silne, że Hermiona poczęła zastanawiać się, kiedy się tak zmienił. Zawsze był odważny, zawsze uważała, że jest bohaterem – w końcu uratował już tyle osób, ale... Nigdy nie widziała go aż tak poważnego i zdecydowanego. W końcu wyznał, że zabije Voldemorta, a to nie byle co.
Dziewczynie zakręciło się w głowie i stwierdziła, że koniecznie musi iść do dormitorium. Zauważyła, że wiele osób się rozchodzi.
-Idę spać, jestem strasznie zmęczona. Do jutra ! - mruknęła do chłopaków i Ginny.

Idąc ciemnym korytarzem, myślała tylko o tym jak Harry ze stuprocentową pewnością mówi, że Draco Malfoy jest Śmierciożercą. Dla niej ta teoria, co prawda była prawdopodobna, ale z drugiej strony nie wierzyła w to, by tak młody chłopak wstąpił do jego szeregów. Poza tym, zawsze miała Malfoya za tchórza, więc...
Nagle przystanęła, usłyszawszy znajomy głos.
Przywarła do ściany i nasłuchiwała. Ktoś niedaleko niej rozmawiał z Malfoyem. To może być okazja, żeby się coś o nim dowiedzieć.
-Myślisz, że nie wiem...
-Zamknij się, Blaise. Nie tutaj.
Hermiona wychyliła się lekko i zobaczyła Malfoya i Zabiniego stojących przy oknie. Malfoy trzymał coś w ręku, ale dziewczyna nie mogła dostrzec co to jest.
Chłopak wyprostował się i spojrzał wściekle na kolegę. Hermiona dostała gęsiej skórki, kiedy zobaczyła jaki potrafi być przerażający nawet dla swojego przyjaciela. A czy on w ogóle ma przyjaciół?
Cofnęła się lekko, żeby jej nie zobaczyli. Potem Zabini powiedział coś cicho, ale nie mogła rozszyfrować słów.
-Nie wiem skąd masz te informacje. Twoja matka najwidoczniej jest bardzo blisko... - powiedział Malfoy jakimś innym tonem.
-Wiem tylko ja, ty, twoja matka, ciotka i...
-Niezłe grono, nieprawdaż ?- zakpił Malfoy.
Hermiona czuła, że jest wściekły. Ale o czym oni rozmawiali ?
-Radzę ci nie wchodzić mi w drogę -wycedził Malfoy.
Dziewczyna wytężyła słuch, ale Zabini nic nie odpowiedział. Usłyszała tylko kroki, jakby ktoś odszedł w tamtą stronę. A ta druga osoba?
Nagle zrozumiała, że nie powinno jej tu być. Zaczęła odsuwać się od ściany, starając się robić to najciszej i już miała uciec, kiedy ktoś złapał ją za nadgarstek, a potem przygwoździł do ściany.
-Puść mnie ! - wysyczała.
Malfoy był rozwścieczony, trzymał jej nadgarstki przybite do ściany, a ich twarze dzieliły ledwie centymetry. W jego stalowych tęczówkach, Hermiona widziała wszystkie uczucia, jakie targały nim  w tym momencie.
-Nikt nie nauczył w domu, że nie wolno podsłuchiwać ? - wycedził.
Hermiona zadrżała, ale nie odwróciła wzroku i wyzywająco powiedziała:
-Nic mnie nie obchodzisz, Malfoy. Po co miałabym cię podsłuchiwać ?
-Może twój Potter coś planuje? Zaprzeczysz, że śledziliście mnie przy Borginie ?
Hermiona zamarła. Skąd mógł o tym wiedzieć? Malfoy zaśmiał się szyderczo.
-Trafiłem. No cóż, nie byliście zbyt ostrożni.
Hermiona zmieniła taktykę, czując dodatkowo ból w nadgarstkach, które tak mocno trzymał.
-Puść mnie, Malfoy, to boli !
Widziała iskry wściekłości w jego oczach, ale dzielnie uniosła brodę.
-Nie wiem w co pogrywasz, Granger. Ty i ten twój Potter... Ale wiedz, że nigdy nie zadziera się ze smokiem.
Jego twarz była o wiele za blisko. Nie mogła się skupić na ucieczce.
Draco puścił ją jednak i powiedział:
-Pamiętaj o tym, Granger. 

***
Oto pierwszy rozdział ! Mam nadzieję, że wam się spodoba. Komentarze mile widziane :) 
Kolejny rozdział - jeszcze w tym tygodniu.

Prolog


Dobro i zło muszą istnieć obok siebie, a człowiek musi dokonywać wyboru.”
Gandhi

Wysoka, smukła kobieta, ubrana w ciemny strój, rozglądała się nerwowo dookoła. W końcu znalazła ślepy zaułek i stanęła przy ścianie.
Padał deszcz, jej szata szybko zrobiła się mokra i ciężka. Odgarnęła mokre włosy z czoła i wyciągnęła różdżkę. Już miała coś powiedzieć, kiedy na drodze pojawiły się znikąd dwie postacie.
Kobieta zamarła i opuściła różdżkę. Deszcz utrudniał widoczność, więc podeszła w ich stronę.
Nie pomyliłaby ich z nikim innym na świecie. Te chorobliwie blade twarze, platynowe włosy i ciemne, drogie szaty... To muszą być Malfoyowie.
-Trochę wcześnie, ale... - zaczęła kobieta.
-Nie mamy czasu, Bella –warknęła Narcyza.
Bella zatoczyła się jak pijana i podeszła do siostry. Wskazała na jej ramie.
-Dla niego zawsze musisz znaleźć czas...
-Dość ! Mów czego chce.
Bella zachichotała, ukazując paskudne zęby. Odsunęła się od Malfoyów i zaczęła obchodzić ich dookoła.
-On chce jego. - powiedziała Bella, dotykając lekko Malfoya.
Narcyza zamarła. Przejechała przerażonym wzrokiem po swoim synu i wyszeptała:
-Nie...
-Tak, tak. Draco musi uratować honor rodziny. On ma dla niego bardzo ważne zadanie.
Mówiąc to, przyglądała się Draconowi i badała jego reakcje. Gdy to usłyszał, drgnął lekko, ale nie powiedział nic. Zachował spokojną i kamienną twarz. Bella zauważyła tylko ręce zaciśnięte w pięści. Nie mogła się nie roześmiać.
W końcu odwróciła się i chciała odejść, kiedy Narcyza złapała ją za ramię i obróciła w swoją stronę.
-Musi być jakiś sposób !
Bella wyrwała się jej i odsunęła.
-To zaszczyt, Cyziu. Zaszczyt ! Nie sądzę, żebyś kiedykolwiek to zrozumiała, ale...
-Zaszczytem jest zginąć? - zapytała Narcyza.
-Zaszczytem jest się poświęcić. Dla dobra ogółu...Chociaż – tu się zaśmiała- nie użyłabym słowa „dobra”.
Powiedziawszy to zniknęła, pozostawiając Dracona i Narcyzę w ciemnym zaułku. Stali tam jeszcze przez jakąś chwilę, potem matka chłopaka wyciągnęła różdżkę i powiedziała:
-Draco, sam musisz zdecydować...
-Zrobię to – przerwał jej syn poważnym tonem.
Kilka łez spłynęło po policzkach Narcyzy, ale jej wydawał się być nieczuły na ból matki. Myślał tylko o czekającym go zadaniu.
Czy mu podoła ?