"Długa noc"
Błonie zalewało ciepłe zachodzące słońce. Uczniowie jednak nie mieli w cale
zamiaru chować się w zamku, ale pozostali na dworze - rozmawiając, śmiejąc się
i wygłupiając. Seamus został zauważony z Parvati pod jednym z drzew,
gdzie siedzieli i trzymali się za ręce.
Gdzieś z oddali słychać było podniesiony głos Lavender. Brown słychać było z oddali,
tak że Ron skrzywił się nieznacznie, słysząc ją.
Hermiona spojrzała na chłopaka i zastanowiła się czy jest mu przykro. Nie
kochał jej, to jasne, ale może lubił i to bardzo ? Nie ma nic gorszego jak
utrata kogoś ważnego.
Chciała już go o to zapytać, gdy on spojrzał na nią i na Harry’ego i z
uśmiechem powiedział:
-Jak ja się cieszę, że to już nie mi chichra się do ucha ! Miałem tego dość
! Jak można się ze wszystkiego cieszyć?
-Och, Ron… - zaczęła Hermiona z miną pod tytułem „ty zupełnie nie rozumiesz
kobiet”.
Ron podniósł się i spojrzał na nią zdziwiony.
-O co ci chodzi? Przecież wiesz, że mam rację! Sama jej nie znosiłaś, ale
jak już mówię, że mnie wkurza, to patrzysz na mnie jak na wariata.
Hermiona uniosła lekko brwi i odpowiedziała:
-Wciąż jej nie trawię i nie powiem, że cieszę się, że w końcu zrozumiałeś
prawdę o Lavender, ale…
-Ale co?
Chciała coś powiedzieć, ale właśnie zobaczyła niedaleko
chłopaka, ubranego jak zwykle na czarno, którego blada twarz wyróżniała się
wśród grupki opalonych Ślizgonów.
Hermiona nie mogła powstrzymać się by na niego nie spojrzeć. Wiele jej
powiedział na ostatnim spotkaniu, ale nie była pewna czy mu wierzyć, a poza
tym… To Hogwart, tutaj przyjaźń między Gryfonem a Ślizgonem nie ma szans, a co
dopiero…
Szybko wyrzuciła z siebie tą myśl, jakby przerażona, że któryś z jej
przyjaciół mógłby przeczytać jej myśli.
Był otoczony swoimi znajomymi, albo ludźmi którzy chcieli nimi być. Obok
niego jak zwykle kręciła się Parkinson, ale już nie rzucała mu się w ramiona.
Może jej coś powiedział? Crabbe i Goyle wciąż trzymali się przy Malfoyu, pewnie
ze strachu - nie tylko przed nim, ale też przed tym, co by ze sobą zrobili bez
niego.
Gdzieś dalej stali Royce, Dunn i White - Ślizgoni, których jak słyszała
Malfoy „toleruje”. Ale oczywiście nikt z tej grupki nie zasługiwał na miano
przyjaciela Draco Malfoya. Najwidoczniej uważał, że jest ponad to.
Zerknęła ostatni raz na Malfoya, a wtedy on spojrzał na nią. Poczuła, jak
całe jej ciało przechodzi dreszcz. Niepokojący dreszcz, ale jakże
ekscytujący. Wytrzymała dwie sekundy, ale później odwróciła wzrok na Rona. Okazało
się, że on i Harry się przyglądali jej przez cały czas. Spanikowana zastanowiła
się, ile czasu mogło minąć. W końcu mogła się wpatrywać w Malfoya sekundy,
minuty, godziny…
Ron zrobił kwaśną minę i odwrócił się. Wyciągnął z torby podręcznik do
Obrony Przed Czarną Magią i udawał, że coś czyta, choć każdy dobrze wiedział,
że Ronald Weasley nigdy nie sięgnąłby do jakiegokolwiek podręcznika z własnej
nieprzymuszonej woli. To było po prostu niemożliwe.
Harry przekrzywił głowę, a okulary zsunęły mu się lekko z nosa.
-Hermiono…
-Napisaliście już ten esej dla Snape’a? Szaleństwo ! -wybuchła Gryfonka. -
Naprawdę oszalał, nie jestem w stanie napisać tak długiego wypracowania
na temat zaklęć-tarczy. Wiem, że to jest dziwne, ponieważ zawsze piszę
najdłuższe prace domowe ze wszystkich, ale tym razem po prostu nie wiem co
napisać ! - jej słowotok mógłby trwać długo, ale nagle przeraziła się jeszcze
bardziej i pisnęła - Muszę iść do biblioteki.
Chłopcy spojrzeli, jak Granger pakuje szybko książki i jeszcze szybciej
biegnie ku wejściu do zamku, ze spuszczoną głową, jakby zrobiła coś
niewyobrażalnie złego.
W sobotę na śniadaniu rozeszła się wiadomość, że Thomas Brody, Puchon z
siódmej klasy organizuje imprezę. Razem ze swoimi kolegami odnaleźli idealne
miejsce na imprezy- znajdowało się ono niecały kilometr od chatki Hagrida, na
skraju Zakazanego Lasu. Największym plusem tego miejsca był fakt, iż nie widać
było go z zamku, więc nauczyciele nie mogli ich zobaczyć. Dodatkowo nie było to
bardzo daleko, więc mieli jedynie kilka minut drogi z powrotem do łóżek. W tym
miejscu znajdował się mały strumyk i miejsce ogólnie sprawiało wrażenie
spokojnego.
Nie wszyscy rzecz jasna byli zaproszeni. Brody razem ze swoimi kumplami i
dość wredną, a bardzo ładną dziewczyną Cindy Grey postanowili wysłać
zaproszenia jedynie do wybranych osób. Tak więc, gdy nadszedł czas na pocztę,
uczniowie zobaczyli większość szkolnych sów, roznoszących zaproszenia w
ciemnych kopertach.
Jakież było zdziwienie panny Granger, gdy przed jej talerzem z owocami
wylądowała mała, zmizerniała sówka , trzymająca w dzióbku kopertę . Rozejrzała się
dookoła, pewna, iż jest to pomyłka. Nawet nie znała tego
Brody’ego, a już zupełnie wzgardzała jego imprezami, które zawsze były pełne
Ognistej Whisky i innych tajemniczych specyfików, które jak słyszała kupował
hurtowo od jakiegoś tajemniczego typka z Dziurawego Kotła.
Sówka domagała się, by dziewczyna odebrała od niej ciążącą przesyłkę. Ron
wyciągnął głowę i zajrzał na adresata. To na pewno nie pomyłka - na kopercie widnieje jej
nazwisko. Harry popijając sok, zerknął jej przez ramię i powiedział :
-No, otwieraj !
Żaden z nich nie dostał zaproszenia, co było bardzo dziwne. Nie chcieli mieć
na imprezie Wybrańca, a zaprosili kujonkę? Coś jej tu zupełnie nie pasowało.
Odwróciła się i spojrzała w stronę stołu Puchonów i nagle doznała olśnienia.
Leonard Drew patrzył na nią i uśmiechał się szeroko. Z ruchu ust rozpoznała, iż
mówi:
-Otwieraj.
Odwróciła się i lekko speszona otworzyła kopertę.
Droga Hermiono
Granger,
Brody poprosił mnie o
zrobienie zaproszeń na jego, jak to ujął
„zajebistą-imprezę-z-mnóstwem-ludzi-masą-magicznego-badziewia-i-Ognistą”.
Myślę, że nazwa sama mówi za siebie.
Wiem, że nie jesteś
typem imprezowiczki - miałem okazję się przekonać u Ślimaka. Widać było po
Twojej minie, że pragnęłaś jedynie się stamtąd wydostać. Pomyśl, że na imprezie
u Thomasa będzie zapewne o wiele gorzej, ale jeśli chciałabyś się tam pojawić,
chociaż dla mnie, byłbym dozgonnie wdzięczny i oczywiście wielce uradowany.
To swego
rodzaju prośba - ratuj mnie od ich niedojrzałego, beznadziejnego towarzystwa.
Tak czy inaczej, nie
odpowiadaj na ten list, bo szkolne sówki chyba są dość zmęczone.
Po prostu przyjdź.
Twój przyjaciel (albo
przynajmniej taką mam nadzieję),
Leo
Hermiona poczuła, że na jej twarzy pojawia się promienny uśmiech.
Oczywiście, że zupełnie nie miała ochoty na imprezę u Brody’ego. W końcu go nie
znała ! Ale myśl o tym, że zawiodłaby Leo, którego przecież tak bardzo lubiła,
sprawiła, że zmieniła zdanie.
Ron miał pytająca minę - z pewnością nie potrafił
pojąć, jakim cudem Hermiona dostała zaproszenia od chłopaków, z którymi nigdy nie zamieniła zdania.
-Zamierzasz pójść? - zapytał Harry.
-Sama nie wiem.
-Przecież ty tam nikogo nie znasz ! - powiedział Ron uniesionym głosem.
Hermiona spiorunowała go wzrokiem i wysyczała przez zaciśnięte zęby:
-Mylisz się, Ronald. Znam.
-Tak? Niby kogo? -rzucił napastliwie.
-To nie twoja sprawa ! - zaperzyła się. - Ale jeśli musisz już koniecznie to wiedzieć nazywa
się Leonard Drew i jest świetnym kolegą !
Powiedziawszy to, oburzona wstała ze stołu z zamiarem pójścia do
Wieży. Na jej drodze stanęła Lavender Brown.
-Cześć, Hermiono ! - rzuciła lekko zlękniona. - Czy my… mogłybyśmy
porozmawiać na osobności? W jakimś innym miejscu?
Gryfonka spojrzała na nią, wciąż zdenerwowana i fuknęła :
-Przepraszam, Lavender, ale bardzo się śpieszę i nie mam czasu na rozmowy.
Był wieczór, w dormitorium było pusto - wszyscy siedzieli w Pokoju
Wspólnym, albo wałęsali się po zamku. Hermiona zastanawiała się, dlaczego
właściwie chce iść. Lubiła Leo, ale bała się, że chłopak pomyśli sobie coś
więcej i zacznie ją naciskać, a ona nic do niego przecież nie czuje. Niestety, zawsze
kochamy tych, których nie możemy mieć, a Hermiona ostatnio przyznała się przed
samą sobą, że kocha Draco.
Dziewczyn przyjrzała się sobie w lustrze- założyła bordową koszulkę z krótkim
rękawkiem, szary sweterek i wygodne spodnie. Nie miała zamiaru się
nadzwyczajnie stroić, jakoś jej nie zależało.
Słyszała co prawda, że Brody zaprosił sporo Ślizgonów, ale wątpiła, by Draco
Malfoy pojawił się wśród nich. Frustrowało ją to wszystko - on. Powiedział, że
nic nie będzie jak zawsze, a nie odezwał się do niej - jak zawsze.
Wzięła głęboki wdech, przeczesała włosy i spojrzała na siebie ze stanowczością.
Jeśli się do niej nie odezwie, to po prostu powie mu w końcu, żeby więcej już
nigdy nie ważył się jej całować i w ogóle zawracać jej głowę. I zajmować serce,
pomyślała.
Och, jak ona go nienawidziła. Tak się po prostu nie robi ! Nie zostawia się
dziewczyny, która już dawno wpuściła cię do swojego serca, umysłu - do całej
siebie.
Tak, stanowczo mu to powie i spróbuje zakończyć wszelkie kontakty. Dlaczego
ciągle musi się przez niego złościć ? Ona zasługuje na kogoś sto razy lepszego.
Serce podpowiada jej jednak, że wolałaby tego złego.
Z zamku wyszła kilka minut po dwudziestej, pomyślała, że lepiej się spóźnić niż przyjść wcześniej. Nie wiedziała dokładnie, gdzie ma iść, więc stanęła za chatką Hagrida i rozglądała się.
Po chwili zobaczyła czerwone iskierki, które pojawiały się i znikały co
chwila. To musiały być drogowskazy. Ruszyła za nimi i już po kilku minutach
drogi, kiedy jej buty były przemoczone rosą, a wzrok zdążył się przyzwyczaić do
ciemności, Hermiona zobaczyła ognisko. I to nie byle jakiego ognisko - wielkie,
otoczone specjalnym zaklęciem ochronnym. Dookoła pełno było uczniów, dziewczyna
rozpoznała kilka twarzy, ale ze zdziwieniem stwierdziła, że jest jedyną
Gryfonką w towarzystwie. Zauważyła kilku Ślizgonów, którzy przyglądali jej się
z niepokojącymi wyrazami twarzy. Pewnie poczuli się urażeni jej obecnością. Ona
jednak uniosła brodę i spojrzała na nich wyzywająco. Nie miała powodów by czuć
wstydu, aczkolwiek poczuła ukłucie wściekłości. Nie powinna tu w ogóle
przychodzić. Gdzie się podziewał Leo? Rozpoznała jego kolegów, w końcu
większość obecnych to byli Puchoni, ale nigdzie nie widziała Drew.
Nagle poczuła, że ktoś dotyka ją w ramię i z uśmiechem odwróciła się,
myśląc, że to Leo. To nie był jednak on. Wielka, niezgrabna łapa należała do
Thomasa Brody'ego - tego osiłka, muskularnego typka, który właściwie był znany
jedynie z hucznych imprez. U jego boku doczepiła się Cindy, która była już
lekko zalana i patrzyła błędnym wzrokiem na podenerwowaną Hermionę.
Thomas sprawiał wrażenie na trzeźwego, ale gdy otworzył buzię, Granger
zrozumiała, że impreza musiała zacząć się wcześniej.
-He-He-Hermiona Granger, ta-a-ak? - powiedziawszy to czknął głośno.
-Tak - wyciągnęła rękę.- Miło mi.
Thomas silnie uścisnął jej biedną rękę i zaśmiał się głośno.
-Och, Drew mówił mi, że cię zaprosi.
-Widziałeś go gdzieś ? Właśnie go szukałam.
Chłopak rozejrzał się dookoła, ale Hermiona szczerze wątpiła, by cokolwiek
ogarniał.
-Nie, chyba nie-e-e widziałem. A ty, cukiereczku ?
Cindy zaśmiała się cicho i pokręciła głową. No tak, wspaniale - pomyślała
Hermiona. Ona specjalnie wybiera się na imprezę dla niego, a ten głupek ją
olewa.
-Może chcesz się czegoś napić ?- zapytał jakiś Puchon, trzymając kilka
butelek Ognistej i innych specyfików.
Hermiona złapała jedną butelkę Ognistej i odeszła od tańczącej grupki.
Usiadła na prowizorycznej ławce i spoglądała na tłum, szukając Leo.
Zdecydowała, że jeśli nie pojawi się w ciągu dwudziestu minut, ona wraca do
zamku.
Dziewczyna upiła kilka łyków Ognistej. Nikt by nie pomyślał, że Gryfonka
mogłaby to zrobić, ale była po prostu zdenerwowana i chciała się czymś zająć.
Napój palił jej gardło i po pierwszym łyku omal się nie udławiła. Później
jednak picie przyszło jej łatwiej, chociaż wiedziała, że Ognista Whiskey z
pewnością nie będzie jej ulubionym napojem.
Minuty mijały, a Leo wciąż się nie pojawiał. Rzuciła pustą butelkę i stała, by go poszukać lecz nagle upadła na ziemię. Zdziwiona popatrzyła na swoje nogi i nie wiedziała, dlaczego
odmówiły jej posłuszeństwa. Po jednej butelce Ognistej?
Otrzepała ubrania i wstała. Tym razem nie upadła, ale poczuła, że lekko
kręci jej się w głowie. Jęknęła cicho. Musi się stąd wydostać- nie obchodził ją
już Leo, zachował się niemiło, ale ona nie miała zamiaru na niego czekać w
nieskończoność.
Mijała pijanych Puchonów, którzy próbowali wyrwać Ślizgonki do tańca, lecz
ich koledzy z Slytherinu patrzyli na Puchonów rozgniewani. Czuć było, że
atmosfera jest napięta. O dziwo po chwili jeden ze Ślizgonów, wyciągnął
różdżkę. Hermiona zaskoczona zeszła mu z drogi i patrzyła, jak ten idzie z
wycelowaną różdżką w stronę jednego z kolegów Brody’ego.
Zapewne dalej stałaby tak i przyglądała się tej sytuacji, gdyby nie
stanowcza ręka, która pociągnęła ją w bok w las.
Hermiona pisnęła cicho, ale szybko się uspokoiła, gdy zobaczyła sprawce.
Przed nią stał Draco Malfoy. Na początku zobaczyła iskierki w jego oczach, ale
szybko zmieniły się i jego spojrzenie stało się badawcze. Dziewczyna
zarumieniła się delikatnie i spojrzała w dół.
-Co tu robisz? - zapytała po chwili, trochę niepewna swojego głosu.
Malfoy stał przez chwilę w ciszy, czuła jego palące spojrzenie na sobie. Na
jej szyi wyskoczyły czerwone plamy- czuła się zawstydzona.
-Granger, czy ty coś piłaś?
Hermiona podniosła wzrok i poważnie popatrzyła na Malfoya.
-A co cię to obchodzi? - warknęła, a on odsunął się od niej lekko.
Zmrużył oczy i pokręcił głową z dezaprobatą.
-Och, Granger, Granger. To nie jest impreza dla żółtodziobów…
-Uch…- fuknęła Hermiona i już rzuciła się na niego.
Chłopak złapał ją za ręce i szybko pociągnął w las, a tam przygwoździł ją do
pierwszego drzewa. Hermiona poczuła, jak jej oddech przyśpiesza, a jego delikatnie
muska jej skórę. Przytrzymywał ją w tali, tak że byli na równi.
Dziewczyna nie mogła znieść tego napięcia. Przyciągnęła go jeszcze bliżej siebie,
a wtedy on ją pocałował. Hermiona czekała tak długo, żeby znów posmakować jego
ust. Dotknęła jego włosów, szyi… Poczuła, że właśnie dzieje się coś
przełomowego - Malfoy naprawdę pozwala jej się dotknąć.
Gdy poczuła jego dłoń na policzku, jęknęła cicho, a on przycisnął ją
bardziej do drzewa. Całowali się dalej - bez końca, bez opamiętania. Nie było
jej już zimno, całe ciało rozgrzało się w szybkim tempie. Poczuła, że cała się
rozpada, gdy ręce Malfoya delikatnie błądziły po jej ciele. Nie pozwalał sobie
jednak na za wiele i Hermiona była mu wdzięczna. Wiedziała, że lepiej jej nie
prowokować - zrobiła się zbyt impulsywna.
Nagle gdzieś niedaleko usłyszeli odgłos łamiącej się gałęzi. Hermiona
odsunęła się od Malfoya, ale on nie przestawał jej trzymać. Rozejrzała się
dookoła - las skąpany był w ciemnościach, a cisze przerywał jedynie cichy
szelest liści.
-Hermiona? - szepnął.
Jej imię wypowiedziane przez niego zadziałało piorunująco - spojrzała na
niego. Dziwnie było patrzeć tak na niego z bliska, wpatrywać się w jego oczy i
widzieć w nich tylko swoje odbicie.
-Zdawało mi się, że coś słyszałam - szepnęła i spuściła oczy speszona.
Nie przywykła do niego i to jeszcze tak blisko. Nie potrafiła udawać
obojętnej, bo taka nigdy nie była.
-Hej, spójrz na mnie - szepnął.
-Dlaczego się do mnie nie odezwałeś? - zapytała spoglądając na niego.
Nie chciała brzmieć jak dziecko, ale nie potrafiła pohamować złości. Jego
usta wykrzywił delikatny uśmieszek. Za to też była zła i walnęła go w ramię.
-Bądź poważny ! - warknęła.
-Jestem absolutnie poważny - powiedział pośpiesznie.- Tylko… nie miałem pojęcia, że będziesz o mnie tyle
myśleć.
Jego ton znów był prześmiewczy. Hermiona odwróciła wzrok i wyplątała się z
jego ramion.
-Wcale nie myślałam - burknęła, poprawiając ubrania.
Wywrócił oczami i oparł się o drzewo. Jego szelmowski uśmieszek nie schodził
mu z ust, co wprawiało ją w okropną wściekłość.
-Kłamczucha - zaśpiewał cicho.
Hermiona podeszła pod niego i zadarła głowę, żeby spojrzeć mu prosto w oczy.
Draco uniósł brwi i wyczekiwał na to, co takiego ma do powiedzenia.
-Wcale o tobie nie myślałam przez cały czas, po prostu zauważyłam brak
jakiegokolwiek odzewu, a obiecałeś że to się zmieni! Obietnic się dotrzymuje !
Draco odsunął i spojrzał na nią lekko zaskoczony, ale i rozzłoszczony
jednocześnie. Zastanawiała się czym go tak rozgniewała. Hermiona objęła się
ramionami i odsunęła na dłuższy dystans.
On nie odpowiadał przez dłuższą
chwilę. Później stanął prosto i po chwili namysłu powiedział:
-Zawsze dotrzymuję obietnic.
Te słowa zabrzmiały chłodno i nieprzyjemnie. Hermiona zwiększyła dystans
między nimi. Po chwili popatrzyła mu w oczy i warknęła:-
-Chyba jednak nie zawsze.
Myślała, że zaraz na nią krzyknie albo powie coś, przez co znów się
popłacze, ale on tylko kiwnął głową i jakby rozluźniony odrzekł:
-Może masz rację ?
Myślała, że to koniec rozmowy, że po prostu sobie
pójdzie jak zawsze. Malfoy chyba to właśnie rozważał. Nie zrobił tego jednak -
wyciągnął jedynie dłoń i powiedział cicho:
-Chodź, odprowadzę cię do zamku. Masz gęsią
skórkę.
„Nie jest ona powodem zimna”- pomyślała Hermiona,
ale nie odpowiedziała mu.
Granger spojrzała na wyciągniętą dłoń Draco i
poczuła, że to swego rodzaju przeprosiny. Przyglądał jej się. Czekał. Ujęła
jego zimną dłoń i przeszedł ją dreszcz. Co dziwne, poczuła że to jest coś
bardziej intymnego niż wszystko co do tej pory robili. Widziała, że kącik jego
ust lekko się uniósł, ale nic już nie powiedziała.
Nie odwracała się już, ta impreza i tak była
porażką. Wszyscy je tak kochali ze względu na alkohol. Hermiona wiedziała, że
nie tknie Ognistej już przez dłuższy czas. Bała się pomyśleć co by się stało,
gdyby nie poprzestała na jednej butelce. Podczas drogi musiała kilka razy
wszczepić się w ramię Draco, by nie upaść, czego on nie komentował, jedynie się
złośliwie uśmiechał.
Stanęli na chwilę przy jeziorze. Hermiona usiadła
na niedużej skale i dotknęła czoła. Było jej słabo, szybko zrobiła się blada niczym Malfoy. Może naprawdę jest żółtodziobem?
Draco kucnął obok niej i ciągle jej się
przyglądał. Wcale nie poprawiało jej to humoru - jutro będzie płakać ze wstydu,
że tak mu się pokazała.
-Granger, Granger. Co ja się z tobą mam? -
powiedział wesołym tonem.
Hermiona jęknęła i delikatnie wzięła go za rękę.
Na początku spiął się, ale tylko na sekundę.
-Przepraszam - wyszeptał.- To dla mnie… nowe.
-Dla mnie też - odpowiedziała słabo.
-Chcesz żebym cię zaniósł ? - zapytał z tym swoim malfoyowskim uśmieszkiem.
-Nie. Tak w ogóle bardzo się cieszę, że bawi cię
moja sytuacja.
Myślała, że jej się odgryzie, on jednak nic nie
mówił. Podniosła wzrok i spostrzegła, że Malfoy patrzy w górę. Podążyła za jego
spojrzeniem i zobaczyła, że całe niebo robi się czerwone, ale tylko na chwilę.
Później znów wróciło do poprzedniego stanu. Powtórzyło się to dwa razy, ale
Hermiona nie potrafiła zrozumieć, co ma to wszystko znaczyć. Zaczęła się
niepokoić, a on zupełnie nie zwracał na nią uwagi.
-Draco?
-To mój znak, nałożyłem na zegarek pewną ochronę,
która… - nie potrafił skończyć zdania.
Nie patrząc na nią, wypowiedział słowa, które
zmroziły jej krew w żyłach.
-Ktoś ukradł zegarek.
***
No tak, bardzo się cieszę, że udało mi się dodać rozdział, tak jak obiecałam w tym tygodniu. Zajęło mi to co prawda o wiele więcej czasu niż myślałam, ale jest !
Dziękuję, że jesteście i dopytujecie się o rozdziały. To miłe, że ktoś naprawdę jest na bieżąco.
Co do rozdziału - nie jest jakiś super długi i pewnie pełno w nim błędów - szczególnie przecinki w złych miejscach lub po prostu ich brak, ale nie dałam rady już tego poprawiać i pomyślałam, że dodam, a potem najwyżej będę się wstydzić, trudno. Bardzo chciałam to dziś dodać.Następny rozdział obiecuję będzie jeszcze dłuższy, w końcu - będzie się działo.
Co do playlisty- pracuję nad nią, na razie jest taka, ale niedługo zrobię mieszankę tych piosenek, starych i jeszcze kilku innych. Jeśli macie jakieś uwagi, albo chcecie mi zasugerować jakaś piosenkę - śmiało piszcie, wstawiajcie linki itd. Na pewno je przejrzę.
Kocham,
xLL
Świetne :) Wczoraj natknęłam się na twojego bloga i jestem zachwycona Twoimi opowiadaniami:D Pozdrawiam i [z niecierpliwością] czekam na kolejny rozdział xx
OdpowiedzUsuńDziękuję <3 Nowy rozdział soon !
OdpowiedzUsuńxLL
To zaczne od początku oczywiście nie będę oceniam się kompletnie nie znam XD.
OdpowiedzUsuńNo to tak wczoraj znalazłam tego bloga dziś zaczłam go czytam i usze pzyznać że się zdzwiłam. Zdzwiłam się tym jak opowiadanie mnie zaciekawiło i jak szybko się przeczytałam 22 rozdziały. Trzyma super w niepewności i wspaniale zaskakuje. Jest dużo pytań a mało odpowiedzi gdzie chce się czytać więcej i więcej. Gratuluje. Blog dodaje do ulubionych i czekam na kolejne rozdziały i żeby wena Cię nie opuścia. :D