środa, 19 sierpnia 2015

Wiadomość

Hej, chciałam wam tylko powiedzieć, że nowy rozdział jest już w trakcie pisania, a podczas oczekiwania możecie zajrzeć na mojego nowego bloga Lily&James.
Zapraszam serdecznie ! Mam nadzieję, że Wam się spodoba i będziecie tam zaglądać.
Pozdrawiam,
x LL

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 22



"Długa noc"


Błonie zalewało ciepłe zachodzące słońce. Uczniowie jednak nie mieli w cale zamiaru chować się w zamku, ale pozostali na dworze - rozmawiając, śmiejąc się i wygłupiając. Seamus został zauważony z Parvati pod jednym z drzew, gdzie siedzieli i trzymali się za ręce. 
Gdzieś z oddali słychać było podniesiony głos Lavender. Brown słychać było z oddali, tak że Ron skrzywił się nieznacznie, słysząc ją.
Hermiona spojrzała na chłopaka i zastanowiła się czy jest mu przykro. Nie kochał jej, to jasne, ale może lubił i to bardzo ? Nie ma nic gorszego jak utrata kogoś ważnego.
Chciała już go o to zapytać, gdy on spojrzał na nią i na Harry’ego i z uśmiechem powiedział:
-Jak ja się cieszę, że to już nie mi chichra się do ucha ! Miałem tego dość ! Jak można się ze wszystkiego cieszyć?
-Och, Ron… - zaczęła Hermiona z miną pod tytułem „ty zupełnie nie rozumiesz kobiet”.
Ron podniósł się i spojrzał na nią zdziwiony.
-O co ci chodzi? Przecież wiesz, że mam rację! Sama jej nie znosiłaś, ale jak już mówię, że mnie wkurza, to patrzysz na mnie jak na wariata.
Hermiona uniosła lekko brwi i odpowiedziała:
-Wciąż jej nie trawię i nie powiem, że cieszę się, że w końcu zrozumiałeś prawdę  o Lavender, ale…
-Ale co?
Chciała coś powiedzieć, ale właśnie zobaczyła niedaleko chłopaka, ubranego jak zwykle na czarno, którego blada twarz wyróżniała się wśród grupki opalonych Ślizgonów.
Hermiona nie mogła powstrzymać się by na niego nie spojrzeć. Wiele jej powiedział na ostatnim spotkaniu, ale nie była pewna czy mu wierzyć, a poza tym… To Hogwart, tutaj przyjaźń między Gryfonem a Ślizgonem nie ma szans, a co dopiero…
Szybko wyrzuciła z siebie tą myśl, jakby przerażona, że któryś z jej przyjaciół mógłby przeczytać jej myśli.
Był otoczony swoimi znajomymi, albo ludźmi którzy chcieli nimi być. Obok niego jak zwykle kręciła się Parkinson, ale już nie rzucała mu się w ramiona. Może jej coś powiedział? Crabbe i Goyle wciąż trzymali się przy Malfoyu, pewnie ze strachu - nie tylko przed nim, ale też przed tym, co by ze sobą zrobili bez niego.
Gdzieś dalej stali Royce, Dunn i White - Ślizgoni, których jak słyszała Malfoy „toleruje”. Ale oczywiście nikt z tej grupki nie zasługiwał na miano przyjaciela Draco Malfoya. Najwidoczniej uważał, że jest ponad to.
Zerknęła ostatni raz na Malfoya, a wtedy on spojrzał na nią. Poczuła, jak całe jej ciało przechodzi dreszcz. Niepokojący dreszcz,  ale jakże ekscytujący. Wytrzymała dwie sekundy, ale później odwróciła wzrok na Rona. Okazało się, że on i Harry się przyglądali jej przez cały czas. Spanikowana zastanowiła się, ile czasu mogło minąć. W końcu mogła się wpatrywać w Malfoya sekundy, minuty, godziny…
Ron zrobił kwaśną minę i odwrócił się. Wyciągnął z torby podręcznik do Obrony Przed Czarną Magią i udawał, że coś czyta, choć każdy dobrze wiedział, że Ronald Weasley nigdy nie sięgnąłby do jakiegokolwiek podręcznika z własnej nieprzymuszonej woli. To było po prostu niemożliwe.
Harry przekrzywił głowę, a okulary zsunęły mu się lekko z nosa.
-Hermiono…
-Napisaliście już ten esej dla Snape’a? Szaleństwo ! -wybuchła Gryfonka. - Naprawdę oszalał,  nie jestem w stanie napisać tak długiego wypracowania na temat zaklęć-tarczy. Wiem, że to jest dziwne, ponieważ zawsze piszę najdłuższe prace domowe ze wszystkich, ale tym razem po prostu nie wiem co napisać ! - jej słowotok mógłby trwać długo, ale nagle przeraziła się jeszcze bardziej i pisnęła - Muszę iść do biblioteki.
Chłopcy spojrzeli, jak Granger pakuje szybko książki i jeszcze szybciej biegnie ku wejściu do zamku, ze spuszczoną głową, jakby zrobiła coś niewyobrażalnie złego.

W sobotę na śniadaniu rozeszła się wiadomość, że Thomas Brody, Puchon z siódmej klasy organizuje imprezę. Razem ze swoimi kolegami odnaleźli idealne miejsce na imprezy- znajdowało się ono niecały kilometr od chatki Hagrida, na skraju Zakazanego Lasu. Największym plusem tego miejsca był fakt, iż nie widać było go z zamku, więc nauczyciele nie mogli ich zobaczyć. Dodatkowo nie było to bardzo daleko, więc mieli jedynie kilka minut drogi z powrotem do łóżek. W tym miejscu znajdował się mały strumyk i miejsce ogólnie sprawiało wrażenie spokojnego.
Nie wszyscy rzecz jasna byli zaproszeni. Brody razem ze swoimi kumplami i dość wredną, a bardzo ładną dziewczyną Cindy Grey postanowili wysłać zaproszenia jedynie do wybranych osób. Tak więc, gdy nadszedł czas na pocztę, uczniowie zobaczyli większość szkolnych sów, roznoszących zaproszenia w ciemnych kopertach.
Jakież było zdziwienie panny Granger, gdy przed jej talerzem z owocami wylądowała mała, zmizerniała sówka , trzymająca w dzióbku kopertę . Rozejrzała się dookoła, pewna, iż jest to pomyłka. Nawet nie znała tego Brody’ego, a już zupełnie wzgardzała jego imprezami, które zawsze były pełne Ognistej Whisky i innych tajemniczych specyfików, które jak słyszała kupował hurtowo od jakiegoś tajemniczego typka z Dziurawego Kotła.
Sówka domagała się, by dziewczyna odebrała od niej ciążącą przesyłkę. Ron wyciągnął głowę i zajrzał na adresata. To na pewno nie pomyłka - na kopercie widnieje jej nazwisko. Harry popijając sok, zerknął jej przez ramię i powiedział :
-No, otwieraj !
Żaden z nich nie dostał zaproszenia, co było bardzo dziwne. Nie chcieli mieć na imprezie Wybrańca, a zaprosili kujonkę? Coś jej tu zupełnie nie pasowało. Odwróciła się i spojrzała w stronę stołu Puchonów i nagle doznała olśnienia. Leonard Drew patrzył na nią i uśmiechał się szeroko. Z ruchu ust rozpoznała, iż mówi:
-Otwieraj.
Odwróciła się i lekko speszona otworzyła kopertę. 

Droga Hermiono Granger,
Brody poprosił mnie o zrobienie zaproszeń na jego, jak to ujął „zajebistą-imprezę-z-mnóstwem-ludzi-masą-magicznego-badziewia-i-Ognistą”. Myślę, że nazwa sama mówi za siebie.
Wiem, że nie jesteś typem imprezowiczki - miałem okazję się przekonać u Ślimaka. Widać było po Twojej minie, że pragnęłaś jedynie się stamtąd wydostać. Pomyśl, że na imprezie u Thomasa będzie zapewne o wiele gorzej, ale jeśli chciałabyś się tam pojawić, chociaż dla mnie, byłbym dozgonnie wdzięczny i oczywiście wielce uradowany.
 To swego rodzaju prośba - ratuj mnie od ich niedojrzałego, beznadziejnego towarzystwa.
Tak czy inaczej, nie odpowiadaj na ten list, bo szkolne sówki chyba są dość zmęczone.
Po prostu przyjdź.
Twój przyjaciel (albo przynajmniej taką mam nadzieję),
Leo

Hermiona poczuła, że na jej twarzy pojawia się promienny uśmiech. Oczywiście, że zupełnie nie miała ochoty na imprezę u Brody’ego. W końcu go nie znała ! Ale myśl o tym, że zawiodłaby Leo, którego przecież tak bardzo lubiła, sprawiła, że zmieniła zdanie.
Ron miał pytająca minę - z pewnością nie potrafił pojąć, jakim cudem Hermiona dostała zaproszenia od chłopaków, z którymi nigdy nie zamieniła zdania.
-Zamierzasz pójść? - zapytał Harry.
-Sama nie wiem.
-Przecież ty tam nikogo nie znasz ! - powiedział Ron uniesionym głosem.
Hermiona spiorunowała go wzrokiem i wysyczała przez zaciśnięte zęby:
-Mylisz się, Ronald. Znam.
-Tak? Niby kogo? -rzucił napastliwie.
-To nie twoja sprawa ! - zaperzyła się. - Ale jeśli musisz już koniecznie to wiedzieć nazywa się Leonard Drew i jest świetnym kolegą !
Powiedziawszy  to, oburzona wstała ze stołu z zamiarem pójścia do Wieży. Na jej drodze stanęła Lavender Brown.
-Cześć, Hermiono ! - rzuciła lekko zlękniona. - Czy my… mogłybyśmy porozmawiać na osobności? W jakimś innym miejscu?
Gryfonka spojrzała na nią, wciąż zdenerwowana i fuknęła :
-Przepraszam, Lavender, ale bardzo się śpieszę i nie mam czasu na rozmowy.

 Był wieczór, w dormitorium było pusto - wszyscy siedzieli w Pokoju Wspólnym, albo wałęsali się po zamku. Hermiona zastanawiała się, dlaczego właściwie chce iść. Lubiła Leo, ale bała się, że chłopak pomyśli sobie coś więcej i zacznie ją naciskać, a ona nic do niego przecież nie czuje. Niestety, zawsze kochamy tych, których nie możemy mieć, a Hermiona ostatnio przyznała się przed samą sobą, że kocha Draco. 
Dziewczyn przyjrzała się sobie w lustrze- założyła bordową koszulkę z krótkim rękawkiem, szary sweterek i wygodne spodnie. Nie miała zamiaru się nadzwyczajnie stroić, jakoś jej nie zależało. 
Słyszała co prawda, że Brody zaprosił sporo Ślizgonów, ale wątpiła, by Draco Malfoy pojawił się wśród nich. Frustrowało ją to wszystko - on. Powiedział, że nic nie będzie jak zawsze, a nie odezwał się do niej - jak zawsze.
Wzięła głęboki wdech, przeczesała włosy i spojrzała na siebie ze stanowczością. Jeśli się do niej nie odezwie, to po prostu powie mu w końcu, żeby więcej już nigdy nie ważył się jej całować i w ogóle zawracać jej głowę. I zajmować serce, pomyślała.
Och, jak ona go nienawidziła. Tak się po prostu nie robi ! Nie zostawia się dziewczyny, która już dawno wpuściła cię do swojego serca, umysłu - do całej siebie. 
Tak, stanowczo mu to powie i spróbuje zakończyć wszelkie kontakty. Dlaczego ciągle musi się przez niego złościć ? Ona zasługuje na kogoś sto razy lepszego.
Serce podpowiada jej jednak, że wolałaby tego złego.

Z zamku wyszła kilka minut po dwudziestej, pomyślała, że lepiej się spóźnić niż przyjść wcześniej. Nie wiedziała dokładnie, gdzie ma iść, więc stanęła za chatką Hagrida i rozglądała się.
Po chwili zobaczyła czerwone iskierki, które pojawiały się i znikały co chwila. To musiały być drogowskazy. Ruszyła za nimi i już po kilku minutach drogi, kiedy jej buty były przemoczone rosą, a wzrok zdążył się przyzwyczaić do ciemności, Hermiona zobaczyła ognisko. I to nie byle jakiego ognisko - wielkie, otoczone specjalnym zaklęciem ochronnym. Dookoła pełno było uczniów, dziewczyna rozpoznała kilka twarzy, ale ze zdziwieniem stwierdziła, że jest jedyną Gryfonką w towarzystwie. Zauważyła kilku Ślizgonów, którzy przyglądali jej się z niepokojącymi wyrazami twarzy. Pewnie poczuli się urażeni jej obecnością. Ona jednak uniosła brodę i spojrzała na nich wyzywająco. Nie miała powodów by czuć wstydu, aczkolwiek poczuła ukłucie wściekłości. Nie powinna tu w ogóle przychodzić. Gdzie się podziewał Leo? Rozpoznała jego kolegów, w końcu większość obecnych to byli Puchoni, ale nigdzie nie widziała Drew.
Nagle poczuła, że ktoś dotyka ją w ramię i z uśmiechem odwróciła się, myśląc, że to Leo. To nie był jednak on. Wielka, niezgrabna łapa należała do Thomasa Brody'ego - tego osiłka, muskularnego typka, który właściwie był znany jedynie z hucznych imprez. U jego boku doczepiła się Cindy, która była już lekko zalana i patrzyła błędnym wzrokiem na podenerwowaną Hermionę. 
Thomas sprawiał wrażenie na trzeźwego, ale gdy otworzył buzię, Granger zrozumiała, że impreza musiała zacząć się wcześniej.
-He-He-Hermiona Granger, ta-a-ak? - powiedziawszy to czknął głośno.
-Tak - wyciągnęła rękę.- Miło mi.
Thomas silnie uścisnął jej biedną rękę i zaśmiał się głośno.
-Och, Drew mówił mi, że cię zaprosi. 
-Widziałeś go gdzieś ? Właśnie go szukałam.
Chłopak rozejrzał się dookoła, ale Hermiona szczerze wątpiła, by cokolwiek ogarniał.
-Nie, chyba nie-e-e widziałem. A ty, cukiereczku ? 
Cindy zaśmiała się cicho i pokręciła głową. No tak, wspaniale - pomyślała Hermiona. Ona specjalnie wybiera się na imprezę dla niego, a ten głupek ją olewa.
-Może chcesz się czegoś napić ?- zapytał jakiś Puchon, trzymając kilka butelek Ognistej i innych specyfików.
 Hermiona złapała jedną butelkę Ognistej i odeszła od tańczącej grupki. Usiadła na prowizorycznej ławce i spoglądała na tłum, szukając Leo. Zdecydowała, że jeśli nie pojawi się w ciągu dwudziestu minut, ona wraca do zamku.
Dziewczyna upiła kilka łyków Ognistej. Nikt by nie pomyślał, że Gryfonka mogłaby to zrobić, ale była po prostu zdenerwowana i chciała się czymś zająć. Napój palił jej gardło i po pierwszym łyku omal się nie udławiła. Później jednak picie przyszło jej łatwiej, chociaż wiedziała, że Ognista Whiskey z pewnością nie będzie jej ulubionym napojem.
Minuty mijały, a Leo wciąż się nie pojawiał. Rzuciła pustą butelkę i stała, by go poszukać lecz nagle upadła na ziemię. Zdziwiona popatrzyła na swoje nogi i nie wiedziała, dlaczego odmówiły jej posłuszeństwa. Po jednej butelce Ognistej?
Otrzepała ubrania i wstała. Tym razem nie upadła, ale poczuła, że lekko kręci jej się w głowie. Jęknęła cicho. Musi się stąd wydostać- nie obchodził ją już Leo, zachował się niemiło, ale ona nie miała zamiaru na niego czekać w nieskończoność.
Mijała pijanych Puchonów, którzy próbowali wyrwać Ślizgonki do tańca, lecz ich koledzy z Slytherinu patrzyli na Puchonów rozgniewani. Czuć było, że atmosfera jest napięta. O dziwo po chwili jeden ze Ślizgonów, wyciągnął różdżkę. Hermiona zaskoczona zeszła mu z drogi i patrzyła, jak ten idzie z wycelowaną różdżką w stronę jednego z kolegów Brody’ego.
Zapewne dalej stałaby tak i przyglądała się tej sytuacji, gdyby nie stanowcza ręka, która pociągnęła ją w bok w las.
Hermiona pisnęła cicho, ale szybko się uspokoiła, gdy zobaczyła sprawce. Przed nią stał Draco Malfoy. Na początku zobaczyła iskierki w jego oczach, ale szybko zmieniły się i jego spojrzenie stało się badawcze. Dziewczyna zarumieniła się delikatnie i spojrzała w dół.
-Co tu robisz? - zapytała po chwili, trochę niepewna swojego głosu.
Malfoy stał przez chwilę w ciszy, czuła jego palące spojrzenie na sobie. Na jej szyi wyskoczyły czerwone plamy- czuła się zawstydzona.
-Granger, czy ty coś piłaś?
Hermiona podniosła wzrok i poważnie popatrzyła na Malfoya.
-A co cię to obchodzi? - warknęła, a on odsunął się od niej lekko.
Zmrużył oczy i pokręcił głową z dezaprobatą.
-Och, Granger, Granger. To nie jest impreza dla żółtodziobów…
-Uch…- fuknęła Hermiona i już rzuciła się na niego.
Chłopak złapał ją za ręce i szybko pociągnął w las, a tam przygwoździł ją do pierwszego drzewa. Hermiona poczuła, jak jej oddech przyśpiesza, a jego delikatnie muska jej skórę. Przytrzymywał ją w tali, tak że byli na równi.
Dziewczyna nie mogła znieść tego napięcia. Przyciągnęła go jeszcze bliżej siebie, a wtedy on ją pocałował. Hermiona czekała tak długo, żeby znów posmakować jego ust. Dotknęła jego włosów, szyi… Poczuła, że właśnie dzieje się coś przełomowego - Malfoy naprawdę pozwala jej się dotknąć.
Gdy poczuła jego dłoń na policzku, jęknęła cicho, a on przycisnął ją bardziej do drzewa. Całowali się dalej - bez końca, bez opamiętania. Nie było jej już zimno, całe ciało rozgrzało się w szybkim tempie. Poczuła, że cała się rozpada, gdy ręce Malfoya delikatnie błądziły po jej ciele. Nie pozwalał sobie jednak na za wiele i Hermiona była mu wdzięczna. Wiedziała, że lepiej jej nie prowokować - zrobiła się zbyt impulsywna.
Nagle gdzieś niedaleko usłyszeli odgłos łamiącej się gałęzi. Hermiona odsunęła się od Malfoya, ale on nie przestawał jej trzymać. Rozejrzała się dookoła - las skąpany był w ciemnościach, a cisze przerywał jedynie cichy szelest liści.
-Hermiona? - szepnął.
Jej imię wypowiedziane przez niego zadziałało piorunująco - spojrzała na niego. Dziwnie było patrzeć tak na niego z bliska, wpatrywać się w jego oczy i widzieć w nich tylko swoje odbicie.
-Zdawało mi się, że coś słyszałam - szepnęła i spuściła oczy speszona.
Nie przywykła do niego i to jeszcze tak blisko. Nie potrafiła udawać obojętnej, bo taka nigdy nie była.
-Hej, spójrz na mnie - szepnął.
-Dlaczego się do mnie nie odezwałeś? - zapytała spoglądając na niego.
Nie chciała brzmieć jak dziecko, ale nie potrafiła pohamować złości. Jego usta wykrzywił delikatny uśmieszek. Za to też była zła i walnęła go w ramię.
-Bądź poważny ! - warknęła.
-Jestem absolutnie poważny - powiedział pośpiesznie.- Tylko… nie  miałem pojęcia, że będziesz o mnie tyle myśleć.
Jego ton znów był prześmiewczy. Hermiona odwróciła wzrok i wyplątała się z jego ramion.
-Wcale nie myślałam - burknęła, poprawiając ubrania.
Wywrócił oczami i oparł się o drzewo. Jego szelmowski uśmieszek nie schodził mu z ust, co wprawiało ją w okropną wściekłość.
-Kłamczucha - zaśpiewał cicho.
Hermiona podeszła pod niego i zadarła głowę, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Draco uniósł brwi i wyczekiwał na to, co takiego ma do powiedzenia.
-Wcale o tobie nie myślałam przez cały czas, po prostu zauważyłam brak jakiegokolwiek odzewu, a obiecałeś że to się zmieni! Obietnic się dotrzymuje !
Draco odsunął i spojrzał na nią lekko zaskoczony, ale i rozzłoszczony jednocześnie. Zastanawiała się czym go tak rozgniewała. Hermiona objęła się ramionami i odsunęła na dłuższy dystans.
 On nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. Później stanął prosto i po chwili namysłu powiedział:
-Zawsze dotrzymuję obietnic.
Te słowa zabrzmiały chłodno i nieprzyjemnie. Hermiona zwiększyła dystans między nimi. Po chwili popatrzyła mu w oczy i warknęła:-
-Chyba jednak nie zawsze.
Myślała, że zaraz na nią krzyknie albo powie coś, przez co znów się popłacze, ale on tylko kiwnął głową i jakby rozluźniony odrzekł:
-Może masz rację ?
Myślała, że to koniec rozmowy, że po prostu sobie pójdzie jak zawsze. Malfoy chyba to właśnie rozważał. Nie zrobił tego jednak - wyciągnął jedynie dłoń i powiedział cicho:
-Chodź, odprowadzę cię do zamku. Masz gęsią skórkę.
„Nie jest ona powodem zimna”- pomyślała Hermiona, ale nie odpowiedziała mu.
Granger spojrzała na wyciągniętą dłoń Draco i poczuła, że to swego rodzaju przeprosiny. Przyglądał jej się. Czekał. Ujęła jego zimną dłoń i przeszedł ją dreszcz. Co dziwne, poczuła że to jest coś bardziej intymnego niż wszystko co do tej pory robili. Widziała, że kącik jego ust lekko się uniósł, ale nic już nie powiedziała.
Nie odwracała się już, ta impreza i tak była porażką. Wszyscy je tak kochali ze względu na alkohol. Hermiona wiedziała, że nie tknie Ognistej już przez dłuższy czas. Bała się pomyśleć co by się stało, gdyby nie poprzestała na jednej butelce. Podczas drogi musiała kilka razy wszczepić się w ramię Draco, by nie upaść, czego on nie komentował, jedynie się złośliwie uśmiechał.
Stanęli na chwilę przy jeziorze. Hermiona usiadła na niedużej skale i dotknęła czoła. Było jej słabo, szybko zrobiła się blada niczym Malfoy. Może naprawdę jest żółtodziobem?
Draco kucnął obok niej i ciągle jej się przyglądał. Wcale nie poprawiało jej to humoru - jutro będzie płakać ze wstydu, że tak mu się pokazała.
-Granger, Granger. Co ja się z tobą mam? - powiedział wesołym tonem.
Hermiona jęknęła i delikatnie wzięła go za rękę. Na początku spiął się, ale tylko na sekundę.
-Przepraszam - wyszeptał.- To dla mnie… nowe.
-Dla mnie też - odpowiedziała słabo.
-Chcesz żebym cię zaniósł ? - zapytał z tym swoim malfoyowskim uśmieszkiem.
-Nie. Tak w ogóle bardzo się cieszę, że bawi cię moja sytuacja.
Myślała, że jej się odgryzie, on jednak nic nie mówił. Podniosła wzrok i spostrzegła, że Malfoy patrzy w górę. Podążyła za jego spojrzeniem i zobaczyła, że całe niebo robi się czerwone, ale tylko na chwilę. Później znów wróciło do poprzedniego stanu. Powtórzyło się to dwa razy, ale Hermiona nie potrafiła zrozumieć, co ma to wszystko znaczyć. Zaczęła się niepokoić, a on zupełnie nie zwracał na nią uwagi.
-Draco?
-To mój znak, nałożyłem na zegarek pewną ochronę, która… - nie potrafił skończyć zdania.
Nie patrząc na nią, wypowiedział słowa, które zmroziły jej krew w żyłach.
-Ktoś ukradł zegarek.

***
No tak, bardzo się cieszę, że udało mi się dodać rozdział, tak jak obiecałam w tym tygodniu. Zajęło mi to co prawda o wiele więcej czasu niż myślałam, ale jest ! 
Dziękuję, że jesteście i dopytujecie się o rozdziały. To miłe, że ktoś naprawdę jest na bieżąco. 
Co do rozdziału - nie jest jakiś super długi i pewnie pełno w nim błędów - szczególnie przecinki w złych miejscach lub po prostu ich brak, ale nie dałam rady już tego poprawiać i pomyślałam, że dodam, a potem najwyżej będę się wstydzić, trudno. Bardzo chciałam to dziś dodać.
Następny rozdział obiecuję będzie jeszcze dłuższy, w końcu - będzie się działo.
Co do playlisty- pracuję nad nią, na razie jest taka, ale niedługo zrobię mieszankę tych piosenek, starych i jeszcze kilku innych. Jeśli macie jakieś uwagi, albo chcecie mi zasugerować jakaś piosenkę - śmiało piszcie, wstawiajcie linki itd. Na pewno je przejrzę.
Kocham,
xLL

niedziela, 2 sierpnia 2015

Nowy rozdział

Hejka ! 

Wiem, że dawno niczego nie wstawiałam, ale pierwszy miesiąc wakacji spędziłam praktycznie bez komputera. Teraz już mam dostęp do internetu, więc postaram się jak najszybciej napisać nowy rozdział. Wiem, że są czytelnicy którzy na to czekają, dlatego mam nadzieję, że rozdział 22 udostępnię jeszcze w tym tygodniu - chciałabym już jutro, ale nie sądzę, że zdążę.

Dziękuję za cierpliwość i jak zwykle za to że jesteście ! 

x LL

niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 21



 "Nic już nie będzie jak dawniej"

Był czwartkowy wieczór. Spędzali kolejną godzinę w bibliotece na nauce. Tak naprawdę tylko Hermiona zajmowała się książkami. Ron testował swoje nowe szachy, które dostał od Harry'ego na urodziny. Chłopcy nie grali w nie od pierwszej klasy i miło było spojrzeć jak ponownie główkują nad grą. Z drugiej jednak strony przywoływało to całkiem niemiłe wspomnienia. Granger wciąż pamiętała, jak była przerażona, gdy Ron oznajmił, że muszą być pionkami w rozgrywce podczas ich pierwszego roku szkolnego.
-Gdzie jest Ginny ? - zapytał nagle Ron.
-Nie wiem - mruknął Harry pod nosem.
Hermiona podniosła wzrok znad książki do Historii Magii i przyjrzała się przyjacielowi uważnie.
-Kłócicie się?
-Nie, dlaczego? - zapytał Harry dość nerwowo.
Granger pokręciła głową i uśmiechnęła się.
-Tak pytam, bez powodu.
Kątem oka zauważyła Deana  Thomasa, który podnosił książkę z ziemi. Zastanawiała się, czy przypadkiem nie podsłuchiwał ich rozmowy. Może wciąż liczył że wróci do Ginny? Hermiona lubiła chłopaka, ale kibicowała Harry’emu. Wiedziała, że uczucie które połączyło go i Weasley jest o wiele silniejsze niż to co oferował Dean.
Ron skupiony wpatrywał się w szachownicę przez dłuższy czas, aż Harry zaczął ziewać. Niespodziewanie Weasley powiedział triumfująco:
-Szach mat !
Dziewczyna podniosła wzrok i spojrzała na roześmianego Rona i zdezorientowanego Pottera. Weasley był pewny siebie - szachy nigdy nie sprawiały mu trudności, więc mógł się pochwalić swoimi umiejętnościami przed każdym, kto tylko się napatoczył. Oczywiście tylko Harry dawał się wciągnąć w te rozgrywki i jedynie dlatego, że Ron był jego przyjacielem.
-Gramy jeszcze raz?
-A może zajęlibyście nauką? - wtrąciła Hermiona. - Wciąż tylko gracie w te szachy albo śpicie. Czas wziąć się do książek. Ron, jak z twoją Obroną Przed Czarną Magią? Powinieneś się przygotować, bo Snape na pewno będzie pytał...
-Nawet mi o nim nie przypominaj ! - powiedział Ron podniesionym głosem.
Zza regału wychyliła się pani Pince. Zmierzyła ich wszystkich groźnym wzrokiem i syknęła, by byli cicho. Hermiona poczerwieniała lekko na policzkach i westchnęła, gdy bibliotekarka zniknęła za regałami.
-Jak sobie chcecie ! - powiedziała Granger.
Zabrała swoje rzeczy i przeniosła się na stolik obok. Poszła do działu z książkami o Zielarstwie i zaczęła szukać podręcznika Eloise Bridgett "Lecznice zioła i ich zastosowanie". Dziewczyna poważnie myślała o przyszłej karierze uzdrowicielki. Miała oczywiście świadomość, że nie będzie to najłatwiejsza praca, o ile w ogóle dostanie się na nauki. Dobrze radziła sobie w szkole, ale Hogwart to jedno a prawdziwe życie to co innego. Z drugiej jednak strony, czy to życie nie jest wystarczająco "prawdziwe" ?
Dziewczyna usiadła na chwilę przy stole i wbiła wzrok w książki. Nauka i dążenie do celu wymaga wiele determinacji, a kto jak kto, ale Granger ją ma. Potrafi być uparta i dążyć do celu, a wiedza łatwo wchodziła jej do głowy. Bała się jednak praktyk. Nawet jeśli zda wszystkie egzaminy, może zawieść będąc lekarką. Może nie być wystarczająco dobra i co najgorsze może nie umieć pomagać czarodziejom, a przecież o to jej chodziło. Chciała ratować życia, być zawsze pomocną ! Nie mogła już o tym myśleć - znalazła potrzebny jej podręcznik i zaczęła wertować strony. Nie potrafiła się jednak skupić- westchnęła, odwróciła się i odnalazła spojrzeniem chłopców. W tym momencie byli całkowicie rozluźnieni i nie martwili się o nic. Nie tracili czasu na rozmyślanie o szkole, nauczycielach, przyszłej pracy a już z całą pewnością nie myśleli o Voldemorcie. To było coś nowego i dziewczyna cieszyła się, że mogą choć na chwilę zapomnieć.
W tej chwili nie byli wybrańcami, bohaterami lecz zwykłymi uczniami, którzy spędzają swój wolny czas w bibliotece. Bardzo chciałaby, żeby już tak zostało - żeby na zawsze pozostali zwykłymi szesnastolatkami, bez zmartwień, problemów i świata do ocalenia.
Nagle jej rozmyślania przerwał głośny śmiech. Rozejrzała się i zobaczyła, że przy przeciwległej ścianie stoi Draco Malfoy i pochyla się nad Astorią, szepcząc jej coś do ucha. Dziewczyna zrobiła się czerwona jak piwonia i zaczęła się śmiać. Hermiona poczuła gniew, złość i smutek jednocześnie. Widziała, jak Astoria bawi się krawatem chłopaka i przyciąga go do siebie, drocząc się. Taki Malfoy był dla Hermiony kimś innym. Znała go tylko jako ponurego chłopaka, który nienawidzi szkoły, nauczycieli i wszystkich uczniów. Teraz najwidoczniej znalazł kogoś, kogo tak bardzo nie nienawidzi. Mimo że powinna się cieszyć, nie mogła.
Przyjrzała się jego twarzy, nie myśląc wcale o tym, co się stanie jak ją na tym przyłapie. Miał nieobecny wyraz twarzy, trochę zamyślony. Słuchał jak Astoria szczebiocze mu coś do ucha, ale Hermiona nie odnalazła na jego twarzy ani cienia szczęścia ani zainteresowania. Kiedy skończyła coś do niego mówić, na chwilę między nimi zapadła cisza. Hermiona schowała się za książkami, bojąc się, że ją dostrzegli, ale gdy znowu podniosła wzrok, oni pochłonięci byli sobą i to bardzo.
Po chwili Malfoy złapał ją za rękę i pociągnął za sobą za regał na książki, gdzie kontynuowali całowanie. Hermiona odwróciła wzrok. Po tym, jak potraktował ją ostatnio na imprezie, nie chciała by znów ją wyprowadził z równowagi. Ale najwidoczniej wciąż to robił, nawet nieświadomie. Chciała go tylko nienawidzić, za to wszystko co jej zrobił, a on wciąż dawał jej więcej powodów do nienawiści.
Schowała książkę do torby i podeszła pod stół chłopaków, oznajmiając, że musi już iść. Byli zbyt pochłonięci grą, żeby coś jej odpowiedzieć, więc tylko skinęli głowami.
Granger wyparowała z biblioteki i szła szybko w kierunku Pokoju Życzeń. Nie chciała tego przyznać, ale była zła. To słowo nie oddawało odpowiednio jej stanu w tamtej chwili. Ona nie była zła, tylko wściekła.
Tylko dlaczego ? Przecież ona go tak nie znosi ! Po ostatnim spotkaniu nie potrafiła myśleć o nim pozytywnie, a teraz poczuła, że będzie gorzej. Czemu jest taką głupią gęsią i się nim zamartwia? W końcu to Malfoy. Zawsze miał dziewczyny i to normalne, że ma kolejną. Nie powinna o tym myśleć, w końcu on jest przeklętym dupkiem, który jedyne co potrafi, to ranić ludzi dookoła.
Dziewczyna szła szybko. Nagle zobaczyła przed sobą Lavender, która od jakiegoś czasu bardzo chciała z nią porozmawiać. Hermiona nie miała ochoty na pogawędkę, szczególnie teraz, więc szybko schowała się za starą zbroją i przeczekała tam kilka dłuższych chwil.
-Hermiono!- usłyszała, że ktoś woła ją z oddali.
Hermiona wystraszona obróciła się, lecz niefortunnie zaczepiła o zbroję. Wszystko poleciało na ziemię i narobiło okropnego hałasu. Uczniowie odwrócili się i patrzyli na Gryfonkę ze śmiechem. Na dodatek zbroja była w nieciekawym stanie. Usłyszała szelest czyjeś szaty i nagle przed nią wyrósł Snape. Jęknęła cicho, jeszcze go tu brakowało !
Zmierzył ją surowym wzrokiem i uśmiechnął się jadowicie.
-Widzę, że niszczysz mienie szkoły, Granger. Minus piętnaście punktów dla Gryffindoru i tydzień szlabanu za tak haniebne zachowanie. Zgłoś się do Filcha, dzisiaj ! - syknął cicho i uśmiechnął się jeszcze raz.
Wyciągnął różdżkę i zaklęciami niewerbalnymi poskładał zbroję i ustawił ją znowu w odpowiednim miejscu.
Dziewczyna odwróciła się, chcąc pójść do Wieży Gryffindoru i zobaczyła Leo. Trzymał w dłoni kilka książek, pewnie również wracał z biblioteki.
-Hej. Przepraszam, to wszystko przeze mnie. Chciałem mu... - zaczął zdyszany.
-Nie ma sprawy, to moja wina- odpowiedziała pośpiesznie, zastanawiając się co mogłaby wymyślić, aby jak najszybciej odejść.
-Co ty robiłaś z tą zbroją?
Hermiona była zła i nie miała ochoty odpowiadać na jego pytania. Widząc jednak jego minę, odrzekła:
-Chowałam się przed kimś. A teraz przepraszam, ale muszę iść.
On jednak ją zatrzymał. Zauważyła, że miał roztrzepaną fryzurę. Właściwie cały jego ubiór był bardzo luźny - koszula wystawała mu spod swetra, krawat wisiał mu luźno na szyi a spodnie były nieźle pogniecione.
-Widziałem cię w bibliotece. Dlaczego wyszłaś tak nagle ? Śpieszysz się gdzieś?
Granger spojrzała chłopakowi w oczy, zastanawiając się co może mu powiedzieć.
-Coś mnie bardzo zdenerwowało - powiedziała po chwili.
Chłopak wyprostował się i lekko zmarszczył brwi.
-Mogę wiedzieć co ?
Hermiona westchnęła cicho. Tak bardzo chciałaby powiedzieć mu wszystko - o Malfoyu, o całym zegarku i frustracji jaka nią targa, ale wiedziała, że nie może. Niestety życie nauczyło ją, że nie można ufać ludziom.
-Chyba zostanie to moją tajemnicą.
-Nie ma sprawy - uśmiechnął się.
Chciała odejść, kiedy on złapał ją za dłoń i powiedział :
-Wszystko będzie dobrze, wiesz o tym? - kiwnęła głową zmieszana.- Chciałbym ci coś pokazać...
Dziewczyna spojrzała Leo w oczy - czy ten chłopak miał złe zamiary? Patrząc na niego i ten szczery błysk w oku nie mogłaby nic takiego pomyśleć. Chciała jednak uważać, w końcu pamiętała jak zakończyła się ostatnia znajomość.
-Nie jestem pewna...
Chłopak pociągnął ją i zaśmiał się :
-Chodź Hermiono, nie zjem cię, obiecuję.
Zastanawiała się gdzie ją prowadzi i trochę się bała. Prawdopodobnie Leo miał dobre chęci, ale wszystko to co przeżyła przez ostatnie kilka miesięcy, zostawiły pewną bliznę, która nigdy się nie zagoi.
Szli po schodach, które akurat nie sprawiały żadnych problemów. W końcu dotarli na trzecie piętro. Dziewczyna uniosła brwi zaskoczona, ale chłopak uśmiechnął się jedynie i nic nie powiedział, tylko pociągnął ją dalej.
-Leo, gdzie my idziemy ?
-To niespodzianka ! - wyszeptał.
Hermiona zauważyła, że wciąż trzymał ją za rękę i wcale nie miał zamiaru jej puścić. Było jej miło, choć tak naprawdę nie poczuła nic. Pustka. Wiedziała, że kiedy chłopak bierze dziewczynę za rękę, ona po prostu szaleje z nadmiaru emocji, ale Hermiona nie poczuła nic.
W końcu chłopak stanął przed dużymi ciemnymi drzwiami i zawołał:
-Oto drzwi do raju ! Alohomora! 
Zaciekawiona Gryfonka zajrzała do pokoju i buzia sama otworzyła jej się z zaskoczenia. Przed oczami miała niewielki przytulny pokój zastawiony regałami z książkami. Przez duże okiennice wpadało światło słoneczne, które sprawiało, że pokój wydawał się być cieplejszy. W powietrzu roznosił się zapach książek i kurzu.
-Co to za książki ? - zapytała podniecona podchodząc pod regały i wyciągając jedną.
-Okazuje się, że Hogwart ma ich nadmiar. Z jakiegoś powodu, wszystkie te dzieła zostały schowane w tej komnacie i zamknięte na klucz.
-Spójrz ! - zawołała podekscytowana. - To "Dziennik Czarodziei " Donny Blythe. To jedna z najbardziej poszukiwanych ksiąg na świecie !
Dziewczyna nagle zapomniała o chłopaku i spoglądała na kolejne tytuły. Było tego tak dużo. Niektórzy autorzy nie mówili jej nic, a niektórzy sprawiali, że miała ochotę od razu zająć się czytaniem.
-Jak myślisz dlaczego te wszystkie książki nie są w bibliotece?
-Myślę, że to może być prywatna kolekcja któregoś z nauczycieli lub Dumbledore'a - powiedział.
Hermiona podniosła wzrok na chłopaka. Oparł się o regał i patrzył z uśmiechem na dziewczynę.
-Możliwe... Tak więc nie powinno nas tu być. - Westchnęła. - Jeśli to Dumbledore'a... och, albo Snape'a ! Tylko pomyśl co by zrobił, gdyby zorientował się, że ktoś tu grzebał.
-Spokojnie, przychodzę tu od początku roku szkolnego. Nikt tu nie zagląda. Zdaję się, że ta osoba nie bardzo dba o swoje książki.
-Dość dziwne... - mruknęła, patrząc na stosik, który ułożyła już sobie przy nogach. - Przecież to wspaniałe dzieła ! 
Hermiona rozejrzała się dookoła zdumiona. Leo podszedł bliżej i oparł się o regał. Na jego twarzy igrał słaby uśmiech zadowolenia. Nie spuszczał Gryfonki ze wzroku. 
-Wiedziałem, że ci się tu spodoba - powiedział Leo po chwili.
Dziewczyna podeszła bliżej i przyjrzała mu się. Czemu ją tu przyprowadził? To na pewno było dla niego ryzykowne. Ale jednak z jakiegoś powodu wybrał akurat ją i pokazał dziewczynie ten sekretny pokój. Musiało to coś znaczyć, Granger nie chciała jednak, żeby było to prawdą. 
-Leo, dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś. To niesamowite miejsce, naprawdę. Chciałabym, żebyś wiedział, że ja... - zawahała się.
Nie wiedziała  co powiedzieć dalej. Speszona odwróciła wzrok, ale Leo stanął bliżej i odrzekł:
-Możesz tu przychodzić, kiedy będziesz miała na to ochotę. Nie chcę nic w zamian i rozumiem co masz na myśli. Nie będę się narzucać.
-To nie tak ! Po prostu lepiej żebyśmy zostali przyjaciółmi. 
Leo uśmiechnął się krzywo, ale pokiwał głową. 
-Jasne, brzmi świetnie.

W dormitorium nie było nikogo. Hermiona leżała na łóżku i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Chciała napisać list do rodziny, ale nie potrafiła skleić zdania, więc rzuciła pióro i się poddała. 
Leżała tak, słuchając wesołych rozmów uczniów z Pokoju Wspólnego. Nie miała ochoty schodzić na dół.
Nagle do dormitorium wpadła Ginny. Policzki miała zaróżowione, a oczy pełne łez. Zaskoczona Granger od razu wstała i podbiegła do przyjaciółki.
-Coś się stało ? - zapytała, ale Weasley wyrwała się i rzuciła na łóżko.
-Zostaw mnie w spokoju ! - chlipnęła Ginny.
Zrobiło się cicho, Hermiona poczekała chwilę, aż jej przyjaciółka uspokoi się, a później podeszła pod jej łóżko i usiadła obok. Patrzyły na siebie przez chwilę. W oczach Ginny widać było smutek pomieszany z wściekłością i żalem. W pewnym momencie, Hermiona poczuła, jakby to ona była czemuś winna. Ten niby zarzut Weasley bardzo ją zaniepokoił.
-Ginny, porozmawiaj ze mną - powiedziała cicho i łagodnie.
-Wydaje mi się, że obie zakochałyśmy się nieszczęśliwie. No wiesz, w chłopakach, którzy mają w życiu jakieś wielkie cele, a nas uważają  za nic.
Granger spojrzała na Weasley zdezorientowana. O czym ona mówiła ?
-Harry cię kocha. Wiem to - powiedziała stanowczo. - Nawet jeśli się pokłóciliście to nic nie znaczy, bo dla niego zawsze będziesz ważna.
Ginny pokręciła głową.
-Nie. Dla niego jest wszystko ważne, tylko nie ja. O niczym mi nie mówi, ciągle traktuje mnie jak dziecko... Mam tego dość. Wiem, że uważa się za bohatera, ale...ale...- zaczęła płakać jeszcze bardziej. 
Hermiona przytuliła ją i głaskała jej głosy, próbując ją uspokoić.
-Tak Hermiono. Możesz udawać tak jak ja przez te wszystkie lata. Ale tak jak ty wiedziałaś, że czuję coś do Harry'ego, tak ja teraz wiem, że czujesz coś do Malfoya. Niestety obie bardzo źle trafiłyśmy.
Granger odsunęła się od niej na chwilę. Poczuła napływającą złość. Wstała i zaczęła nerwowo chodzić po pokoju.
- Harry cię kocha ! Nie porównuj go do Malfoya. Nawet się nie waż ! - jej głos podnosił się.- Harry o ciebie dba, myśli o tobie, martwi się o ciebie. Kocha cię i nie wstydzi się tego przyznać. Jak możesz porównywać go do Malfoya? On nigdy… - poczuła, że zaraz się rozpłacze, ale z całej siły starała się odgonić niechciane łzy. - On nigdy nie traktował mnie tak jak Harry ciebie. Wręcz przeciwnie. Naśmiewał się ze mnie, groził mi, nazywał szlamą… A teraz obściskuje się z tą Astorią ! Myślisz, że dla mnie to  takie łatwe? Kiedy ty coś do kogoś czujesz, a ta osoba traktuje cię jakbyś była najgorszym koszmarem? Nie, to cholernie trudne. Ale jakoś z tym żyje. Ciesz się, że masz Harry’ego, bo możesz być pewna, że cię kocha. A nawet jeśli nie mówi ci o wszystkim, to tylko dlatego, że chce cię chronić.
Ginny patrzyła na nią zupełnie inaczej. Właśnie Hermiona wyznała, że czuje coś do Malfoya. Przyznała to, nie tylko przed Weasley, ale przed samą sobą. Zrozumiała, co każdego dnia przechodzi Granger i poczuła ukłucie bólu.
-Miona, przykro mi… Ja nie chciałam. - chlipnęła Ginny.
-Nieważne - odpowiedziała cicho Hermiona i wybiegła z dormitorium.
Miała w sobie tyle złości… goryczy… Nie była w stanie tego opanować. Wiedziała jedno - musi znaleźć się daleko od ludzi, jak najdalej. Wbiegła pod Pokój Życzeń. Starała się skupić na swoich myślach. Nie wiedziała jednak, o co prosić. Chciała schronienia, tylko tego. 
Próbowała uspokoić oddech, ale nie potrafiła. Dlaczego tak łatwo dała się wyprowadzić z równowagi? Na dodatek powiedziała słowa, których nie powinna. Była to jednak gorzka prawda. Czuła coś do niego i sprawiało to niewyobrażalny ból. Coś, czego chciałaby się pozbyć, bo nigdy nie poczuje się dzięki niemu szczęśliwa.  On zawsze będzie sprawiał jej ból i ona jemu. Oboje są toksyczni. Niezdolni do bycia razem.
Nagle usłyszała kroki za sobą. Odwróciła się i zobaczyła Malfoya. Był zaskoczony jej widokiem, nawet lekko zmartwiony. Szybko jednak powróciła jego kamienna twarz. Włożył ręce do kieszeni i dał kilka kroków do przodu.
-Coś się stało?
Jego głos był równie beznamiętny. Wręcz znudzony. Hermiona westchnęła i odgarnęła ręką włosy, które opadały jej na twarz. Próbowała wymyśleć jakąś wiarygodną wymówkę, coś co sprawi, że się od niej odczepi.
-Nie, po prostu... Za dużo się ostatnio dzieje.
Zabrzmiało to słabo, nawet jak dla niej.
Wywrócił oczami i oparł się o ścianę, tak że byli dokładnie na przeciwko siebie.
-Tak uważasz? - zapytał z kpiną.
-Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej - warknęła. - To i tak większość twoja wina, Malfoy.
Nie odpowiedział. Spojrzała na niego ukradkiem - patrzył na swoje ręce i wzrok Hermiony od razu spoczął na dwóch bladych dłoniach, smukłych, pięknych, ale też poranionych. Nie pytała skąd te rany, wiedziała, że jej nie odpowie. Nawet nie wiedziała czy chce wiedzieć.
-Idź sobie, Malfoy. Nie mam ochoty na pogaduszki z tobą. Ani teraz ani nigdy.
-Spokojnie…
-Jestem spokojna ! - podniosła nieznacznie głos.
Rozejrzała się wystraszona, bojąc się, że ktoś mógłby ją usłyszeć. Nie miała zamiaru dostać kolejnego szlabanu i to przez tego parszywego typka.
-Filch na pewno cię nie usłyszy.
-Skąd ta pewność? - zapytała podejrzliwie.
Na chwilę ich spojrzenia się spotkały, ale oboje nie potrafili patrzeć sobie w oczy. Nie po tym wszystkim co się stało.
-Wiem to, bo złapał mnie gdy tu szedłem i całkiem prawdopodobne, że wepchałem go do składzika na miotły i rzuciłem zaklęcie, które zamknęło drzwi.
-Zdajesz sobie sprawę, że będziesz miał kłopoty ?
-Coś tam napominał o dożywotnim szlabanie...- powiedział z krzywym uśmiechem.- Ale nie dbam o to.
Jak zwykle. Malfoy o nic nie dba, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Nic się dla niego nie liczy - rodzina, znajomi, szkoła... To wszystko nie ma większego znaczenia, zdaje się, że jest ponad to. Jakby Hogwart był tylko smutną koniecznością, którą trzeba przetrwać, a potem dopiero zacznie się jego życie.
To była kluczowa różnica między nim a Hermioną- dla niej liczyło się to co tu i teraz. Harry, Ron, Ginny, Hagrid... Ludzie którzy ją otaczali, lekcje, testy, eseje, nowe zaklęcia, wiedza. Czerpała radość z każdej chwili spędzonej w Hogwarcie, bo jej życie poza nim nie wyglądało tak pięknie. W końcu była mugolką - gdyby nie Hogwart, jej życie byłoby nudne, szare, bez smaku. I także bez tak wielu niebezpieczeństw, co trzeba przyznać.
-Dlaczego tu jesteś ? - zapytał.
-Nie twój interes, Malfoy. Pytanie, co ty tu jeszcze robisz?
Chłopak posłał jej słaby uśmiech i wyciągnął coś zza marynarki. W dłoni trzymał prawie pełną butelkę Ognistej Whisky.
-Chciałem się po prostu napić, a Pokój Życzeń to idealne miejsce do małego pijaństwa.
Tak, to było idealne miejsce do ucieczki, do robienia wszystkiego na co się ma się ochotę. Nie lubiła alkoholu i raził ją, nie tylko dlatego że była Prefektem, ale dlatego że miała takie zasady. W tym jednak momencie pragnęła poczuć gorzki smak Ognistej - poczuć falę żaru, która rozerwie jej gardło i namiesza w głowie.
Patrzyła jak Malfoy odkręca butelkę i bierze łyka. Zauważył, iż mu się przygląda i cicho się zaśmiał. Jego śmiech był melodyjny i niewymuszony. Hermiona chciała usłyszeć go jeszcze raz, choć było to prawie niemożliwe.
-Zaproponowałbym ci, ale nie chcę mieć na ciebie złego wpływu. 
Zaśmiała się trochę głośniej niż powinna. Uciszyła się, ale mimo wszystko powiedziała z rozbawieniem:
-I tak masz na mnie zły wpływ. Nie powinnam tu nawet być, gdyby złapano mnie, Hermionę Granger, Prefekta o tej porze na korytarzu w środku nocy... to byłoby nieodpowiednie.
-To dlaczego stąd nie pójdziesz?
Zmrużyła groźnie oczy i wycelowała w niego palcem.
-O nie ! To ja byłam tu pierwsza. Ty dopiero co się pojawiłeś ! Jeśli ktoś miałby teraz odejść to właśnie ty.
Malfoy pociągnął kolejny łyk i odparł z uśmiechem:
-Nigdzie się nie wybieram.
-Wspaniale! Ja tym bardziej !
Ta scenka była co najmniej komiczna - dwójka najgorszych wrogów, siedzących naprzeciwko siebie. Jedno miało na sobie krawat z barwami Gryffindoru, drugie miało znaki Slytherinu.
Pochodzili z dwóch różnych domów, z dwóch różnych światów.  Nie można było ich poróżnić jeszcze bardziej, a mimo to siedzieli tak, w nocy na szkolnym korytarzu, gdzie ktoś  z łatwością mógłby ich nakryć i nic sobie z tego nie robili.
-Widziałem, że kręcisz się z tym Drew. Chodzisz z nim ?
Zmarszczyła brwi i posłała mu zdziwione spojrzenie.
-Nie. Widziałam cię w bardzo bliskim kontakcie z Astorią. Chodzisz z nią? - odwdzięczyła się.
Usłyszała jego cichy śmiech, ale bała się na niego spojrzeć. Z drugiej strony  cieszyła się na obrót rozmowy, tak bardzo dość miała kłócenia się.
-Czyżbyś była zazdrosna?
Prychnęła cicho, na co on zaśmiał się głośniej.
-Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele i pamiętaj kto zaczął.
Nie odpowiedział. Zastanawiała się, czy przypadkiem to nie koniec ich rozmowy. Może po prostu powinna już pójść ? Coś jednak sprawiało, że nie potrafiła podnieść się z miejsca. A może nie chciała ?
Malfoy najwidoczniej działał na nią jak magnes. Sprawiał jednak, że im bliżej jego się znajdowała, tym gorsze rzeczy się działy.
-Nie jestem z Astorią - powiedział cicho po dłuższej chwili.
Nie chciała by się jej tłumaczył. Bała się kłamstw.
-Byliście bardzo sobie bliscy w bibliotece - odrzekła.
-Ona pomaga mi zapomnieć.
Hermiona poczuła jak jej serce zaczyna szybciej bić. Podkuliła kola i objęła je rękami. Między nimi pojawiło się pewne napięcie.
-O czym?
Zmusiła się by na niego spojrzeć. Patrzył przed siebie, lecz po chwili odwrócił wzrok na nią.
-O tobie.
Przełknęła ślinę. Draco miał kamienny wyraz twarzy, ale najwidoczniej sprawdzał jej reakcję. Był ciekawy tego, co odpowie, ale Hermiona zaniemówiła. To oczekiwanie sprawiło, że serce jeszcze bardziej przyśpieszyło jej tempa. Odgarnęła włosy z twarzy i odwróciła wzrok.
-I to działa ? -zapytała po chwili.
Kątem oka zauważyła, że również przestał na nią patrzeć, ale uśmiechnął się lekko.
-Nie bardzo. Wciąż nie dajesz mi spokoju.
-Mam wrażenie, że to ty mnie ciągle męczysz- odparła.
-Najwidoczniej tak na siebie działamy - mruknął.
Usiadł obok niej. Jej ciało znieruchomiało i przez chwilę przestała oddychać. Bała się popsuć moment, odzywając się. Bo co niby miała by powiedzieć?
Poczuła jak Malfoy delikatnie dotyka jej ramienia. Zamarła, kiedy jego smukłe palce odnalazły jej blizny. Przejechał powoli po każdej z literek, a kiedy skończył Hermiona wzięła głęboki oddech. Chciała w tej chwili wstać i odejść, ale nie była w stanie się poruszyć.
Spojrzała na niego, ale on znów patrzył przed siebie. Wściekła odwróciła wzrok.
-Muszę iść... - zaczęła cicho.
Złapał ją za rękę i wtedy spojrzał prosto w oczy. Zaskoczona zamarła.
-Powiedziałem, że nie chcę twojego wybaczenia i to prawda. Chciałbym żebyś mnie nienawidziła - powiedział poważnie.
-Jedyne co nienawidzę, to fakt, iż nie potrafię cię nienawidzić ! - powiedziała zła.
-Czyli oboje jesteśmy w beznadziejnej sytuacji - szepnął.
-Najwidoczniej - warknęła.
Nie mówił nic przez chwilę, jakby nad czymś rozmyślając. Zastanawiała się, czy coś jeszcze powie, czy zaraz zniknie jak zwykle.
-Przepraszam cię, Granger. Za ten napis. To było na początku roku, ja byłem wściekły na ciebie i ... Tłumaczenie się nie zmieni faktu, że zrobiłem okropną rzecz. Chciałem ją odwrócić, ale było już za późno, jak to bywa z czarną magią.
Hermiona zadrżała. Zabrała swoją dłoń i objęła się, nie wiedząc, czy to z zimna czy z powodu jego słów, ale poczuła jak ogarnia ją niewyobrażalny chłód.
-Wiem, że myślisz, że jestem okropnym człowiekiem i nie zaprzeczę...
-Nie jesteś okropny. Tylko zagubiony. - szepnęła cicho.
Jego oczy spotkały jej. Gdyby tylko mogła pochwycić ten moment, zatrzymać go na dłużej. Spojrzenie jego oczu, po raz pierwszy wyrażały tak wiele uczuć w tym nawet... słabość.
Już miała coś powiedzieć, kiedy nagle usłyszała stukot obcasów. Była pewna, że to McGonagall. Tylko co ona tu robiła? Już chciała dać nogę, kiedy Malfoy szybko przeszedł obok ściany coś mamrocząc. Przestraszona nasłuchiwała.
-Szybciej ! - pisnęła.
Malfoy rzucił jej wściekłe spojrzenie, ale w tym momencie obok nich pojawiły się drzwi. Malfoy złapał za klamkę i szybko wepchał Hermionę do środka. Sam również wszedł za nią i zatrzasnął drzwi. Zdyszani padli na ziemię i nasłuchiwali. McGonagall przeszła obok drzwi i zatrzymała się na chwilę. Przerażona Gryfonka spojrzała na Malfoya i chciała coś powiedzieć, ale zakrył jej ręką usta. W jego oczach widziała nakaz : bądź cicho.
Nauczycielka przeszła się raz obok ściany i Hermiona zastanawiała się, czy jest w stanie się tam dostać. Nastała cisza, oboje w ciszy czekali. Po chwili McGonagall jakby dając za wygraną, poszła dalej. Oboje odetchnęli z ulgą. Malfoy zabrał rękę i odsunął się od dziewczyny.
-Musimy poczekać. To zbyt niebezpieczne, żeby teraz wyjść. Możliwe, że na to właśnie czeka.
Granger nie potrafiła sobie wyobrazić McGonagall czyhającej na nich pod drzwiami Pokoju przez pół nocy, ale z drugiej strony zawsze istniała możliwość, że nie była to McGonagall.
Hermiona nagle zorientowała się gdzie są- wstała i rozejrzała się dookoła. Pokój Życzeń zmienił się w dość ponurą komnatę, z piękną czarną tapetą na ścianach, ciemnymi meblami i wielkim łożem z mahoniu. Było to na pierwszy rzut oka najbardziej ponure miejsce, jakie kiedykolwiek widziała, lecz coś sprawiło, że pomyślała jedynie o tym, jakie jest piękne.
Rzuciła mi pytające spojrzenie, a chłopak podszedł pod ciemną, skórzaną kanapę i usiadł na niej i powiedział cicho:
-To jest odwzorowanie mojego pokoju.
Granger ponownie się rozejrzała - tak, to było bardzo w stylu Malfoya. Wszystko wyglądało… drogo i surowo.
-Przytulnie. - powiedziała, udając lekki ton.
Malfoy zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
-To było jedyne miejsce, jakie mogłem wymyśleć…
Zastanawiała się, czy nie było to przypadkiem jedyne miejsce, w którym czuł się bezpieczny lub z którym łączyły się jakieś wspomnienia. Z całą pewnością nie było to przytulne, ciepłe miejsce, o którym można miło myśleć. Ale z drugiej strony nie potrafiła sobie wyobrazić ciepła rodzinnego u Malfoyów.
Przymknął oczy, udając wielce zmęczonego jej mówieniem. Hermiona usiadła na fotelu naprzeciwko i podkuliła kolana pod brodę. Czuła, że robi jej się zimno.
Hermiona zerknęła na nieduże świeczki i blade światło, jakie padało na nich. Z całą pewnością był to jeden z powodów, dlaczego nie czuła się tu dobrze.
-Oj, Granger. Gdybyś tylko wiedziała jak zły byłem, gdy zobaczyłem cię dzisiaj z tym Drew. Po raz kolejny !
Dziewczyna wyprostowała się i patrzyła na Ślizgona. Wyciągnął Ognistą i upił kolejny duży łyk, po czym spojrzał na nią. W jego oczach był ogień - jakaś złość, pasja… Zaskoczona drgnęła.
-Wiem, idiota ze mnie. Sam całowałem dziś Astorię, ale nie mogłem przestać myśleć o tym, że wolałbym całować ciebie.
Hermiona wstała i on też. To  była chwila, moment i już zderzyli się trochę nieporadnie, ale z uczuciem.
Jego usta odnalazły jej i pocałował ją tak, że przytrzymała go mocniej za ramię, żeby nie upaść. Dotknął jej policzka, a drugą dłoń wplótł w jej włosy, zbliżając ją jeszcze bliżej do siebie.
Uwielbiała jego zapach, to jak ją dotykał - delikatnie, ale jednocześnie stanowczo. Ta delikatność, którą w sobie odnajdywał specjalnie dla niej, sprawiała, że każdy jego dotyk był dla niej czymś niesamowitym. Nie mogła tego znieść.
Kiedy musnął palcami jej szyję i obojczyk, oderwała się od niego. Oddychali łapczywie, ich twarze dzieliło kilka centymetrów.  Patrzyli sobie w oczy, ale żadne z nich nie dało rady nic powiedzieć.
 Musnął jej policzek i odgarnął kilka niesfornych kosmyków  włosów, które najwidoczniej mu przeszkadzały.
-Przepraszam cię, okay? Za znaki, za… wszystko.
Nie zdawała sobie sprawy, ale do oczu napłynęły jej łzy. Gdy to zobaczył cały zesztywniał, jakby nie wiedząc co zrobić.
-Dlaczego płaczesz, Granger ? Proszę cię… - uciekła spojrzeniem, próbując ukryć łzy, ale złapał ją za podbródek.- Spójrz na mnie.
Chciała mu się wyrwać, ale złapał ją za ręce i zmusił by przestała.
-Dlaczego płaczesz Granger? -jego głos był surowy, co sprawiło, że Hermiona popłakała się jeszcze bardziej.
Westchnął cicho i przytulił ją, szepcząc do ucha by się uspokoiła.
-Znów to zrobisz, tak? Znikniesz, staniesz się dla mnie okropny… Wyjdziemy stąd i znów będzie jak dawniej.
Odsunął ją od siebie i powiedział z powagą:
-Nic już nie będzie jak dawniej.

***
Tak, to racja. Nic już nie będzie jak dawniej. 
Mam nadzieję, że spodoba się wam rozdział i nie mogę się doczekać komentarzy. 
Dajcie znać, że tu jesteście ! Jeśli jeszcze ktokolwiek jest na tyle cierpliwy i czeka na moje rozdziały, które
 nie dość, że nie wychodzą regularnie to między nimi są całkiem spore odstępy. Przepraszam, mam nadzieję, że zrozumiecie, ale czasami mam małe kryzysy.
Nie mam pojęcia, kiedy będzie następny, ale mam już na niego pomysł. A jak się ma pomysł, to trzeba jedynie znaleźć czas na realizację.
Anyway do wszystkich czytelników, stałych i nowych: dziękuję, że jesteście !